Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabel Allende. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Isabel Allende. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2023

PORTRET W SEPII

ISABEL ALLENDE

DOM DUCHÓW tom 3

„Dlatego muszę wrócić w miejsca, które dopiero mnie czekają, by spotkać tam samego siebie i szukać prawdy o samym sobie…”
Pablo Neruda, „Wiatr”


Kiedy sięgam po książki Isabel Allende wiem, że przede mną szalenie wciągające przygody czytelnicze, od których nie mogę się oderwać, nie tylko ze względu na znakomicie prowadzoną akcję, stworzenie niesamowitego klimatu, ale przede wszystkim z powodu wyjątkowo wnikliwego i wrażliwego wejrzenia w ludzką duszę. Nie inaczej jest i w „Portrecie w sepii”. Mam wrażenie, że odkrywając losy i myśli bohaterów, jednocześnie wnikam we własną tożsamość, poczucie wartości i doświadczenie życiowe. A Allende perfekcyjnie potrafi wywołać taki efekt u odbiorcy powieści. Nie ma opcji, abym nie odczuwała intensywnie tego, co przeżywają bohaterowie, próbowała rozumieć ich postawy, chwytała przesłanki zachowań i przymierzała do własnych odczuć i prób, którymi poddaje mnie przeznaczenie. Zdarzenia, które kształtują postaci wymyślone przez Allende wydają się rzeczywiste i prawdziwe, osobowości zaś wiarygodne i przekonujące. Za pośrednictwem powieści wkraczam w inny świat, okoliczności zdarzeń i scenerię miejsc, a jednak czuję się tam znajomo i familiarnie. Przyciąga zaglądanie pod wiele warstw ludzkich twarzy, dokopywanie się do rodzinnych tajemnic, chwytanie tego, co stanowi istotę ludzkiego życia. Autorka niczym z lotu ptaka tka nić ludzkich losów, a zarazem ukazuje zbliżenia na istotne szczegóły. Każda scena wydaje się przemyślana, a każdy opis wnosi wartość dodaną.

Plastyczny, żywy i barwny styl narracji ujmuje i powoduje czytelnicze zatracenie. Sugestywne oddawanie sił napędowych scenariuszy losów, warkocza przeznaczenia, powołania, talentu i własnej woli. Tam, gdzie potrzebna delikatność i wrażliwość, natychmiast pojawiają się miękkie sformułowania i skojarzenia, a gdzie do głosu dochodzi gwałtowność i brutalność, nie brakuje silnych uderzeń fraz i określeń. Wsłuchuję się we wspomnienia i dociekania Aurory, ale nie tylko ona przyciąga, za jej przeszłością kryją się zwykli wspaniali ludzie, ze swoimi pasjami, pragnieniami i marzeniami, zderzający się w mirażu różnych kultur, głównie amerykańskiej, chilijskiej i chińskiej. Wrażenie robią charyzmatyczne kobiece osobowości, wyprzedzające czasy, wymykające się świadomością ograniczeniom drugiej połowy dziewiętnastego wieku, walczące o swoje prawa i samostanowienie. Burzliwie zmienia się świat wokół bohaterów, a oni muszą dostosować się do nagłych wstrząsów i pęknięć w zewnętrznych i wewnętrznych filarach życia. Nie brakuje szczypty humoru i celnych ripost wymierzonych w przeznaczenie. Miłość przeplatała się z nienawiścią, narodziny ze śmiercią, ból z ukojeniem, niezrozumienie z akceptacją, klęska ze spełnieniem, bieda z bogactwem, pustka z pasją. Kilkadziesiąt lat słodkiej i gorzkiej mieszanki intrygujących brzmień ziemskiej wędrówki. Szczęścia i nieszczęścia przynoszą inni, ale ludzie też sami je na siebie ściągają. Saga nie tylko przeprowadza przez niezwykłe losy bohaterów, ale rewelacyjnie osadza je w społecznych, politycznych i historycznych chilijskich uwarunkowaniach, oraz chińskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych. Zerknij na poprzedni tom „Dom duchów”, poruszająca, mądra i refleksyjna powieść. Z wielką przyjemnością uległam też "Japońskiemu kochankowi", w "W samym środku zimy" znalazłam mnóstwo impulsów do głębokiej zadumy, natomiast w "Kobietach mojej duszy" wciągnęłam się w autobiograficzny klimat.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 344 strony, premiera 08.06.2022 (2000)
tłumaczenie Marta Jordan, Ewa Zaleska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 12 stycznia 2023

KOBIETY MOJEJ DUSZY

ISABEL ALLENDE

„Nie chcę, by ostrożność, która przychodzi z wiekiem, zniszczyła mój apetyt na życie.”

Bardzo chciałam zapoznać się z książką, gdyż każde spotkanie z twórczością Isabel Allende wyzwalało mnóstwo emocji i skłaniało do głębokich refleksji. Kiedy zorientowałam się, że „Kobiety mojej duszy” owiewa klimat autobiograficznym, tym bardziej czułam, że będzie to coś, co sprawi wiele radości, pozwoli przybliżyć się do ulubionej pisarki, zachęci do rozmyślań. Nie zawiodłam się, książka stosunkowo cienka, a jednak zawierała sporo cennych myśli, wartych rozważenia tez, relacji z życiowych doświadczeń. Dawała szeroki wgląd w istotę i znaczenie kobiecości, walkę o prawa teoretycznie słabszej płci, wolność wyboru i decydowania o samej sobie. Feminizm oplatał wypowiedzi Allende w postaci mini refleksji składających się na spory zbiór wspomnień i przemyśleń.

Chętnie podchwytywałam rady autorki, często kojarzyłam z własną osobą i doświadczeniem życiowym. Zastanawiałam się nad słusznością interpretacji tego, co zdarzyło się w jej życiu. W kilku ujęciach mocno z nią polemizowałam. Odwoływanie się do osobistej perspektywy życia, w odniesieniu do człowieczeństwa, macierzyństwa, kobiecości, ambicji, marzeń i pragnień, dawało ogrom satysfakcji. Szalenie cenna wartość twórczości, właśnie takich impulsów poszukuję w tego typu literaturze. Isabel Allende podsumowała, jak kultura, tradycja, religia, społeczeństwo i rodzina wpływają na traktowanie kobiet, jaka jest ich współczesna sytuacja w różnych krajach, co należy zrobić, aby intensyfikować proces pożądanych zmian eliminowania nierówności społecznych ze względu na płeć. Chętnie wsłuchiwałam się w echa retrospekcji o chilijskim dzieciństwie, nastoletniości, dziennikarskiej pracy, małżeństwach i rodzicielstwie. Było to też spojrzenie na proces starzenia się, mentalności młodych pokoleń, instytucji małżeńskiej, seksualności, bohaterach z jej powieści i bohaterkach z rzeczywistości. Nie zabrakło wzmianki o założonej przez nią fundacji z myślą o kobietach w potrzebie. 

Mocno podpisuję się pod jej słowami: „Wybrałam proste życie, w którym jest może mniej dóbr materialnych, za to więcej wolnego czasu, mniej zmartwień, a więcej zabawy, mniej zobowiązań towarzyskich, a więcej prawdziwej przyjaźni, mniej harmidru, więcej ciszy.”, do cytatu dodałabym: więcej pasji w sercu i mniejszej tolerancji dla głupoty, o czym i Allende wspomina. Przyjemnie spędziłam czas przy książce, nie było odkrywczych myśli, ale sympatycznie zachęcała do przemyśleń o kobiecej duszy, skłaniała do podsumowania dotychczasowej ścieżki życiowej, czasem zupełnie na poważnie, kiedy indziej żartobliwie. Zerknij jak uległam "Japońskiemu kochankowi", znalazłam mnóstwo impulsów do głębokiej zadumy w "W samym środku zimy", całkowicie zatraciłam się w "Domu duchów", pokochałam całym sercem "Portret w sepii".

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 218 stron, premiera 23.11.2022 (2020), tłumaczenie Grzegorz Ostrowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

sobota, 17 kwietnia 2021

DOM DUCHÓW

ISABEL ALLENDE

DOM DUCHÓW tom 3

"...wierzymy w fikcję czasu, w teraźniejszość, przeszłość i przyszłość, ale być może wszystko dzieje się jednocześnie..."

Zatraciłam się w powieści, mocno przyciągnęła, dostarczyła mnóstwo przyjemności. Zachwyciłam się szalenie plastycznym stylem narracji, rozbudowaną sferę opisów, uwzględniającą każdy szczegół, barwnie oddającą detale, sprawiającą, że wyobraźnia miała co robić. Isabel Allende sugestywnie dotykała tego, co niezwyczajnie ludzkie, stanowi o człowieczeństwie, stwarza siłę napędową scenariuszy losów. Tam, gdzie potrzebna była delikatność i wrażliwość, natychmiast pojawiały się miękkie sformułowania i skojarzenia, a gdzie do głosu dochodziła gwałtowność i brutalność, nie brakowało silnych uderzeń fraz i określeń. Nie tylko bohaterowie, nawet ci z dalszych planów, wydawali się nad podziw wyraziści i przekonujący, ale również każda z relacjonowanych scen, w tym niezwykłe uczucia, nastroje i klimaty. Czułam realność i prawdziwość postaw, zachowań, gestów i wypowiedzi, tym bardziej, że ujętych z różnych perspektyw, przez odmienne kalki rodzinnych uwarunkowań.

Nie darzyłam sympatią, ale w pełni rozumiałam, aktora pierwszego planu, Estebana Trueby. Wywoływał mieszane odczucia, było w nim wiele sprzecznych cech, skłonności do ciemnych sfer ułomności, a jednak chciało się przeniknąć przez twardą oprawę charakterologiczną, dostrzec przyczyny stanowczości i konsekwencji. Ciekawym zabiegiem okazało się dopuszczanie go do głosu narracji w strategicznych, ze względu na konstrukcję fabuły, momentów. Wiele dopowiadał swoimi słowami, z własnego punktu widzenia, tak jak mu w duszy grało, lecz wszystko z pozycji seniora, który już w życiu sporo przeszedł i doświadczył, a zatem zdążył zweryfikować opinie, poddać analizie własne skłonności, uznać ból cierpienia, samotności i porażki. Intensywnie odczuwałam jego mocną energię, nie było opcji, aby nie buntować się przeciwko niemu, ale też nie towarzyszyć wiernie w kolejnych etapach życia. Doceniłam portrety pozostałych męskich bohaterów, zadziwiali różnorodnością, reprezentacyjnością zbioru wad i zalet, marzeń i pasji.

Pomimo męskiej supremacji w rodzinnych relacjach, prym wiodły silne i charyzmatyczne kobiece osobowości. Atrakcyjnie w rozsiewany czar magnetyzmu, przeniesienia do nadprzyrodzonych zjawisk, osobliwą duchową otoczkę wzbogacającą zwykłą codzienność. Wyjątkowa intuicja, przebłyski jasnowidzenia, zdolność czytania emocji i przenoszenia przedmiotów, doświetlały obrazy kilku pokoleń kobiet. Tak skrupulatnie je odmalowano, że łatwo przenikałam do intymnych myśli, poznawałam długie cienie tajemnic obecnych w ich życiu, wyczuwałam akty przemocy odciskające piętno na losach rodziny del Valle. Od czasu do czasu, autorka zdradzała, co zdarzy się za kilka miesięcy lub lat, co tylko podgrzewało atmosferę niepewności dróg prowadzących do zasygnalizowanych kulminacyjnych epizodów. Zachwyciłam się i pokochałam każdą z pań.

