Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 stycznia 2026

UCZEŃ ARCHITEKTA

ELIF SHAFAK

„Dziwne, że oblicza, jakże materialne i wyraźne, z czasem się rozwiewają, słowa zaś, utkane z oddechu, nie giną.”

Nastawiłam się na bardziej imponującą i przemawiającą do wyobraźni lekturę, wybraną do omówienia w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, niż otrzymałam. „Uczeń architekta” nie był przygodą, która mi się nie spodobała, nie mogłam powiedzieć, że zupełnie nie wciągnęłam się w dramaturgię zdarzeń i stambulską otoczkę, jednak poczułam zawód w trakcie i po spotkaniu. Historia okazała się ciekawa, tym bardziej, że przebiegła w egzotycznych klimatach, lecz miałam wrażenie powierzchowności przedstawiania. 

Elif Shafak dokładała starań, abym mogła odbyć z końca szesnastowieczną i z początku siedemnastowieczną osmańską podróż, ale książka nie przeniosła tak sugestywnie do Stambułu, jak na to liczyłam. Czasy Sulejmana Wielkiego i dwóch następców, kosmopolityczny charakter miasta, powstawanie architektonicznych perełek, to materiał, z którego można było więcej wyciągnąć. Kiedy kilkanaście lat temu miałam okazję poznać na własne oczy meczety i pałace, zrobiły na mnie ogromne wrażenie, mimo że nie interesowałam się inżynierią powstawania obiektów, poczułam ducha czasów, w których powstawały. Być może za sprawą umiejętności przekazywania wiedzy przez przewodnika wycieczki, a może naprawdę imponujących cech budowli, ale właśnie, w książce brakło intensywności energii minionych imperialnych czasów. Szczegółowe opisy autorki powinny dać więcej pożywki dla wyobraźni, także odświeżenia moich wspomnień podróżniczych, a jednak nie poczułam tego czegoś tak, jak na to liczyłam.

Losy Dżahana, opiekuna słonia i kreślarza, ucznia Sinana, wybitnego nadwornego architekta trzech sułtanów, zainteresowały mnie, ale i tu powstał lekki niedosyt wykorzystania opowieści. Czułam, że obracam się w baśni nakreślonej zgrabną stylistycznie narracją, ale w towarzystwie za mocno rozciągniętej fantastyki. Na mnie to nie zadziałało, ale osoby lubiące obracać się w życiorysach postaci, wokół który tworzy się aura lekkiej nieuchwytnej magii, mogą to docenić. Shafak prowadziła fabułę w spokojnym rytmie, pewnie z zamiarem dania czasu czytelnikowi, by mógł wczuć się w koloryt przebudowywanego miasta, o wielkim znaczeniu dla epoki, ale zabrakło weny nośnej dla odczuć wobec losów bohaterów. Wyczekiwałam bardziej rozbudowanych portretów, wiarygodniej nakreślonych, by chwytały, jeśli nie za serce, choć dla mnie to ważny warunek do spełnienia, to chociaż za zmysł artystyczny. 

Najsłabszym element powieści okazały się dialogi, płaskie i sztuczne, niedostosowane mentalnie do epoki. Pisarka uwzględniła w nich kilka naprawdę dobrych przesłań, ale odebrałam ich jakby przymusowy charakter dodatkowości, konieczny dla podkreślenia filozoficznych przesłań mistrza. Spodobał mi się pomysł na intrygujący wątek powiązany ze zdradą i spiskiem, ale nie został w pełni wykorzystany, autorka za słabo go rozwinęła, nawet dla podkreślenia dramaturgii opowieści. Mimo, że „Uczeń architekta” mnie rozczarował, wiem, że mógł spodobać się czytelnikom, mniej wymagającym niż ja, którym nie przeszkadzała powierzchowność rysów bohaterów, bardziej nastawionym na ogólny odbiór epoki a nie przeżycia, doceniającym koncentrację na detale w opisach i jednocześnie niewymagających od nich tworzenia porywających barwnych obrazów. 

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4/6 – warto przeczytać
powieść historyczna, 474 strony, premiera 11.05.2016 (2014), tłumaczenie Jerzy Kozłowski
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

piątek, 13 grudnia 2024

POCZTA LITERACKA

CZYLI JAK ZOSTAĆ (LUB NIE ZOSTAĆ) PISARZEM

WISŁAWA SZYMBORSKA

„Talent prozatorski to zdolność wyskakiwania z własnej skóry, to umiejętność stawania się w myślach kimś całkiem innym, prezesem spółdzielni, brzuchomówcą w cyrku, kobietą oczekującą dziecka, robotnikiem wysłanym na kurs, wdowcem i pięcioletnią dziewczynką.”

Jestem przekonana, że ponownie zajrzę do książki, i to pewnie, nie jeden raz. Wciągająca lekcja literacka, możliwość podpatrzenia warsztatu językowego znakomitej poetki i eseistki, w innej formie niż zazwyczaj. Zbiór odpowiedzi na zapytania od czytelników o wartość i dojrzałość ich tekstów, a także ewentualną publikację na łamach „Życia Literackiego”, pisma wydawanego w latach 1951-1990, stanowi interesujący materiał, z którego dużo można wiele nauczyć się, czerpać pomysły i inspiracje. Odpowiedzi Wisławy Szymborskiej imponowały spostrzegawczością, trafnością, wyczuciem w obdarzaniu krytyką, celnością wspartą humorem. Prawdziwie i rzetelnie, ostro i bezpośrednio, z ciekawą puentą i szacunkiem dla innych. 

Kiedy człowiek stawia pierwsze kroki w dowolnej sztuce, także literackiej, ogromnie liczy się ze zdaniem kogoś mocno zasłużonego dla danej dziedziny. Chce konstruktywnej analizy utworów, jednocześnie zrozumienia ze strony osoby, która również kiedyś zaczynała przygodę, w tym wypadku, z pisaniem. Szymborska potrafiła szczerze się wypowiedzieć, jednak świadoma była wrażliwości wysyłających listy do redakcji, nadziei na życzliwe spojrzenie i opublikowanie. Wiele odwagi wymagało od czytelników wystawienie własnych prac na oficjalny osąd, ewentualne dostrzeżenie znamion talentu. „Pocztę literacką” najlepiej było poznawać partiami, aby docenić indywidualny charakter mini recenzji, wymagających uważnego wglądu przysyłanych do pisma próbek twórczości, podchwycenia sposobu wyrażenia myśli na ich temat, ale także nie poczuć znużenia powtarzającymi się przesłaniami. Nie dziwiło, że przytłaczająca większość odpowiedzi, opublikowanych w latach 1960-1968, wybrzmiewała negatywnie, ale właśnie na nich najwięcej skupiałam uwagi, gdyż niejako przy okazji, łapałam wgląd we własne wprawianie się w pisanie.

4.5/6 – warto przeczytać
publicystyka literacka, 202 strony, premiera 03.07.2024 („Życie Literackie”, 1951-1990)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

czwartek, 5 grudnia 2024

ROZRUSZAJ SWÓJ MÓZG

JAK DZIĘKI AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ ZACHOWAĆ SPRAWNOŚĆ UMYSŁU I CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM

ANDERS HANSEN, CARL JOHAN SUNDBERG

„Badania naukowe jasno wykazały, że regularne ćwiczenie to nic innego, jak cudowna kuracja, która zapobiega wielu chorobom lub je leczy, a w dodatku opóźnia procesy starzenia.”

Początkowo wydawało mi się, że wiele skorzystam na poznaniu poradnika, ale im głębiej w niego wchodziłam, tym bardziej przekonywałam się, że nie dostarczył mi tego, na co liczyłam. Wielokrotnie powtarzał kluczowe przesłanie, że aktywność fizyczna poprawia jakość życia i zdrowia, wymaga konsekwencji działania i świadomości zalet. Robił to z różnych ujęć prawidłowego funkcjonowania organizmu, dobrego samopoczucia, przypływu energii, spokojnego snu, większej koncentracji i samooceny. Zmylił mnie tytuł książki, chciałam głębiej wejść w aktywność owocującą lepszą pracą mózgu, lecz musiałam zadowolić się stosunkowo małym przeznaczeniem powierzchni na to zagadnienie. "Rozruszaj swój mózg" bazował na licznych powtórzeniach i raczej miał charakter tytułu zwiększającego pulę publikacji autorów.

Jednak omawiany materiał inspirował do polubienia aktywności fizycznej, wprowadzenia jej na stałe do grafiku dnia. Skoro regularne uprawianie ruchu jest odczuwalne i osiągalne w krótszym czasie niż terapia farmakologiczna, to nie ma co się zastanawiać i go odkładać. Ruch to naturalny lek na depresję, poczucie braku bezpieczeństwa, lęk i fobie. Ciekawił mnie poruszony aspekt wpływu aktywności fizycznej na aktywację i działanie genów. Podobnie jak to, że starzenie się mięśni w dwóch trzecich jest efektem zmniejszonego poziomu ćwiczeń. Albo wyniki badań potwierdzające, że im więcej trenujemy, aby poprawić kondycję, tym z czasem lepiej spalamy tłuszcz. Czytelnikom spodoba się bliższe przyjrzenie się zasadom i poradom efektywnego treningu interwałowego. Od strony oprawy graficznej publikacji, dobrym pomysłem było wyróżnienie żółtą czcionką kluczowych przesłań w poszczególnych rozdziałach.

3/6 – w wolnej chwili
poradnik, medycyna, 254 strony, premiera 13.03.2024 (2014), tłumaczenie Tomasz Oczkowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

niedziela, 28 lipca 2024

CZTERY PORY ROKU W JAPONII

NICK BRADLEY

„Czasami równie ważne jest to, co pozostaje niewypowiedziane, jak to, co słyszymy.”

Książka uwodzi, nie spodziewamy się tak mocnych przeżyć, szalenie zmysłowa, pobudzająca wyobraźnię, dająca do myślenia. Napisana piękną sugestywną narracją, ale bez udziwnień i zbędnych opisów. Chwyta za serce spojrzeniem na wybrane ludzkie losy, wielopokoleniowe doświadczenie, znaczenie silnej obecności w życiu drugiej osoby. A wszystko cudownie otulone w uroki natury, cykl przemijania, mieszanie się szczęśliwych chwil z dramatycznymi wydarzeniami. Niesamowity szacunek wobec starszych, czerpanie z ich życiowej mądrości, sukcesów i porażek. Moc rodzinnych tajemnic odkrywanych zarówno w uśmiechu, jak i bólu. Umiłowanie przyrody i uznanie jej przywództwa. 

Fabuła przemyślana w każdym detalu, z ciekawym pomysłem na przedstawienie, uwzględnieniem interpretacyjnych niespodzianek dla czytelnika. Mądre spojrzenie na to, co definiuje człowieka we własnym odbiorze i w oczach innych, dlaczego warto przepracować mroczne dziedzictwo, czy należy podążać za marzeniami za wszelką cenę, a może trzeba poddać się presji oczekiwań ze strony innych, oraz jak w tym wszystkim znaleźć wewnętrzną spokój i równowagę.

„Cztery pory roku w Japonii” to wyrazista reprezentantka powieści, w których gra cudowna muzyka życia. Czytelnik natychmiast się w nią wsłuchuje, wyłapuje motywy łączące go z postaciami, skupia się nie tylko na głównych nutach, ale również na jakże interesujących dźwiękach w tle. Swobodnie porusza się w przestrzeni przybliżanej historii, delektuje się dialogami, podziwia znaczenie wypowiadanych słów, zatraca się w ciszy panującej między bohaterami, obiera sobie poezję jako towarzysza w odkrywaniu, co napotka i co będzie przeżywał na kolejnych stronach. Bardzo odpowiada mi spojrzenie na codzienność, w której ważni są ludzie, rytuały i pasje, ale też gotowość do wprowadzania zmian, początkowo wydawałoby się niewielkich i mało istotnych, z czasem potrafiących diametralnie odmienić to, co utrwalone, wywabić na powierzchnię prawdę, ukoić ból straty, pogodzić się z porażką, pomóc w uświadomieniu sobie życiowych celów. 

Dziewiętnastolatek opuszcza Tokio i wyjeżdża na prowincję, do rodzimego domu zmarłego ojca, aby ponownie przygotowywać się do egzaminów na medycynę. Zajmująco poznaje się barwy relacji między babcią a wnukiem, uczenia się wzajemnie od siebie, pracowania nad gotowością do wzajemnego zrozumienia się. A na dalszym planie historia Flo, młodej tłumaczki, zachwyconej znalezionym w metrze tomikiem wierszy, szalenie mocno przemawiającymi do jej wrażliwości, usilnie starającej się dotrzeć do autora, przekonującej się, że na szczyt prowadzi wiele dróg.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 380 stron, premiera 03.07.2024 (2023), tłumaczenie Dominika Chylińska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

środa, 5 czerwca 2024

MÓJ RZYM

SPACEREM PO NIEZWYKŁYCH ZABYTKACH WIECZNEGO MIASTA

MAGDALENA WOLIŃSKA-RIEDI

„Tylko w Rzymie można zrozumieć Rzym.” Johann Wolfgang von Goethe

Kiedy pierwszy raz odwiedziłam Rzym nie przypuszczałam, że zrobi na mnie tak kolosalne wrażenie, natychmiast poczuję łączącą nas sympatyczną więź, będę pragnęła wracać do niego jak najczęściej. Miasto, w którym zatraciłam się, pokochałam całym sercem, wiernie uwzględniałam w ramach turystycznych wycieczek. Cieszyłam się, kiedy w moje ręce trafiła książka Magdaleny Wolińskiej-Riedi, gdyż sposób, w jaki autorka podchodziła do obecności w Wielkim Mieście był całkowicie zbliżony z moim, czyli klimat podziwu dla różnorodności, styku przeszłości z teraźniejszością, czystej radości dostrzegania szczegółów. Prowadziła miejscami niezdartymi przez stopy odwiedzających a cudownie obrazującymi oblicze miasta. I właśnie, spokojny rytm spaceru, uwzględniający okazje do nasycenia detalami, wyciągający mniej lub bardziej znane ciekawostki, zwracający uwagę na bieg i świadectwa minionych zdarzeń, sprawił wiele przyjemności. Z radością zaglądałam w małe zaułki i uliczki prowadzące do placów i placyków, odkrywałam perełki architektoniczne i dzieła sztuki, zatrzymywałam się na dłużej przy freskach i rzeźbach, przystawałam na mostach i przy fontannach, cieszyłam się widokiem ogrodów i miejskich oaz spokoju. 

Zadziwiające jak wspaniale współczesność Rzymu miesza się z bogatą przeszłością. Wystarczy odwrócić wzrok w jakimkolwiek kierunku, w dowolne miejsce, aby zetknąć się z namacalnymi doświadczeniami historii. Pełne zespolenie tego, co było, z tym, co teraz się dzieje. Prawdziwy rzymski duch owiany legendami, z czasem pędzącym od starożytności do współczesności, imponującą spuścizną. Z jednej strony pełne ruchu, gwaru i aktywności główne arterie miasta, z drugiej ciche, spokojne i swojskie oblicza wąskich uliczek znanych jedynie mieszkańcom. Rzymu nie pozna się w weekend, miesiąc czy nawet rok, wciąż coś innego i atrakcyjnego ma do zaoferowania odwiedzającym, czasem drobna rzeźba lub pamiątkowa tablica na budynku, kiedy indziej okazję do rozmów z życzliwymi mieszkańcami. „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”, to nie ulega wątpliwości, przynajmniej w sercach i zmysłach tych, którzy choć raz mieli okazję zajrzeć do niego. 

Publikacja bogata w kolorowe mapki i zdjęcia, bezpośrednio korespondujące z treścią, bez konieczności zaglądania do wkładki, co bardzo mi odpowiadało, gdyż dzięki temu przebywanie w czytelniczej przygodzie upływało sprawniej i płynniej. Przyjemna i przyjazna narracja, z wyczuciem potrzeb czytelnika znającego już Rzym, jak i dopiero stojącego przed szansą zachwycenia się nim. Satysfakcjonująca rzymska podróż w mniej znane zakątki, przez subiektywne przeżycia, ale i z myślą o tym, co warte podkreślenia i zwrócenia uwagi. Magdalena Wolińska-Riedi ciepło i wdzięcznie ułatwiała zrozumienie Wiecznego Miasta, tego, co można w nim przeżyć, czego doświadczyć, jak wpływa na duszę spacerujących jego ulicami i uliczkami, zaglądającymi do ciekawych miejsc, nie tylko muzeów i kościołów, ale również do tradycyjnych barów, kafejek, piekarni, pizzerii, cukierni, antykwariatu, szpitala dla lalek, ginących w mroku nowoczesności rzemieślniczych warsztatów. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura podróżnicza, 352 strony, premiera 27.09.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 1 kwietnia 2024

JEROZOLIMSKA PLAŻA

IDDO GEFEN

„Wczorajsze wspomnienia są marzeniami przyszłości.”

Kiedy decydowałam się na spotkanie z książką umknęło mojej uwadze, że nie jest to powieść, ale zbiór krótkich form. Jednak nie przeszkodziło to w delektowaniu się twórczością. Otrzymałam klimat, na jaki liczyłam, garść materiału do ciekawych refleksji i przyjemność w zatapianiu się w ludzkich losach. Iddo Gefen zaimponował narracją przepełnioną ujęciami z różnych perspektyw człowieczeństwa, tego, które każdy chciałby odnaleźć w sobie, nie tylko w godzinach próby, ale w zwykłej codzienności, oraz tego, którego kształtu czasami się wstydzimy, wymyka się czystemu poczuciu sumienia i godności. 

Autor z wyczuciem dotykał ludzkich dusz, jej najgłębszych warstw, znanych od wieków, ale również dopiero kształtujących się w dobie masowej komunikacji i wszechobecnych social mediów. Czułam świadomość poszczególnych jednostek, przywoływanych jako główne postaci w opowiadaniach, poznawałam ich spojrzenie na świat i siebie, sposób traktowania bliskich i tworzenia społecznych relacji. Oczywiście, nie wszyscy intensywnie lub wyraziście przemówili do mnie, ale za każdym razem okazywali się ciekawi i warci poznania, nawet jeśli szala pochylała się w dół pod naporem ciężaru ich wad i ułomności. Właśnie jako jednostka tacy jesteśmy, nieidealni i niedoskonali, także wówczas, gdy za wszelką cenę pragniemy się przed tym ustrzec.

Dużo humoru wyłapałam w opowiadaniu „Oddział geriatryczny”, pomimo wydawałoby się ponurych ujęć, jak dziadek z wojskowymi ambicjami, ojciec niemogący pozbyć się długów, syn z wojenną traumą i matka decydująca się na ucieczkę od rodziny. Ale to „Jerozolimska plaża” przemówiła najbardziej, ze wspomnieniami zakrytymi przez alzheimerową pustkę. Emocjonalna i sugestywna, wywołująca dreszcze podczas czytania, perfekcyjna w każdym calu. Ciekawym pomysłem na fabułę zabłysnął „Exit”, choroba córki powiązana ze zniknięciem w snach i troskliwość rodziców wobec dziewczyny. „Placówka Neptun” również miała w sobie coś, co skłaniało do refleksji na temat kondycji wojskowej mentalności i zmian zachodzących w psychice człowieka. 

Spodobał mi się „Wyśniony dom Debby”, mogłam go odwiedzić powierzchownie koncentrując się na zwykłej rozrywce, albo zajrzeć do ukrytych pomieszczeń powiązanych z naturą ludzką, pragnieniem władzy nad drugim człowiekiem i manipulowania jego losem podług własnych potrzeb. „Trzy godziny z Berlina” doskonale uchwyciły odwrócenie ról rzeczywistości i wirtualnego życia, przykrycia samotności i zagubienia sztucznymi obrazami i relacjami. Spore wrażenie wywarło pytanie „Jak pamiętać pustynię?”, idea dzielenia i wymiany wspomnień przy użyciu nowoczesnej technologii. Natomiast „”Dziewczyna, która mieszkała blisko Słońca” zabrała w międzygalaktyczną podróż i tajemniczą sferę. Dobrze przyjęłam „Sens Życia sp. z o.o.”, poruszał ważne zagadnienia filozoficzne w żartobliwym wymiarze. Natomiast „Podręcznik dla nowych konsultantów” zaskoczył przewrotnością w finałowej odsłonie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 364 strony, premiera 14.06.2023 (2017), tłumaczenie Anna Halbersztat
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 26 listopada 2023

CZARNY TORT

CHARMAINE WILKERSON

„Czasami to, czego nie mówimy o sobie innym, jest nawet ważniejsze niż to, co mówimy.”

Satysfakcjonująca przygoda czytelnicza, wyjątkowo emocjonalna, głęboko wnikająca w duszę człowieka, zaglądająca przez ramię decyzjom podejmowanym przez los i bohaterów. Powieść odmalowana w pięknym stylu rozumienia istoty ludzkiej, z jej wadami i zaletami, prawem do popełniania błędów i korygowania życia, odpowiedzialnością za własne czyny i wyrównywania rachunków innych, nauką przebaczania sobie i bliskim. Wiele żalu, bólu, cierpienia, ale też nadziei, miłości i szacunku. Im bardziej powiązane relacje, tym więcej bywa toksyczności i destrukcyjności. Na szczęście, nigdy nie jest za późno, aby znaleźć wspólny język, by rozmawiać bez wyrządzania krzywdy o tym, czym nawzajem się zatruwamy. Nawet najbardziej poskręcane linie życie, przy odpowiedniej dawce chęci porozumienia, udaje się rozsupłać. Owszem, czasem trzeba odpuścić pojednanie, za dużo jest dręczenia, ale warto postawić na uzyskanie kompromisu z własnym sumieniem i spokojem ducha.

Charmaine Wilkerson prowadzi czytelnika wyboistą wielokulturową drogą, poszukiwaniem tożsamości, utwierdzeniem się w słuszności postaw, pozostaniem wiernym sobie, życiem w jedności z sobą, szukaniem własnej drogi na spełnienie, nieodpuszczaniem marzeniom, ale także odbudowywaniem spalonych mostów i pogodzenia się z przeszłością. Covey to atrakcyjna postać, dziewczyna okradziona z przeznaczenia, z narzuconą niechcianą rolą, ale sprzeciwiająca się zasadom innych i za nic nieuznająca porażki. Wsłuchując się w głos zmarłej Eleonor niejednokrotnie przechodzi nas dreszcz zrozumienia jej przeżyć, zderzenia wielkich pragnień z okrutnym wymiarem rzeczywistości, jednakże też potęgi determinacji wywalczenia szczęścia i wytrwałości w przeciwstawianiu się niemal szyderczemu uśmiechowi losu.

Z podziwem patrzy się na postać Eleonor, silnie odbiera to, co ma do powiedzenia swoim dzieciom, jak mimo własnej nieobecności stara się je pogodzić i zespolić w zrozumieniu. Benny i Byron nie widzieli się od ośmiu lat, kiedyś mocno związani ze sobą, teraz nauczyli się żyć bez siebie. Nieporozumienia, brak cierpliwości, poczucie dumy, doznanie wstydu, niewiedza o przeszłości, to czynniki odgrywające znaczącą rolę w tej rodzinie. Ale matka nie pozwala na zapomnienie o rodzinnej tożsamości, bo kiedy ona zanika członkowie tracą znaczącą część siebie. Symboliczny czarny tort przywołuje wspomnienia z dzieciństwa i młodości, nie pozwala zapomnieć o tym, co było dobre, kształtowało charakter, na trwałe osiadło w sercu. Nie uznaje żadnych granic w drodze ku jedności, nawet po rozłączeniu na dziesiątki lat.

Powieść do krążenia w ludzkiej duszy. Wielowarstwowy scenariusz zdarzeń, wielokulturowy klimat Stanów Zjednoczonych i mieszanka egzotycznych potraw. Zerkamy w ciężką przeszłość imigrantów, rasowe uprzedzenia, poczucie rozdwojenia i nieprzystosowania, Również wyboru bitew wartych stoczenia w codziennym życiu, czy właściwego momentu na powiedzenie prawdy o sobie. Jeśli dostatecznie cofamy się w czasie, okazuje się, że wszystko łączy się z wszystkim innym. Autorka ukazuje, że chociaż odróżniamy dobro od zła, to jednak nie zawsze udaje się je od siebie oddzielić. Często człowieka nie definiuje to lub kogo, trzyma blisko siebie, ale to, czemu pozwala odejść. Interesująco rozwija się docieranie do wyjaśnienia zabójstwa z przeszłości. Nie brakuje też doprawienia powieści szczyptą subtelnej magii. Wielopodmiotowa narracja wędruje niespiesznie między przeszłością a teraźniejszością. Liczy się wspólne przeżywanie z bohaterami i interpretacja ich zachowań, jednocześnie społeczny i polityczny kontekst opowieści.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 378 stron, premiera 23.08.2023 (2022), tłumaczenie Agata Ostrowska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 9 maja 2023

DZIWO

ZADIE SMITH, NICK LAIRD

„Życie jest za krótkie, by nie być dziwem.”

Bardzo cieszę się, że książka wpadła w nasze ręce. Młodzi klubowi czytelnicy pełni zapału zabrali się za poznawanie, empatycznie wczuwali się w przygody niezwykłego bohatera, chętnie brali udział w rozmowie o emocjonalnym scenariuszu. Zadie Smith i Nick Laird napisali piękną historię, nie tylko od strony intrygującej dla najmłodszych akcji, ale również z perspektywy ukrytych cennych życiowych przesłań. Na pierwszy plan wysuwało się potwierdzenie, że warto być sobą. Bez względu na to, jak widzą nas inni, powinniśmy wiernie trwać przy tym, co nam w duszy gra, czym się interesujemy, jakie są nasze marzenia. Zaciera się początkowy rozdźwięk między tym, jacy jesteśmy naprawdę, a jak chcielibyśmy, by patrzyli na nas inni. Życie w zgodzie z sobą niesie wewnętrzne przywileje, utrwala przyjaźń z prawdą, wiarygodnością i autentycznością.

Autorzy w przekonującym stylu ukazali, że warto poznawać drugiego człowieka, bo im bliższa jest znajomość, tym większe zrozumienie i akceptacja wydawałoby się dziwactw i osobliwości. Czyż nie w każdym z nas drzemie coś cudacznego i oryginalnego, co wspaniale odróżnia nas od innych, kompletuje grupę rodzinną i społeczną pod względem umiejętności i pasji? Cenne przesłanie, które warto przekazywać dzieciom od najmłodszych lat. Rozczuliła mnie obecność w fabule staruszki, która wiedziona doświadczeniem i mądrością życiową, chętnie wymykała się krępującej wyobraźnię szablonowości i drobiazgowemu planowaniu. To uśmiech pisarzy w stronę opiekuna czytającego dzieciom książkę. Zatrzymywaliśmy się podczas śledzenia akcji, żeby porozmawiać o szacunku wobec drugiej osoby, tolerancji wobec odmienności, robienia miejsca dla innych w naszym życiu, wzmacniania obopólnej korzyści i radości. Pojawił się również aspekt umiejętności przyznawania się do błędu, przepraszania i naprawiania szkód. Nowy członek grupy staje przed wyzwaniem wpasowania się, także pozostali uczestnicy mają odpowiedzialną rolę przyjmowania z przychylnością. Publikacja zdecydowanie warta uwagi, sięgnięcia do wspólnego czytania i rozmawiania, przyjemnie bawi opowieścią i przekazuje wartościowe myśli. Pozornie dla maluchów, ale naprawdę każdego nakłoni do refleksji. Treść wzbogaca wyjątkowo ładna oprawa graficzna, ciepła i serdeczna, kolorystycznie stonowana, perfekcyjnie współgrająca z narracją.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, 32 strony, wiek 3+, premiera 22.03.2023 (2021)
twarda okładka, format 21,8cm x 28,6cm
tłumaczenie Wojciech Mann, ilustracje Magenta Fox
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 18 lutego 2023

GRA POZORÓW

AGENCJA DETEKTYWISTYCZNA CZAJKA tom 2

KATARZYNA GACEK

„Serdeczne pozdrowienia dla wielbicielki krokusów.”

Sympatycznie spędziłam czas, szybko dostroiłam się do stylu narracji, swobodnie oprowadzał po fabule, o lekkim czarnym zabarwieniu humoru, zgrabnie zdejmującym ciężar z kryminału, dostrojonym dowcipie sytuacyjnym, atrakcyjnie ubarwiającym sceny. Wątki obyczajowe i kryminalne udanie się równoważyły i przenikały. Prowadzone w zrozumiałych akcentach, prostych formatach, bez zbytniego pogłębiania. Wdzięczna przygoda czytelnicza.

Nie tyle liczyła się zabawa w odgadywanie tożsamości mordercy, interpretowanie faktów, dociekanie prawdy, co również stanowiło wciągający aspekt rozrywki, ale podjęcie reguł gry pozorów między postaciami, zajrzenie za kulisy misternie utkanej pułapki, chwytanie drobnych wskazówek ukrytych w opisach i dialogach. Podobało mi się rozdzielenie ról między diametralnie różnymi kobietami. Każda wnosiła do powieści unikalną osobowość, zachowanie, postawę i życiowe doświadczenia. Przekonujące portrety postaci, w żadnym wypadku wyidealizowane, wręcz odwrotnie, wyjątkowe w zwyczajności, naturalne w życiowych problemach i wyzwaniach.

Stwierdziłam, że warto cofnąć się i sięgnąć po pierwszy tom zatytułowany "Pies ogrodnika". Co prawda, autorka dołożyła starań, aby bez jego znajomości dobrze poczuć się w drugim, jednakże miło będzie szczegółowo podejść do przygód pozytywnie zakręconych bohaterek i przeżyć je w pełnym wymiarze. Nie określiłam książki jako mocno trzymającej w napięciu, ale potrafiła przykuć uwagę i podtrzymać chęć kontynuowania spotkania. Niektóre incydenty świadomie wymykały się realności, profesjonalizmowi, czasami przebijał się duch naiwności, dokuczał brak kompetencji, ale nie można było odmówić bohaterkom odwagi, determinacji, bezpośredniości, niekiedy wyboru działania niejako wbrew sobie. Wiele się działo, zaś dynamika akcji znakomicie rozkładała się. Lekko, swobodnie, płynnie, na złapanie ciekawych i relaksujących barw wieczoru czytelniczego.

W osobliwych okolicznościach zaginęła popularna autorka kryminałów Monika Banach. Zrządzeniem losu w pobliżu uaktywniły się reprezentantki agencji detektywistycznej. Agentka pisarki zatrudniła je i teraz to na nich spoczywał ciężar odnalezienia pisarskiej celebrytki, a wcześniej dowiedzenia się, czy w grę wchodzi samobójstwo, porwanie, a może morderstwo? Wydawało się, że podjęta misja powinna szybko zakończyć się, a jednak sprawy mocno komplikowały się, ślepe tropy nie podsuwały sensownych kierunków poszukiwań, brakowało właściwych punktów zaczepienia. Dodatkowo, rywalizacja z policją powodowała wzrost presji czasu, ważyły się losy wizerunku obu stron tropicieli prawdy. Gaja, Klara i Matylda dawały z siebie wszystko, każda na swój sposób, jednakże w znakomicie uzupełniającym się trio. Skorzystajcie z 35% rabatu dostępną na "Grę pozorów" na stronie Wydawnictwa Znak.

4/6 – warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 412 stron, premiera 08.03.2023
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

sobota, 11 lutego 2023

ROK Z FILOZOFAMI

„Kto nie dąży do rzeczy niemożliwych, nigdy ich nie osiągnie.” Heraklit

Często brakuje mi czasu, aby podchwytywać codzienne namiastki przewodnictwa duszy, zatrzymać się na kilka spokojnych chwil, zerknąć uważnie w głąb siebie, przyjrzeć się obecnemu etapowi życia i jego faktycznej jakości. A szkoda, bo wiele jeszcze mogłabym dowiedzieć się o sobie, lepiej zrozumieć ogarniające mnie wątpliwości, zweryfikować dawne postanowienia. Lubię też spoglądać na otaczający mnie świat oczami innych, porównywać wieloletnie doświadczenie, dostrzegać różnice światopoglądów. Czy zgadzam się z tezami wysuwanymi przez innych o życiu i naturze człowieka, czy nie do końca je czuję w wybrany sposób, chcę wiedzieć, dlaczego pewne rzeczy inaczej interpretuję, dokąd podążałabym, gdyby dostosowała się do myśli innych, jak wpłynęłyby na podejmowane przeze mnie decyzje. 

Dlatego z ogromną ciekawością sięgam po „Rok z filozofami”, proponujący na każdy dzień roku inną myśl dążącą do całościowego zrozumienia świata. Oczywiście, Kinga Janas i Katarzyna Węglarczyk dokonują subiektywnego wyboru spojrzenia innych na różnorodną tematykę składającą się na aspekty ludzkiego życia, ale nic nie stoi na przeszkodzie samodzielnego rozwijania tkwiących w nich przesłań. Mogą towarzyszyć przy porannej kawie, zanim jeszcze na dobre budzi się dzień, w drodze do pracy, aby zająć myśli czymś kreatywnym a nie narzekania na uliczny korek, czy podczas wieczornych rozmów z bliskimi, tak aby poznać także i ich punkt widzenia. Publikacja proponuje teksty do głębszego przeżywania, inspiruje do wnikliwszych dociekań, zachęca do wyrobienia własnej opinii, a przede wszystkim zachęca do wpadnięcia w przyjazny i wartościowy rytm rozmyślań i refleksji, czasem trwający chwilę lub dwie, kiedy indziej nawet przez kilka dni nabierających kształtów. 

Książka podzielona na cztery części, w zgodzie z porami roku, fantastycznie oddaje charakter i nastrój ogarniających nas wówczas myśli. Każdy dzień ma przydzielony cytat wraz z podaniem autora. Spokojna i stonowana roślinna oprawa graficzna nawiązuje do więzi człowieka z przyrodą. Pozostawia wolne przestrzenie, w których można notować własne komentarze, tak aby wrócić do nich za jakiś czas, przemyśleć i uaktualnić. Czuje się bliskość z poezją literacką i poezją życia. Tak naprawdę, to książka dla każdego, od młodych czytelników do najstarszych, bez względu na wiek każdy wyniesie coś dla siebie. Przyjemnie i interesująco jest zanurzać się w zagadnieniach natury człowieka, jego miejsca w przyrodzie i społeczeństwie, przyglądać się wypracowanym zasadom moralnym, czy szeroko pojętym pojęciom bytu. Twarda okładka zabezpiecza książkę przed uszkodzeniem w ramach rocznego użytkowania.

4.5/6 – warto czytać i rozmyślać
praca zbiorowa, literatura filozoficzna, etyka,metafizyka, filozofia człowieka
394 strony, premiera 09.11.2022
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 23 stycznia 2023

DRZWI O TRZECH ZAMKACH

Sonia Fernández-Vidal

"Jeżeli zapytasz, wyjdziesz na głupca raz; jeżeli nie zapytasz, będziesz głupcem przez całe życie."

Rewelacja! Książka znakomicie przemyślana i napisana. Właśnie takie publikacje popularnonaukowe przyciągają młodych czytelników do odkrywania tajemnic nauki, w tym wypadku fizyki kwantowej. Mam wrażenie, że nawet dorosły mniej zaprzyjaźniony z tą gałęzią fizyki, wiele zrozumie i zapamięta po spotkaniu z tym tytułem. Materiał, wcale nie tak łatwy do ogarnięcia, bo w dużym stopniu bazujący na abstrakcji, podany jest w szalenie przyjaznej, przejrzystej i klarownej formie. Wybrane są najważniejsze aspekty z tej dziedziny nauki i sprytnie wplecione w niezwykłą przygodę nastolatka. Niko, mieszkaniec świata klasycznego, dostaje się do świata kwantowego, a tam czeka na niego mnóstwo niesamowitych przeżyć, oszałamiających i ekscytujących, pakiet zagadek, które trzeba szybko rozwikłać, zbiór łamigłówek, których rozwiązanie wymaga sprytu, szereg sekretów, które stopniowo coraz bardziej uruchamiają wyobraźnię. A wszystko zaczyna się od wiele znaczącego napisu na suficie w jego pokoju i przekroczenia drzwi opuszczonej rudery na jego ulicy.

Sonia Fernández-Vidal fenomenalnie oprowadza chłopca wchodzącego w nową rzeczywistość. Stawia na jego drodze nowych przyjaciół, osobliwie zachowującego się kota, ale również przeciwników w niezwykłej rozgrywce. Seria intrygujących incydentów sprawia, że Niko natychmiast angażuje się w przebywanie w niecodziennym świecie, uczy się zadawać właściwe pytania, nie brać wszystkiego za pewnik, nie bać się wyciągać nawet nieprawdopodobnych wniosków. Wyjątkowa fabularna wędrówka po nauce. Chłopiec zagląda w głąb czarnych dziur, poznaje działanie akceleratora cząstek, próbuje przemierzyć niebezpieczny labirynt, ogląda narodziny wszechświata, mecz materii kontra antymaterii, uświadamia sobie względność czasu i przestrzeni, wnika szczegółowo w budowę materii, fascynuje się stanem splątanym, przyswaja zasady superpozycji i nieoznaczoności, dowiaduje się, czym tak naprawdę jest światło. Rozdział wprowadzający do wiedzy o bozonie Higgsa genialnie i wybornie napisany z punktu widzenia młodego odbiorcy. I na koniec, kapitalne wyjaśnienie dekoherencji kwantowej.

Autorka dokłada wszelkich starań, aby nie tylko przekazać wiedzę, ale również zaszczepić pragnienie nieustannego dowiadywania się czegoś nowego o świecie, zarówno w aspekcie widzialnym, jak i niewidzialnym, szczere pragnienie zrozumienia wszechświata. Trafnie dobiera powiedzenia, przywołuje prastare legendy, cytuje wiersze, rozpisuje przykłady, wykorzystuje porównania. Przekonuje, że czasem trzeba opuścić zwykłą logikę i zmienić perspektywę, zarówno odnośnie do sposobu postępowania, jak i do sposobu myślenia. Trzy filary powieści, przygoda, nauka i fantastyka, oraz niezwykle ważna misja do wypełnienia. Nie wahajcie się, chwytajcie za książkę, zdecydowanie warta jest uwzględnienia w planach czytelniczych. Doskonały pomysł na książkowy prezent, rozbudzenie w młodych czytelnikach zamiłowania do wchodzenia nawet w najbardziej trudne dziedziny nauki. Przy takim podaniu wiedzy, znajomość świata odkrywa wszelkie tajemnice, czyni je klarownymi i zajmującymi. I jeszcze słowo o oprawie graficznej, znakomicie koresponduje z treścią, fantastycznie ją dopełnia, chociaż w czarno-białej odsłonie, to jednak w zupełności wystarcza na potrzeby odwołania się do wyobraźni.

6/6 - rozkosz czytania
literatura dziecięca, literatura popularnonaukowa, fizyka kwantowa, wiek 10+, premiera 28.09.2022 (2018), 206 stron, tłumaczenie Joanna Ostrowska, ilustracje David G. Forés
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

środa, 18 stycznia 2023

KOŃCE ŚWIATA

NIEZWYKŁA OPOWIEŚĆ O TYM, JAK WYMIERAŁA NASZA PLANETA

PETER BRANNEN

„Życie i geologia są dwoma opisami tego samego zasobu surowca. Jeśli naruszyć jeden, pojawi się reakcja w drugim, i odwrotnie.”

Obracając się wokół tematów związanych z ogromnymi jednostkami czasowymi, gdzie istnienie człowieka na Ziemi stanowi zaledwie maleńki ich ułamek, natychmiast uświadamiamy sobie, jak króciutkie jest istnienie naszych cywilizacji, a co dopiero jednostki. Peter Brannen zgrabnie nam to przedstawia, nie wchodzimy w historię ludzkości, która na pierwszy rzut oka wydaje się taka długa i ciągła, ale przemierzamy epoki naszej planety, okresy rozwoju życia na jej powierzchni, i przede wszystkim przyglądamy się nagłym masowym wymieraniom w dziejach Błękitnej Planety. Według przypuszczeń naukowców, wciąż spierających się o jak najdokładniejsze interpretacje, Ziemię pięć razy ogarnęły mega apokalipsy. Jestem przekona, że jeszcze wiele zmieni się w kolejnych latach badań, w zakresie ustalania geografii pradziejów. Dysponujemy stosunkowo małym materiałem dowodowym, żeby uzyskać pewność wysuwanych hipotez i uczynić obowiązującymi. A jednak już i tak wiele udaje się nam ustalić, co działo się na naszej jednocześnie gościnnej i bezbronnej planecie.

Pokrywająca Ziemię warstwa życia jest unikalna na skalę galaktyczną a przy tym niezwykle krucha w skali masowego wymierania. Odkrywamy ślady i pomniki pradawnych hiperkatastrof obejmujących wulkany, asteroidy, tektonikę płyt, zmiany klimatu i oceanów wywołane przez siły geologii. Niewyobrażalne gigantyczne kataklizmy na kontynentalną skalę wynikające z wewnętrznych zakłóceń procesów geochemicznych spychały planetę w monstrualne kryzysy. Dokładnie śledzimy gwałtowne zmiany obiegu w przyrodzie, zlodowacenia, ocieplenia, zakwaszenia wód, anoksję oceanów, wietrzenie lądów, toksyczność siarkowodoru, kwaśne deszcze, niszczenie warstwy ozonowej. Imponujące, że planeta i tak odradzała się po masowych wymieraniach, wiele gatunków nie zdołało przetrwać, ale były i takie, którym się to udało. 

Autor zajmująco oprowadza po historii Ziemi, szczegółowo przybliża aspekty związane z reprezentacyjnymi gatunkami fauny i flory. Dobiera reprezentujące przykłady. Posiłkuje się rozmowami z naukowcami. Sporo ciekawostek, dających do myślenia porównań, podkręcających wyobraźnię skojarzeń. Ordowik, dewon, perm, trias, kreda, plejstocen i ich zatrważające końce. Ale też spojrzenie na bliską i daleką przyszłość Ziemi. Książka sprawdza się w osiąganiu ogólnej orientacji w tematyce masowych wymierań, napisana przyjaznym językiem, łatwo wciąga w to, co miało miejsce na Ziemi 445, 374, 252, 201 i 66 milionów lat temu, zupełnie jakbyśmy odwiedzali różne planety, takim Ziemia podlegała drastycznym zmianom. Brannen wiele miejsca poświęca wstawkom tego, co obecnie czyni człowiek ze swoim miejscem w kosmosie, na ile jego destrukcyjne działania mogą przyczynić się do kolejnego masowego wymierania.

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, 446 stron, premiera 15.06.2022 (2017), tłumaczenie Ewa Ratajczyk
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 22 listopada 2021

WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA GÓR

[PRZEDPREMIEROWO]

JÓZEF TISCHNER

"Bez wolności nie jest możliwa miłość: prawdziwa miłość może istnieć jedynie między wolnymi. Wolność jest też kamieniem węgielnym wierności."

W dzisiejszych czasach, kiedy ogromny pośpiech życia utrwala się, rzadko gospodarujemy dłuższą chwilę, by na spokojnie zajrzeć w głąb siebie, wspiąć się na szczyt prawdziwych przesłań, oddzielić je od wzorców narzucanych przez współczesną cywilizację, zaprzestać pogoni za popularyzowanymi wartościami, a skoncentrować się na samym sobie, na tym, co nas definiuje z własnej perspektywy i doświadczeń. Józef Tischner zachęca do zastanowienia się, jakie wewnętrzne wartości są najważniejsze, w jaki sposób chcemy za nimi podążać, jak przekładamy je na zwykłą codzienność.

Właśnie akt indywidualnego zrozumienia reprezentuje prawdziwą wolność, kiedy obracając się w środowisku, dzięki wyrobionym przekonaniom, nie odczuwamy zewnętrznego przymusu. Wiele osób intuicyjnie to odbiera i definiuje, stawia na poznanie siebie, pragnie swobodnie wyrażać siebie, czynić z luksusu bycia sobą coś w pełni naturalnego, a nie sporadycznego. Wówczas do głosu dochodzą różne marzenia, zainteresowania i pasje, które warto realizować, pielęgnować i rozwijać. Może to być wędrówka po górach, poznawanie cudów przyrody, spotkanie z drugim człowiekiem, realizowanie się w misji nauczyciela, czy współtworzenie dorobku kulturowego. Sztuka wybornie przemawia do twórcy i odbiorcy, posługuje się uniwersalnym językiem, przykładowo, wychodzi poza góralską tradycję i dociera do szerszego grona.

Tischner wspaniale opowiada o przekraczaniu własnych ograniczeń prowadzącym ku wolności, pojawia się wówczas bezpośrednia świadomość życia i zamiłowanie do odkrywania jego tajemnic. Przyjemne uczucie posłuszeństwa wobec siebie samego, wyzwalanie się od strachów, które nami rządzą, oczyszczanie duszy z chorób ograniczających samostanowienie. Wspaniałe budowanie mostów łączących jednego człowieka z drugim. Słowo zakłada wolność poprzez jawność i otwartość. Spotkania z pięknem i dobrem, w bezinteresownym wymiarze, oplatają życie prawdą i spełnieniem. "Gdy naprawdę staniecie się wolni, rozwiążecie inne wasze problemy."

Książka skłania do przemyśleń i refleksji, co znajduje przełożenie w postrzeganiu siebie, innych i świata. Cieszę się, że znalazłam potwierdzenie, że podążam w dobrym kierunku, chociaż wciąż wiele mam do zrobienia. Podoba mi się ujęcie myślenia i nauki jako cech wolności, zależy mi, aby w tym nieustannie sprawdzać się, znajdywać motywacje do odkrywania najgłębszych warstw siebie samej, stawać się lepszą, przekładać to na rzeczywiste czyny wobec ludzi i przyrody, w tym zwierząt i gór. Publikację wzbogacają liczne kolorowe zdjęcia, chętnie się im przyglądam podtrzymują nastrój podziwu, zachwytu i zadumy. Atrakcyjna oprawa graficzna. Wyciągnięte z tekstu cytaty z mądrym słowem i przesłaniem, z pewnością będę do nich wracać.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura religijna, 202 strony, premiera 24.11.2021, wybór i opracowanie Wojciech Bonowicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

KAMIENNY SUFIT

ANNA KRÓL

"Nie czuję zmęczenia ani bólu. Żadnych myśli, żadnych planów. Tylko ten moment. Tu, wysoko nad górami."

Z ogromną przyjemnością czytałam o silnych i wytrwałych kobietach, które na przekór społecznym uwarunkowaniom, potrafiły z potężną determinacją trwać przy własnych marzeniach i śmiało odpowiadać na zew wolności. Krytykowane przez mężczyzn, często nawet poniżane, bo ośmieliły się wejść w męski świat, walczyły nie tyle z innymi, bo na to nie miały większego wpływu, potrzeba było czasu, aby zmienić mentalność ludzką, co same ze sobą. Wyzwania pań nie różniły się od sprawdzianów panów, z perspektywy czasu można stwierdzić, że były nawet bardziej obciążone napotykając opór męskiego środowiska tatrzańskich wspinaczy. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak wiele kobiet, pomimo ogromnego sceptycyzmu, decydowało się wyruszyć na ambitne i trudne szlaki, udowodniając odwagę, upór i samodzielność. 

Z zainteresowaniem wsłuchiwałam się w opowieści o pionierkach polskiego taternictwa, życiorysy, osobowości i dokonania. Wiele i dziś można nauczyć się z ich wyjątkowych postaw i szczerego oddania pasji. Wiele nazwisk nie znałam, a tak fascynujące kryły się za nimi ludzkie spojrzenia na świat i branie życia we własne ręce. Anna Król ciekawie je przedstawiła, podkreśliła różnice, ale też ukazała podobieństwa, i ten ściśle cementujący składnik - zachwyt i szacunek wobec gór. Przyglądamy się Wandzie Herse, Helenie Dłuskiej, Irenie Pawlewskiej-Szydłowskiej, Wandzie Jeromin, Jadwidze Roguskiej-Cybulskiej, Jadwidze Honowskiej, Zofii Krókowskiej, Róży Drojeckiej, Zofii Radwańskiej-Paryskiej, Marzenie Skotnicównej i Lidii Skotnicównej. Cieszyła szczegółowość przybliżania portretów. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby dotrzeć do wszelkich wzmianek na temat pań, z literatury i osobistych rozmów ze świadkami. Omawiane wydarzenia działy się ponad i nieco mniej niż wiek temu, zatem to fantastyczne spojrzenie w przeszłość, kiedy pojawiały się kobiece pierwiastki w rodzącym się i zdobywającym popularność polskim taternictwie. 

Narracja przeniosła w wymagające i ambitne początki polskiego kobiecego taternictwa, ale także, za pośrednictwem osobistych przeżyć autorki w Tatrach, nawiązała nić z teraźniejszością. Wiele zmieniło się po drodze, choćby stroje i wyposażenie, ale rdzeniem pasji górskiej wciąż pozostaje wrażliwość na krajobrazy i przyrodę, połączenie zmagań z górskimi szczytami i wewnętrznymi przeżyciami. Podziwiałam i zachwycałam się dokonaniami taterniczek, rozumiałam, co je pchało w góry, zatem daleka byłam od oceniania, nawet uwzględniając tragiczne zakończenia linii życia. Wszystko podano przyjazną, barwną, malowniczą narracją, z ładunkiem emocji towarzyszących wspinaniu, które chciałam poznać i wyobrazić sobie. Znakomicie czułam ducha Tatr, kamiennych ścieżek, ruchliwych skał, pionowych ścian, kilogramów lin i siły partnerstwa. Klimat tematyki uatrakcyjniały pisemne relacje, fragmenty utworów, wycinki prasowe, retro ilustracje i zdjęcia.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, taternictwo, literatura górska, 416 stron, premiera 17.05.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl