Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Marginesy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

SERCE W OGNIU

BURZLIWE ŻYCIE JOSEPHINE BAKER

ELŻBIETA SIERADZIŃSKA

„Są ludzie, którzy nigdy nie przemijają.” Grace Kelly

A przynajmniej na trwałe zapisują się w naszej zbiorowej pamięci i indywidualnej inspiracji. Imponująca biografia, napisana z dbałością o detale, mocno uszczegółowiona. Nie potrzebowałam aż takiego stopnia wnikliwości, ale osoby zainteresowane bohaterką i czasami, w których żyła (1906-1975) będą zachwycone. Wcześniej niewiele wiedziałam o Josephine Baker, zaledwie ogólne informacje, ale po spotkaniu z książką wszystko nadrobiłam, także w wyrazie podziwu dla odwagi niezwykłej czarnoskórej kobiety, jak i szacunku wobec artystycznych osiągnięć. 

Zadziwiające, czasami zdarza się ktoś, kto za sprawą wewnętrznego ducha, mniej lub bardziej sprzyjających okoliczności, podążaniem za marzeniami, jakby nie prowadził pojedynczego życia, ale uczestniczył w różnych jego scenariuszach, którymi można by było obdarzyć kilka osób, a co więcej zaliczyć je do symboli. Może właśnie trudne czasy, bieda, rasizm, umacniają charakter człowieka i usilne pragnienie wyrwania się z niesprzyjających warunków, jednak tylko nieliczni potrafią przekuć słabości i ograniczenia w coś inspirującego i docierającego na szczyty sławy. Elżbieta Sieradzińska przedstawiła nie tylko występującą w całej Europie wielką artystkę, szczerą emancypantkę, symbol wolności, ale również zwykłą kobietę dążącą do szczęścia, bez oceniania i wydawania osądów, ale ze zrozumieniem kontrastowych cech natury człowieka. Wszystkie dziedziny sztuki, w których uczestniczyła Baker, czegoś ją nauczyły, pozwoliły wyrazić siebie, zebrać doświadczenia znajdujące przełożenie w życiu codziennym. 

Nikt z nas nie uniknie złych decyzji losu wobec nas, podsuwania wielkich dramatów, ale jeśli przykładowo nie można mieć biologicznych dzieci, wówczas realizujemy się w macierzyńskich odczuciach tworząc adopcyjną rodzinę. Czy ekscentryczność i impulsywność można uważać za wadę? A może są bardzo pożądane w wystąpieniach na scenie i prowadzą do fenomenalnych recenzji w oczach publiczności. Nikt z nas nie musi ulegać krepującym ograniczeniom, dawać się zaszufladkować i stłamsić w narzuconych rolach, a patrząc na życie Baker miałam wrażenie, że pojawiły się po to, aby z determinacją je przełamywać i korzystać na odrzuceniu stereotypów. Oczywiście, że do tak intensywnego, bogatego i różnorodnego życia wkradły się zamieszanie, chaos, niepewność i porażki, ale i z tym trzeba było umieć sobie poradzić lub odpowiednio do tego podejść, a że ryzykownie, to już inna sprawa, wiele zależy do tego jak radzimy sobie ze świadomością konieczności zagrania va baque i wejścia pod prąd. Autorka sprawiła, że z przyjemnością poznałam fantastyczną kobietę i artystkę, ale też z szerszego ujęcia atmosferę tamtej epoki, w czym pomogły znakomicie przygotowana treść i liczne zdjęcia. Zerknij również na przedstawioną na Bookendorfinie książkę "Wrócimy po was", reprezentantkę literatury faktu i literatury górskiej, już wtedy spodobał mi się styl pisania Elżbiety Sieradzińskiej, barwny, plastyczny, przyjazny, trafiający do wyobraźni, serca i pamięci.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
biografia, 592 strony, premiera 29.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

czwartek, 19 marca 2026

SIEDEM KSIĘŻYCÓW MAALEGO ALMEIDY

SHEHAN KARUNATILAKA

„Wmawiają wam, że niesprawiedliwość to część jakiegoś wielkiego planu. I to nie pozwala wam się zbuntować.”

Ciekawa przygoda czytelnicza, oryginalna i nieszablonowa, powiew nowego pomysłu na fabułę, znakomitego żonglowania scenariuszem zdarzeń, zabawą i skłanianiem do refleksji. Wrażenie jednoczesnego wejścia w najnowszą wojenną historię Sri Lanki i w świat fantastyki, szalenie pokręcony, wymykający się opisowi, zasiedlony przez duchowe byty w różnych stadiach świadomości. Kolombo z szeroką paletą odmiennych barw, korupcja przenikająca każde środowisko, siły rządowe kontra tamilscy separatyści. Dziesiątki tysięcy zabitych w ostrzale i nalotach, setki zamachów terrorystycznych, tuszowanie śledztw. Już na wstępie książki wiadomo było, że Maali Almeida umarł. Niesamowite wrażenie, kiedy obserwowało się to, co działo się z jego ciałem. Mężczyzna wiedział, że jego egzystencja zakończyła się poprzez morderstwo, ale nie znał tożsamości zabójcy. Dostał siedem księżyców, aby dowiedzieć się, co kryło się za odejściem w osobliwą sferę zaświatów i jaka była prawdziwa tożsamość mordercy. Jako fotograf wojenny naraził się różnym politycznym siłom, jako narrator zraził do siebie terrorystów, jako hazardzista przekroczył linię ryzyka. A i rodzinne relacje wzbudzały podejrzenia.

Shehan Karunatilaka zdecydował się na prowadzenie narracji w drugiej osobie liczby pojedynczej. Zabieg korespondował z koncepcją i klimatem powieści. Stał się delikatną formą sugerowania końca czegoś, a jednak wciąż trwania w czymś. Czas na rozwiązanie zagadki kryminalnej, rozliczeń z dokonań w życiu, ocenę sposobu traktowania innych, z każdym księżycem kurczył się, a mnogość aktorów na scenie życia imponowała. Każda osoba warta była uwagi, interpretacji, podjęcia prób zrozumienia i ewentualnego wykluczenia z zabójstwa. Długie cienie kładły się na odtwarzanych obrazach i śledzonych zachowaniach. Mitologiczny rys oprowadzał po istotach z piekieł i pożeraczach dusz. Spotkania ze zmarłymi przybliżały do odkrycia prawdy. Rozmowy z ateistą, prawniczką, rewolucjonistą, lekarką, ochroniarzem, kapłanem, samobójcą, wiele wnosiły, ale też rozpraszały w odnajdywaniu ścieżki prowadzającej do prawdy. Pojawiające się osoby ze zdjęć wykonanych przez Almeidę nadawały osobliwy charakter opowieści. Przypominały o sobie, przywoływały wspomnienia, dopominały się uwagi. I jeszcze jezioro, skrywające świadectwa zbrodni. Czasem do akcji wkraczał mistyczny rys, często coś na kształt snu, nieuchwytność przeszłości, bolesne doświadczenia domowej wojny i niewyobrażalnej przemocy. „Siedem księżyców Maalego Almeidy” nie jest propozycją czytelniczą dla każdego. Warto poświęcić więcej czasu na poznawanie powieści, tak aby odkrywać ją w kolejnych odsłonach. Wówczas bardziej angażuje i wciąga, zachęca do podtrzymania znajomości, daje wgląd w zwykłego człowieka i społeczeństwo Sri Lanki.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura współczesna, 472 strony, premiera 25.10.2023 (2022), tłumaczenie Mariusz Gądek
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 6 marca 2026

WANDA TELAKOWSKA

PIĘKNI DLA WSZYSTKICH, CZYLI JAK POWSTAŁO POLSKIE WZORNICTWO POWOJENNE

KATARZYNA RZEHAK

"Wierzyła, że piękne otoczenie, mieszkanie, ubranie, a przede wszystkim dobrze zaprojektowane przedmioty codziennego użytku kształtują człowieka.”

Nieobszerna i nieprzeładowana informacjami biografia, poglądowa i ogólnie przybliżająca sylwetkę Wandy Telakowskiej. Na moje zapotrzebowanie w sam raz. Zależało mi na uchwyceniu postaci, scenariusza życia, wybranych pasji i ścieżce kariery zawodowej, bez zagłębiania się w dociekliwe detale. Otrzymałam odniesienia do faktów, zachowanych świadectw twórczości i reprezentacyjnych poglądów. Katarzyna Rzehak przyjęła lekki i wciągający styl narracji, fabularyzowany rys przemawiający do wyobraźni i pozwalający nawiązać nić porozumienia z historycznym tłem polskich realiów przedwojennych, wojennych i powojennych. 

Wanda Telakowska doświadczyła ciekawych czasów, przeobrażeń politycznych, społecznych i kulturowych. Publikację cechowała przejrzysta forma prezentacji materiału. Uwzględniała wiele ciekawostek, fragmenty listów i bogactwo zdjęć. Rozdziały krótkie i w zgodzie z chronologicznym przesuwaniem na osi czasu. Ogromny plus za przedstawienie słowne i zdjęciowe prac, grafik, okładek i ilustracji Wandy. Przyznam, że nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polskie projekty dla przemysłu odznaczały się nowoczesnością, awangardowością i inspiracją kultury ludowej. Praktyczne i proste, dla szerokich socjalistycznych mas, wprowadzające użytkownika na wyższy poziom estetyczny. Wykonane z naturalnych materiałów. Dziś w zderzeniu z wszechobecnym plastikiem jako ulubionym tworzywem projektantów, producentów i odbiorców, stanowiłyby elitarną i prestiżową alternatywę, nie miałam wątpliwości, że sięgającą najwyższych cen.

Autorka ukazała portret Wandy Telakowskiej jako kobiety odważnej, żywotnej, skłonnej do żartów, walczącej o swoje pomysły i wizje, zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Odniosłam wrażenie, że buntowniczy charakter Wandy, uaktywniony już w dzieciństwie, wpłynął na wybrany styl prywatnego życia, nietrafnie ulokowane głębokie uczucia miłości, niekorzystnie nawiązywane relacje, podziwiałam za umiejętność obracania ich w przyjaźń. Imponowała umiejętność cieszenia się rozrywkami towarzyskimi, znajomość z wieloma znanymi i cenionymi osobami z politycznego, artystycznego i literackiego świata, a także odwaga odejścia od sztuki w kierunku pedagogiki.

Doceniłam wkład sił i zaangażowania Telakowskiej w niesieniu misji projektowania dla przemysłu, w tym maszyn i urządzeń, użytkowych przedmiotów spełniających funkcje w codzienności. Od organizacji Instytutu Wzornictwa Przemysłowego i kierowania nim, udziału w prezentacjach i wystawach, edukowania młodych artystów, zaszczepiania wartości estetycznych, aż do walki o przetrwanie projektowych idei. Przekonałam się, że polskie wzornictwo przemysłowe właśnie dzięki pomysłom i stylowi zarządzania bohaterki biografii stało na wysokim poziomie. Wielka szkoda, że ostatni etap życia Wandy Telakowskiej przybrał formę funkcjonowania nie tylko w ślepocie, ale również niezrozumieniu i niedocenieniu przez zwierzchników i współpracowników. Propozycja czytelnicza, na którą warto zwrócić uwagę, dostarczyła wiedzy nie tylko o pionierskich pracach bohaterki biografii, ale również rzut oka na rozwój polskiego wzornictwa przemysłowego.

4.5/6 – warto przeczytać
biografia, 256 stron, premiera 28.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

piątek, 23 stycznia 2026

ŚPIJ JAK JASKINIOWIEC

I WYŚPIJ SIĘ DZIĘKI MĄDROŚCI SPRZED WIEKÓW

MERIJN VAN DE LAAR

"Sen dany nam jest po to, abyśmy przez chwilę mogli odpocząć od trudów życia sami ze sobą.” Jaques Deval

Psychologiczne i biologiczne mechanizmy snu od wielu lat stały się przedmiotem moich zainteresowań, zwłaszcza po uświadomieniu sobie, jak wiele życia upływa podczas czynności spania. Dlatego z zainteresowaniem sięgam po publikacje, w których sen staje się przedmiotem omówień i interpretacji. Tytuł „Śpij jak jaskiniowiec” zwrócił uwagę tematyką ewolucyjnych podstaw snu, omówieniem zwyczajów sennych prehistorycznych przodków, oraz zmierzeniem się z powszechnymi mitami o nocnym wypoczynku. Elementarne procesy wykształcone na wczesnym etapie ewolucji, obecna ewolucja ciała i umysłu, nie nadążają za radykalnie zmienionymi warunkami bytowania człowieka. Wiele z zaprezentowanej wiedzy miałam okazję poznać wcześniej, ale pojawiły się omówienia ciekawych wyników badań, zaskakujących odkryć, nierozstrzygniętych sprzecznych opinii. 

Dostałam potwierdzenie, że podążanie w zgodzie z żelazną regułą ośmiu godzin snu wcale nie determinuje zdrowego nocnego trybu, a ujawnia coraz więcej negatywnych aspektów. Bilans negatywnych i korzystnych skutków trzymania się sztywnej rutyny, w moim przypadku, okazał się zgubny, rozregulowałam sobie rytmikę dobowej aktywności, co przyczyniło się do zmniejszenia efektywności funkcjonowania codziennego i zawodowego. Autor utwierdził mnie w przekonaniu, że powinnam podążać za własnym intuicyjnym poczuciem długości snu, do której powróciłam po nieudanym eksperymencie dwunastu godzin snu. Mnie wystarczy pięć godzin, w okresie letnim i wiosennym zaledwie cztery, ale o stałej porze, aby czuć się wypoczętą i gotową do kreatywności. Po własnych doświadczeniach przychylam się do świadomego jednostkowego kształtowania szeroko rozumianej elastyki wzorca snu. Zwróciłam uwagę na wzmiankę o koncepcji korelacji między zaburzeniami snu a podwyższonym ryzykiem wystąpienia Alzheimera, długotrwałych zaburzeń funkcji psychicznych, oraz o obturacyjnym bezdechu sennym, narkolepsji, zespole opóźnionej fazy snu i parasomnii.

Pierwsze rozdziały przeprowadzały po teoriach przyczyn, strukturze i fazach snu. Ukazywały powiązanie zegara biologicznego z rytmem okołodobowym, pozytywnym wpływie współdziałania. Chętnie dociekałam idei presji snu, celowym wzmaganiu popędu sennego, skutecznej metodzie zapobiegania bezsenności. Subiektywne i obiektywne metody oceny snu mniej mnie wciągnęły, ale znajomość ich przyda się osobom przymierzającym się do regulacji snu, mogą też skorzystać z słowniczka z objaśnieniami kluczowych słów, dzienniczka snu dołączonego na końcu książki, wdrożyć zaproponowane techniki relaksacyjne, przykładowo w celu obniżenia poziomu stresu. O tym, że warto dbać o właściwą ilość i jakość ze względu na jego dobry wpływ na codzienne funkcjonowanie i zdrowie, nie trzeba nikogo przekonywać, ale autor i tym zagadnieniom poświęcił przestrzeń w książce. Dla kontrastowego dopełnienia, przywołał konsekwencje chorobowe wynikające z zaburzeń snu, czy negatywny wpływ stymulantów, chociażby brak sił witalnych, poczucie bezradności, zły nastrój, problemy z pamięcią i koncentracją. Mówił, jakie są źródła bezsenności, jak sobie z nią radzić, jakie techniki wykorzystywać, od czego zacząć. Oferował pomoc w postaci dwunastopunktowego planu na poprawienie snu w trzy tygodnie. Przyjrzał się nowym technologiom z perspektywy snu w przyszłości. Ciekawa jestem, jakie udogodnienia i zagrożenia pojawią się z ich strony, poza początkowym gadżetowym charakterze wykorzystania.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, oneirologia, somnologia, 320 stron, premiera 14.01.2026 (2025)
tłumaczenie Michał Juszkiewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

niedziela, 4 stycznia 2026

SZTUKA TWÓRCZEGO ŻYCIA

KATY HESSEL

"Artystka nie traci nic, pełniąc codzienne obowiązki, takie jak gotowanie czy wychowywanie dzieci. To właśnie bogactwo życia staje się dla niej inspiracją, o ile każdego dnia znajdzie chwilę na twórczość – choćby pół godziny – aby w jej wyobraźni pojawiały się nowe obrazy.” Barbara Hepworth

Kolejna propozycja czytelnicza, po „Wszystko darowane” (Jana Twardowskiego), która pozwala mi zatrzymać się każdego dnia na chwilę, wejść w strefę inspiracji i kreatywności. „Sztuka twórczego życia” każdy miesiąc poświęca innej tematyce tego, co kształtuje człowieka, ma dla niego znaczenie, wspiera wrażliwość i uważność, czemu nadaje sens w poczuciu piękna i spełnienia. A właśnie dotarcie do najgłębiej ukrytych warstw kreatywności stawiam za cel na obecnym etapie życia. Potrzebuję tego, aby intensywniej poczuć, że wykorzystuję potencjał życia i wyrażam siebie, odbieram świat i daję coś od siebie. Jakże wielka satysfakcja kryje się za nieustannym procesem nauki i tworzenia.

Trzysta sześćdziesiąt sześć inspiracji od artystek i artystów. Jedna myśl na każdy dzień roku do złapania i poddania refleksyjnej obróbce. Ciekawie jest spojrzeć swoimi i kogoś oczami na dany aspekt, znaleźć atrakcyjność w zbliżonej lub odmiennej perspektywie, pozwolić zaskoczyć się podobnym lub innym podejściem, rozważyć zmianę w dotychczasowym rutynowym postrzeganiu. Bardzo lubię tego typu wezwania do działania, odnajdywania siebie, wzbogacania wewnętrznego życia, zdobywania poczucia wolności, spełnienia i radości. W młodym wieku przekonałam się, że najwięcej przyjemności sprawia mi zdobywanie wiedzy i kształtowanie umysłu, pobudzanie zmysłów i kierunkowanie emocji w stronę pomysłów. Tworząc definiuję siebie, projektuję życie, buduję trwałe filary wyzwań, pasji i marzeń. Teraz potrzebuję tego jeszcze bardziej i intensywniej.

Katy Hassel proponuje bardzo ciekawy materiał do poznania i refleksji. Podsuwa wiele pomysłów na świadomą pracę nad sobą, dostrzeganie tego, co w nas i wokół nas, nie tylko odbieranie bodźców, ale również przyswajanie płynących z nich komunikatów, wykorzystywanie starych i stwarzanie nowych możliwości artystycznych wizji. Już same tytuły dziennych porcji treści skłaniają do zastanowienia się i interpretacji. Przechodzą do wypowiedzi artystów, przemyśleń i propozycji ćwiczeń przygotowanych przez autorkę. Na sformułowanie odpowiedzi na niektóre pytania zadane przez historyczkę sztuki potrzebuję więcej czasu. Doceniam notki biograficzne dopełniające dzienną inspirację. Wiele się dowiaduję o artystach i dziełach, czuję obecność i znaczenie sztuki w zwykłej codzienności, korzystam na poznawaniu szerokiego spektrum artystycznego wyrazu, aktywizuję postrzeganie rzeczy i zjawisk poprzez wartości estetyczne.

Sztuka to nie tylko dzieła z dziedziny literatury, malarstwa, rzeźby, czy przykładowo muzyki, to każdy element ludzkiej kultury i aktywności. Od wielu lat uprawiam sztukę public relations, przekonuję się, jak bardzo wspomaga intelektualny i emocjonalny rozwój, jak wiele dzięki niej zdobywam wiedzy, umiejętności i kompetencji, nie tylko w naukowym i pisarskim aspekcie, ale także komunikacyjnym i organizacyjnym. Wprawia w efektywnym działaniu pod presją czasu. Książkę mogę czytać zgodnie z dniem, albo w wyrywkowym trybie. Zachęca różnorodność form artystycznego wyrazu, ulotność lub namacalność, stałość lub przemijalność, a nade wszystko duchowość i uniwersalność. Czarno-białe zdjęcia niekoniecznie oddziałują na wyobraźnię, ale traktuję je jako pretekst do dowiadywania się czegoś więcej o oryginałach i twórcach.  

5/6 - koniecznie przeczytaj
nauki społeczne, sztuka, 487 stron, premiera 26.11.2025, tłumaczenie Kaja Gucio
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

wtorek, 16 grudnia 2025

PORA NA ŚMIERĆ

NICO COSTA tom 1

DAVID HEWSON

„To zawsze te małe rzeczy, te, po których się tego nie spodziewasz – to one cię zabijają.”

Niedawno dzieliłam się wrażeniami po spotkaniu z książką Davida Hewsona ("Domek dla lalek"), którego twórczość chcę poznać w jak najszerszym wydaniu. Co prawda, również pierwszy tom, ale innej serii, tym razem o młodym policjancie Nico Costa, potwierdził, że ten typ sensacyjnej przygody czytelniczej szalenie mi odpowiada. Dodatkowym bonusem okazało się miejsce akcji – ukochane przeze mnie Wieczne Miasto. „Pora na śmierć” pozytywnie zaskoczyła bogactwem różnorodnych postaci, wyzwalających mieszane odczucia, zakłócających proces dociekania motywów aktywności seryjnego mordercy, kameleona dowolnie zmieniającego postać i wygląd.

Dwudziestosiedmioletni Costa, fascynujący się obrazami włoskiego malarza Michelangelo Merisi da Caravaggio, biorący udział w maratonach biegowych, z piętnem ojca komunisty, stawiał początki w detektywistycznej pracy. Przydzielono go do wyeksploatowanego zawodowo partnera, starego gliny z nadwagą, Luca Rossi posiadał jednak sporą wiedzę i intuicję. Wyczekiwałam spotkań z ojcem kluczowej postaci, stojącym przed obliczem śmierci, dzielącym się życiowym doświadczeniem i spojrzeniem na świat. Wiele ciekawych spostrzeżeń przypisał mu autor, jednak uniknął gloryfikowania bohatera. Nie myśl, że rodzina to coś w rodzaju magicznej recepty na szczęście. Rodzina może człowieka wyleczyć, ale może go też zabić, jeśli coś pójdzie nie tak. Również atrakcyjna od strony portretu była patolog Teresa Lupo, znacznie ubarwiła powieść. Natomiast, Sara Farnese, uniwersytecka wykładowczyni przedmiotów o początkach chrześcijaństwa, to szalenie niejednoznaczna i trudna w odbiorze bohaterka.

Sporo się działo w fabule, liczne zwroty akcji, nieczyste zagrania ze strony włoskich policyjnych sił i watykańskich celebrytów. Zaczęło się od zamachu w papieskiej bibliotece, makabrycznego odkrycia i odnalezienia zmasakrowanych ciał. Im głębiej wchodziłam w powieść, tym bardziej mierzyłam się ze śmiertelnym fatalizmem, historiami z apokryfów, mrocznymi okolicznościami śmierci wczesnochrześcijańskich męczenników, naturą rzymskiej polityki, ściśle strzeżonymi rodzinnymi tajemnicami, bankową korupcją na wielką skalę. Wkraczałam w koszmar, w którym zasady rządzące zwykłym ludzkim zachowaniem nie liczyły się, zawodziła logika zbrodni przy rozważaniu szczegółów, a to trzymało w narastającym napięciu, wyczekiwaniu kolejnych śladów i dowodów chorej psychiki. Krew męczenników jest nasieniem Kościoła! Narracja przyjazna, chociaż niekiedy brakowało elegancji.

5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, 404 strony, premiera 17.06.2015 (2003), tłumaczenie Karolina Iwaszkiewicz
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 8 grudnia 2025

DOMEK DLA LALEK

PIETER VOS tom 1

DAVID HEWSON

"Czasami człowiek podejmuje decyzje. Czasami życie podejmuje je za niego.”

Bardzo lubię powieści kryminalne i sensacyjne, znakomicie relaksuję się przy nich po naukowej literaturze. Dużo ich czytam, naprawdę dużo, i wciąż nie mogę nadziwić się, że co jakiś czas trafiam na wyjątkową lekturę w tych gatunkach literackich, o której nie mam pojęcia, chociaż staram się uważnie śledzić nowości wydawnicze. I tak właśnie jest z „Domkiem dla lalek”. Książka przypadkowo wypożyczona z biblioteki, wydana przeszło dziesięć lat temu, znakomicie wpisuje się w moje gusta czytelnicze, lecz nie wiem dlaczego minęłyśmy się. Najważniejsze, że w końcu na nią trafiłam, gdyż niesamowicie wciągnęłam się. Odczułam potrzebę poszukania innych tytułów z twórczości Davida Hewsona.

„Domek dla lalek” wydał się intrygującą przygodą czytelniczą. Nie tylko ze względu na barwną i złożoną fabułę, ciekawą i nieschematyczną postać kluczową, frapująco rozwijane wątki i zagadki kryminalne, elementy starej i dobrej sensacji, ale też indywidualny klimat Amsterdamu. Miałam wrażenie poznawania ciekawej esencji egzystencji miasta, a nie tylko turystycznej perspektywy. Przemieszczałam się po ulicach, zaglądałam w mroczne strefy, przyglądałam się życiu zwykłych mieszkańców, w otoczeniu kanałów, kamienic, muzeów, kawiarni, czerwonych latarni, tulipanów i rowerów. W takim otoczeniu pojawił się słynny eks policjant, czterdziestoletni Pieter Vos, złamany niewyjaśnieniem sprawy zaginięcia córki. Kiedy w podobnych okolicznościach inscenizacyjnych zniknęła nastoletnia córka zastępcy burmistrza, komisarz policji nakłonił dawnego podwładnego do zajęcia się sprawą. W śledztwie, u boku Vosa, pierwsze szlify zawodu w wielkim mieście zbierała dwudziestoczteroletnia Laura Bakker. Bohaterka drugiego planu podkręcała powieść. 

Przyglądałam się czterem dniom splątanym brudnymi politycznymi sekretami, biznesowymi pułapkami podziemnego świata i policją postawioną w trudnej sytuacji. Hewson znakomicie rozlewał zło w mieście, podtrzymywał niedopowiedzenia w scenariuszu zdarzeń, rozmywał zbliżenia do prawdy, skracał czas na rozliczenia między postaciami. Nie potrafiłam wczuć się w relację Pietera z dawną życiową partnerką, matką zaginionej szesnastolatki Anneliese. Również rola w intrydze zdetronizowanego bandziora Theo Jansena wydawała się mało prawdopodobna, chociaż w zgodzie z duchem bossa kierującego się własnym kodeksem etycznym. Zaskoczyło mnie odkrycie tożsamości czarnego charakteru. Popieram stwierdzenie, które pojawiło się w książce, zdrowi psychicznie ludzie trzymają się od polityki z daleka.