Saga nie tylko przeprowadzała przez niezwykłe losy bohaterów, ale rewelacyjnie osadzała je w społecznych i politycznych chilijskich uwarunkowaniach. Burzliwie zmieniał się świat wokół nich, a oni musieli dostosować się do nagłych wstrząsów i pęknięć w zewnętrznych i wewnętrznych filarach życia. Nie zabrakło szczypty humoru i celnych ripost wymierzonych w przeznaczenie. Miłość przeplatała się z nienawiścią, narodziny ze śmiercią, ból z ukojeniem, niezrozumienie z akceptacją, klęska ze spełnieniem, bieda z bogactwem, pustka z pasją. Kilkadziesiąt lat słodkiej i gorzkiej mieszanki intrygujących brzmień ziemskiej wędrówki. Szczęścia i nieszczęścia przynosili inni, ale ludzie też sami je na siebie ściągali. Spotkanie z książką zaliczyłam do mega udanych, przez wiele godzin gościłam w metafizycznym klimacie, co szalenie mi podeszło, jednocześnie przywołało różne brzmienia muzyki życia. Twórczość Isabel Allende jest wyjątkowo poruszająca, mądra i refleksyjna. Zerknij na to, jak z wielką przyjemnością uległam "Japońskiemu kochankowi", a w "W samym środku zimy" znalazłam mnóstwo impulsów do głębokiej zadumy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 454 strony, premiera 27.01.2021 (1982)
tłumaczenie Zbigniew Marcin Kowalewski
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 5 listopada 2018

W SAMYM ŚRODKU ZIMY Isabel Allende

"Trafiła na człowieka pokrytego niewidzialnymi bliznami, a on wyraźnie widział cienkie skaleczenia, jakie zostawiło na niej życie."

Isabel Allende potrafi wnikliwie i zajmująco snuć opowieść o ludzkich losach, o tym, co wzburza, martwi i trapi, a co dostarcza szczęścia, zadowolenia i spełnienia. Duży ładunek emocji, tak bliskich każdemu z nas, i sporo materiału do refleksji, niezależnie od wieku czytelnika. I chociaż "W samym środku zimy" nie porwało mnie tak rewelacyjnie jak "Japoński kochanek", brakowało mi charakterystycznego dla autorki pazura, to jednak spędziłam z książką przyjemny i pełen zadumy wieczór. Zakres tematyczny przybliżanej historii wybiega przed mój obecny etap życia, lecz spokojnie, swobodnie i bezpretensjonalnie się w nim odnalazłam. Z jednej strony ujmująca i przekonująca prostolinijność, z drugiej głęboka znajomość praw rządzących życiem człowieka.

Efektowna narracja, sugestywna i urzekająca, to niewątpliwie walor książki. Pomysł na fabułę, odnaleziona miłość, kiedy już wydawało się, że nie można jej spotkać, nie należy do nowych, jednakże odwołuje się do najważniejszych pragnień i marzeń człowieka, poczucia bliskości, akceptacji, zrozumienia, oddania, a przy tym tolerancji, szacunku i wierności, bez względu na bagaż doświadczeń życiowych i krętość ścieżek losu. Odnajdując bratnią duszę docieramy do pokładów wewnętrznej siły i harmonii. Chętnie zanurzam się w opowieści, które przenikają ciekawe spostrzeżenia i życiowa mądrość, pod warunkiem, że nie są wyrażone w bezpośredni i natarczywy sposób. Kształtują obraz niegasnącej nadziei, ale i świadomość jej ulotności, nawołują do jej pielęgnowania i podsycania.

Zimne i ośnieżone ulice Brooklynu, za sprawą decyzji losu i zbiegu okoliczności, stają się świadkiem skrzyżowania losów trójki kluczowych bohaterów powieści. Optymistkę Lucię Maraz, pełnego sprzeczności Richarda Bowmastera i zalęknioną Evelyn Ortegę, wydaje się łączyć jedynie niewyjaśnione morderstwo młodej kobiety. Ich osobliwe i naiwne zachowania stają się pretekstem do kontrastowego przedstawienia dawnych bolesnych przeżyć. Stopniowo odkrywamy tajemnice otulające ich przeszłość, mroczne wspomnienia niedające ukojenia, wydarzenia wyzwalające poczucie straty, wyrzutów sumienia, porażki i zawieszenia. Różne osobowości i postawy życiowe, ale podobna wrażliwość i duma. Wątek obyczajowy wzmocniony nutami niepewności i detektywistycznej zagadki. Wchodzimy również w szerokim zakresie w aspekty emigracji i uchodźstwa, wybrzmiewają echa polityki i trendów społecznych.

4/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 350 stron, premiera 17.10.2018, tłumaczenie Katarzyna Mojkowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

piątek, 15 lipca 2016

JAPOŃSKI KOCHANEK Isabel Allende 192/2016

"Szczęście nie jest wybuchowe i hałaśliwe, jak przyjemność czy radość. Jest milczące, spokojne, delikatne, to wewnętrzny stan zadowolenia, i żeby go osiągnąć, trzeba na początek pokochać samego siebie."

Urzekająca powieść, której z wielką przyjemnością uległam. Wspaniale się w niej odnalazłam, z pełnym zaangażowaniem śledziłam zachwycającą historię, doceniając warsztat pisarski autorki, plastyczność słowa, wrażliwość duszy i budowanie niezwykłego nastroju. Po takiej przygodzie czytelniczej czujemy ogromne nasycenie słowem, radość i spełnienie. Wyjątkowa podróż śladami przeszłości głównej bohaterki, interesującymi wydarzeniami z dzieciństwa, młodości, dojrzałości i starości. Każdy z tych etapów życia ma swoje prawa do popełniana błędów, odczuwania bolesnych doświadczeń, łapania szczęśliwych chwil, pielęgnowania nadziei czy podążania za głosem serca. Towarzyszą temu tajemnice, sekrety, ukryte prawdy, fakty znane tylko dwójce blisko związanych ze sobą ludzi. Nic nie jest w stanie przezwyciężyć miłości, na stałe pokonać jej siłę i blask, skutecznie zdusić jej płomień. Wcześniej czy później odżywa z nowym obliczem, dojrzale rozkwita, inspiruje i pielęgnuje wspomnienia już do końca życia.

Autorka ma niesamowity talent do chwytania słowem za serce, dotykania tych najbardziej czułych strun, pięknego odmalowywania uczuć i emocji. Natychmiast odwołujemy się do własnych doświadczeń życiowych, gojących się ran duszy, spokojnego rytmu codziennego dnia lub szczęśliwych dni. Bo przecież na tej naprzemienności gorzkich i słodkich zdarzeń polega istota życia, nieustanna walka o spełnianie pragnień i marzeń, realizacji własnych ambicji, poszukiwania ukojenia i komplementarności w relacjach z innymi. Często los odrywa nas od własnych korzeni, skazuje na dalekie podróże, odnajdywanie nowej tożsamości i miejsca na ziemi, jednak jest to naturalny proces wpisany w scenariusze życia. Kiedy indziej, sami nie jesteśmy w stanie zerwać z fałszywymi pozorami, krępującymi konwenansami, różnicami kulturowymi i szkodliwymi stereotypami. Z perspektywy nieuchronnie upływającego czasu widzimy, że wiele rzeczy powinniśmy zrobić inaczej, mocniej, szczerzej i bardziej prawdziwie. Charakterystyczne i naturalne wątpliwości, przemyślenia, podsumowania, pojawiają się zazwyczaj w zimie życia. Wspaniale jeśli, pomimo wielu rozterek, jesteśmy w stanie szczerze przyznać przed sobą samym, że nasze życie było ciekawe, udane i prawdziwie satysfakcjonujące.

Irini Bazili pracuje jako opiekunka w domu seniora. Poznaje tam bardzo tajemniczą malarkę Almę Belasco. Niemal natychmiast nawiązuje z podopieczną przyjacielskie relacje. Stopniowo odkrywa coraz więcej fascynujących szczegółów z życia starszej kobiety. Przy porządkowaniu rodzinnych pamiątek pomaga jej Seth, wnuk Almy. W niezwykle interesującej podróży śladami przeszłości dominują bogate wspomnieniach dotyczące męża Nathaniela i japońskiego kochanka Ichiego. Dwie różne historie miłości, a może jedna, tylko nieuchronna i złożona? Zdecydowanie warto spędzić kilka godzin z książką w ręku, delektować się jej porywającą opowieścią, zachwycającym klimatem i malowniczym obrazem z przejmującą nutą historii w tle. Po przeczytaniu powieści długo odwlekałam chwilę odłożenia jej na półkę, pożegnania z postaciami, zamknięcia niejako okna, przez które mogłam obserwować ich barwne życie i wzruszające odchodzenie.

6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna

Data premiery: 18.05.2016

Za możliwość przeczytania książki dziękuję TaniaKsiazka.pl :)