Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Tochman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Tochman. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2026

JAKBYŚ KAMIEŃ JADŁA

WOJCIECH TOCHMAN

"Każda zbrodnia ma swoje imię i nazwisko.”

Książkę czytałam w skupieniu, przepełniało mnie wzruszenie, do głosu dochodziły refleksyjne myśli. Z bólem wsłuchiwałam się w przeżycia kobiet wciąż mających nadzieję na odszukanie kości bliskich zaginionych w wojnie, zamordowanych w bestialstwie, oszukanych w sumieniach oprawców, pochowanych w masowych grobach, zbezczeszczonych w przypadkowych miejscach. Budzące silne emocje obrazy matek przywołujących do ujawnienia się resztek ciał dzieci, żon liczących na cud dowiedzenia się, jak i gdzie zmarli mężowie, córki pragnące znaleźć i pochować szczątki ojcowskich genów. 

Wojna nie zna litości, sięga najmroczniejszych sfer ludzkiej natury, wyzwala w człowieku najgorsze. Wprowadza w traumę, która towarzyszy ofiarom do końca życia. Nawet jej koniec nie staje się początkiem nowego, nadal głęboko trwa w ludziach, krzywdy nie dają o sobie zapomnieć, niemożność pochowania zmarłych łamie serce, rzeczywistość nie wraca do pierwotnego stanu. Życie staje się imitacją, pustką i czekaniem, a co gorsze, wciąż widzi się oprawców w twarzach sąsiadów, morderców w etnicznym wydźwięku, gwałcicieli w mężczyznach. Wydawałoby się, że człowiek dumny ze swego człowieczeństwa, rozumu, wrażliwości i kultury, nie może tak wiele zła uczynić drugiemu człowiekowi. A jednak, pozostawia po sobie miasta widma, świadectwa bestialstwa w obozach koncentracyjnych, ziemię pokrytą szczątkami ludzkich kości, niemożliwe do identyfikacji zmieszane kości wydobyte podczas ekshumacji, a także lęk, że śmierć z rąk dawnych i obecnych sąsiadów jeszcze wróci. 

„Jakbyś kamień jadła” to wstrząsający obraz tego, co działo się, kiedy człowieczeństwo przestało istnieć w ramach konfliktu wojennego, do jakiego stopnia wypaliło się okrucieństwo w duszach zbrodniarzy, jak szybko i sprawnie poszybowało w kierunku ludobójstwa. Opowieść o tym, jak żyć po wojnie na gruzach miast, domów, rodzin i serc, jak radzić sobie z widokiem dawnej własności przejętej przez tych, co stali po drugiej stronie konfliktu. Przejmująca relacja z wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995), krwawego spustoszenia, które po sobie zostawiła, mrocznej serbskiej odsłony nienawiści, osobistych opowieści kobiet i skomplikowanych relacji. Styl narracji niezwykle przemawiający do wyobraźni, oszczędny i przejrzysty, stał się tłem dla przybliżenia bratobójczych dramatów i ciężkich traum. Dlaczego nasz gatunek wciąż wdaje się w konflikty zbrojne, odbiera życie, niszczy ludzkie losy, wprowadza kalectwo, zamęt i destrukcję? Dlaczego nie uczymy się na historycznych doświadczeniach i konsekwencjach? Czemu organizacje powstałe w imię pomocy tak naprawdę niewiele i nieskutecznie przeciwstawiają się realiom ogarniętych wojną regionów? 

Jakże potrzebujemy takich reportaży, aby dawać smutne świadectwo nieograniczonego ludzkiego bestialstwa, okazać szacunek ofiarom, tym, co zostali zabici, i tym, co przetrwali w aurze straty, pamiętać dokąd prowadzi nasza nieokiełznana ciemna strona natury, przypominać, że za zło sami odpowiadamy, czynem lub biernością. Wobec tego, co obecnie dzieje się na świecie uwikłanym w konflikty, warto zbliżyć się do tego typu lektury, relacjonującej, uświadamiającej, wywołującej refleksje i odwołującej się do sumienia gatunku ludzkiego. Zerknij na inną książkę Wojciecha Tochmana, przedstawioną na Bookendorfinie, "Pianie kogutów, płacz psów", zainteresować może także "Pożegnanie z Narnią", rozmowa autora z Anną Krall.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
reportaż, 160 stron, premiera 18.02.2026 (2018)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

czwartek, 20 listopada 2025

POŻEGNANIE Z NARWIĄ

HANNA KRALL, rozmawia WOJCIECH TOCHMAN

"Jak człowiek nie wie, co ma robić, to może poprawić coś dookoła siebie.”

Przysłuchiwałam się rozmowie z zainteresowaniem. Opowieści o życiu, doceniłam, że na publicznym forum za pośrednictwem książki. Dzieleniu się wiedzą i przemyśleniami zdobytymi podczas przeżyć i doświadczeń. Składały się na nie różne barwy, jedne pozornie zwykłe i proste, inne naznaczone dramatem i tragedią, kolejne nawiązujące do ciepłych uczuć i myśli, a pomiędzy, mnóstwo dalszych. Wszystkie wymieszane, z niektórymi, o których nie tyle chce się zapomnieć, co pogodzić, które poprowadziły w różne miejsca, umożliwiły spotkanie z różnymi ludźmi, naznaczyły obecnością różne czasy. Nie jestem na etapie dokonywania podsumowań własnego losu, jeszcze nie czuję takiej potrzeby, koncentruję się na życiu tu i teraz, ale z ogromną ciekawością spoglądam na to, co innym było dane przejść. Nie wiem, czy stać mnie będzie na poszukiwanie śladów własnej przeszłości ze szczegółowością i imponującą pamięcią, jak w „Pożegnaniu z Narwią”. Pośrednio odnosić się do zdarzeń z historii, głęboko splecionych z życiem Hanny Krall, warunkujących decyzje i wybory, naprzemiennie odbierających szanse możliwości, i dających nowe opcje i coś w prezencie.

Czułam zawiązaną nić szacunku, przyjaźni i zrozumienia między dwójką reporterów. Rozmowa wydawała się przyjazna i twórcza. Odkrywała coś, czemu nie zawsze chciałoby się dać wypłynąć na powierzchnię. Wspomnienia z wojny, pobytu w domu dziecka, zdobywaniu edukacji, pracy w charakterze reportera, konfrontacji ze starym systemem politycznym i cenzurą, bycie świadkiem narodzin Polski w nowej solidarnościowej odsłonie. I oczywiście, twórczość autorki, nawiązania do książek, uchylanie tajemnic ze źródeł powstawania i symboliki. Sprawy leżące na sercu i wokół bliskich. Niepodobne do moich, jednak wpływające na wyobraźnię, wyzwalające empatię, zrozumienie i podziw. Dostrzegłam punkt styczny, doktora Marka Edelmana, z którym pracowała moja mama w Szpitalu Pirogowa w Łodzi, w jednym gabinecie. I jeszcze, zbliżone odczucia związane z chwilą zrozumienia, że się umrze… kiedy zobaczyłam śpiącego tatę na łóżku.

Więcej niż chwilę poświęciłam na rozważania o nieuleganiu przeciwnościom, nietkwieniu w mrokach, niepewności tego, czy zachowałabym się należycie w godzinie próby, docieraniu do świadomości społecznej, czym była druga wojna światowa i obecnie toczące się konflikty, ginięciu za ideę i zabijaniu dla idei, wpisaniu w naturę człowieka szkodzeniu własnemu gatunkowi, przygotowaniu się na śmierć bliskiej osoby, uwolnieniu od tego, co przeżyte, wierze w Boga i wierze Boga w człowieka. Książka uprzyjemniła wieczór czytelniczy, poddała materiał do refleksji, pozwoliła na przyjrzenie się rozmówczyni. Zachęciła do dalszego odkrywania twórczości autorki. Poznałam dwie książki Hanny Krall ("Biała dama" i "Synapsy Marii H."), Wojciecha Tochmana ("Pianie kogutów, płacz psów"), wrażeniami ze spotkania z nimi dzielę się na Bookendorfinie

4.5/6 – warto przeczytać
reportaż, biografia, 178 stron, premiera 24.09.2025 (2014-2025)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 26 lutego 2019

PIANIE KOGUTÓW, PŁACZ PSÓW Wojciech Tochman

[PRZEDPREMIEROWO]

"Czucia mnie nie oduczyli. A nieczucie by mi się dzisiaj przydało."

Miałam nosa, aby sięgnąć po opowieść reporterską, wiele bym straciła, gdybym jej nie poznała i nie przeżyła, bo tu mowa o zatrważających i potwornych faktach. Jedna z tych książek, które mocno świdrują wyobraźnię czytelnika, intensywnie odwołują do emocji, stanowią znaczący głos w dyskusji o kondycji człowieka, a zwłaszcza jego ciemnej i mrocznej stronie. Jestem pod wrażeniem wyrazistego, pozornie prostego, a jednak mocno przekonującego warsztatu pisania Wojciecha Tochmana, ogromu nakładu pracy związanego z rzetelnym przygotowaniem do powstania książki, przekrojowego przyjrzenia się okaleczonemu społeczeństwu, ale również, co bardzo cenne, pochylenia się nad indywidualnymi losami. Wobec publikacji nie przechodzimy obojętnie, czym innym jest wsłuchiwanie się w podawane przez media informacje i relacje o wyjątkowo powikłanej kambodżańskiej sytuacji, a zupełnie czym innym bezpośredni kontakt z kilkoma z półtora miliona, jak nie więcej, ofiar ludobójstwa. Znakomite dopełnienie "Pol Pot. Pola śmierci" Philipa Shorta, jednocześnie materiał do snucia wielowarstwowych przemyśleń.

Spotkanie z "Pianiem kogutów, płaczem psów" rozłożyłam na trzy części, tak jak i struktura książki dyktuje, to wygodny sposób jej przyswojenia. Klamrą spinającą brzegi "syndromu złamanej odwagi" okazały się "zerwania łańcuchów". Ponure obrazy prawdziwej rzeczywistości Kambodży, kraju sierot, bo tyle zabijania i gwałtu było, niewyobrażalnej i nieodwracalnej tyranii, narodu zdominowanego przez strach i ból, które pozostają w człowieku już do końca, a co gorsze, przenoszą się na kolejne pokolenia, to dziedziczenie obsesji przemocy. Nikt nie jest winny, za nic odpowiedzialny, każdy ma wroga, który presją zmusił do działania przeciw drugim osobom. Zły duch, cienie ludobójstwa, echa wszechobecnego terroru i represji, wciąż drzemią w ludziach, nie odeszły wraz z przeszłością, świadomym przemilczeniem. Ci którzy przeżyli, ofiary i kaci, w cierpieniu żyją blisko siebie. Jak kambodżański naród ma skonfrontować się z przeszłością? Jak poradzić sobie z narodową traumą? Jak wyleczyć choroby psychiczne? Jak zlikwidować bezrobocie, korupcję, niewolnictwo dzieci, ubóstwo, analfabetyzm, alkoholizm, przemoc w rodzinie, porzucenie i bezdomność? Jestem zaskoczona, że w mojej domowej biblioteczce nie pojawiły się inne książki autora, zwłaszcza "Jakbyś kamień jadła", "Dzisiaj narysujemy śmierć", "Wściekły pies". Mam wrażenie, że z tematyką w nich zawartą każdy powinien się zmierzyć.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura faktu, 222 strony, premiera 27.02.2019
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.