5/6 - koniecznie przeczytaj
kryminał, 446 stron, premiera 18.02.2015 (2014), tłumaczenie Ewa Penksyk-Kluczkowska
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 3 grudnia 2025

LEKCJE CHEMII

BONNIE GARMUS

"Często najlepszy sposób, żeby poradzić sobie z czymś złym, to odwrócić to coś o sto osiemdziesiąt stopni, wykorzystać jako siłę, nie zgodzić się, żeby to coś złego cię definiowało.”

Po ostatnich niezbyt podchodzących mi książkach, omawianych w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, wreszcie propozycja, która sprawiła wiele frajdy i radości, nie zapomniała poruszać ważnych zagadnień i skłonić do luźnych refleksji. „Lekcje chemii” ujęły nietuzinkowością, pozornie lekkim podejściem do fabuły, znakomitym wbiciem się w klimat komedii z wkładem dramatyzmu. Wywołały bardzo dobre wrażenie, co więcej, długo gościć będą w pamięci. 

Bonnie Garmus znakomicie poradziła sobie z powiązaniem ścisłego umysłu z romantyczną odsłoną duszy głównej bohaterki. Zaproponowała czytelnikowi wyjątkową podróż w świat chemii zaklęty we wzorach życia. Akcja toczyła się w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w południowej Kalifornii, w naukowym środowisku i w zaciszu domowych gospodarstw. Błyszczała również w telewizyjnym paśmie programu rozrywkowo-kulinarnego, przynajmniej takie były założenia wobec niego, ale jak dokładnie, sami musicie chwycić za książkę i przekonać się. Nie zawiodłam się, dynamicznie przewracałam strony, dostosowałam rytm do rytmu powieści.

Kluczową postacią była Elizabeth Zott, marząca o naukowej pracy, chemiczka koncentrująca się na badaniach i alienująca się społecznie. Jako wyjątkowo zdolna osoba wywoływała zazdrość wśród mniej bystrych i inteligentnych. Połowa dwudziestego wieku nie sprzyjała kobietom w realizacji pragnień, spełniania marzeń, a już z pewnością nie karierze na uczelni lub w instytucie. Męska dominacja wykluczała równouprawnienie i utrwalała dyskryminację płciową. Standardami męskich naukowców były paskudne kumoterstwo i kolesiostwo. Jednakże i kobiety potrafiły zachowywać się wrednie i złośliwie wobec innych kobiet, czując, że są dla nich zagrożeniem. 

Czy nieprzyjazne, krzywdzące i nietolerancyjne ze względu na płeć postawy nie są wciąż obecne w naszym społeczeństwie? Czy udało się je przez kilka dziesięcioleci wyeliminować, a może jedynie nadkruszyć i zmniejszyć intensywność? Czy nie mamy wrażenia, że mniejsze zarobki dla żeńskiej części społeczeństwa, podważanie kompetencji z tytułu urody, narzucanie roli opiekunki domowego ogniska, stygmatyzowanie samotnych niezamężnych matek, odbieranie własnej tożsamości żony poprzez zależność od męża, psychiczne i fizyczne molestowanie w pracy, niestety nadal są obecne, tylko zeszły z oficjalnej sceny i ukryły się zza kulisami poprawności?

Autorka podkręcała fabułę wyważonymi zdarzeniami i zgrabną konstrukcją portretów bohaterów, pierwszoplanowych i drugoplanowych. Każdy otrzymał konkretną funkcję i ciekawą interpretację. Ojciec samotnie wychowujący córkę, pomocna sąsiadka, plotkarska sekretarka, ginekolog zakochamy w wioślarstwie, ksiądz z cieniem padającym na moralność, listowy przyjaciel, wierny pies, i oczywiście, druga połówka uczuciowa Elizabeth, uznany naukowiec introwertyk. Kulturowe uproszczenia, sztuczne granice, krzywdzące stereotypy, seksistowskie uproszczenia, efektownie zderzały się z brawurą, determinacją i wiedzą. Sukcesy i porażki następowały po obu stronach barykady, każda odnotowała uszczerbek na pewności siebie, ambicji i godności, ale tylko jedna trwała w moralnym autorytecie, szacunku do siebie samej i prawdziwym poczuciu wartości. 

„Lekcje chemii” okazał się udanym debiutem, dostarczył rozrywki na wysokim poziomie, dobry humor wpleciony w treść, materiał do refleksji. Jak wiele może znaczyć zmiana i jak wbrew pozorom łatwo nadać impuls do jej rozpoczęcia, skoncentrować się na procesie a nie wymogu natychmiastowego zaistnienia? Tylko zmiana realizowana w dłuższym czasie będzie cechować się trwałością. Narracja przyjemna i zachęcająca, dbająca o równowagę emocjonalną i dawkę szczegółów. Książkę odebrałam w kategoriach utworu z cechami bajki dla dorosłych, to nie zarzut, ale uznanie dla Bonnie Garmus za pomysł na formę przedstawienia mnóstwa cennych przekazów, inspirujących spostrzeżeń i uświadamiających wskazówek. Czy zawsze musimy przystosować się do otoczenia, a może to właśnie ono powinno uwzględnić potrzebę zmian? Czy tak naprawdę można pogodzić macierzyństwo z karierą zawodową? Na ile silna jest nasza wola i determinacja, aby samemu projektować własne życie, teraźniejszość i przyszłość?

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 458 stron, premiera 07.09.2022 (2022)
tłumaczenie Marek Cieślik
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

piątek, 28 listopada 2025

NA SKRAJU WIELKIEGO LASU

LEO VARDIASHVILI

„My (Gruzini) nie mamy wina we krwi. Ono jest naszą krwią.”

Szybko chwyciłam za książkę pod wpływem impulsu, intuicyjnego przyciągania i większego niż zazwyczaj zainteresowania treścią. Wiele dzięki tej decyzji zyskałam. Niesamowicie spodobała mi się przygoda czytelnicza, natrafiłam na coś oryginalnego, zdecydowanie wartego poznania, na materiał do głębszego przeżywania. Krwawa i cierpiąca Gruzja nie powinna mieć w sobie aż tyle magnetyzmu, a jednak, Leo Vardiashvili ukazał ją w formie przemawiającej do serca. Kraj na pograniczu Europy i Azji, z dramatyczną wielowiekową historią, wyniszczony siedemdziesięcioletnią sowiecką okupacją, wojną domową (1991-1993), która zburzyła stary porządek, uwikłała w krwawy zbrojny konflikt etniczny z Abchazją i Osetią Południową, zabrała tysiące ofiar, zmusiła do przesiedleń, drastycznie obniżyła standard życia. Brakowało jedzenia, wody, gazu, prądu. Jeszcze tydzień wcześniej żyli normalnie – i nagle stali w kolejkach po chleb i nosili wodę ze studni.

Wraz z kluczową postacią przemieszczałam się po opuszczonych poradzieckich blokowiskach, ulicach naznaczonych strachem i biedą, najstarszej dzielnicy i najstarszym cmentarzu w Tbilisi, a dla kontrastu także po zamożnej części i świadectwach nowoczesności jako punktach na mapie. Zastałam obraz miasta sparaliżowanego przez gwałtowną powódź z czerwca dwa tysiące piętnastego roku, z zalanym ogrodem zoologicznym i licznymi poruszającymi się po stolicy zwierzętami. Podobnie jak główny bohater powieści, poddałam się kilku odmianom okupacji, zwierzęta rozszalałej wodzie, zaś człowiek mrocznej przeszłości, stracie i przymusie poszukiwań. Sugestywnie odbierałam gruzińską mentalność, gościnność, radzenie sobie z przeciwnościami, oszczędzanie innym bolesnej prawdy, postawienie na wszystko albo nic, balansowanie na granicy katastrofy, strategię ucieczki w kaukaskie góry podczas zagrożenia ze strony najeźdźców.

Saba jako ośmioletni chłopiec, wraz z starszym o dwa lata bratem, i ojcem opuścili niebezpieczną Gruzję, po tułaczce osiedlili się w Londynie i zaczęli wieść zwyczajne życie. Jedyne, czego im emocjonalnie brakowało, to obecności pozostawionej ze względów ekonomicznych w ojczyźnie matki. Autor zadawał ciekawe pytania, czy człowiek bez przeszłości, bez znajomości historii, bez osadzonych głęboko korzeni, ma szansę zdobyć wewnętrzny spokój i odczuć moc poczucia przynależności? Czy, jak to mówi Nodar, jedna z ważniejszych postaci, wystarczy wetknąć sobie piórka w dupę, żeby stać się kogutem? Dlaczego powiadają, że do domu nie da się wrócić? Czy to, co się kiedyś tak bardzo kochało, może stać się źródłem największego zwątpienia i lęku?

Po osiemnastu latach Saba podążał szlakiem bliskich, milknących wiadomości, przerażających snów, Tbilisi usianego wspomnieniami i głosami zmarłych osób. Było w tym wiele symboliki i metafory. Aura powracających dialogów z bliskim, którzy odeszli, na wskroś przenikała myśli i wyobraźnię młodego mężczyzny, poddawała kierunek działań, odkrywała tajemnice, pomagała, ale i wciągała w pułapki. Miejsca odwiedzane po dwóch dekadach, świadectwa brutalnej historii, również rodzinnego życia, przemawiały w szczególny sposób, utwierdzały w zakorzenionych odczuciach, negowały zafałszowania wspomnień. Utrata czegoś cennego boli. Ale jeszcze bardziej boli, gdy odzyskany skarb jest popsuty. Wszystkiemu przyglądał się posąg Matki Gruzji.

Vardiashvili utrzymywał szybkie tempo akcji, co nie znaczy, że nie pozostawiał przestrzeni do snucia rozmyślań o różnorodnej tematyce. Życiu, miłości, przyjaźni, poświęceniu, oddaniu, także nienawiści, zdradzie, manipulacji i kłamstwie. Element wyrywkowej kontroli i pościgu policji, ucieczka przed nią, podążanie ścieżką usypaną okruchami świadectw istnienia, literackiej opowieści, wymyślnymi wskazówkami, punktami zaczepienia, autor prowadził w ekscytującym i zajmującym stylu. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że bezpośrednio uczestniczyłam w podróży o kilku znaczeniach, tak dobrze odbierałam emocje, odczucia, wątpliwości i prawdę. Pasował mi styl narracji, na przemian ciepły i chłodny, poważny i z humorem, ironiczny i dosłowny. Żeby odrzeć coś ze znaczenia, czasem trzeba to obśmiać. Szalenie udany debiut literacki.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 382 strony, premiera 22.10.2025 (2024), tłumaczenie Ewa Borówka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

wtorek, 25 listopada 2025

JA KONTRA MÓZG

PORADNIK DLA TYCH, CO MYŚLĄ ZA DUŻO

HAYLEY MORRIS

"Każdy z nas musi się nauczyć dbać o swoje małe, szare, gadatliwe komórki mózgowe. Mózg jest jak dzikie zwierzątko, którym warto się zaopiekować.”

No cóż, zupełnie nie tego spodziewałam się po książce. Nie potrafiłam się z nią zgrać, nie wciągnęłam się w tematykę, inaczej, może nie tyle w tematykę, co wybrane zagadnienia do omówienia. Nie nawiązałam więzi z autorką, choć tak wiele przekazuje o swoim życiu, także bardzo intymnym i sekretnym, bo obejmującym ukryte myśli. Nie czułam, aby publikacja czegoś mnie uczyła, na coś szczególnego zwracała uwagę, czy podsuwała materiał do refleksji. Być może to kwestia odległości pokoleniowej między mną a autorką, innego spojrzenia na otaczający świat, ludzi i siebie samego. A może niedopasowanie wynikało z innego poczucia humoru, ale nie twierdzę, że był zły lub nieodpowiedni, po prostu nie trafiał do mnie. Albo zwyczajnie w świecie, obszar, w którym poruszała się komiczka tiktoka wydał mi się zawężony i wypaczony, przekoloryzowany i spłaszczony. Liczyłam na więcej treści mniej zabawy. Nie sądzę, aby przyczyną zawodu była śmiałość w podejmowaniu pozornie wstydliwych zagadnień, nie mam z tym najmniejszych problemów. Przyczyn bardziej upatrywałabym w tym, że nie byłam docelowym odbiorcą „Ja kontra mózg”, gdyż co prawda, czasem doświadczam przywoływane myśli, jednak nie przybierają kształtu natrętnych, dokuczliwych i przerażających. 

Ale uwaga! Nie uważam, że książka była nudna i bezwartościowa, wręcz przeciwnie, jednak pod warunkiem, że trafiła na potrzeby młodej osoby, mierzącej się z różnego rodzaju l’appel du vide i pragnącej nauczyć się pokojowej koegzystencji ze swoim mózgiem. Otrzymała wówczas ciekawe wyjaśnienia, praktyczne wskazówki i mogące przynieść pożądany efekt rady. Narracja opierała się na opisie osobistych zdarzeń i odczuć Hayley Morris, przekroju wspomnień od dzieciństwa do dorosłości. Uwzględniała spory rozstrzał poruszanych aspektów potwierdzających, że mózg potrafi nieustannie poddawać właściciela krytyce, wystawiać na próby cierpliwości, ściągać w kierunku negatywnych emocji, dużego ryzyka, a nawet śmierci. Jego skłonność do psot, ciągłe zadawanie pytań, przewrotność i gadatliwość potrafi irytować, stresować i przerażać. Może wpływać na niskie poczucie wartości, wpędzać w poczucie winy, wzbudzać wstyd w wielu sferach życia. Jeśli to co powyżej nie jest w nadmiarze, to wszystko przebiega normalnie i naturalnie, co więcej, jest potrzebne i uzasadnione, ponieważ wynika z prób mózgu ostrzeżenia właściciela przed czymś groźnym, stanowi ochronę i przygotowanie na czarne scenariusze. Mózg działa i w pozytywnym wydźwięku, komplementuje, podsuwa pomysły i miłe wspomnienia. Emocjonalnie odniosłam się do rozdziału „Tata kontra mózg”, bardzo styczny z przeżyciami moimi i autorki.

2.5/6 – czytasz i zapominasz
poradnik, psychologia, obsesje, 290 stron, premiera 09.04.2025 (2023)
tłumaczenie Maria Jaszcurowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

niedziela, 23 listopada 2025

FRANZ KAFKA. KOSZMAR ROZUMU

ERNST PAWEL

„Taka była atmosfera świata Kafki – przesycona nienawiścią. Ponieważ nie znał innego, zrozumienie, jak trudno w nim oddychać, zajęło mu trochę czas. I stało się równie szkodliwe jak wdychane powietrze.”

Niedawno prezentowałam arcyciekawą biografię Mojszy Zacharowicza Szagałowowa („Chagall”), pełną kolorów, form i energii. Po niej sięgnęłam po opis życia i twórczości Franza Kafki (1883-1924), niemieckojęzycznego pisarza, żydowskiego pochodzenia, związanego z Pragą. I weszłam w mrok, duchotę, nieufność, kompleksy, wewnętrzny niepokój, histeryczną udrękę, ból i strach. Naprzemiennie odbijałam się od ścian euforii i depresji. Niestabilny stan duchowy, rozdwojenie jaźni, odnajdywał odzwierciedlenie w twórczości pisarza. Wiodącymi kierunkowskazami stały się samotność, wyobcowanie, klęska, bezsilność i zadręczanie się. A jednak okazało się, że Ernst Pawel znakomicie ukazał nie tylko ciemną stronę Kafki, ale też sferę, do której docierało światło geniuszu, wyjątkowej inteligencji i poczucia humoru.

Złożona osobowość i sprzeczności z niej wynikające, wspomagane poczuciem zagrożenia, osobliwym podejściem do społecznym związków, w zadziwiający sposób nakręcały twórczość prekursora egzystencjalizmu, znakomicie manewrującego groteską i ironią. Człowieka traktującego pisarstwo jako sposób na określanie swojej osobowości. Autor przybliżał obraz Kafki jako człowieka wymykającego przypisywanej mu legendzie. Kreślił z innej perspektywy niż zazwyczaj psychologiczny portret. Sam będąc przyjacielem i wykonawcą testamentu Kafki, włączał do materiału wypowiedzi innych przyjaciół, fragmenty listów, odwołania do utworów, podróży i choroby. Zręcznie oplatał wszystko tłem historycznym, ogromną zawieruchą przetaczającą się przez europejskie kraje, atmosferą środowiska i mentalnością epoki. Prezentował prosty i rzetelny styl narracji, łączył cechy przenikliwości z precyzją. Odnosiłam wrażenie kompletności i dużej wartości biografii. Minęło już sporo czasu od poznawania przeze mnie dzieł Franza Kafki, teraz chętnie do części powrócę, jestem dobrze przygotowana do odświeżenia ich sobie i podchwycenia wypływających z nich przekazów.

5/6 – koniecznie przeczytaj
biografia, literatura, 504 strony, premiera 17.09.2025 (1984), tłumaczenie Irena Stąpor
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

poniedziałek, 17 listopada 2025

BŁĘKITNY ZAMEK

LUCY MAUD MONTGOMERY

"Moment, w którym kobieta uświadamia sobie, że nie ma po co żyć – ani dla miłości, ani dla obowiązku, ani dla celu czy nadziei – smakuje gorzko jak śmierć.”

Zadziwiające, jak mocno krępują społeczne konwenanse, oczekiwania ogółu, narzucone normy postrzegania otoczenia i nas samych. Dopiero, kiedy świat zdaje się przed nami zamykać, z powodu straty bliskiej osoby lub śmiertelnej choroby, zdajemy sobie sprawę, że nie mamy nic do stracenia, a to, co uważaliśmy za ważne z punktu widzenia innych, okazuje się rzeczą niemal bez znaczenia i wartości. Tuż przed końcem życia, zaczynamy prowadzić szczery dialog z sobą, dowiadujemy się, czego pragniemy, co chcemy by wydarzyło się zanim znikniemy na zawsze. I choć brakuje już czasu, zaskakująco mocno tkwi w nas nadzieja na poprawienie losu, choćby na krótki okres. A staje się to, kiedy odważnie bierzemy ster życia we własne ręce, wywalczamy osobistą wolność, podążamy tropem własnych zasad i reguł. 

We współczesnym świecie, ze względu na dokonane zmiany kulturowe i społeczne, łatwiej tego dokonać niż głównej bohaterce powieści z minionej epoki. Monotonna egzystencja starej panny, bez nadziei i widoków na przyszłość, związanej przez archaiczną tradycję i presję środowiska, wytresowanej, co wypada, a co nie wypada robić. Początkowo sposobem na wyrwanie się od toksycznych relacji z bliskimi jest ucieczka w krainę marzeń, aby nawet na kilka chwil odsunąć się od poczucia bycia nieistotną, bez celu w życiu, wrażenia, że obok mijają cenne doświadczenia i doznania. Valancy Stirling długo zbiera się na bunt i zerwanie kajdan. Dopiero świadomość bliskiej śmierci mobilizuje ją. Pomimo strachu decyduje się na radykalne przekształcenie myśli i postaw w drodze ku radości, spełnieniu, szczęściu i miłości. Nie tylko inni jej nie poznają, ale i ona sama. Zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele traci funkcjonując w świecie pozorów. Kibicuję kluczowej postaci, odrzucającej obawy, utrwalającej determinację. Lubię za poczucie humoru. 

Luicy Maud Montgomery pisze stylem przemawiającym do serc czytelniczek. Wyzwala silne emocje, przyciąga do losów bohaterki więzami współczucia, akceptacji, empatii i przyjaźni. Wyśmienicie odmalowuje ludzkie przywary, megalomanię starych rodzin, chowanie się za kotarą starych konwenansów. Poprzez pozornie błahą historię nakłania kobiety do śmiałego wyrażania siebie, zadowalania siebie a nie innych, wypracowania prawdziwej indywidualności, kształtowania mocnego poczucia własnej wartości. Poznaję świat „Błękitnego Zamku”, nie jako młoda osoba, ale dorosła kobieta, i wyrażam zrozumienie i wsparcie. Podoba mi się wyzwalająca pierwsza część powieści, druga oczyszczająca również wywołuje dobre wrażenie, trzecia zachwyca radością życia. Natomiast ostatnia, wpada w esencję romantycznych nut, nieprzekonujących, lecz wyczekiwanych przez większość czytelniczek. Na plus zaskakuje wydźwięk życia Barneya Snaitha, któremu środowisko społeczne przypisuje szalone mroczne historie. Jego powiedzenie Nie wiemy, dokąd zmierzamy, ale czy nie na tym polega zabawa, niesie cenne przesłania. 

Zerknij również na książki Lucy Maud Montgomery przybliżone na Bookendorfinie, z serii o rudowłosej Ani, wielokrotnie do nich powracam w chwilach, kiedy los nie obdarza mnie uśmiechem, ("Ania z Szumiących Wierzb", "Anne z Zielonych Szczytów", „Anne z Avonlea”, "Anne z Redmontu") i inne wersje tłumaczeniowe, w klasycznym wydaniu znanym mi z dzieciństwa ("Ania z Zielonego Wzgórza", "Ania z Avonlea", "Ania na uniwersytecie").

4.5/6 – warto przeczytać
literatura obyczajowa, klasyka, 278 stron, premiera 20.08.2025 (1926)
tłumaczenie Kaja Makowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

wtorek, 11 listopada 2025

CHAGALL

JACKIE WULLSCHLÄGER

„Z łatwością przyswoił sobie wszystkie estetyczne prądy swoich czasów, aby rozwinąć radykalny, oryginalny styl – wykreowane przez niego uniwersum...”

Stosunkowo mało znam się na malarstwie, ale nawet ja miałam okres w życiu, kiedy oglądanie i przeżywanie obrazów Chagalla bardzo mnie interesowało. Było to antidotum na szarą rzeczywistość ustroju komunistycznego, który panował w latach mojej młodości. Gdybym wówczas miała dostęp do tak wyśmienicie napisanej biografii, jeszcze więcej budziłoby się we mnie emocji, odczuć, wzruszeń i rozmyślań towarzyszących odkrywaniu wymykającej się szablonom sztuki.

Jackie Wullschläger w pięknym stylu podchodzi do sylwetki i twórczości wszechstronnego artysty, wybitnego malarza i grafika, pioniera sztuki nowoczesnej. W niezwykły sposób łączy to, co przytrafiało się i zdarzało w życiu Mojszy Zacharowicza Szagałowowa (1887-1985), rosyjsko-żydowskiego pochodzenia, z francuskim obywatelstwem. Jakże oryginalnie od strony artystycznej pojmował rzeczywistość, wspomnienia, sny, to, elementy ówczesnych czasach, naznaczonych dramatycznymi wydarzeniami, kulturowymi zmianami i indywidualnym cierpieniem. 

Z jednego wynikało drugie, a drugie narzucało emocje i symbolikę. Imponujące bogactwo przeżyć o różnych odcieniach. Spełnione i niespełnione marzenia, mniej lub bardziej gorące namiętności, odwiedzane miejsca na mapie świata, wielokulturowość. Wszystko znajdywało odzwierciedlenie w dziełach, obrazach, rzeźbach, ceramice i witrażach. Mistrzowsko oddane barwy, zachwycające połączenia, osobliwe kształty, zniekształcone perspektywy, elementy folkloru, składały się na metaforyczny i fantastyczny model prezentacji tego, co grało w sercu i duszy artysty. Jego sztuka przemawia do każdego, wyzwalająca frapujące odczucia, często zaskakujące emocje. 

Doceniłam, że autorka zdecydowała się na interpretację dzieł mistrza barw, intuicyjnie przemawiających, gdyż warto znać szczegóły powstania i źródła przesłań. Narracja bardzo sugestywna, plastyczna, obrazowa, reprezentująca żywy i emocjonalny styl, dająca szeroki obraz i detaliczny podgląd. Rzetelność publikacji ujawniała się nie tylko w starannym przygotowaniu i opracowaniu materiałów pomocnych do jej stworzenia, ale również w opisie sylwetki Chagalla, artystycznej duszy, trudnej do okiełznania, często narcystycznej, egoistycznej i upartej, maksymalnie zafiksowanej na tworzeniu, a jednocześnie tak uwielbianej i spełnionej. 

Wullschläger udanie uchwyciła niezwykłą aurę życia, od biedy w dzieciństwie, poprzez tułaczkę po świecie, rolę kobiet i sposób ich traktowania, do wypełnienia malarskiej misji i dyscypliny. „Chagall” to tytuł zdecydowanie wart wciągnięcia na listę czytelniczą, zwłaszcza do spotkania o powolnym delektującym charakterze. Wiele czytelniczej przyjemności w otoczce wyjątkowych dzieł i bogatego życia artysty, malarskiego przeżywania, wiedzy i inspiracji. Książkę wzbogacały zdjęcia, rysunki, szkice, akwarele, portrety, reprodukcje. Nie zabrakło przydatnego indeksu, uzupełniających przypisów i pomocnej bibliografii. Sześćset stron wciągającego zaczytania, wiele godzin niezwykłej podróży, do minionej epoki, z uniwersalnym przesłaniem twórczości.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
bibliografia, 608 stron, premiera 24.09.2025, tłumaczenie Magdalena Koziej
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

niedziela, 7 września 2025

GERDA

KRZYSZTOF ZAJAS

TRYLOGIA POMORSKA tom 2

„Czasem ważniejsze od szukania sprawcy jest znalezienie ofiary.”

Po chwilowym zachwianiu oceny poprzedniego tomu, znakomity powrót do kryminału wysokich lotów, w takim stopniu, w jakim oczekiwałam po twórczości autora. Podobały mi się obie perspektywy, jedna związana z wojenną przeszłością, druga ukazująca teraźniejszość. Efektownie opisywały scenariusz zdarzeń, oddziaływały na wyobraźnię, trzymały w napięciu. Domyślałam się przebiegu pewnych elementów fabuły, jednak i tak byłam zaskakiwana. Kiedy wydawało się, że chwytam sposób na rozwikłanie supłów prawdy i kłamstw, coś pokazywało, że podążałam błędnymi ścieżkami. 

Dynamiczna akcja, ubrana w szaty sensacji, nie pozwalała oderwać się od stron powieści. Zgrabnie przeplatane i łączone wątki. Zręcznie tkane trzy główne nitki zależności. Udanie podsycane zainteresowanie losami kluczowych postaci. Ciekawe zachowania reprezentantów gangsterskich i policyjnych środowisk. Plastyczne i przekonujące odmalowanie historycznego i współczesnego klimatu Ziem Odzyskanych. Moc destrukcji przemilczanych spraw, dalekich w czasie i bliskich, nie miała sobie równych. Czy udało się Andrzejowi Krzyckiemu i Lucjanowi Bałysiowi przeciąć mrok i dotrzeć do praźródeł morderstw i bestialstwa? Czy potomkini pomorskich Niemców otrzymała odpowiedzi na to, co stało się z jej siostrą Gerdą przed siedemdziesięcioma trzema latami? A co z mieszkańcami Grębówka, czy złamali zmowę milczenia, oddzielili się od przestępczych interesów, poskromili głód zemsty, dotarli do skarbu? Jakie koszmary wyłoniły się z ciemności ludzkiej natury? Jakie role odegrali bohaterowie żywi i umarli? I nić refleksji, czy można żyć w śmierci i umierać w życiu? Zerknij na wrażenia ze spotkań z poprzednimi tomami trylogii pomorskiej ("Wiatraki", "Skowyt nocy") i z trylogią grobiańską ("Ludzie w nienawiści", "Mroczny krąg", "Z otchłani").

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 476 stron, premiera 09.06.2023
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 2 września 2025

SKOWYT NOCY

KRZYSZTOF ZAJAS

TRYLOGIA POMORSKA tom 2

„Los oferuje tyle nieoczekiwanych zwrotów akcji.”

Tom drugi nie do końca przekonał, liczyłam na większe, nie tyle emocje, bo było sporo, co urozmaicenia intrygi. W połowie książki poczułam znużenie monotonią szaleńca walczącego z szaleńcem. Inspektor Andrzej Krzycki wymykał się wszelkim regułom przetrwania, wracał niejako zza światów, co oczywiście w przypadku klasycznej sensacji i oczekiwanego wizerunku kluczowej postaci nie powinno dziwić, tego oczekuje się po mimowolnym superbohaterze, jednak za daleko poszło w kierunku jeden przeciwko całemu światu, a nawet sobie samemu. Podkomisarz Lucjan Bałyś mentalnie towarzyszył Krzyckiemu w igraniu z kostuchą i wyszarpywaniu nadziei na cud. Każdy z mężczyzn na swój sposób pogrążony był w letargu życia i bliskości ze śmiercią. Nie podeszły mi psie tragedie, jak najbardziej wpasowujące się w tytuł, lecz dla mnie było ich za dużo. Doceniam sugestywny styl narracji, plastyczne opisy, wyjątkowo zgrabne łączenie dramatu z lekką, acz wyrazistą, nutą humoru, a także refleksyjne rozmowy z psem i osobiste rozliczenia. 

Mroczny ciężar drugiej odsłony trylogii pomorskiej intensyfikowała presja czasu, liczny zbiór niewiadomych, sypiąca się osobowość, bezpośrednie zagrożenie życia. Szkoda, że autor z dużą dysproporcją obdarzał i odbierał ładunki szczęścia i uśmiechy losu, a i czynnik wybawicielski w kobiecej formie umniejszył moc oddziaływania i wiarygodność scenariusza zdarzeń. Zachowanie Doroty rozumiałam, zaś z racjami Dominiki mijałam się. Wariant fabuły „Skowytu nocy” nie podszedł mi, lecz nie żałowałam czasu poświęconego na poznanie go. Nieco inna propozycja intrygi, niejako z innej perspektywy, pokazała, że pomysł oddalenia od siebie policyjnych partnerów niekoniecznie zadziałał na plus, że tylko jako zgrany team miał siłę oddziaływania na czytelniczą wyobraźnię. Liczę, że w kolejnym tomie Bałyś i Krzycki dojdą do psychicznej równowagi po dramatycznych wydarzeniach, i znów wspólnie, oczywiście każdy w swoim stylu, poprowadzą ścieżką prawdy w mroku ludzkich przywar i pragnienia zemsty, a w tle klimat słupskiej mafii, majestatycznych wiatraków, poniemieckich bunkrów i wojennej przeszłości. Pierwszy tom nosił tytuł "Wiatraki", także przedstawiony został na Bookendorfinie. Zerknij na wrażenia ze spotkań z trylogią grobiańską tego autora ("Ludzie w nienawiści", "Mroczny krąg", "Z otchłani").

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 438 stron, premiera 22.01.2020
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 1 września 2025

WIATRAKI

KRZYSZTOF ZAJAS

TRYLOGIA POMORSKA tom 1

„Śmierć nie jest absurdem, tylko generatorem absurdu.”

Późno odkryłam twórczość autora, ale z każdą książką (trylogia grobiańska: "Ludzie w nienawiści", "Mroczny krąg", "Z otchłani") przekonuję się, że bardzo mi się podoba, sprawia radość i przynosi satysfakcję czytelniczą. Styl narracji przekonujący, wysoko oceniany, na równi z frapującym pomysłem na fabułę. „Wiatraki” to kryminał mocno spleciony z sensacją, atrakcyjnym wzorem intrygi, krwawymi sznurkami incydentów i supłami ludzkich losów. Morderstwa oddane z plastyczną i osobliwą inscenizacją. Źródła skomplikowanych węzłów relacji ocierają się o przeszłość i manipulują teraźniejszością. Dynamiczny rytm scenariusza zdarzeń, intensyfikujące się napięcie, zdradliwe sekrety i zaskakujące obroty spraw, zdecydowanie na plus. 

Czytam z ogromnym zainteresowaniem i przyjemnością, połykam wyobraźnią kolejne strony. Im głębiej wchodzę w powieść, tym bardziej odczuwam moc i siłę uderzenia ludzkich emocji, nadziei, skaz, zdrad i wyrzutów sumienia. Postaci pozornie zwykłe, ale w zwyczajności kryje się nienawiść targana porywistymi wiatrami, oślepienie błyskiem nieuświadomionych uczuć, miłość próbująca przebić się na szczyt zrozumienia, zabójstwa wpadające w burzę podstępności i bezwzględności. Pomorska farma wiatraków niejedno widziała, ale seria nieszczęśliwych wypadków wymyka się wszelkiemu wyobrażeniu. Zbrodnie, okoliczności i miejscowych cechuje specyficzność. Lucek Bałyś, wysłannik na wygłoszenie referatu w słupskiej szkole policyjnej, mistrz sztuk walki, wpada w kołowrót tańca łopat brawury i zaślepienia. Wiruje starając się coś udowodnić. Podkomisarz wiąga innych w swoiste szaleństwo i wystawia na niebezpieczeństwo. Stąpa po fundamencie zakłamania i korupcji. Nie zdaje sobie sprawy, o co naprawdę toczy się gra, jaki przyjmie obrót.

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 750 stron, premiera 19.09.2018.04.2018
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 28 sierpnia 2025

OGRÓD NAD BRZEGIEM MORZA

MERCÉ RODOREDA

„W dzieciństwie siadałem przed kwiatem i czekałem, aż się rozwinie."

Przypasowała mi ta przygoda czytelnicza, z przyjemnością się w niej odnalazłam, wniosła wiele spokoju w ostatnio nasycone stresem dni mojego życia. Mercé Rodoreda zgrabnie snuła opowieść, dotykała wrażliwych strun duszy postaci, oddawała ich obraz nie w opisie charakterów, ale w stylizacji wrażeń. Narracja cechowała się lekką poetycznością. Wiele elementów pozostawiono czytelnikowi do wypełnienia własnymi barwami wyobraźni i echami wspomnień z osobistego życia. Pozornie surowo i jakby z oddali, za pośrednictwem relacji starego ogrodnika, ale za kotarą bezstronności, ukryte były emocje. Znakomicie się je wydobywało na powierzchnię fabuły. Powieść w szczególny sposób uwodziła odbiorcę, z jednej strony bogactwem ludzkich doświadczeń, nagłych zwrotów na ścieżkach losów bohaterów, mieszanką dramatu, komedii i zwykłej normalności. 

Katalońska sceneria delikatnie uwodziła wyobraźnię. Cudowne kwiatowe odsłony przyrody, cykle pór roku i wakacyjnych dni. Bezpośredni kontakt z niemal mistycznym urokiem natury. Samotne życie ogrodnika skontrastowane z żywiołowym życiem właścicieli nadmorskiej willi i przyjaciółmi. Zderzenie pełnego energii życia, czerpiącego z niego garściami w aspekcie fizycznych rozrywek, ze spokojną celebracją każdego dnia, bez presji zdobywania majątku. Stary ogrodnik oprowadzał po cudownym miejscu, zaś mieszkańcy willi malowali inny obraz egzystencji. Niespieszny bieg opowieści pozwalał na dopowiedzenie szczegółów tego, co pisarka celowo pominęła. Rodoreda sprawiała, że zapełniałam wybranymi przez siebie kolorami pierwszy i dalsze plany opowieści. Nie zagłębiała się w bezpośredni opis uczuć i rozważań bohaterów, pozostawiła to czytelnikowi, licząc na jego rozbudzoną wrażliwość i duchowość, świadomość naturalnych procesów i esencji uroku świata. Przesuwałam suwak melancholijności, tajemniczości, nastrojowości, liryczności i romantyczności, w zależności od pragnienia kształtowania odbioru powieści. Pierwsze spotkanie z twórczością autorki usatysfakcjonowało, chętnie poznam inne dzieła. Liczę, że równie mocno pochłoną, podobnie wzbudzą emocje, skłonią do rozważań o życiu, człowieku i przyrodzie.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 230 stron, premiera 05.02.2025 (1967)
tłumaczenie Anna Sawicka, Magdalena Pabisiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 3 grudnia 2024

POEZJE I PROZINKI

JADWIGA STAŃCZAKOWA

„To co biorę do ręki
zimne i wilgotne
to materia
a duch śniegu jest ciszą
przetykaną krakaniem
wron”


Wiersze przemówiły do mnie, poczułam wrażliwą duszę autorki, wczułam się do pewnego stopnia w jej odbiór rzeczywistości, spojrzałam na zwyczajne rzeczy z niezwyczajnej perspektywy. Jadwiga Stańczakowa w wieku niemal trzydziestu lat całkowicie straciła wzrok, od tego czasu poruszała się po świecie zewnętrznym okrytym mrokiem, ale wewnętrznym niesłychanie barwnym i błyskotliwym. Ogromna moc biła ze słów poetki, przekonywały prostym, ale jakże celnym przekazem. Szybko podchwytywałam myśli autorki, długo się nad nimi zastanawiałam, rozwijałam na swój sposób, poddawałam analizie według własnego klucza a potem przymierzałam do klucza niewidzenia Stańczakowej.

Bardzo spodobał mi się wiersz „Ojciec”, wyjątkowo przemówiła do mnie „Ślepa radość”. Ponadto, poczułam ślepotę jako czucie widzenie wyobraźnią, doświadczyłam przemykanie „czegoś”, skojarzyłam niebieski koralik z okruchem nieba, pozazdrościłam psom, poznałam podwójną ślepotę, doznałam pustej Ziemi i czekania na życie, przywitałam się z cieniem. Prozinki zaciekawiły mnie, miniopowiadania o zwykłej codzienności, zwykłych ludziach i zwykłych okolicznościach, ale z wyjątkowym humorystycznym rysem. Szczególnie upodobałam sobie „Zapałkę”, „List”, „Pamięć”, „Drzewa pamięci” i „Przymiarkę”. Publikacja bardzo ładnie wydana, ze sztywna okładką i tasiemkową zakładką. Będę do niej jeszcze nie raz zaglądać, przemawia, uwrażliwia, uświadamia i inspiruje w szczególny sposób, zachęcam do poznawania.

4.5/6 – warto przeczytać
poezja, 352 strony, premiera 20.11.2024
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

czwartek, 18 lipca 2024

SAREK

ULF KVENSLER

„Potężna, szorstka ściana góry trwała nad nami bez ruchu. Teraz przyszła mi do głowy myśl, że ani nas nie pilnuje, ani nam nie zagraża. Po prostu w ogóle jej nie obchodzimy… Ona tu będzie stać niezmiennie kilka milionów lat, nie ma i niewzruszona.”

Zdecydowanie warto sięgnąć po książkę. Zapewnia intrygujące i wciągające zaczytanie. W zasadzie błyskawicznie mknie się po stronach, aby jak najsprawniej dotrzymywać tempa akcji, zmieniającym się okolicznościom, naprzemiennie ukazującym się szczegółom z przeszłości, która w ogromnym stopniu rzutuje na teraźniejszość. Scenariusz zdarzeń kręci się wokół dwa tysiące dziewiętnastego roku, ale wspomnienia kluczowej postaci od czasu do czasu kierują uwagę na sytuacje sprzed dekady. Łatwo jest zaangażować się w to, co dzieje się podczas górskiej wyprawy, zimowa sceneria przyrody tworzy charakterystyczną atmosferę chłodu, bieli i niedostępności. 

Niemal od początku powieści czytelnik wikła się w kryminalne nuty, stopniowo zaciskają się, z czasem przeradzają w wątek o podłożu sensacyjnym. Podoba mi się, że Ulf Kvensler prowadzi fabułę pod różnym ujęciem, niejako równolegle, w zależności od przypasowania relacji między bohaterami, a przy tym w sposób graniczący z prawdopodobieństwem. Ciekawie prezentują się opisy zmagań podczas ekstremalnej wędrówki po górach, w dzikim, surowym i bezlitosnym terenie, na tysiącach kilometrów kwadratowych bez wytyczonych szlaków i schronisk. Powstaje pragnienie natychmiastowego udania się do Parku Narodowego Sarek, żeby na własne oczy podziwiać niesamowite cuda natury. Pierwotne oblicze północnej-zachodniej Szwecji, najstarszego parku w Europie, warto uwzględnić podczas planów urlopowych, bardzo chętnie poznam.

Nie nawiązuję szczególnej więzi między postaciami, czuję rezerwę, lecz akurat w tej przygodzie nie przeszkadza, wręcz działa na korzyść. Frapująco daje się obserwować nić intrygi powiązanej z obsesją, znakomicie delikatnie prowadzoną, spychającą na manowce w interpretacji czynów i zachowań. Kilkakrotnie dałam się złapać w subtelnie zastawioną przez autora sieć sekretów, niedopowiedzeń i oszustw. Zakończenie zmagań czwórki znajomych z własnymi słabościami, piętrzącymi się tajemnicami, trudnymi warunkami pogodowymi i terenowymi, nie do końca satysfakcjonuje, jednakże nie można odmówić zaskakującego obrotu spraw. Narracja sprzyja poznawaniu historii, nieco kanciasta, jakby uwzględniała ewentualną przyszłą konieczność dostosowania do scenariusza na potrzeby filmu, ale zgrabnie osadzona i prowadzona.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 430 stron, premiera 27.03.2024 (2022), tłumaczenie Emilia Fabisiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 15 lipca 2024

DZIKA CISZA

RAYNOR WINN

„Jak wiele czasu upłynie mi na ukrywaniu się przed światem, zanim wreszcie uznam, że dość, że mogę wychynąć się z kryjówki, ulec przemianie i rozwinąć skrzydła?”

Podeszłam do „Dzikiej ciszy” ze sporymi oczekiwaniami, wydawało mi się, że łatwo uda mi się z nią nawiązać kontakt, znajdę elementy przydatne dla ukojenia mojej duszy. Książka niosła wiele przesłań, a jednak nie w pełni spełniła moje oczekiwania. Liczyłam na bardziej odkrywcze myśli, niosące się w człowieku przez wiele tygodni po spotkaniu, głębiej sięgające impulsy do rozmyślań czynionych przez czytelnika. Może gdybym znacznie wcześniej nie odkryła i nie pojęła znaczenia bezpośredniego kontaktu z przyrodą, wydawałaby mi się bardziej zaskakująca i ożywcza. Dlatego wywnioskowałam, że osoby mniej zwracające uwagi na środowisko naturalne, zajmujące przestrzenie miejskie w pogoni za codziennością prywatną i zawodową silniej zwiążą się z osobistym pamiętnikiem autorki. Tym niemniej, nie mogłam odmówić temu tytułowi plastycznych i sugestywnych opisów krajobrazu, niemal śpiewnych pochwał przebywania człowieka w bezpośrednim kontakcie z naturą, niewątpliwie uzdrawiających mocy w niej drzemiących, czy to z perspektywy fizycznej, czy psychicznej. 

Fantastyczne uczucie ekscytacji zapewniające fale radości i satysfakcji, zbawienne wyciszenie głosów w głowie i powrót do rdzenia samego siebie, poszukiwanie zrozumienia i odnajdywanie nadziei, a wszystko podczas pieszych wędrówek tysiąckilometrowym Szlakiem Południo-Zachodniego Wybrzeża Anglii. Jakże sama chciałabym odbyć tak niezwykłą podróż wzdłuż wybrzeża, zerkać z klifów na bezkres nieba, nasycać wzrok i słuch morską tonią, być jak najbliżej granicy lądu i morza. Raynor Winn przeszła szlak razem z mężem, który otrzymał niepokojącą prognozę zdrowotną, w dzikich aspektach natury, jedności, milczenia, rozważań, miłości i akceptacji. Jednocześnie sięgała do wspomnień, interpretacji przeszłości, przywoływała między innymi tematykę bezdomności, choroby matki, pisania książki, zdobywania dyplomu, islandzkich klimatów, dokonywania wyboru dostosowania do zmian lub ich inicjowania, w tym naturalnego biologicznego ożywienia kornwalijskiej farmy. Aby poczuć życiowe spełnienie trzeba wiele przeżyć, zdać egzamin z pokonywania przeciwności losu, mentalnego dostrajania do muzyki natury i prawdziwych potrzeb człowieka. Intymna narracja, bez zbędnych wydmuszek słownych, trafiająca do serca i wyobraźni. Książce warto przydzielić więcej czasu, poznawać w spokojnych rytmach, chwytać przesłania wynikające z czyjegoś spojrzenia na świat i siebie samego, zrozumienia jak wiele zależy od nas samych, radzenia sobie z bolesnymi doświadczeniami, świadomego kolekcjonowania poszczególnych fragmentów istnienia.

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 340 stron, premiera 14.06.2023, tłumaczenie Kamila Slawinski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl