poniedziałek, 16 marca 2020

MIASTO LUSTER Justin Cronin

TRYLOGIA PRZEJŚCIA tom 3

"Świat jest realny i żyjesz w nim, stanowiąc jego część, jakkolwiek krótko, i jeśli masz szczęście, a może nawet wtedy, gdy go nie masz, to, co zrobiłeś z miłości, zostanie zapamiętane."

Żałuję, że trylogia już za mną, przyjemnie wchodziło się w tomy. Odpowiadał mi klimat powieści, globalna katastrofa spowodowana próżnym ludzkim błędem, pochłaniająca siedem miliardów istnień w osiemnaście miesięcy. Konsekwencją walka, skazana praktycznie na klęskę, o zachowanie ludzkiego gatunku. Pierwszy odsłona ("Przejście") przeprowadza czytelnika przez przygody garstki ocalałych, druga ("Dwunastu") obrazuje odrodzenie ufności, wiary i nadziei, zaś trzecia ukazuje, że historia lubi się powtarzać, że kiedy nie wszystko zostanie uprzątnięte, tak jak być powinno, pojawiają się nowe możliwości dla zła. Wirole, głupki i draki drzemią jedynie w umysłach nielicznych, pozostała większość wydaje się o nich nie pamiętać, otwierając szeroko bramy osad, budząc się do życia bez ochrony, śmiało zasiedlając pozagraniczne terytoria. Ale to tylko cisza przed burzą, uśpienie czujności przed zagrożeniem. Mroczny odcień starej egzystencji zastępują młode pragnienia i marzenia. Przemijanie wydaje się iluzją podsycaną przez spragnioną spokoju wyobraźnię i potrzebę rozwoju ludzkości.

"Miasto luster" to mocno rozbudowana powieść, z mnóstwem opisów, niekiedy wydaje się, że nic znaczącego nie wnoszą do akcji, a jednak z perspektywy zakończenia okazują się ciekawym materiałem. Pozwalają na przesiąknięcie opowieści nie tylko zdarzeniami i posapokaliptycznym klimatem, zwracają uwagę na to, co tak naprawdę definiuje ludzkość, w cieniu jej historii i blasku nowych wyzwań. Podobało mi się połączenie wątków, nadanie im zgrabnej struktury, czasem cofanie się na linii czasu, kiedy indziej wyprzedzanie bieżących incydentów. Bohaterowie podtrzymują intrygujący pazur osobowości, wielowymiarowi, różnorodni, sprawiający, że chętnie śledzimy ich poczynania i misje. Byłam zaskoczona scenariuszami losów w finalnej odsłonie, tym jakich dokonali wyborów, jak wykorzystali pojawiające się możliwości, choć tu akurat można było przymierzyć się do przewidzenia, ale też komplikacjami stojącymi na ich drodze. Peter, Alicja, Michael, Sara i Lucius kontynuują bój z potężnymi siłami, mocami i ludzkimi słabościami.

Justin Cronin kreatywnie poradził sobie z pomysłami na ratowanie świata, kombinację kluczowych charakterów, incydentów dziejących się w tle, niezbędną tajemniczością. Napięcie rośnie w skali codzienności i dziesiątek lat, a nawet wieków. Wrażenie robi epilog, łączący wątki, scalający postaci z legendami, dający odpowiedzi na nurtujące pytania, dostarczający współczesnej perspektywy. Cieszę się, że autor się na niego zdecydował, bo przyjemnie było przedłużyć przygodę czytelniczą, ale i też wynieść z niej dodatkowe przesłania i interpretacje. Znajomość z książką warto podzielić na kilka etapów, co ułatwiają poszczególne odcinki rozdziałów, nie podchodzić do niej jak do mega dynamicznej przygody, ale wzajemnych powiązań początków i końców. Fantasy na dłuższe przeżywanie, kiedy nic nas nie pospiesza, a chcemy wkroczyć w świat ludzkich potworów, przed i po metamorfozie, oraz bohaterów, odgórnych i przypadkowych.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 766 stron, premiera 02.20.2019 (2016), tłumaczenie Maria Gębicka-Frąc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

niedziela, 15 marca 2020

PRZESTRZENI! PRZESTRZENI! Harry Harrison

"Manhattan... miejsce, w którym zdają się nie istnieć granice ścisku, zupełnie jakby nic nie mogło powstrzymać nieustannie napływających zewsząd mas ludzi."

Z zainteresowaniem sięgam po książki sprzed pół wieku, a zwłaszcza napisane przed moimi narodzinami. Uwielbiam obserwować i pytać, jak zmienia się ludzkie postrzeganie świata, wokół jakich priorytetów krąży wyobraźnia, jak bardzo różnimy się od poprzedników, jakie motywy wypełniają strach o kondycję ludzkości? Jak wiele jest wspólnych punktów ze współczesnością i w jakim kolorycie starzeją się dawne wizje? Interpretujemy otaczające nas środowisko z uwzględnieniem tego, co udało się dokonać, ale i gromadzimy śmiałe futurystyczne myśli. Warto zaglądać do klasyki szeroko rozumianej fantastyki, wiele z niej możemy wyciągnąć dla siebie, wykorzystać i wzbogacić. Powieść powstała pięćdziesiąt cztery lata temu, ale akcja rozgrywa się w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym roku.

"Przestrzeni! Przestrzeni!" jest intrygującym zajrzeniem w obraz tego, jak ludzkość, która dynamicznie przeniosła się do miast, urządza tam swoje życie, z jakimi trudnościami się mierzy, jakie wyzwania pokonuje, jak waży nieuniknione ograniczenia i poświęcenia. Czy egzystencja w szczelnie zamkniętych i przeludnionych przestrzeniach, z mnóstwem obwarowań prawnych, warta jest bycia w centrum cywilizacji, wyrzeczenia się spokojnego funkcjonowania na obrzeżach? Cieszę się, że mieszkam w mieście, któremu daleko jeszcze do przerażającej wizji przyszłości Harriego Harrisona, ale wiele jej elementów już pojawiło się w największych metropoliach świata. Ograniczony dostęp do czystego powietrza, żywności, wody, lekarstw, miejsc pracy. Wobec deficytów artykułów zaspokajających podstawowe potrzeby szybko łamią się etyczne zasady, dezaktualizuje poczucie solidarności i odpowiedzialności. Poruszany jest też aspekt eliminacji części populacji w wywoływanej celowo wojnie, degradacji etosu zawodów służb publicznych, szerzenia macek podziemnego świata przestępstw, głębokiej polaryzacji społeczeństwa.

Kradzieże, rozboje, rozruchy i morderstwa są na porządku dziennym, policja nie jest w stanie nadążać za ich eliminacją, jedynie prowizorycznie dba o porządek. Politycy mamią społeczeństwo nierealnymi obietnicami, władza wprowadza w błąd i ukrywa fundamentalne prawdy. To wszystko znajome, ale pomnożone po wielokroć, rozciągnięte do ekstremalnych granic. Przyłączamy się do funkcjonariusza Andiego Rusha prowadzącego śledztwo w nagłośnionym przez media zabójstwie ważnej persony. Policjant pozostawiony jest sam sobie, bez należytego wsparcia i ochrony. Odkrywamy dowody prawdy i odczuwamy konsekwencje jej znajomości. Zaglądamy też w zwykłą codzienność wypełnioną różnymi kolorami emocji, miłości, przyjaźni, akceptacji, bezpieczeństwa, samokontroli. Jak w ponurej rzeczywistości wpłynąć na własny los, nie poddać się rezygnacji i odnaleźć drogę do szczęścia? Inne książki z serii klasyki science fiction zaprezentowane na Bookendorfinie: "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernona", "Koniec dzieciństwa" i "Hiob. Komedia sprawiedliwości". Przymierzam się do kolejnych spotkań w tych klimatach.

4/6 - warto przeczytać
science fiction , 282 strony, premiera 17.09.2019 (1966), tłumaczenie Radosław Kot
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 14 marca 2020

DOPÓKI ŚMIERĆ NAS NIE ROZŁĄCZY Joann Chaney

"Większość z nas jest nieprzewidywalna jak stara, zawilgocona laska dynamitu - nigdy nie można być całkowicie przekonanym, kiedy postanowi ona wystrzelić..."

Mówią, aby nie oceniać książki po okładce. I faktycznie w przypadku tego tytułu powiedzenie sprawdza się. Toporna okładka nie skłania do sięgnięcia, ale zawartość porywająco wciąga, świetnie się bawiłam. Fantastyczny pomysł na fabułę, był już wielokrotnie wykorzystany, ale ujęto go z perspektywy wnoszącej powiew świeżości.

Studium patologicznego małżeństwa, w którym mroczne emocje wiodą prym, a wypaczona zależność partnerów sięga najwyższych lotów. W to zgrabnie wpleciono wątek kryminalny, nasycony mnogością akcji, zaskakującymi incydentami, nietuzinkowymi portretami bohaterów. Wszystko dzieje się w dynamicznych rytmach, nie chce się odrywać od stron książki, kolejne rozdziały niecierpliwie chwytają we władanie. Większość książki zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, cieszyłam się, że intryga jest tak trudna do rozszyfrowania, wciągnęło mnie stopniowe odkrywanie kart, a prawda okazywała się coraz bardziej pokręcona. Ogromny plus za takie podejście do kompozycji klimatu thrillera i detektywistycznych zagadek. Zachwyt zmniejszył się pod koniec opowieści, kiedy pewne rozwiązania dawało się już wyczuć i trafnie odgadnąć, co umniejszyło radość z przygody czytelniczej, ale nie można odmówić Joann Chaney kreatywności i śmiałości w plątaniu scenariusza zdarzeń. Warto podkreślić, całość jest logicznie spasowana, motywy wzajemnie uzupełniają się, dostajemy wyjaśnienia i tajemniczy dreszczyk niepewności w finalnej odsłonie.

Przyglądamy się rozpadowi małżeństwa, otoczce morderstw, mrocznej odsłonie ludzkiej duszy. Podobało mi się, że zarówno męski, jak i żeński pierwiastek, nie został oszczędzony. Wspaniale zmieniają się opinie wobec postaci, przypisany role mają tendencję do odwracania się do góry nogami. Bardzo cieszą nieoczywiste zabawy z czytelnikiem, który nie jest niczego pewien, ani tego, co dzieje się w opowieści, ani tego, czy może zaufać wysuwanym przypuszczeniom i interpretacjom. Rozpoczynamy od pieszej wędrówki górskiej i tragicznego wypadku na szlaku, później wchodzimy w myśli postaci, zaglądamy w przeszłość odległą o ponad trzydzieści lat i śledzimy gotującą się od wydarzeń teraźniejszość. Nieustannie zastanawiamy się, czy śmierć kobiety była nieszczęśliwym przypadkiem, czy też wywołana została celowym działaniem. Zaciska się pętla brutalnych epizodów, zaborczych działań, szokujących potrzeb.

Warto uwzględnić książkę w planach czytelniczych, kolejna po "To, o czym nie wiesz" przygoda zaprezentowana przez Joann Chaney, która wywarła na mnie intrygujące wrażenie, a drobne zastrzeżenia nie umniejszyły znacząco ogólnego pozytywnego odbioru. Nadmienię jeszcze, że sporo nawiązań do osób i sytuacji z poprzedniego tytułu autorki, nie trzeba go poznawać, aby wyśmienicie wczuć się w obecny, jednak wiele zdradza, co do dalszych losów bohaterów.

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 356 stron, premiera 15.10.2019, tłumaczenie Adrian Napieralski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk.
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

czwartek, 12 marca 2020

PSYCHOZA Robert Bloch

PSYCHOZA tom 1

"Czasami sobie myślę, że chyba każdego z nas chwilami ogarnia szaleństwo."

Wchodzenie w mega mocne i mroczne klimaty, poddawanie się strachowi podszytemu niewiadomą i niepewnością, rozkładanie na czynniki pierwsze ludzkich skaz psychicznych, zawsze mnie przyciągało. Jest coś w różnych ciemnościach osobowości ludzi, co sprawia, że chce się je analizować i interpretować. Dopiero, kiedy sięga się po klasykę literatury grozy wyraźnie widać, jak wiele zawdzięcza jej popularna rozrywka, jak jej przesłania przeniosły się do innych książek, kolejnych odsłon filmów, czy wielorakich gier komputerowych. "Psychoza" napisana sześćdziesiąt lat temu wciąż potrafi wywołać dreszcz emocji, nie tylko dostarczyć świetnej zabawy, ale i skłonić do przemyśleń.

Podobało mi się podkręcanie atmosfery, konfrontowanie czytelnika z brutalnością zbrodni, uświadamianie, jak niewiele dzieli nas od przekroczenia granicy zła, i to że nigdy nie znamy w pełni drugiej osoby, oraz fakt, że nikt z nas nie jest w pełni normalny, każdy nosi w sobie jakieś zaburzenie. Ciekawy szkic studium psychologicznej złożoności człowieka. Zastanawiamy się, czy drzemie w nim więcej zła, czy więcej dobra, a może oba, choć się zwalczają, to jednak nie potrafią bez siebie żyć? Co warunkuje zdrowie psychiczne, co skłania ludzi do przemocy, jak bronić się przed złymi podszeptami? Kilka razy oglądałam znany film Alfreda Hitchcocka, zatem wiedziałam czego spodziewać się sięgając po książkę, znałam przebieg zdarzeń, mocne uderzenia, ale i tak z wielką przyjemnością odtwarzałam je w wyobraźni z książką w ręce.

Ustronnie usytuowany hotel, pozornie normalny, sprawiający osobliwe wrażenie właściciel, ciążąca mrocznością matka i młoda dziewczyna, która zdecydowała się na niebezpieczny krok. Mary będąc drapieżnikiem walczącym o zmianę losu na lepsze nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę sama stanie się ofiarą splotów okoliczności i podsycanych szaleństwem obsesji. Robert Bloch umiejętnie żongluje postaciami, stawia je w sytuacjach bez wyjścia, z jednej strony sprawia, że czytelnik obdarza je zaufaniem, ale z drugiej nie pozwala na mocne przywiązanie się do nich. Detektywistyczna zagadka zmienia oblicza, przechodzi metamorfozy, podobnie jej uczestnicy wystawieni na ekstremalne niebezpieczeństwo. Sympatycznie spędziłam czas z opowieścią, atrakcyjnie wniknęłam w źródła mrocznych powieści psychologicznych, złowrogą mgłę ludzkich ułomności. Lekki styl narracji i sprężysty krok akcji to kolejne atuty powieści.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura grozy, 170 stron, premiera 16.10.2019 (1959), tłumaczenie Ewa Spirydowicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

środa, 11 marca 2020

ŚWIATŁO SIĘ MROCZY George R.R. Martin

"Imiona zawierają w sobie całą prawdę i wszystkie kłamstwa, gdyż nic nie zniekształca rzeczywistości skuteczniej niż fałszywe imię, które zmienia ją jednocześnie z jej obrazem."

Frapujące spojrzenie na fabułę budowaną z perspektywy umierającego świata, przemijającej wielkości, gasnącego blasku, zanikających jednostek życia i wyniszczonych upływem czasu relacji. Jednak nie jest to przygnębiająca perspektywa, wręcz odwrotnie, ukazująca, że choć nic nie jest trwałe i wieczne, to jednak cudownie komponuje się z pozostałymi elementami cyklu istnienia i egzystencji. Owszem, przyglądamy się losom pojedynczych jednostek, lecz patrzymy z pejzażu kosmosu, galaktycznych wędrówek, powstałych cywilizacji i definiujących jednostek czasu. Fascynujące, z jednej strony bezmiar i nieskończoność, z drugiej intensywna, choć błyskawicznie ulotna, obecność. Coś się kończy, choćby żywot planety, a coś zaczyna, jak nowe możliwości. Oko lunety wymierzone jest w gigantyczne formy, ale ogniskuje się na pojedynczym punkcie.

George R.R. Martin wprowadza czytelnika w niezwykle uszczegółowiony świat, co się z nim działo na przestrzeni wielu wieków, jakie przechodził przeobrażenia, w którym miejscu obecnie się znajduje, a nawet podaje wskazówki, jak dalej wiele rzeczy może się potoczyć. Umiejętnie oddane kreacje bohaterów, mocno różniące się osobowością i przynależnością kulturową, zajęte swoimi sprawami do momentu, kiedy nieznana siła pcha ich ku stycznym punktom. Początkowo spodziewamy się określonego kierunku scenariusza zdarzeń, przyzwyczajamy do panującej atmosfery, by za chwilę spojrzeć na nią z drugiej strony lustra. Czytając powieści tego pisarza zawsze mam wrażenie, że postaci żyją na swój sposób, tak jakby i ich twórca też nie do końca w zamysłach uwzględniał ścieżki, którymi przyjdzie im się przemieszczać w walce o dobro, życiowe sukcesy, czy w realizacji niebezpiecznych misji. Okazuje się, że ta szczególna cecha od początku towarzyszy stylowi pisania George R.R. Martina. Ma to szczególny urok, gdyż trudno przewidzieć rozwinięcie akcji i jej rozgałęzienia, a zatem z większą uwagą przykuwa do historii. Mniej przekonujący okazał się wątek miłości, ale niewątpliwie potraktowany w nietuzinkowy sposób. Liczyłam na większe napięcie przy poznawaniu powieści, nie można odmówić obecności intrygujących incydentów, to jednak materiał, z którego są utkane czasem bywa poprzecinany. Podsumowując, dobrze bawiłam się przy tej przygodzie, miło spędziłam czas, frapująca wprawka po długiej przerwie od fantastyki, choć obciążona znamionami debiutu sprzed wielu lat.

4/6 - warto przeczytać
fantastyka, 396 stron, premiera 24.09.2019 (1977), tłumaczenie Michał Jakuszewski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

wtorek, 10 marca 2020

DYLEMAT B.A. Paris

[PRZEDPREMIEROWO]

"Kiedy człowiek zostaje pozbawiony czegoś, czego bardzo pragnie, już zawsze odczuwa za tym tęsknotę."

Nie jest to thriller w ścisłym słowa tego znaczeniu, ale są zasadne przesłanki, aby powieść zakwalifikować do tego gatunku. Natomiast nacisk na psychologiczny wymiar powieści całkowicie uzasadniony. Znając książki B.A. Paris weszłam w przygodę spodziewając się mocnych dreszczy podczas obserwacji zmagań bohaterów, szerokiej gamy emocji i poplątanych życiorysów. Nie zawiodłam się. Autorka skoncentrowała się na oddaniu uczuć szarpiących serca kluczowych postaci, do niezbędnego minimum ograniczyła spektakularne incydenty i zaskakujące wydarzenia, było ich akurat tyle, aby zgrabnie oddać tło opowieści, uczynić ją atrakcyjną i nadać silny impuls chęci poznawania.

Każdy z nas skrywa sekrety przed światem i bliskimi, różne są przyczyny, że zachowujemy pewne informacje tylko dla siebie, ale po drodze powstają obciążające dylematy, poczucie winy i wyrzuty sumienia. Odpowiadało mi, że obie strony małżeństwa obarczono tajemnicami, a nawet osoby pojawiające się na drugim planie. Uwiarygodniono rodzinną plątaninę niełatwych zależności i specyficznej rywalizacji. Wszystkie te aspekty przemówiły do mnie, sprawiły, że chętnie zagłębiałam się w powieść. Weszłam w przybliżaną historię z przeświadczeniem, że coś ciężkiego i przytłaczającego czai się za radością i szczęściem. Stopniowo oddzielałam warstwy pozytywnych doznań postaci, poruszałam się w ich myślach, aż dotarłam do ciemnej strony splotów okoliczności i niejednolitych kolorów prawdy. Byłam niemal przekonana co do scenariusza zdarzeń, ale to świadomość nieuniknionego dramatu pozwoliła uzyskać większy kontrast między skrajnymi doświadczeniami Adama i Livii.

Nikt nie może odpowiednio przygotować się na tragedię, jej zaistnienie zawsze pojawia się w najmniej pożądanym momencie, co gorsza, na pewne sprawy nie mamy wpływu, nawet na ich konsekwencje, w pewien sposób jesteśmy skazani na bierność i bezwolność. Pisarka wspaniale poradziła sobie z psychologiczną oprawą, zgrabnie żonglowała uczuciami, nie oszczędzała bohaterów, ale też nie przypisywała im nierealnych cech. Tak naprawdę, wahamy się, czy bardziej współczuć mężowi, czy żonie, a może równolegle identyfikować się z ich żalem. Zadajemy sobie pytanie, czy lepiej orientować się, że czarne chmury zebrały się nad życiem, czy może lepiej nie wiedzieć, lub odwlekać chwilę wydania wyroku przez los. Obserwując małżeństwo nieustannie zastanawiałam się, jak sama postąpiłabym w przypadku Adama, czy potrafiłabym rozłożyć na chwilę, albo dwie, nad ukochanym partnerem ochronny parasol bezpieczeństwa, samej pogrążając się w mroku, zawieszeniu i rozpaczy. W jednej chwili trzymałam jego stronę, aby w następnej wyrzucać mu brak działania i zdecydowania. I to właśnie najbardziej spodobało mi się w tej powieści, uczestniczyłam w niej aktywnie, analizując, interpretując i hierarchizując.

Spodziewałam się klasycznego thrillera, a dostałam materiał do przemyśleń, oczywiście z dreszczykiem i niewiadomą, ale też bez sięgania po szablonowe chwyty sensacji. Wrażenia ogólne pozytywne, intrygująco było patrzeć na te same zdarzenia z różnych ujęć, malejącej lub rosnącej perspektywy. Sympatyczny i swobodny styl narracji pomagał w zaangażowaniu w historię. Czasem tylko uwierała jakaś cecha charakteru wybranej postaci, ale dzięki nim wydawała się bardziej nawiązywać do realnych uwarunkowań. Były okresy przestoju, kiedy chciałam przyspieszyć akcję, ale dzięki nim miałam więcej przestrzeni na snucie refleksji. Warto sięgnąć po książkę, podejść do niej z odpowiednim nastawieniem, tak aby fabuła nie poszła w stronę zwykłej rozrywki a intelektualnej przejażdżki rikszą pozwalającą chwytać szczegóły dramatu i odnosić się do nich. Zerknijcie na moje spotkania z innymi thrillerami psychologicznymi B.A. Paris, "Za zamkniętymi drzwiami", "Na skraju załamania", "Pozwól mi wrócić".

4.5/6 - warto przeczytać
thriller psychologiczny, 348 stron, premiera 11.03.2020, tłumaczenie Magdalena Słysz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.