Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DON DELILLO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DON DELILLO. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 lipca 2026

BIAŁY SZUM

DON DELILLO

"- Trudno mi jest wyobrazić sobie, że ktoś z takimi dochodami może umrzeć.
- Może śmierć, taka, jaką my znamy, dla nich nie istnieje. Po prostu dokumenty zmieniają właścicieli.”


Moje drugie spotkanie z twórczością autora, wcześniej natknęłam się na „Podziemia”, chętnie w nie weszłam i przemierzałam, wyniosłam mocne wrażenia czytelnicze. Teraz miałam okazję zapoznać się z „Białym szumem”, i jeszcze wyżej oceniłam przygodę. Być może oswoiłam się ze stylem pisarza, a może to, że książka napisana ponad czterdzieści lat temu, lekko zestarzała się, lecz wciąż niosła wiele uniwersalnych pierwiastków. Don DeLillo wykazał się zręcznością w dostrzeganiu niekorzystnych symptomów funkcjonowania społeczeństwa w szybko rozwijającej się cywilizacji. Umiejętnie nakreślił tematykę, wiele wyciągnął z potencjału nośnego, bawił się formą narracji i przyciągania uwagi odbiorcy. Sięgnął ze swobodą po absurd, groteskę, ironię i czarny humor. 

Z jednej strony ukazał krzywe zwierciadło amerykańskiej, ale jakże mocno już zasiedlonej także w polskich realiach, konsumpcyjnej rzeczywistości. Zestawił z lękiem przed śmiercią i końcem możliwości brania i czerpania korzyści. Snuł wyolbrzymione dygresje naprowadzające kierunki refleksji i nadające pulchność opowieści, jakby z lekkiej przekory potwierdzenia nadmiarowości informacji w środkach masowego przekazu i literaturze, naukowej maniery naciągania znaczenia i przerysowania. Celnie uwypuklał bolączki współczesnego społeczeństwa. Z drugiej wyzwalał uśmiech czytelnika wiele komunikującym kontrastem, pozornie niepotrzebnym rozciąganiem akcji, nieoczywistymi dialogami, podszytymi wyjątkową mądrością młodego pokolenia, uważnego, nazbyt poważnego i krytycznego. Chaos i miałkość informacyjna, pospieszna codzienność, zachwianie piramidą wartości, dewaluacja jakości rodzinnego spędzania czasu, supermarkety jako epicentrum życia, kościół uwalniający zrzucanie odpowiedzialności za samodzielne myślenie, farmakologia mająca rozwiązania na wszelkie bolączki, nawet wyimaginowane i spiskowe. I oczywiście, nowe technologie i kultura masowa, otumaniające zbiorowości, odciągające od tego, co naprawdę ważne, wprowadzające na podium parodie intelektualne. 

Każda cywilizacja wkomponowuje się w krąg cyklu życia, powstaje, rozwija się i upada. Jak wiele lub niewiele brakuje współczesnej zachodniej, aby dotrzeć do końca egzystencji? Czy z bliskości finiszu rodzi się lęk przed śmiercią intelektu populacji i śmiercią jednostki? Z wielu perspektyw mogłam spojrzeć na powieść, wtopić się we wszechobecny biały szum, zajrzeć w nowe wyzwania życia rodzinnego, wejść w obszar ekologicznej katastrofy, odczuć negatywne konsekwencje rozwoju postępu i siły nabywczej pieniądza, na trwałe zmieniające oblicze społeczeństwa, formujące pragnienia posiadania i użytkowania, pozbawiające kontroli nad życiem. Zamiast na zagadywaniu rzeczywistości, powinniśmy skupić się na uważności postrzegania. Nic zatem dziwnego, że dużym zainteresowaniem cieszą się treningi świadomego kierowania uwagi na bieżącą chwilę, tak aby nie przeoczyć esencji życia, bycia tu i teraz.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 380 stron, premiera 15.11.2023 (1984)
tłumaczenie Radosław Zubek
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 24 lipca 2025

PODZIEMIA

DON DELILLO

„Historię tworzą masowe tęsknoty.”

Zdanie przytoczone z pierwszej strony powieści natychmiast mnie zaciekawiło, wpisało się w nurt podążania tropem interpretacji współczesnej cywilizacji. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie Ameryka stała się dla innych wzorcem spełniania się w społecznej wolności. Mieszkańcy różnych państw, oczywiście ze względu na indywidualne uwarunkowania historyczne, polityczne, kulturowe i religijne, w różnym stopniu przypisywali Ameryce przymioty, za którymi warto podążać i angażować się w nie. Można powiedzieć, że powstało swego rodzaju zauroczenie amerykańskim stylem życia. Jedni głęboko chcieli wejść w ten nurt obietnic, inni nie dali się złapać na haczyk niepewności. Łatwo oceniać z perspektywy czasu, trudniej rozumieć na bieżąco. Czy Ameryka zawiodła swoich obywateli i zapatrzonych w nią wielbicieli spoza reszty świata? A może podążała nieuniknioną ścieżką rozwoju przy uwzględnieniu natury ludzkiej i determinujących powszechnych trendów?

Do DeNillo w ciekawym stylu prezentuje opis Ameryki drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Stawia na wielowątkową narrację, na przykładzie konkretnych postaci, z wstecznym naruszeniem osi czasu. Bohaterowie z krwi i kości, normalni ludzie, zwykłe losy, a ich suma wpisuje się w amerykański mit i sen o cudzie. Kolorowe portrety postaci, obdarzone przekonującymi emocjami, podążające tropem marzeń i codzienności, mieszane i zazębiające się, stają się filarem książki. I to świetnie zbudowanym, oddającym ducha czasów, obaw, nadziei, ponadto nieustannych zmian, także technologicznych wraz z dawanymi przez nie możliwościami. Z jednej strony wydawałoby się cudowne perspektywy, z drugiej zderzenie z wypełnionym strachem spojrzeniem na świat zewnętrzny, w którym nie brakuje wojen, terroryzmu, groźby destrukcyjnego ataku. 

Mcdonaldyzacja życia, rozpędzająca się w wielu kierunkach masowa kultura, swobodne odwołania do symboli szczęścia, inna sprawa czy krótkotrwałego, czy długofalowego, wbijanie się w chętnie podchwytywanie tezy, absurdy i paranoje. Pełen wachlarz tego, co działo się z amerykańskim społeczeństwem w drugiej połowie ubiegłego wieku. Książkę czyta się dobrze, wyraziste postaci, sugestywne opisy, ale momentami nieco przytłacza rozmachem podejmowanych kierunków, co wcale nie oznacza krytyki, ponieważ fantastycznie odzwierciedla dynamikę przemian Amerykę i ogromną różnorodność goniących za dobrobytem mieszkańców. Warto przeczytać, ale trzeba się liczyć z tym, że wymaga rezerwacji większej jednostki czasu i większych pokładów wytrwałości.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 920 stron, premiera 24.01.2024 (1997), tłumaczenie Michał Kłobukowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl