środa, 7 stycznia 2026

CHEMICY MAGICY. NIE WYBUCHNIJ!

Jako nauka chemia nie należy do łatwych, potrzeba trochę czasu, aby się z nią oswoić i zaprzyjaźnić, podobnie jak z instrukcją gry. Nie wszystko początkowo wydawało się jasno i przejrzyście wytłumaczone, lecz w trakcie rozgrywek rozpracowywaliśmy porządek rzeczy i już odpowiednio dobieraliśmy składniki wytycznych. Trochę namieszaliśmy w żetonach mocy i złota, w kartach awaryjnych, ale w końcu udało się nam je opanować i przypisać funkcjom. 

Gra toczyła się w szybkich rozgrywkach, obarczona była dużym czynnikiem przypadkowości, zatem najlepiej bawiliśmy się, kiedy dobrało się pięciu uczestników. Nie było z tym kłopotu, bo gdy ktoś raz zagrał w "Chemicy magicy", przekonał się, że sympatycznie można spędzić czas przy grze, z dreszczykiem emocji. Zawsze atmosferę podgrzewała niewiadoma, czy w danym ruchu przetrwamy w laboratorium, albo wręcz odwrotnie, nastąpi wybuch i eksperyment zakończy się klęską. Przy trzech graczach rozgrywka dostarczała mniej satysfakcji, ale i tak prowadziła w miłej chemicznej scenerii. 

Pogoń za żetonem mocy o najwyższej wartości, zapewniającym zwycięstwo, przybierała różne scenariusze. Wielokrotnie było tak blisko sięgnięcia naukowy sukces, a nagle złośliwy przypadek odsuwał od udziału w rundzie. Niecierpliwie sięgaliśmy po kafelki, dobieraliśmy je z ryzykiem i obawą, co wyciągniemy. Czasem potrzebny był kafelek elektryczności, kiedy indziej temperatury, albo wreszcie ciśnienia. Jeśli kafelki powtórzyły się, nasze mikstury wybuchały i dochodziło do katastrof. Ale mogliśmy też odkryć potężny układ prądotwórczy. Nad planszą eksperymentu pojawiały się naczynia z eliksirami, natomiast pod nią kafelki z kocim asystentem. Baliśmy się przekroczenia masy krytycznej, ale zyskiwaliśmy na wynajdywaniu nowych substancji lub formułowaniu kolejnej grupy badawczej. Na nasze szczęście, i na przekór przypadkowości, dysponowaliśmy kartami awaryjnymi, ale mieliśmy świadomość, że tylko jedna mogła być użyta.

W grę można było zaangażować się już od siódmego roku życia, przeznaczona była od trzech do pięciu graczy, a szacowany czas zabawy wynosił około czterdzieści minut. Wszystkie elementy gry zostały porządnie wykonane, aby oprzeć się skutkom wielokrotnego używania. Dzieciaki miały zabawę z wyłuskiwaniem komponentów z tekturowych opraw. Odpowiadał nam chemiczny klimat rozgrywek, na co składała się także kolorowa oprawa graficzna, pełna badawczych akcesoriów, wybuchających eliksirów i nieznanych mieszanin. W pięciu rundach rozgrywki przydawał się łut szczęścia i koci spryt, zwinność i ochota na udane polowanie na zwycięski eksperyment. Nie do końca mogliśmy w tej zabawie sprawdzić się jako stratedzy, tak jak na to liczyliśmy, ale emocji nie brakowało, między innymi właśnie ze względu na wysoki wskaźnik losowości. 

4.5/6 - warto poeksperymentować, zabawić się w chemika i magika
familijna gra planszowa, premiera 04.09.2024
autor Reiner Knizia, ilustracje Piotr Sokołowski
W zabawie w chemików i magików wzięliśmy udział dzięki współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 6 stycznia 2026

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA

ANIA Z ZIELONEGO WZGÓRZA tom 1


LUCY MAUD MONTGOMERY

"Czyż to nie cudownie, że jutro następuje nowy dzień, w którym nie uczyniłam jeszcze żadnego głupstwa?”

Niespodziewanie w moje ręce trafiło przepiękne wydanie książki, kolekcjonerskie, znakomite na prezent dla siebie lub kogoś. Kredowy z lekką sepią papier, materiałowa zakładka i pozłacane brzegi kartek. Wypiera inne z mojej domowej biblioteki, tym bardziej, że format mniejszy od standardowego, zaoszczędzam miejsce. Czcionka też mniejsza, ale nie przeszkadza mi to.

Jedna z kluczowych powieści z mojego dzieciństwa, a zwłaszcza z wczesnej pasji zaczytania. Właśnie „Anię z Zielonego Wzgórza” jako pierwszą poznałam samodzielnie od pierwszej do ostatnie strony. Jakże byłam dumna, że udało mi się pochłonąć grubą książkę. Ale najbardziej cieszyłam się, że dostarczała mi wielu emocjonujących przeżyć, trafiała w serce, penetrowała każdy jego zakątek, cudownie oddziaływała na wyobraźnię. Całkowicie identyfikowałam się z główną bohaterką, stała mi się bardzo bliska, jej historia przemówiła. Pokochałam Anię, ale też Marylę i Mateusza, polubiłam Dianę, Gilberta i nawet Małgorzatę. Jeśli cierpiała Ania, ja również znajdowałam się w otchłani rozpaczy. Jeśli radość wypełniała dzień dziewczynki i mnie także pochłaniało morze szczęścia. Niestety, nadal nie zrealizowałam marzenia, aby odwiedzić Wyspę Księcia Edwarda, zerknąć na nią z wielkim sentymentem do przygód Anny Shirley w tle.

Cudownie, że w odpowiednim czasie moja babcia dała mi ten tytuł w prezencie i zachęciła do czytania zapewniając, że przygoda zdecydowanie dla mnie. Powieść wywarła na mnie ogromny wpływ, wciągnęła w uroczy świat książek, ukształtowała wyobraźnię i wrażliwość na losy postaci. Sugestywna narracja, piękne opisy natury, mnóstwo skrajnych emocji, a przy tym wiele cennych życiowych przesłań. Fabuła prowadzona delikatnie i z wyczuciem, podnosząca na duchu kobiecą świadomość, nakłaniająca do bycia sobą, spełniania marzeń, szacunku wobec drugiej osoby. Ania nie była idealna, popełniała błędy, wpadała w tarapaty, podobnie jak ja w tym czasie. Dopiero układała życiowy system wartości, formowała osobowość, zdobywała tożsamość. Ale jakże wiele z tej Ani we mnie wciąż drzemie. Nawet jestem z tego dumna. Bratnie dusze można odnaleźć nie tylko w prawdziwym życiu, ale również na łamach stron książek. 

Szalenie przyjemnie było kolejny raz spotkać się z Anią, powrócić do jej świata, który w dużym stopniu stał się i moim. To dzięki rudowłosej nauczyłam się doceniać wstawanie przed wschodem słońca, aby powitać nowy dzień i zachwycić się wyjątkowością przyrody, te nawyki pozostały mi do dziś. Nie dorównywałam Ani w bujnej wyobraźni, ale z pewnością stała się impulsem do tworzenia na własny sposób obrazów marzeń w głowie, zdobywania umiejętności opowiadania o tym, fascynacji tym, co dobrego można znaleźć w sobie i innych. Sugestywna klasyka, po którą pomimo upływu stu czternastu lat chętnie sięgają nowe pokolenia, nad podziw uniwersalna, ponadczasowa, prawdziwa, po prostu przepiękna. A kolekcjonerskie wydanie zachęca do innych podobnie wydanych książek z edycji Klasyki Bellony, przyjemnie będzie cieszyć się nimi.

6/6 – rozkosz czytania
literatura piękna, literatura dziecięca, wiek 9+, 336 stron, premiera 17.11.2025 (1908)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.

poniedziałek, 5 stycznia 2026

POMARAŃCZKI KOMISARZA MONTALBANO

KOMISARZ MONTALBANO tom 4.7

ANDREA CAMILLERI

"Istnieje prawda procesowa, która biegnie równolegle do prawdy rzeczywistej. Ale te dwa tory nie zawsze prowadzą na tę samą stację.”

Kiedy w pośpiechu sięgałam po reprezentantów serii o komisarzu Salvo Montalbano, nie przypuszczałam, że wylosowałam tom 4.7, a tym bardziej, że czytelniczym łupem padnie szesnasty („Polowanie na skarb”, przedstawiony już na Bookendorfinie). Zorientowałam się jednak, że w serię mogę dowolnie wchodzić, bez konieczności trzymania się porządku numerycznego. „Pomarańczki komisarza Montalbano” zaskoczyły tym, że nie stanowiły powieści, ale zbiór opowiadań. Miniatury kryminalne wywołały dobre wrażenie. Poziom zagadek śledztw wymieszany, trafiały się zarówno wyśmienite i rewelacyjnie angażujące, jak i mniej wciągające, aczkolwiek z ciekawym pazurem pisarskim. Dwadzieścia detektywistycznych rebusów, każdy z innym pomysłem na fabułę, kilka z zadziornym i zaskakującym obrotem spraw finałowej odsłony.

Seria napadów na staruszki, morderstwo kobiety uprawiającej najstarszy zawód świata, mafijne porachunki, zlecenie na zabójstwo, zwłoki w opuszczonym bunkrze, symulowany wypadek, dziwaczne gromadzenie rzeczy, zszarganie opinii kobiety na forum publicznym, małżeńska zdrada, zatrucie gazem, karteczka w amforze z prośbą o pomoc, wpadnięcie pojazdu z pasażerami do przepaści, poszukiwanie oszusta finansowego, nietypowe zachowanie spacerowicza po plaży, tragiczne świadectwo przeszłości, brutalne zabójstwo kobiety w toalecie, znikające obwieszczenia o ślubach, ślepa miłość pełna pułapek, kradzież w sklepie. I jeszcze bardzo przewrotny utwór, z odwołującym się do pisarza bohaterem historii. Pomysłowość Andrei Camilleriego wydawała się czerpać z niezasychającego źródła. Opowiadania swobodnie mogłoby podlegać rozwinięciu w powieść. Jestem przekonana, że autorowi udałoby się sprawić, aby trzymały w napięciu, cieszyły sycylijskim klimatem, uwodziły otoczką osobowości postaci, lecz i krótkie formy okazały się atrakcyjnie i intrygująco pokręcone, wypełnione odpowiadającym mi dialogowym humorem i sarkazmem myśli kluczowej postaci.

Tytuł cechowała zwięzłość stylu narracji, klarowna i przekonująca. W moim odczuciu, chodziło nie tylko o przedstawienie ciekawej techniki dochodzenia do prawdy przez komisarza, korzystanie z intuicji, logiki i doświadczenia, ale również o wykazanie osobliwości zbrodni, powtarzalności cech natury człowieka skażonej wadami i łatwością w rozszyfrowaniu motywów zachowań, a nawet naiwności, głupoty i wiary w doskonałe morderstwo. Ponadto, opowiadania frapująco ukazywały różnorodne żarty życia grającego z nami znaczonymi kartami. Autor bawił odbiorcę odsłanianiem fałszu i demaskowaniem pozorów, włączał w snucie przypuszczeń, interpretowanie osobowości i wyciąganie wniosków. Odwoływał się do mocy klasycznej dedukcji. Miło spędziłam czas z naczelnikiem komisariatu w sycylijskiej Vigacie, cechującym się uporem w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych i dociekaniu prawdy bez względu na okoliczności i przeszkody, oraz osobliwym podejściem do podwładnych. Chętnie chwycę za kolejne tomy licząc na udany wieczór czytelniczy z dreszczykiem i humorem.

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał, 308 stron, premiera 02.04.2025 (2007), tłumaczenie Stanisław Kasprzysiak
Książka wypożyczona z biblioteki.

niedziela, 4 stycznia 2026

SZTUKA TWÓRCZEGO ŻYCIA

KATY HESSEL

"Artystka nie traci nic, pełniąc codzienne obowiązki, takie jak gotowanie czy wychowywanie dzieci. To właśnie bogactwo życia staje się dla niej inspiracją, o ile każdego dnia znajdzie chwilę na twórczość – choćby pół godziny – aby w jej wyobraźni pojawiały się nowe obrazy.” Barbara Hepworth

Kolejna propozycja czytelnicza, po „Wszystko darowane” (Jana Twardowskiego), która pozwala mi zatrzymać się każdego dnia na chwilę, wejść w strefę inspiracji i kreatywności. „Sztuka twórczego życia” każdy miesiąc poświęca innej tematyce tego, co kształtuje człowieka, ma dla niego znaczenie, wspiera wrażliwość i uważność, czemu nadaje sens w poczuciu piękna i spełnienia. A właśnie dotarcie do najgłębiej ukrytych warstw kreatywności stawiam za cel na obecnym etapie życia. Potrzebuję tego, aby intensywniej poczuć, że wykorzystuję potencjał życia i wyrażam siebie, odbieram świat i daję coś od siebie. Jakże wielka satysfakcja kryje się za nieustannym procesem nauki i tworzenia.

Trzysta sześćdziesiąt sześć inspiracji od artystek i artystów. Jedna myśl na każdy dzień roku do złapania i poddania refleksyjnej obróbce. Ciekawie jest spojrzeć swoimi i kogoś oczami na dany aspekt, znaleźć atrakcyjność w zbliżonej lub odmiennej perspektywie, pozwolić zaskoczyć się podobnym lub innym podejściem, rozważyć zmianę w dotychczasowym rutynowym postrzeganiu. Bardzo lubię tego typu wezwania do działania, odnajdywania siebie, wzbogacania wewnętrznego życia, zdobywania poczucia wolności, spełnienia i radości. W młodym wieku przekonałam się, że najwięcej przyjemności sprawia mi zdobywanie wiedzy i kształtowanie umysłu, pobudzanie zmysłów i kierunkowanie emocji w stronę pomysłów. Tworząc definiuję siebie, projektuję życie, buduję trwałe filary wyzwań, pasji i marzeń. Teraz potrzebuję tego jeszcze bardziej i intensywniej.

Katy Hassel proponuje bardzo ciekawy materiał do poznania i refleksji. Podsuwa wiele pomysłów na świadomą pracę nad sobą, dostrzeganie tego, co w nas i wokół nas, nie tylko odbieranie bodźców, ale również przyswajanie płynących z nich komunikatów, wykorzystywanie starych i stwarzanie nowych możliwości artystycznych wizji. Już same tytuły dziennych porcji treści skłaniają do zastanowienia się i interpretacji. Przechodzą do wypowiedzi artystów, przemyśleń i propozycji ćwiczeń przygotowanych przez autorkę. Na sformułowanie odpowiedzi na niektóre pytania zadane przez historyczkę sztuki potrzebuję więcej czasu. Doceniam notki biograficzne dopełniające dzienną inspirację. Wiele się dowiaduję o artystach i dziełach, czuję obecność i znaczenie sztuki w zwykłej codzienności, korzystam na poznawaniu szerokiego spektrum artystycznego wyrazu, aktywizuję postrzeganie rzeczy i zjawisk poprzez wartości estetyczne.

Sztuka to nie tylko dzieła z dziedziny literatury, malarstwa, rzeźby, czy przykładowo muzyki, to każdy element ludzkiej kultury i aktywności. Od wielu lat uprawiam sztukę public relations, przekonuję się, jak bardzo wspomaga intelektualny i emocjonalny rozwój, jak wiele dzięki niej zdobywam wiedzy, umiejętności i kompetencji, nie tylko w naukowym i pisarskim aspekcie, ale także komunikacyjnym i organizacyjnym. Wprawia w efektywnym działaniu pod presją czasu. Książkę mogę czytać zgodnie z dniem, albo w wyrywkowym trybie. Zachęca różnorodność form artystycznego wyrazu, ulotność lub namacalność, stałość lub przemijalność, a nade wszystko duchowość i uniwersalność. Czarno-białe zdjęcia niekoniecznie oddziałują na wyobraźnię, ale traktuję je jako pretekst do dowiadywania się czegoś więcej o oryginałach i twórcach.  

5/6 - koniecznie przeczytaj
nauki społeczne, sztuka, 487 stron, premiera 26.11.2025, tłumaczenie Kaja Gucio
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

sobota, 3 stycznia 2026

WSZYSTKO DAROWANE

MYŚLI NA KAŻDY DZIEŃ

JAN TWARDOWSKI

"Życzę, abyście mieli trochę więcej czasu dla własnej duszy.”

2024 rok był dla mnie mega wymagający od strony psychicznej i fizycznej. Do 2025 wkradł się chaos w emocjach, czynach i refleksjach. Dlatego 2026 przeznaczam na mądre wyciszenie rozbieganych myśli, wprowadzenie większego spokoju do rutyny codzienności, kumulowanie zdrowej energii do korzystania z życia. Zawalczę o wewnętrzną równowagę poprzez realizowanie szczególnych dla mnie marzeń. Kontynuować będę kreatywność w pasjach. Zasilę źródło cierpliwości i wytrwałości w pokonywaniu trudności. Odwrócę negatywny wydźwięk trosk. Wsłucham się w lekką i delikatną muzykę dla duszy, twórczo pobudzającą, pogodnie inspirującą i życzliwie kojącą.

Postaram się jak najwięcej, i najgłębiej, poznawać książek pomagających w niełatwym wyzwaniu. Mam wrażenie, że praca nad sobą jest najbardziej wymagającą aktywnością, zwłaszcza jeśli uwzględni się dodatkowy warunek niemarnowania czasu na rzeczy nieistotne lub błahe. Nie oznacza to oczywiście, że każdy dzień ma być idealny, nie o to chodzi. Chcę skupić się na tym, by w każdym zrobić coś tylko dla siebie, dać sobie przyzwolenie na zdrowy egoizm, ustawić siebie na szczycie potrzeb i pragnień. Jestem w pełni zadowolona z tego, co do tej pory zrobiłam dla najbliższych i otoczenia, nie poprzestanę na czynieniu świata lepszym w miarę własnych możliwości, ale zogniskuję się na zmianie w sobie, dającej przyjemnie stymulujący relaks.

„Wszystko darowane” wybieram jako pierwszy tytuł do zgłębiania i rozważań. Nie jestem osobą wierzącą, lecz teksty księdza Jana Twardowskiego przemawiają do mnie od strony humanizmu, człowieczeństwa, dbałości o duchową jakość życia jednostki. Potrafię zarówno uszanować religijny przekaz, jak i go oddzielić, aby doprowadzić do sprzężenia myśli i spostrzeżeń. Książka przytacza wypowiedzi tematycznie dotykające każdego z nas, a ten uniwersalizm pomaga w nawiązaniu szczerego dialogu samej z sobą, docieraniu tam, gdzie boję się zaglądać w obawie przed surową samokrytyką, osądem, a nawet odrzuceniem. Jeden krótki tekst, mała rozmiarowo myśl na dany dzień, a jakże wartościowy przekaz, materiał do penetracji sercem i rozumem.

4.5/6 - warto przeczytać
religia, 416 stron, premiera 07.04.2015, wybór i opracowanie Aleksandra Iwanowska
Książka z własnego księgozbioru.

piątek, 2 stycznia 2026

REINA ROJA. CZERWONA KRÓLOWA

ANTONIA SCOTT tom 1

JUAN GÓMEZ-JURADO

„Życie to tylko rozbłysk między dwiema nieskończonymi ciemnościami.” 

Przygoda czytelnicza nie z najwyższej półki, ale z górnych już tak. Wprowadza w przyjemny klimat thrillera, dreszczowca z elementami ciekawie zaprojektowanej sensacji, rozgrywanego w szybkim pulsie akcji. Nietuzinkowa bohaterka to mocny atut powieści. Antonia Scott, z jednej strony obdarzona niezwykłymi umiejętnościami, wyjątkowo wysokim wskaźnikiem inteligencji i doskonałą pamięcią, z drugiej targana poczuciem winy i zadziwiającą biernością wobec otaczającej rzeczywistości. W procesie jej głębokiej izolacji od ludzi zaczyna coś zmieniać się za sprawą skrzyżowania zawodowego losu z Jonem Gutiérrezem, inspektorem policji zawieszonym w obowiązkach z tytułu fałszowania dokumentów, preparowania dowodów, utrudniania śledztwa i nielojalności zawodowej. Autor barwnie i przekonująco oddaje wybrnięcie z nie lada kłopotów.

Po przegranym głośnym procesie medialnym Jon funkcjonuje z wydaje się nieodwracalnie zszarganym wizerunkiem publicznym. Niespodziewanie otrzymuje osobliwą propozycję od Mentora. Wówczas poznaje wyjątkową młodą kobietę, która uratowała dziesiątki osób, choć nie nosi broni i odznaki, z którą przychodzi mu prowadzić zagmatwane nieoficjalne śledztwo. W La Fince, superluksusowym madryckim osiedlu dla milionerów zazdrośnie strzegących prywatności, odnaleziono zwłoki syna prezeski największego banku w Europie. Ciało nastolatka pokazuje, że został zamordowany bez skrupułów i ze szczególnym okrucieństwem. Miejsce pozostawienia zwłok zostaje dziwacznie zainscenizowane. Sprawa ma wiele pomieszanych nici prowadzących na manowce, tylko kilka ku prawdzie. Postaci muszą pamiętać, że kiedy jakaś umowa wydaje się zbyt dobra, żeby mogła być prawdziwa, muszą domyśleć się reszty. Czy udaje się dotrzeć do prawdy i ustalić tożsamość szaleńca? Pierwszy tom zapowiada atrakcyjny i wciągający cykl spotkań, chętnie biorę się za kolejne, kryminalne sekrety z dreszczykiem zaskakują i przyciągają.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller, sensacja, 538 stron, premiera 26.04.2023 (2018), tłumaczenie Barbara Bardadyn
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 1 stycznia 2026

MĘŻCZYŹNI, KTÓRZY NIENAWIDZĄ KOBIET

MILLENNIUM tom 1

STIEG LARSSON

„Zawsze znajdą się ludzie skłonni wierzyć w to, co mają do powiedzenia złe języki.”

Pierwsze trzy tomy serii czytałam kilkanaście lat temu, znakomicie wypełniły czas. Sensacja z mocnym naciskiem na thriller to coś, co szalenie mi podchodzi, tym bardziej napisana w tak udanym stylu. Teraz, postanowiłam zapoznać się z całą serią, również tomami napisanymi przez innych autorów, zatem początkowe odsłony, wówczas trylogii, do odświeżenia. Powtórka spotkania z „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, chociaż wiele pamiętałam, okazała się bardzo satysfakcjonująca. Z każdego ujęcia książka robiła bardzo dobre wrażenie. Ciekawy pomysł na fabułę, perfekcyjne przygotowanie intrygi i szerokie spektrum tajemniczości. Akcja trzymała w napięciu akcja, zaś portrety bohaterów atrakcyjnie przekonywały. Powieść charakteryzowała się wyrazistym klimatem narastającego zła i mrocznej odsłony funkcjonowania niejawnej części społeczeństwa. 

Nuty obyczajowe zachęcająco wzbogacały scenariusz zdarzeń, dziennikarskie nawiązywały do etyki zawodu, polityczne przypominały coś znajomego z pierwszych stron mediów, bankowe odsłaniały przebiegłe manipulacje, gospodarcze demaskowały wątpliwe interesy. Elementy z prawdziwej rzeczywistości frapująco wtargnęły do tła powieści, entuzjastycznie je przyjmowałam i kojarzyłam z faktami. Kwestie informatyczne straciły na aktualności, komputerowa technologia i oprogramowanie znacząco rozwinęły się od czasu powstania światowego bestsellera. Duet skazanego na więzienie dziennikarza ekonomicznego, demaskującego korupcję w świecie prywatnych przedsiębiorców, i aspołecznej resercherki, z liberalnym podejściem do moralności i zagmatwanym życiorysem, to coś niejednoznacznego i przyciągającego. Ich walka o dobro, rozwojowość śledztwa, wrażenie narastającego niebezpieczeństwa, poszukiwania zaginionej na wyspie w dramatycznych okolicznościach, przed niemal czterema dekadami, młodej dziewczyny z rodziny potentatów przemysłowych, sprawiały, że mocno kibicowałam kontrastowej parze. Zachęcam do sięgnięcia po tytuł, mocna przygoda czytelnicza, trzyma w napięciu, z górnej półki.

6/6 – rozkosz czytania
sensacja, thriller, 634 strony, premiera 21.11.2020 (2005), tłumaczenie Beata Walczak-Larsson
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 31 grudnia 2025

RÓŻANIEC

PSEUDONIM GREK

"Coś niedobrego działo się w tym miasteczku. Znał siebie, wiedział, że nie odpuści, dopóki nie wyjaśni tych dziwnych zabójstw i zaginięć dzieci.”

Mocny, treściwy, typowo męski kryminał, bez patyczkowania się z bohaterami, z licznymi ofiarami. Intryga w konstrukcji zbliża się do horroru, wiele brutalnych scen i krwistych zakończeń życia. Mroczne wrażenie potęguje opis sytuacji na Ziemiach Odzyskanych zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Gwałty, rabunki, samosądy i zemsty na porządku dziennym, bez odpowiednich sił policyjnych, przy braku kwalifikacji i wyposażenia personelu posterunków. Przerażające tajemnice z wojennej przeszłości, psychopatyczne osobowości i ludzie próbujący zaprowadzić porządek w zachodnich miasteczkach Polski. Pojęcia bieli i czerni rozpływają się w odcieniach szarości, ale w nielicznych jednostkach trwa jeszcze etos zawodu policjanta. Porucznik Marcin Bury, przydzielony z Wrocławia do Wróblowic, natychmiast styka się z fałszywą uprzejmością. W aurze zapomnianych spraw zaginięć dzieci i kobiet odczuwa potrzebę poznania prawdy. Nie jest to łatwe ze względu na sprzeciw złowrogich sił. Trzydziestoletni stróż prawa nie poddaje się i dostrzega, że grożą mu wielkie konsekwencje. Czy kraj, który dopiero odzyskał wolność od niemieckich najeźdźców, został niemal całkowicie zniszczony przez okupanta, który unicestwił wiele milionów istnień ludzkich, jest w stanie przeciwstawić się złu kryjącemu się wewnątrz?

Autor ciekawie prowadzi fabułę, umiejętnie stopniuje napięcie i dorzuca incydenty. Jednak od połowy powieści czuję, że tracę więź z akcją i kluczową postacią. Po obiecującej pierwszej części, rozpoczętej mocnym uderzeniem zbrodni, coś zaczyna zmieniać się na gorsze i sprawiać, że przygoda z książką przestaje wydawać się tak atrakcyjna, jak na to liczę. Przełamanie z pozytywu na neutralność następuje po znikomo uzasadnionym prowadzeniu akcji na cmentarzu, bez refleksji zaangażowanych nad możliwymi ewentualnościami i konsekwencjami. Niektórzy bohaterowie wykazują się dobrymi intencjami, lecz prezentują toporne myślenie, sami ściągają na siebie kłopoty, wciągają w nie innych. Brakuje innych reprezentantów Wróblowic, wnoszących coś do scenariusza zdarzeń, współtworzących klimat małego miasteczka z tysiąc dziewięćset czterdziestego szóstego roku. Gospodyni Beata nie wystarczy, tym bardziej, że mocno obciążają ją kucharskie zadania. Wątek świeżo nawiązanej przyjaźni niepotrzebnie szybko przemienia się w gorące uczucie, nawet jeśli wziąć pod uwagę, że w czasach konfliktu wojennego ludzie nauczyli się szanować każdy dzień i brać z niego, ile się tylko da. Więcej zyskałby na dłuższej niewiadomej i niepewności. Niektóre śmierci niewiele wnoszą do „Różańca”. Przywołują elementy lubianego przeze mnie dreszczowca, lecz pozostaję wobec nich obojętna. Finałowa odsłona prezentuje się z pożądanym pazurem przewrotności i otwartej furtki do kontynuowania przygody.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 248 stron, premiera 02.01.2021
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 30 grudnia 2025

POLOWANIE NA SKARB

KOMISARZ MONTALBANO tom 16

ANDREA CAMILLERI

"Kiedy stawia się dwa pytania jedno po drugim, to zawsze lepiej odpowiedzieć najpierw na to drugie, żeby ułatwić w ten sposób odpowiedź na pierwsze."

Specyficzna przygoda czytelnicza, niby na poważnie, niby z humorem, wymieszana nastrojowo. Czytelnik w wielu momentach wybucha śmiechem, ale i wkracza w makabryczny mroczny klimat. Dialogi naładowane osobliwym dowcipem, w którym można pozytywnie zatracić się. Generalnie, odbiorca powieści albo wbija się w żarty autora i wyczekuje kolejnej scenki z zabawą językiem, albo nie do końca przekonuje się do niego. Moje pierwsze spotkanie z serią, zatem wobec kontrastowych odczuć, nie wyrabiam sobie zdania, czy bardziej jestem na plus, czy na minus, choć delikatnie skłaniam się ku pierwszemu.

Pozornie luźny rodzaj kryminału może mnie zaskakiwać i przekonywać, tym bardziej, że zbrodnia prawdziwie odmalowana. Mam zamiar sięgnąć po inny tom, aby odpowiedzieć na pytanie, czy to coś dla mnie na częstsze spotkania. Fabuła zgrabnie toczy się, lecz nie można powiedzieć, że mocno trzyma w napięciu. Doświadczony miłośnik kryminałów stosunkowo szybko orientuje się w tożsamości czarnego charakteru, ale nie ma podstaw wnioskować odnośnie motywów zbrodni. Może również poczuć lekkie znużenie prezentacją intrygi, przeciąganą wewnętrznymi dialogami kluczowej postaci, mało sprytnymi przemyśleniami i dość miałką finałową odsłoną.

Na początek powieści, mieszkańcy miasteczka Vigata zmierzają się z nadciąganiem czegoś mocno niepokojącego. Para staruszków wpada w religijną fiksację i zaczyna strzelać do ludzi. Później, rzucone komisarzowi Montalbano osobiste wyzwanie, w postaci koperty z zagadkowym wierszykiem, pozornie mało znaczącą tajemniczą grą, z każdym incydentem przeradza się w coś złowróżbnego i przerażającego. Na dokładkę, porwana zostaje młoda dziewczyna. Dramaturgia zdarzeń przyspiesza akcję fabuły i ratuje szare komórki Montalbano. „Polowanie na skarb” wypełnia wieczór czytelniczy mieszanymi odczuciami, trochę przeciw i trochę za. Wyczekuję większego sycylijskiego klimatu, ale może tylko w tym tomie go brakuje.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał, 208 stron, premiera 20.07.20018 (2010), tłumaczenie Maciej Brzozowski
Książka wypożyczona z biblioteki.

poniedziałek, 29 grudnia 2025

OSTATNIO WIDZIANE

ADELE PARKS

"Nie jestem taka, za jaką mnie biorą. Jestem tylko pewną wersją osoby, którą we mnie widzą."

Wielkie rozczarowanie po spotkaniu z przygodą czytelniczą. Jedyny plus powieści to przyjemny styl narracji, ale skażony niepotrzebną wulgarnością w momentach zupełnie tego niepotrzebujących, wybijała z klimatu budowanego. Adele Parks starała się stworzyć misterną konstrukcję fabuły, lecz intryga, wbrew pierwszemu zachęcającemu rzutowi oka, szybko zmieniła się w pastisz obyczajowy, z pewnością nie taki efekt chciała osiągnąć. Pomysł na scenariusz zdarzeń nie był zły, tym niemniej był już wielokrotnie wykorzystywany w powieściach z dreszczykiem, a poprowadzony w prześwitujący sposób, łatwy do rozszyfrowania od pierwszej części książki, nie zachęcał. Raziło oderwanie od rzeczywistości, w thrillerze można było jak najbardziej sobie na to pozwolić, ale skumulowanie sekretów i stopniowe odkrywanie tajemnic, wyłamywało się z ram zdolności do uwierzenia na tyle, aby czuć niecierpliwość poznawania. 

Autorka próbowała przykuć uwagę czytelnika i wzbudzić emocje ciągłą huśtawką interpretacyjną, jednakże zastosowane zmyłki nie trzymały się całości, brakowało spajającego kleju postaw, a co osobliwe, również myśli postaci. Dużo można by było powiedzieć o niespójności i odrealnienia bohaterów, szkoda jednak poświęcać temu więcej czasu, dość powiedzieć, że z każda sceną coraz mocniej wprawiali w zadziwienie osobowościami i zachowaniami. Zdawałam sobie sprawę, że tasując karty ich pojawień się na scenie autorka zacierała ślady prawdy, ale jakby zapomniała, że każdy gest i słowo mają znaczenie, mogą sobie przeczyć zbiorczo, lecz z jednostkowej perspektywy powinny do siebie pasować. W tym samym czasie zniknęły dwie kobiety. Nawet mało rozgarnięta detektyw szybko połączyła oba zdarzenia. Śledztwo całkowicie wymykało się profesjonalizmowi, podobnie jak dylematy moralne postaci zasiedlały miałkość. Książka „Ostatnio widziane” nie należała do wciągających przygód czytelniczych, nie trzymała w napięciu i nie podkręcała wyobraźni. Doczytałam do końca licząc, że finałowa odsłona zrekompensuje wady i niedociągnięcia, ale mocno zawiodłam się. Inaczej niż to było w przypadku innej książki Adele Parks, na spotkaniu z „Kłamstwa, wszędzie kłamstwa” dobrze się bawiłam, było ciekawie i zajmująco. Z kolei, powieść "Uważaj, czego pragniesz" mocno mnie wynudziła. 

2/6 - dla zabicia czasu
thriller psychologiczny, 414 stron, premiera 09.04.2025 (2021), tłumaczenie Urszula Gardner
Książka wypożyczona z biblioteki.