wtorek, 17 listopada 2020
CZŁOWIEK DO PRZERÓBKI
"Nie pozwól, by o wyborze twoich wrogów decydował za ciebie przypadek."
Sięganie po klasykę fantastyki zawsze budzi wiele emocji, z jednej strony ciekawa jestem, jak postrzegano przyszły świat, z drugiej uwielbiam zabawę w dokonywanie porównań wizji swoich i pisarzy. Miałam już jedno przyjemne spotkanie z książką Alfreda Bestera "Gwiazdy moim przeznaczeniem", dlatego nie wahałam się, by sięgnąć po kolejną, wyróżnioną pierwszą Nagrodą Hugo. Mimo upływu niemal siedemdziesięciu lat powstania, "Człowiek do przeróbki" rewelacyjnie broni się, uniwersalne prawdy o człowieku, zebrane w znakomitym pomyśle na fabułę i oprawione w atrakcyjną szatę narracji. Dostrzegam urok książki w aspekcie przeżywanej przygody czytelniczej i zebranego materiału do snucia ciekawych refleksji.
Alfred Bester skupia się na idei zdolności telepatycznych, odczytywania myśli o przestępstwach, zapobieganiu ewentualnym zbrodniom. Nie wikła się w skomplikowane wyjaśnienia działania takiej technologii, nie obdarza czytelnika szczegółowymi opisami scenografii wszechobecnej inwigilacji. Liczą się głównie jednostki ludzkie i relacje społeczne. Sporo frapujących myśli wędruje w stronę czytelnika, niektóre wymagają głębszej analizy, z zainteresowaniem łapiemy się na zarzucane wabiki kreatywnej wyobraźni. Tego właśnie oczekuję zagłębiając się w inteligentną i pobudzającą rozrywkę fantastyki. Co ciekawe, autor świetnie wyczuł powstanie mediów społecznościowych, można wyłapać nieświadome aluzje czynione w kierunku Facebooka, jego roli w błyskawicznej komunikacji, indywidualnej aranżacji zabarwionej sztucznością rzeczywistości użytkowników, zagrożeń związanych z tym narzędziem. Czy faktycznie świat okaże się wspaniałym miejscem, gdy każdy stanie się wnikaczem cudzych myśli i dostroi się do reszty? A może to właśnie ślepota wobec sekretnych intencji innych jest tym, co nie pozwala na uniformizację myśli i poglądów?
Intrygujące science fiction z elementami kryminału, zastanawiające odwrócenie ról tych pozornie dobrych, służących społeczeństwu, z tymi określanymi jako źli, decydującymi się na działalność przestępczą. Wydaje się, że wiemy, której stronie powinniśmy kibicować, jednak po odwróceniu perspektyw, okazuje się, że nie wszystko ma cechy jednoznaczności. Sympatyzujemy z jedną i drugą stroną, odczuwając dyskomfort dychotomicznych emocji, ale jak bardzo to wciąga i porywa. Ben Reich, magnat finansowy, morduje z premedytacją konkurenta, pomaga mu przekupiony esper, przenikacz umysłów, biegły w percepcji pozazmysłowej. Lincoln Powell, prefekt wydziału parapsychologicznego policji, śmiało podąża tropem zbrodni. Krzyżują się losy dwóch silnych osobowości, wirtuozów swoich profesji. Rewelacyjne przeplatają się wątki, dochodzą zajmujące i zaskakujące interpretacje. Perełką jest wykładnia tytułowej przeróbki, nie spodziewałam się, że w takiej odsłonie zakończy się powieść, bardzo satysfakcjonujące uczucie. Tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki SF, przybliżone na Bookendorfinie to: "My", "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Koniec dzieciństwa", "Hiob. Komedia sprawiedliwości".
4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 296 stron, premiera 20.20.2020 (1953), tłumaczenie Andrzej Sawicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.
poniedziałek, 10 sierpnia 2020
GWIAZDY MOIM PRZEZNACZENIEM
ALFRED BESTER
"Postęp rodzi się w wyniku gwałtownego starcia przeciwstawnych tendencji, ze splotu krańcowych niezwykłości."
Kolejny
raz przekonuję się, że klasyczne dzieła z gatunku fantastyki, choć
zwodniczo mogłyby wydawać się mniej atrakcyjnie w odbiorze współczesnego czytelnika, to
jednak bronią się znakomitym pomysłem na fabułę, często bardzo wizjonerskim, oraz uniwersalnymi prawdami. Poszukuję w nich nawiązań do złożonej natury człowieka, miejsca jednostki w
otaczającym świecie, społecznego uzasadnienia wartości, indywidualnych marzeń, rzucających wyzwanie przeznaczeniu. Jeśli wpleciemy jeszcze kosmiczną perspektywę robi się bardzo
ciekawie.
Akcja prowadzona w dynamicznych rytmach, liczy się spektakularność wydarzeń, mnogość postaci,
różnorodność osobowości. Jest nieco powtarzalnie i schematycznie, ale
taka konwencja konstrukcji fabuły nie przeszkadza w dobrym jej odbiorze,
po prostu wiemy, że główny bohater wykaraska się z niekomfortowych i
niebezpiecznych sytuacji, przynajmniej do pewnego momentu. Postaci nie
są obdarzone złożonymi portretami, lecz bardziej liczy się moc ludzkiego
umysłu, ponadczasowy schemat zachowań, niż rozbudowane cechy
charakterologiczne. „Gwiazdy moim przeznaczeniem”, to space opera,
którą warto uwzględnić w planach czytelniczych, nie
rzuca na kolana, jednak sympatycznie wciąga i aluzyjnie skłania do
refleksji, a to zawsze cenne.
Alfred Baster proponuje czytelnikowi odbycie licznych
podróży towarzysząc głównemu bohaterowi. Podróży osobliwych, wciąż
pozostających poza zasięgiem człowieka, jak teleportacja i telepatia,
ale też podróży w krainę wyobraźni, ku przyszłości dwudziestego piątego
wieku, powszechnych międzyplanetarnych wojaży, zamieszkiwania dalekich
światów, czerpania korzyści z rozwoju technologicznego. Zastajemy świat odmienny od tego, w którym obecnie funkcjonujemy, ale też różny od tego z tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego szóstego roku, czasów powstania książki. Widzimy, do czego doprowadza
dominacja wielkich korporacji, międzynarodowych organizacji, mega
potężnych klanów, skupiających władzę. Chaos, groteska, wynaturzenia, potworności, wszystkie wynikłe ze zmian stylu życia, biznesu i rządzenia. I
pojawiająca się na horyzoncie jednostka, tocząca swoistą krucjatę
zemsty, która nie cofa się przed niczym i nikim.
Gulliver Foyl,
jedyny pozostały przy życiu rozbitek statku kosmicznego, głupawy
pełnomocnik mechanika, prostacka osobowość, poprzysięga
zrobić wszystko, aby odegrać się na tych, którzy odmówili mu ratunku.
Widzimy, jak zatwardziała determinacja w połączeniu z psychopatycznymi
skłonnościami stają się siłą napędową działania. W trakcie misji zemsty
Foyl podlega znaczącej wewnętrznej przemianie. Człowiek bez
wykształcenia i aspiracji uaktywnia umiejętności
niezbędne do przetrwania za wszelką cenę i bezwzględnej walki. Żądza
odwetu popycha ku nadzwyczajnym czynom opartym na przymusie i przemocy. Nie przekonuje transformacja z jednej skrajności w
drugą, ale bardziej chodzi o ukazanie, do czego zdolny jest człowiek,
kiedy postawi się go pod murem, naruszy granicę wytrzymałości,
zaburzy równowagę przynależności i odosobnienia. Motyw wydaje się
niewspółmierny w stosunku do rozkręcenia rozrachunku na tak szeroką
skalę, jednak uznajemy odwołanie do pierwotnych
instynktów. W końcu, tygrysie rysy symbolizują dzikość,
której nie da się poskromić, i odwagę, której nie można odmówić
kluczowej postaci.
Pozostała klasyka science fiction wydawana w serii "Wehikuł czasu" i opisana na Bookendorfinie: "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Koniec dzieciństwa", "Hiob. Komedia sprawiedliwości".
4/6 – warto przeczytać
fantastyka, 314 stron, premiera 23.06.2020 (1956), tłumaczenie Andrzej Sawicki
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

