niedziela, 8 listopada 2015

WARIATKA Z KOMAŃCZY Maria Nurowska 92/2015


"Wszystko w moim życiu było jakby w zastępstwie."

Biorąc do ręki "Wariatkę z Komańczy", wiedziałam, że zapowiada się wspaniały wieczór czytelniczy. Jednak nie przypuszczałam, że książka zrobi na mnie tak duże wrażenie. Czułam, jakby została napisana dla mnie, tak doskonale wpasowała się w moje życiowe rozważania i przemyślenia. Świetnie odnalazłam się w jej klimacie, poddałam nastrojowi, wędrowałam z bohaterką po wspomnieniach z jej życia. Cudowne uczucie, kiedy czytelnik czuje się niejako zespolony z książką.

Zafascynowałam się historią Marty. Dojrzała kobieta, z wielkim bagażem trudnych i przykrych doświadczeń, z konieczności przyjmuje połowiczne rozwiązania, którymi obdarowuje ją los. Zastępcza matka, żona, kochanka. Z życia jest "raczej zadowolona". Bardzo bolesna jest świadomość tylko częściowego przeżywania i spełnienia. A może życie takie właśnie jest, że zaledwie nieliczne chwile są prawdziwe? Czy można zatem zadowolić się namiastką życia? Jak mocno walczymy o własne szczęście?

Marta to świetnie psychologicznie wykreowana postać. Silna osobowość, ekscentryczna, wrażliwa, ciepła. Wyzwala się z ram nałożonych samemu sobie, uczy się niwelowania ochronnego muru odgradzającego od przeszłości, intuicyjnie szuka własnego miejsca w świecie. Życie potrafi mocno zaskoczyć, dać impuls w najmniej oczekiwanym momencie do przebudzenia i odczuwania go w pełnym wymiarze. Tylko czy niej już za późno?

Obserwujemy przeszłość i śledzimy obecne chwile w życiu głównej bohaterki. Czytelnik do końca nie wie, w jakim kierunku potoczy się akcja, dokąd go zaprowadzi. To niezwykle wpływa na naszą wyobraźnię i percepcję wydarzeń. Mam poczucie spełnienia czytelniczego, satysfakcji ze wzbogacenia własnych przemyśleń, możliwości wewnętrznego odniesienia się do tematyki samotności i walki o szczęście. Świetna, refleksyjna, bardzo emocjonalna książka. Dotyka ludzkich tragedii, nieszczęść, cierpienia, ale też nadziei, miłości, poświęcenia.

6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna

Data premiery: 20.10.2015.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. :)

sobota, 7 listopada 2015

KRÓL WRON Szymon Krug 91/2015

Przypadłość braku duszy

"Jest w nas coś takiego, co chce wierzyć w świat wróżek, trolli, króliczych dziur i mostów na drugą stronę." 

Mocna i ambitna książka. Wciąga w baśniowy świat urban fantasy. Czułam, jakbym sama wkroczyła na to "pogranicze zaświatu, gdzie drapieżne stworzenia wypełzają spod szaf i łóżek, martwi rozgrzebują groby a wrony wieszczą bzdury w pustych ulicach i na kurhanach". Spodobał mi się wykreowany mroczny i tajemniczy klimat, ale jednocześnie tak silnie udekorowany cechami baśni.

"Tuż przed przebudzeniem, jest taki moment, rodzaj krawędzi świata... jesteś w nieświadomości, ale już przeczuwasz, że za chwilę..."

Lektura wywołuje u czytelnika ciarki niepokoju, grozy, strachu, a nawet przerażenia. Wraz z głównym bohaterem czujemy grożące nam niebezpieczeństwo, kiedy złe moce chcą zawładnąć naszą duszą. Napięcie rośnie, momentami robi się okrutnie, nieludzko, krwawo, morderczo, wręcz szaleńczo. Jednocześnie, w tym gwałtownym i nieokrzesanym świecie jest miejsce na baśń, wymieszanie realnych i fantastycznych postaci, ożywionej przyrody, gadających zwierząt, nadprzyrodzonych sił.

"Książki... zabierają cię w miejsca, gdzie wystarczy, że jesteś... Musisz tylko trzymać się zasad i nie zaglądać na ostatnią stronę, a wszystko będzie, jak ma być."

Książka mocno trzyma uwagę czytelnika, jak już wkroczysz w jej świat, to w nim zostajesz do ostatniej strony, a nawet kilka dni dłużej. Fabułę śledziłam z wielkim zainteresowaniem, tyle się działo, mnóstwo niespodziewanych akcji i wydarzeń. Miałam wrażenie całkowitego nasycenia magicznością, nieziemskimi zjawiskami, możliwościami swobodnego przemieszczania się między światem realnym a baśniowym.

"Granica między jawą a snem nie wiadomo kiedy stała się żartem, a zdrowy rozsądek zardzewiałym, nieprzydatnym do niczego narzędziem."

Oddawałam się lekturze przez kilka dni, świadomie przedłużając radość czytania jej. Moja wyobraźnia uaktywniła się w całej postaci, zwracałam uwagę na drobny szczegół, bo jak się okazywało, miał on decydujące znaczenie w wychwyceniu pewnych niuansów, niedomówień, zrozumienia bohatera i jego czynu. Dzięki plastyczności języka, sugestywnym porównaniom, swobodną żonglerką narracji, wszystko wyraźnie widziałam, słyszałam, odczuwałam. Zdecydowanie pasuje mi taki właśnie zmysłowy sposób narracji.

"... pod powierzchnią każdej z okładek kryły się światy, których nie dało się zmierzyć, myśli, których nie sposób było zatrzymać."

Mocne i intrygujące wrażenie zrobiła na mnie okładka, która wręcz przyciągnęła mnie jak magnez do tej powieści. Ten mix ciekawej treści i pięknej oprawy graficznej, ilustracji, stron między działami, wszechobecności wron, idealnie współgra. Książka już samą dedykacją wciąga do swojego świata, a potem już za nic nie chcemy się z niego wydostać. Instynkt czytelniczy nie zawiódł mnie, to wyjątkowa pozycja. Wiem, że będę do niej wracać. Jest kilka wątków, które chciałabym jeszcze raz prześledzić, nacieszyć się nimi. Z niecierpliwością czekam na drugi tom "Króla Wron".

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantasy

Data premiery: 07.2015.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Madmoth Publishing. :)

czwartek, 5 listopada 2015

TYSIĄC Dagmara Andryka 90/2015

MARTA WITECKA tom

"Jak mało można znać człowieka, z którym się mieszka pod jednym dachem. Rutyna i proza życia stępiają wrażliwość. Niby zawsze można o wszystkim pogadać, ale zazwyczaj brakuje na to czasu."

Bardzo dobry kryminał, czyta się lekko i przyjemnie, wciąga swoją fabułą, doskonale odnajdujemy się w jego klimacie. Świetnie wykorzystany pomysł osadzenia akcji w przeciętnym, małym miasteczku, gdzieś na północy Polski. Ale czy na pewno miasteczko jest takie zwyczajne? Już sama jego nazwa - Mille - ma symboliczne znaczenie, żyje tam dokładnie tysiąc mieszkańców. Autorka bardzo zgrabnie tworzy ten charakterystyczny dla małych miasteczek nastrój, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Mille to zamknięta enklawa, a jej mieszkańcy silnie wierzą w rzuconą na nich przez czarownicę klątwę. Obawa, strach, lęk, nie pozwalają na trzeźwy osąd i dotarcie do prawdziwości zabobonów. Zupełnie przypadkowo, albo i nie, w miasteczku pojawia się młoda dziennikarka, Marta Witecka. Czy zdoła się ona oprzeć się uczuciu klątwy ciążącym nad Mille?

Autorka świetnie czuje ten gatunek literatury, sprawnie intryguje i przyciąga słowem. Kryminał, gdzie tajemnice, sekrety i powiązane z nimi wątki, stopniowo wyjaśniają się, a napięcie rośnie, napisany jest z wdziękiem i zrozumieniem czytelniczych potrzeb. Bardzo dobrze skonstruowani bohaterowie, niektórzy stają się nam bliscy, sympatyzujemy z nimi, kibicujemy im. Podobne odczucia odnośnie dopracowania szczegółów mam wobec samego miasteczka. Czułam, że usytuowanie cukierni, szkoły czy posterunku policji, jest znaczące, łatwo mi było wyobrazić sobie Mille, rozrysować w głowie jego plan, a przez to mocniej wciągnąć się w fabułę, przemykać między budynkami, zwyczajnie zaprzyjaźnić się z tym miejscem. Podobał mi się prosty i zrozumiały język powieści, a także jej humor, naturalny, niewymuszony, odpowiednio nastrajający.

Jak bardzo zabobony i uprzedzenia mogą ingerować w nasze przekonania i działania? Czy łatwo uwolnić się od wiary w przesądy? Kiedy zwycięża zdrowy rozsądek? Kończąc kryminał napotkałam czytelniczą niespodziankę. Jaką? Sami sprawdźcie, zachęcam. Bardzo udany debiut! Liczę, że główna bohaterka pojawi się w kolejnej książce. :)

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał

Data premiery: 20.10.2015.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. :)

środa, 4 listopada 2015

BYŁAM TU Gayle Forman 89/2015


"Mam czas."

Seria wydawnicza Myślnik zapewnia dobre intelektualne przeżycia z książką w ręku. I tak właśnie się dzieje w przypadku pozycji "Byłam tu" Gayle Forman, amerykańskiej pisarki tworzącej głównie dla młodzieży. Jej książki niosą skłaniające do przemyśleń przesłania towarzyszące wczytywaniu się w główną fabułę. "Byłam tu" wnikliwie i sugestywnie porusza temat samobójstwa, osamotnienia w życiu, braku pozytywnego wsparcia, ulegania wpływom. Jak niezmiernie ważne jest, abyśmy otrzymali właściwą pomoc w odpowiednim momencie, ale aby ją dostać, sami musimy się na nią otworzyć. Wydaje się, że samobójstwo jest trudne, ależ czy nie jest odwrotnie? Czy nie jest ono łatwym wyjściem, niejako drogą na skróty? A może właśnie głośne wołanie o pomoc jest najtrudniejsze?

Powieść wzrusza, nawołuje do refleksji nad autodestrukcyjnymi mechanizmami drzemiącymi w ludziach. Jakie muszą być spełnione warunki, aby uaktywniły się i popchnęły do czynu samobójstwa? Tłem "Byłam tu" jest historia dziewczyny z różnych powodów nie odnajdującej w sobie wystarczających sił, aby szczerze zwierzyć się najbliższym. Szuka pomocy w świecie zewnętrznym, często wypełnionym pułapkami i zasadzkami. Autorka ze zrozumieniem porusza temat tragicznych konsekwencji samobójstw dla ofiary i związanych z nią bliskich. Koniec życia jednej osoby, ale i początek wielkiego dramatu rodziców, przyjaciół, znajomych, którzy nie potrafią pogodzić się z tym, że nie zauważyli, przeoczyli symptomy, nie byli wystarczająco uważni, aby wyczuć stan emocjonalny ofiary.

Po otrzymaniu informacji o samobójstwie przyjaciółki, Cody Reynolds odczuwa pustkę, bezradność i rozpacz. Tęskni za Meg, tyle rzeczy nie zdążyła jej powiedzieć, ma wyrzuty sumienia, że nie pomogła na czas. Szukając zrozumienia niespodziewanego i desperackiego kroku przyjaciółki, Cody zaczyna prowadzić własne dochodzenie, które stopniowo odkrywa kolejne tajemnice z życia Meg. Zaczyna mocno wątpić w przyjacielski charakter ich znajomości. Choć znały się od przedszkola, teoretycznie wszystko o sobie wiedziały, a nawet Cody była niemal wychowywana przez rodziców Meg, nic nie wiedziała o zamierzeniach przyjaciółki. Uświadamia sobie, że niestety zaufanie działało tylko w jedną stronę. Meg była osobą pełną życia, ciekawą świata, przebojową i uśmiechniętą, dlaczego zatem popełniła samobójstwo? Czy Cody dotrze do wyjaśnień, znajdzie odpowiedzi, uzyska przebaczenie?

Książka wciąga, porusza, daje wiele czytelniczej satysfakcji. Czyta się ją z dużym zainteresowaniem. Chętnie angażujemy się w klimat tajemniczości i pewnego niebezpieczeństwa grożącego Cody. Mamy również wątek romantyczny. Bohaterowie sympatyczni, pełni zaangażowania w rozwikłanie życiowych zagadek. Ciekawie śledzi się ich losy, perypetie, towarzyszące im nieoczekiwane wydarzenia. Warto zapoznać się z książką, która jest dobrym sposobem na spędzenie wolnego czasu, a jednocześnie sprzyja refleksji nad samotnością w dzisiejszym świecie. Jak poradzić sobie z samym sobą?

4.5/6 - warto przeczytać
literatura młodzieżowa

Data premiery: 23.09.2015.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las. :)

wtorek, 3 listopada 2015

MOJE ŚLICZNE Karin Slaughter 88/2015


"Wmawiamy sobie to, w co chcemy wierzyć lub już wierzymy..."

Przyznaję, książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Początkowo miałam zamiar czytać ją przez dwa dni, jednak tak mnie pochłonęła, że chciałam ją doczytać do końca, nie robiąc przerw. W ten sposób nieoczekiwanie sensacyjnie spędziłam kilka godzin. Książka idealnie wkomponowała się w moje ulubione tempo rozgrywania akcji sensacyjnej, szybkie, mocne i nie dające nawet chwili na złapanie oddechu. W każdym rozdziale pojawiają się nowe wątki i tajemnice. Warstwy niewiadomych w zasadzie wydają się nieskończone. I choć w pewnym momencie orientujemy się, jakie będzie zakończenie powieści, jednak nie przeszkadza nam to w delektowaniu się nią. Wspaniale wyeksponowane psychologiczne aspekty, które podkręcają naszą wyobraźnię. A niektóre wydarzenia są tak nacechowane emocjami, że udzielają się również nam, wspólnie z Claire i Lydią uczestniczymy w wydarzeniach, przeżywamy je i najzwyklej w świecie, zaczynamy się bać, co będzie dalej.

Postawy i mentalności bohaterów zostały bardzo intrygująco przedstawione. Mamy okazję wgryźć się w psychikę różnorodnych charakterów ludzkich. Każdy członek rodziny odgrywa wielką rolę w tej historii. W znacznym stopniu, w miarę upływu akcji, ulegają oni przemianie, odkrywają cechy charakteru, o których istnienie nie podejrzewaliby siebie. Śledzimy ich losy, mamy wrażenie, że jesteśmy bardzo blisko nich. Oburzamy się na zachowanie niektórych, dla innych chcemy wskoczyć na łamy stron i pomóc w walce, ostrzec, zwrócić uwagę na dany fakt. Po prostu silnie reagujemy czytając książkę. Ciekawym aspektem są listy pisane przez ojca do zaginionej córki. Dają one powieści dodatkowy bonus, mają interesującą i wciągającą formę. Współtworzą klimat tajemniczości, to głos osoby, która już nie żyje, a tak wiele wnosi do fabuły, dopowiada, wyjaśnia, zaciekawia i współuczestniczy w akcji.

Ogromne wrażenie wywiera na nas poruszana w książce tematyka wielkiego bólu, rozpaczy, oczekiwania i nadziei tlącej się w człowieku do końca, dopóki nie zostanie odnalezione ciało zaginionej osoby. Właśnie to odnalezienie ciała, możliwość pochowania, pogrzebu, staje się tak ważna z punktu widzenia uzyskania wewnętrznego spokoju, bo choć już wiadomo, że najbliższa nam osoba nie żyje, to jednak możemy się z nią pożegnać, w jakimś stopniu znaleźć ukojenie, mamy miejsce, gdzie możemy przyjść i porozmawiać ze zmarłym. Perspektywa utraty dziecka przeraża każdego rodzica, a jeśli do tej tragedii dojdzie, rzutuje ona na całą rodzinę. Każdy członek rodziny w odmienny sposób radzi się z tym traumatycznym przeżyciem. Rodziny nie wytrzymują bólu i rozpaczy, a krewni zamiast wzajemnie sobie pomagać, często stają się dla siebie niejako wrogami. I choć łączy ich tak wiele wspaniałych wspomnień, życie u boku osoby, która przypomina nam na każdym kroku utraconą osobę, często staje się nie do wytrzymania, rodziny rozpadają się. Jakże trudno później żyć z tym poczuciem odrzucenia, niezrozumienia, obojętności. Szukamy choć cienkiej linii porozumienia, ale może to zabrać nawet dziesiątki lat, zanim uda się na nowo coś wspólnie zbudować. Ale czy rodzinie zaginionej Julii uda się znów zjednoczyć?

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, wciąga, zachęca do odwracania kolejnych stron. Jednak z drugiej strony porusza ona bardzo istotne aspekty patologii społecznej. I warto je dostrzec, zastanowić się nad nimi, głębiej przeanalizować. Kolejny raz zastanawiam się, jak wiele bólu i cierpienia jedna osoba może zadać drugiej, skąd tak psychopatyczne osobowości? Czym trzeba być, aby całkowicie wyłączyć emocje, przyzwoitość, wyrzuty sumienia i zarabiać na morderstwie? A także jak można wieść tak równoległe życia, przykładnego obywatela i bezwzględnego mordercy, mieć dwie skrajne osobowości? W jaki sposób można całe życie ukrywać swój mroczny sekret i potrafić funkcjonować w normalnym społeczeństwie? Dlaczego tyle kobiet na świecie jest traktowanych w tak brutalny sposób? Gwałconych, wykorzystywanych seksualnie, bitych, maltretowanych, pozbawianych życia. Czemu traktowane są jak przedmioty, zabawki w okrutnej zabawie?

Lektura skłania do refleksji nad tematyką przemocy, zachowań patologicznych, morderczych instynktów, zaspakajania sadystycznych potrzeb i podwójnego życia. Ze stron książki bije apel o zaprzestanie takich praktyk, poradzenia sobie społeczeństwa z problemem terroru wobec kobiet. Przemoc fizyczna i psychiczna wywołuje w nas oburzenie, obrzydzenie, sprzeciw, a jednak tyle zła się wokół nas dzieje. Silnie utożsamiamy się z ofiarami, nie tylko bezpośrednimi, ale także członkami ich rodzin. Mocna sensacja, wzbogacona elementami dobrego thrillera, warta sięgnięcia po nią, a zatapiając się w nią długo jeszcze nie możemy o niej zapomnieć. :)

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
sensacja

Data premiery: 07.10.2015.

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu HarperCollins, za co serdecznie dziękuję. :)

poniedziałek, 2 listopada 2015

ODGRODZENI Michał Matuszak 87/2015



"Gniew to bękart bezsilności, a za nią zaraz wyczekuje reakcja, czyli agresja." 

Dawno książka nie dała mi takiej satysfakcji zgłębiania jej. W zasadzie nie można powiedzieć, że się ją czyta, ją się chłonie całą swoją wrażliwością, pełnym wachlarzem emocji, każdym intelektualnym aspektem odbierania ludzkich zachowań. Niezwykle oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, wyzwala ogromne pokłady empatii. Bardzo lubię taką bezpośredniość w formułowaniu myśli, pewnej dobitności przekazów, unikania niepotrzebnego owijania w przysłowiową bawełnę, a przez to ubarwiania rzeczywistości czy nadawania jej zbędnego kolorytu. Lektura dla ambitnego czytelnika, mocny bodziec do rozważań o samotności człowieka w świecie realnym i wyimaginowanym, kreowanym na użytek społeczeństwa i ucieczki od bólu, izolacji, niezrozumienia. Należy się nią delektować, chłonąć jej klimat, ulec mu, podążając za narracją i rozszerzając ją, dokładając coś od siebie w swoich przemyśleniach. Poruszona tematyka społeczna poparta jest dużym wyczuciem psychologicznym autora. Drobiazgowość, silne nasycenie emocjami, niezafałszowane docieranie do głębi zrozumienia istoty samotności, zrobiły na mnie ogromne wrażenie. W sposób zupełnie naturalny zostałam zmuszona przez autora do odbywania wycieczek intelektualnych w celu zrozumienia i zdefiniowania odgrodzenia się ludzi od świata, ale też odgrodzenia się świata od ludzi. "Odgrodzeni" to dwie historie, o małym chłopcu i dorosłej kobiecie. Opowiedziane malowniczo, z ogromną wrażliwością, spostrzegawczością, szczegółowością. W naturalny sposób dochodzimy do źródeł ludzkiego bólu i cierpienia związanych z izolacją społeczną, rodzinną, brakiem wsparcia, zrozumienia, akceptacji. Alkohol, przemoc, tyrania, pokoleniowe przyzwolenie na błędne wzorce modelu rodziny.

Mocno przeżywałam obie historie, jednak ta chłopca najbardziej mnie wciągnęła, a zrobiła to tak skutecznie, że przez kilka dni towarzyszyła mi w codziennym życiu, powracałam do niej myślami, analizując i porównując z historiami znanymi mi z wcześniejszych czytelniczych wędrówek czy z życia realnego. Takich historii chłopca mamy bardzo wiele wokół nas, ale czy je wychwytujemy, zauważamy, zatrzymujemy się na moment, aby zastanowić się co można zrobić, jak pomóc, jak zapobiec? Autor z ogromnym zrozumieniem porusza tematykę określenia własnej tożsamości przez chłopca z rodziny, w której przemoc wydaje się jedynym rozwiązaniem na wszelkie problemy. Jego nastawienie na zadowolenie dorosłych, obwinianie się za zaistniałe sytuacje, poszukiwanie zrozumienia, ciepła, czy chociażby zwykłej rozmowy. A żyje w świecie przemocy fizycznej i psychicznej, wśród najbliższych, którzy nie mają sobie nic do powiedzenia, chyba, że wyzwiska, kłamstwa, kłótnie. A do tego tajemnica związana z pochodzeniem chłopca, o której dowiaduje się ostatni. I gdzie tu miejsce na zrozumienie i kształtowanie własnej tożsamości?

Jak marny wydaje się świat chłopca, w którym jedyną rozrywką jest oglądanie prognozy pogody? Od niej uzależniać własne szczęście, szukać prognoz własnego życia. Wiadomo, że wiosną i latem ojciec jest mniejszym tyranem, wtedy też można wyjść na podwórko i prowadzić życie trzepakowe, jedyna rozrywka, choć też obarczona koniecznością ukrywania własnych aspektów rodzinnych przed kolegami, niemożnością wpasowania się w grono rówieśników. Czy do przemocy można się jedynie przyzwyczaić, nauczyć się z nią żyć? A przecież to emocjonalne doświadczenia rzutujące na całym życiu, także tym dorosłym. Jak tego uniknąć, jak uciec przed modelem przemocy, w którym się wychowaliśmy. Czy będąc samemu doświadczanemu przemocy, można w przyszłości wyeliminować ją z własnego zachowania, wprowadzić inny wzorzec rodzinny, model wychowania dzieci? Czy nadal pozostaje się w słuszności, że tylko przysłowiowe lanie może pomóc dziecku wyjść na ludzi? Sadyzm wobec dziecka i żony, wielka samotność każdego z członków rodziny, ogromna rozbieżność charakterów, nieumiejętność panowania nad własnymi emocjami, impulsywność, porywczość, chęć wyładowania się, odreagowania stresu biciem. "Dobrze by było ulecieć tak, jak ten kurz", być przezroczystym, niewidzialnym. Ból, cierpienie, obojętność bliskich, kiedy największym marzeniem jest móc z nimi porozmawiać. Brak pochwał, czułych gestów, poczucia bycia oczekiwanym, ale za to żyć z wszechobecnym wstydem. Czuję ogromny niedosyt wiedzy, jak potoczą się losy chłopca. I obojętnie, czy wybierze wariant optymistyczny z nadzieją i walką, czy pesymistyczny z poddaniem się życiowej tragedii, w obu przypadkach pragnęłabym jeszcze głębiej zajrzeć do jego duszy.

Historię dorosłej kobiety autor przedstawił w bardzo ciekawej formie listów. Chłonie się ją bardzo emocjonalnie. Wstrząsa i skłania do refleksji nad stereotypami, ogromną chęcią wyrwania się ze środowiska patologicznego. Z dużą wnikliwością i wrażliwością, prezentowane są wybrane aspekty życia więziennego, towarzysząca mu ogromna samotność, oddzielenie od najbliższych, łaknienia codziennego kontaktu z nimi. Rutyna więziennych schematów i wyczekiwanie na odzyskanie wolności, przemożna chęć zmiany życia na lepsze, walka o godność człowieka i jego użyteczność dla najbliższych. Matczyna miłość, która mobilizuje do pracy nad sobą, wykorzystanie czasu spędzanego w więzieniu do szczerych i prawdziwych przemyśleń własnych zachowań i do podsycania wiary, że życie może być pełniejsze, dla siebie, siostry i ukochanego dziecka, że można odzyskać jego wartość. Niesamowicie czyta się te listy, czytelnik podąża tropem tej historii również poza książką, trawi ten temat. Przygląda się walce o poczucie własnej wartości, kiedy wszyscy wokół traktują cię jak trędowatą, bo "przez pryzmat jednego wydarzenia wystawiamy komuś opinię". Odzyskiwanie dumy, przyzwolenie na udzielenie pomocy, oddzielenie się od patologicznej nienawiści, walka ze wstydem, chęcią przezroczystości, trzymania się na uboczu, uciekania przed złem.

Książkę polecam czytelnikom chętnym do intelektualnych podróży, wykazujących się wrażliwością, empatią, chęcią zrozumienia drugiego człowieka i świata, w którym on funkcjonuje. Lektura, obok której nie można przejść obojętnie. Świetnie się ją czyta, pełen realizm, bez zbędnego kolorytu robi na nas olbrzymie wrażenie. Bardzo się cieszę, że miałam okazję się z nią zapoznać. Zdecydowanie polecam!

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna

Data premiery: 10.2015.

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki Wydawnictwu Literackiemu Białe Pióro, za co serdecznie dziękuję. :)



niedziela, 1 listopada 2015

MROCZNY ZAKĄTEK Gillian Flynn 86/2015

śmierć zaproszona w akcie rozpaczy

Świetny thriller psychologiczny, trzymający w napięciu, silnie przykuwający uwagę czytelnika. Akcja nie jest nacechowana mnogością zdarzeń, snuje się powoli, nakręca stopniowo, aż do rewelacyjnego zakończenia. Bohaterowie niejednoznaczni, surowi, perfekcyjni, dokonują rozliczenia z przeszłością, wspomnieniami, demonami, wypartymi z pamięci wydarzeniami. Czyta się doskonale, chłonie na raz. Nie jest to banalny thriller, lecz pierwszorzędnie skonstruowana opowieść, ze świetną fabułą, narracją i mocną dawką psychologii. Książka ponadprzeciętna.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller psychologiczny

MÓJ CHŁOPIEC MOTOR I JA Halina Korolec-Bujakowska 85/2015

"Żeby już raz ruszyć naprzód, znów na włóczęgę."

Sympatyczna relacja z wyprawy motocyklowej z Druskiennik do Szanghaju w latach 1934-36, jaką odbyli Halina i Stanisław Bujakowscy. Pisana bardzo malowniczo, ciepło, romantycznie, dowcipnie, z dbałością o detale i potężną dawka emocji. Doskonale wyczuwa się wielkie zamiłowanie do przygody, poznawania odmienności kulturowych i przyrody. Mnóstwo zdjęć, doskonale uchwyconych scen i wydarzeń z tego niezwykłego wyczynu podróżniczego. Podczas podróży Halina i Stanisław przekonują się jak ważne jest zaufanie do partnera, poznają nowe oblicze przyjaźni i miłości. Książkę czyta się z zainteresowaniem, i choć teksty napisane ponad siedemdziesiąt lat temu, to ta wielka ciekawość świata, udziela się również obecnemu czytelnikowi.

4/6 - warto przeczytać
literatura faktu

EVEREST. GÓRA GÓR Monika Witkowska 84/2015

"Warto marzyć, bo marzenia się spełniają, chociaż czasem trzeba im w tym pomóc."

Książka jest relacją wyprawy autorki na Everest. Napisana w formie dziennika, ale również mocno wzbogacona w bardzo szczegółowe i interesujące informacje oraz ciekawe zdjęcia. Czyta się lekko, przyjemnie, z zaciekawieniem. Przebija w niej zrozumienie i szacunek wobec gór, a także taka kobieca perspektywa na wspinaczkę i zejście z wierzchołka Ziemi.

4/6 - warto przeczytać
literatura podróżnicza

CZARNY ANIOŁ Opowieść o Ewie Demarczyk Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze 83/2015

"Uważam, że ten, kto wypiera się sentymentalności, to jest albo człowiekiem niepełnym, albo kłamie."

Bardzo ucieszyłam się, kiedy natrafiłam na opowieść o Ewie Demarczyk. Liczyłam, że dowiem się więcej o tej niezwykle utalentowanej artystce. Niestety, zawartość książki nie pokryła się z moimi oczekiwaniami. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorki bardzo powierzchownie potraktowały biografię. Doceniam mnogość wycinków prasowych, wspomnień znajomych i współpracowników, jednak bazowanie tylko na nich zniszczyło potencjał tej książki. Czuję duży niedosyt, bo to, że piosenkarka była niezwykle utalentowana, drobiazgowa, perfekcyjna, wymagająca względem siebie i innych, przyciągająca jak magnez publiczność, czarująca głosem, interpretacją i postawą sceniczną, wiem z ogólnodostępnych źródeł. I tak właściwie traktuję książkę, jako przypomnienie mojej wiedzy na temat fenomenu scenicznego Ewy Demarczyk.

3/6 - dla zabicia czasu
biografia