poniedziałek, 26 stycznia 2026

UCZEŃ ARCHITEKTA

ELIF SHAFAK

„Dziwne, że oblicza, jakże materialne i wyraźne, z czasem się rozwiewają, słowa zaś, utkane z oddechu, nie giną.”

Nastawiłam się na bardziej imponującą i przemawiającą do wyobraźni lekturę, wybraną do omówienia w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, niż otrzymałam. „Uczeń architekta” nie był przygodą, która mi się nie spodobała, nie mogłam powiedzieć, że zupełnie nie wciągnęłam się w dramaturgię zdarzeń i stambulską otoczkę, jednak poczułam zawód w trakcie i po spotkaniu. Historia okazała się ciekawa, tym bardziej, że przebiegła w egzotycznych klimatach, lecz miałam wrażenie powierzchowności przedstawiania. 

Elif Shafak dokładała starań, abym mogła odbyć z końca szesnastowieczną i z początku siedemnastowieczną osmańską podróż, ale książka nie przeniosła tak sugestywnie do Stambułu, jak na to liczyłam. Czasy Sulejmana Wielkiego i dwóch następców, kosmopolityczny charakter miasta, powstawanie architektonicznych perełek, to materiał, z którego można było więcej wyciągnąć. Kiedy kilkanaście lat temu miałam okazję poznać na własne oczy meczety i pałace, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, mimo że nie interesowałam się inżynierią powstawania obiektów, poczułam ducha czasów, w których powstawały. Być może za sprawą umiejętności przekazywania wiedzy przez przewodnika wycieczki, a może naprawdę imponujących cech budowli, ale właśnie, w książce brakło intensywności energii minionych imperialnych czasów. Szczegółowe opisy autorki powinny dać więcej pożywki dla wyobraźni, także odświeżenia moich wspomnień podróżniczych, a jednak nie poczułam tego czegoś tak, jak na to liczyłam.

Losy Dżahana, opiekuna słonia i kreślarza, ucznia Sinana, wybitnego nadwornego architekta trzech sułtanów, zainteresowały mnie, ale i tu powstał lekki niedosyt wykorzystania opowieści. Czułam, że obracam się w baśni nakreślonej zgrabną stylistycznie narracją, ale w towarzystwie za mocno rozciągniętej fantastyki. Na mnie to nie zadziałało, ale osoby lubiące obracać się w życiorysach postaci, wokół który tworzy się aura lekkiej nieuchwytnej magii, mogą to docenić. Shafak prowadziła fabułę w spokojnym rytmie, pewnie z zamiarem dania czasu czytelnikowi, by mógł wczuć się w koloryt przebudowywanego miasta, o wielkim znaczeniu dla epoki, ale zabrakło weny nośnej dla odczuć wobec losów bohaterów. Wyczekiwałam bardziej rozbudowanych portretów, wiarygodniej nakreślonych, by chwytały, jeśli nie za serce, choć dla mnie to ważny warunek do spełnienia, to chociaż za zmysł artystyczny. 

Najsłabszym element powieści okazały się dialogi, płaskie i sztuczne, niedostosowane mentalnie do epoki. Pisarka uwzględniła w nich kilka naprawdę dobrych przesłań, ale odebrałam ich jakby przymusowy charakter dodatkowości, konieczny dla podkreślenia filozoficznych przesłań mistrza. Spodobał mi się pomysł na intrygujący wątek powiązany ze zdradą i spiskiem, ale nie został w pełni wykorzystany, autorka za słabo go rozwinęła, nawet dla podkreślenia dramaturgii opowieści. Mimo, że „Uczeń architekta” mnie rozczarował, wiem, że mógł spodobać się czytelnikom, mniej wymagającym niż ja, którym nie przeszkadzała powierzchowność rysów bohaterów, bardziej nastawionym na ogólny odbiór epoki a nie przeżycia, doceniającym koncentrację na detale w opisach i jednocześnie niewymagających od nich tworzenia porywających barwnych obrazów.

4/6 – warto przeczytać
powieść historyczna, 474 strony, premiera 11.05.2016 (2014), tłumaczenie Jerzy Kozłowski
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz