niedziela, 8 marca 2026

MIYAZAKI

ŚWIAT W ANIMACJI

SUSAN NAPIER

"Niemal mistyczne połączenie odwagi, akceptacji i radości jest kluczem do świata Miyazakiego.”

Książka znakomicie spełniła pokładane nadzieje, co więcej, sięgając po nią nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba się. Dotąd nie przywiązywałam wagi do oglądania filmów anime, jednak ostatnio stwierdziłam, że chętnie sprawdziłabym, czy odnalazłabym się w takim typie rozrywki i chciałabym zacząć od czegoś naprawdę dobrego. I wówczas, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego wyszło z premierą książki o najpopularniejszym japońskim animatorze, Hayako Mizayaki i dzieła, które pokochał cały świat. Koncepcja biografii natychmiast mi się spodobała. Otrzymałam nie tylko informacje z życia mistrza, uwarunkowania cech osobowości i podejście do procesu twórczego, ale również zaproszenie do bliższego przyjrzenia się omówieniom konkretnych animacji. I to okazało się największym plusem publikacji, barwna i wnikliwa analiza filmów, zachęcająca do obejrzenia i podchwycenia przekazów, cieszenia się sztuką japońskiej kreski, odnajdywania w świecie magii odniesień do współczesności, kondycji cywilizacji i człowieka. 

Odpowiadało mi krytyczne spojrzenie w twórczości mistrza animacji na dorobek gatunku ludzkiego, zmiany technologiczne, kulturowe wzorce, relację z przyrodą, wojenne konflikty. Susan Napier udanie ukazała potęgę wyobraźni i marzeń reżysera, umiejętność włączenia własnych przemyśleń do anime, uczynienia z filmów animowanych perfekcyjnie dopracowane narzędzie rozrywki i pośredniej platformy edukacyjnej. Autorka uwzględniła zdjęcia z filmów, sugestywnie współtworzyły klimat anime w książce. Po spotkaniu z "Mizayaki" wyszłam z przekonaniem, że jestem przygotowana, aby wejść do filmowej przestrzeni mistrza i baśniowej aury, nawiązać kontakt z bohaterami, otoczyć się magią i nadprzyrodzonymi mocami. Do książki powrócę, porównam własne odczucia, spostrzeżenia i przemyślenia po obejrzeniu filmów z tym, co jeszcze umknie mojej uwadze. „Miyazaki” to tytuł dla obecnych i przyszłych miłośników twórczości japońskiego mistrza. Ujmuje ciekawą treścią, przyjaznym stylem narracji, prawdziwym zanurzeniem w uniwersum anime. Zdecydowanie wart uwzględnienia w planach czytelniczych. Zerknij na wrażenia po zapoznaniu się z innymi książkami z serii bo.wiem przybliżonymi na Bookendorfinie: "Duchy i boginie", "Anglik, który ocalił japońskie wiśnie", "18 zbrodni w miniaturze", "Doktor White i jego głowy, czyli śmiałe eksperymenty w transplantologii". Wiele ciekawej i zadziwiającej wiedzy można zdobyć.

5/6 - koniecznie przeczytaj
bibliografia, 320 stron, premiera 05.02.2026 (2018)
tłumaczenie Joanna Gilewicz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

sobota, 7 marca 2026

JAKBYŚ KAMIEŃ JADŁA

WOJCIECH TOCHMAN

"Każda zbrodnia ma swoje imię i nazwisko.”

Książkę czytałam w skupieniu, przepełniało mnie wzruszenie, do głosu dochodziły refleksyjne myśli. Z bólem wsłuchiwałam się w przeżycia kobiet wciąż mających nadzieję na odszukanie kości bliskich zaginionych w wojnie, zamordowanych w bestialstwie, oszukanych w sumieniach oprawców, pochowanych w masowych grobach, zbezczeszczonych w przypadkowych miejscach. Budzące silne emocje obrazy matek przywołujących do ujawnienia się resztek ciał dzieci, żon liczących na cud dowiedzenia się, jak i gdzie zmarli mężowie, córki pragnące znaleźć i pochować szczątki ojcowskich genów. 

Wojna nie zna litości, sięga najmroczniejszych sfer ludzkiej natury, wyzwala w człowieku najgorsze. Wprowadza w traumę, która towarzyszy ofiarom do końca życia. Nawet jej koniec nie staje się początkiem nowego, nadal głęboko trwa w ludziach, krzywdy nie dają o sobie zapomnieć, niemożność pochowania zmarłych łamie serce, rzeczywistość nie wraca do pierwotnego stanu. Życie staje się imitacją, pustką i czekaniem, a co gorsze, wciąż widzi się oprawców w twarzach sąsiadów, morderców w etnicznym wydźwięku, gwałcicieli w mężczyznach. Wydawałoby się, że człowiek dumny ze swego człowieczeństwa, rozumu, wrażliwości i kultury, nie może tak wiele zła uczynić drugiemu człowiekowi. A jednak, pozostawia po sobie miasta widma, świadectwa bestialstwa w obozach koncentracyjnych, ziemię pokrytą szczątkami ludzkich kości, niemożliwe do identyfikacji zmieszane kości wydobyte podczas ekshumacji, a także lęk, że śmierć z rąk dawnych i obecnych sąsiadów jeszcze wróci. 

„Jakbyś kamień jadła” to wstrząsający obraz tego, co działo się, kiedy człowieczeństwo przestało istnieć w ramach konfliktu wojennego, do jakiego stopnia wypaliło się okrucieństwo w duszach zbrodniarzy, jak szybko i sprawnie poszybowało w kierunku ludobójstwa. Opowieść o tym, jak żyć po wojnie na gruzach miast, domów, rodzin i serc, jak radzić sobie z widokiem dawnej własności przejętej przez tych, co stali po drugiej stronie konfliktu. Przejmująca relacja z wojny w Bośni i Hercegowinie (1992-1995), krwawego spustoszenia, które po sobie zostawiła, mrocznej serbskiej odsłony nienawiści, osobistych opowieści kobiet i skomplikowanych relacji. Styl narracji niezwykle przemawiający do wyobraźni, oszczędny i przejrzysty, stał się tłem dla przybliżenia bratobójczych dramatów i ciężkich traum. Dlaczego nasz gatunek wciąż wdaje się w konflikty zbrojne, odbiera życie, niszczy ludzkie losy, wprowadza kalectwo, zamęt i destrukcję? Dlaczego nie uczymy się na historycznych doświadczeniach i konsekwencjach? Czemu organizacje powstałe w imię pomocy tak naprawdę niewiele i nieskutecznie przeciwstawiają się realiom ogarniętych wojną regionów? 

Jakże potrzebujemy takich reportaży, aby dawać smutne świadectwo nieograniczonego ludzkiego bestialstwa, okazać szacunek ofiarom, tym, co zostali zabici, i tym, co przetrwali w aurze straty, pamiętać dokąd prowadzi nasza nieokiełznana ciemna strona natury, przypominać, że za zło sami odpowiadamy, czynem lub biernością. Wobec tego, co obecnie dzieje się na świecie uwikłanym w konflikty, warto zbliżyć się do tego typu lektury, relacjonującej, uświadamiającej, wywołującej refleksje i odwołującej się do sumienia gatunku ludzkiego. Zerknij na inną książkę Wojciecha Tochmana, przedstawioną na Bookendorfinie, "Pianie kogutów, płacz psów", zainteresować może także "Pożegnanie z Narnią", rozmowa autora z Anną Krall.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
reportaż, 160 stron, premiera 18.02.2026 (2018)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

piątek, 6 marca 2026

WANDA TELAKOWSKA

PIĘKNI DLA WSZYSTKICH, CZYLI JAK POWSTAŁO POLSKIE WZORNICTWO POWOJENNE

KATARZYNA RZEHAK

"Wierzyła, że piękne otoczenie, mieszkanie, ubranie, a przede wszystkim dobrze zaprojektowane przedmioty codziennego użytku kształtują człowieka.”

Nieobszerna i nieprzeładowana informacjami biografia, poglądowa i ogólnie przybliżająca sylwetkę Wandy Telakowskiej. Na moje zapotrzebowanie w sam raz. Zależało mi na uchwyceniu postaci, scenariusza życia, wybranych pasji i ścieżce kariery zawodowej, bez zagłębiania się w dociekliwe detale. Otrzymałam odniesienia do faktów, zachowanych świadectw twórczości i reprezentacyjnych poglądów. Katarzyna Rzehak przyjęła lekki i wciągający styl narracji, fabularyzowany rys przemawiający do wyobraźni i pozwalający nawiązać nić porozumienia z historycznym tłem polskich realiów przedwojennych, wojennych i powojennych. 

Wanda Telakowska doświadczyła ciekawych czasów, przeobrażeń politycznych, społecznych i kulturowych. Publikację cechowała przejrzysta forma prezentacji materiału. Uwzględniała wiele ciekawostek, fragmenty listów i bogactwo zdjęć. Rozdziały krótkie i w zgodzie z chronologicznym przesuwaniem na osi czasu. Ogromny plus za przedstawienie słowne i zdjęciowe prac, grafik, okładek i ilustracji Wandy. Przyznam, że nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polskie projekty dla przemysłu odznaczały się nowoczesnością, awangardowością i inspiracją kultury ludowej. Praktyczne i proste, dla szerokich socjalistycznych mas, wprowadzające użytkownika na wyższy poziom estetyczny. Wykonane z naturalnych materiałów. Dziś w zderzeniu z wszechobecnym plastikiem jako ulubionym tworzywem projektantów, producentów i odbiorców, stanowiłyby elitarną i prestiżową alternatywę, nie miałam wątpliwości, że sięgającą najwyższych cen.

Autorka ukazała portret Wandy Telakowskiej jako kobiety odważnej, żywotnej, skłonnej do żartów, walczącej o swoje pomysły i wizje, zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Odniosłam wrażenie, że buntowniczy charakter Wandy, uaktywniony już w dzieciństwie, wpłynął na wybrany styl prywatnego życia, nietrafnie ulokowane głębokie uczucia miłości, niekorzystnie nawiązywane relacje, podziwiałam za umiejętność obracania ich w przyjaźń. Imponowała umiejętność cieszenia się rozrywkami towarzyskimi, znajomość z wieloma znanymi i cenionymi osobami z politycznego, artystycznego i literackiego świata, a także odwaga odejścia od sztuki w kierunku pedagogiki.

Doceniłam wkład sił i zaangażowania Telakowskiej w niesieniu misji projektowania dla przemysłu, w tym maszyn i urządzeń, użytkowych przedmiotów spełniających funkcje w codzienności. Od organizacji Instytutu Wzornictwa Przemysłowego i kierowania nim, udziału w prezentacjach i wystawach, edukowania młodych artystów, zaszczepiania wartości estetycznych, aż do walki o przetrwanie projektowych idei. Przekonałam się, że polskie wzornictwo przemysłowe właśnie dzięki pomysłom i stylowi zarządzania bohaterki biografii stało na wysokim poziomie. Wielka szkoda, że ostatni etap życia Wandy Telakowskiej przybrał formę funkcjonowania nie tylko w ślepocie, ale również niezrozumieniu i niedocenieniu przez zwierzchników i współpracowników. Propozycja czytelnicza, na którą warto zwrócić uwagę, dostarczyła wiedzy nie tylko o pionierskich pracach bohaterki biografii, ale również rzut oka na rozwój polskiego wzornictwa przemysłowego.

4.5/6 – warto przeczytać
biografia, 256 stron, premiera 28.01.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

czwartek, 5 marca 2026

STRASZNY DZIADUNIO

MARIA RODZIEWICZÓWNA

"Bądź prawym, bądź prawym!...”

Lubię sięgać po klasykę, to nie tylko rozrywka czytelnicza, ale również zerknięcie na dawny warsztat pisarski i realia przynależnej mu epoki. „Straszny dziadunio” powstał w tysiąc osiemset osiemdziesiątym siódmym roku, dalekie czasy od naszych, zatem obecność archaiczności językowej, trzeba szybko się na nią przestawić. Odpowiada mi takie wyzwanie, uatrakcyjnia utwór, wprowadza w unikalny klimat, sprawia, że lepiej rozumiem rozterki postaci. Autorka miała dwadzieścia cztery lata, kiedy pisała książkę, zatem dało się odczuć niezbyt głęboką analizę osobowości bohaterów. Podobnie jak podział na jednoznaczne zło i dobro niekoniecznie dziś przekonuje. 

Udało się wprowadzić fabułę w dynamiczny rytm, zagęścić zdarzeniami, chociaż mającymi tendencję do stronniczości i ekstremalnego charakteru. Jednak można było zerknąć na to od strony wewnętrznej siły i hartu ducha Hieronima, pracowitego, ambitnego i wrażliwego wnuka dziadunia. Jako kontrast do hulaszczego i lekkiego życia Alberta, drugiego wnuka Polikarpa Białopiotrowicza, właściciela majątku Tepeńca na Polesiu, pragnącego dowiedzieć się, który z wnuków godny jest dziedziczenia. Stawia zatem Hieronima i Alberta przed trudnymi próbami a los dokłada swoje wyzwania. Przeszkadzał moralizatorski i pouczający ton powieści, zbyt jawny i bezpośredni, na plus lekkie wzbogacenie humorem. Chętnie przyjmowałam ciepło płynące z dziadunia, pierwotnie ujętego w despotycznej i surowej postaci, z czasem nabierającego cech troski i oddania wobec familii. Podróż czytelnicza do codzienności życia mieszczańskiego okazała się ciekawa i pouczająca, przypominała o znaczeniu autorytetów, podkreślała istotę patriotyzmu i szacunku wobec tradycji. Powieść niewielkich rozmiarów, w sam raz na krótszy wieczór czytelniczy, szybko się ją poznawało, ujawniła unikalny urok dawnych czasów i kształtowania literatury.

3.5/6 – w wolnym czasie
literatura obyczajowa, klasyka, 140 stron, premiera 14.01.2026 (1887)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu MG.

środa, 4 marca 2026

POWOLNOŚĆ

MILAN KUNDERA

"Szybkość jest formą ekstazy, którą rewolucja techniczna złożyła człowiekowi w darze.”

Sto trzydzieści stron interesującej przygody czytelniczej, zachęcającej do refleksji, z filozoficznymi odniesieniami, ciekawymi dygresjami i znakomicie rozpisanymi dialogami. Milan Kundera zachęcająco pcha czytelnika ku powolnemu delektowaniu się zawartością, żeby podchwycił koncepcję, wydźwięk, wyraz i obraz. Bez pośpiechu analizował fabułę, w skupieniu i z cierpliwością. Test dla odbiorcy, czy we współczesnym świecie z dominantą presji czasu i pogoni za nim, potrafi z uwagą odkrywać cenne przesłania i ironiczne wstawki. Wciągająca i zajmująca gra, różny klimatycznie i rytmicznie taniec, jawna i ukryta prowokacja. 

Rzeczywistość przeplata się z surrealnymi odniesieniami, grzeczność wykluczona zostaje przez frustrację, zaś poprawność językowa ustępuje miejsca sprośności. Momentami bez owijania w bawełnę i bezpośrednio, kiedy indziej zmysłowo i finezyjnie. Kontrast na kilku płaszczyznach, w klimacie, wątkach, miłości, nauce, rozmowie i twórczości. Siedemnastowieczny libertynizm i dwudziestowieczne odbicie obyczajowe i intelektualne. Wspólny punkt przeplatających się wątków to stare zamczysko, świadek miłosnych uniesień hrabiny z kochankiem, uczestnik kongresu entomologicznego, miejsce przystanku podróżniczego autora z żona. Zastanów się, wolisz uczucie podążania za spełnieniem, czy samo spełnienie? Preferujesz powolne tempo życia z intensywnymi doznaniami, czy pospieszne i pobieżne relacje ze światem? Uznajesz przyjemność, rozkosz i szczęście za nadrzędny cel życia, czy aprobujesz szczyptę cierpienia jako przyprawę życia? Rozumiesz tajemną więź między powolnością a pamięcią, między szybkością a zapomnieniem? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką Kundery, zaprezentowaną na Bookendorfinie, zatytułowaną "Kubuś i jego Pan".

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 128 stron, premiera 10.04.2025 (1993), tłumaczenie Marek Bieńczyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 3 marca 2026

ŚWIĘTOWANIE ŻYCIA

EWA WOYDYŁŁO

"Zakładając maskę, nie godzimy się na siebie. Chcąc uniknąć odrzucenia przez innych, odrzucamy sami siebie.”

Osoby obserwujące i czytające Bookendorfinę wiedzą, że po trudnych doświadczeniach życiowych w ostatnich kilku latach i braku czasu dla samej siebie, po lekkim odpoczynku od niemal wszystkiego, wreszcie nabrałam sił, aby zadbać o siebie mentalnie, dotrzeć do najgłębszych pokładów duszy, uruchomić proces oczyszczania z toksycznych myśli i relacji. 

Jestem bardzo zadowolona z tego, jak pozwalam rozwijać się dialogowi samej ze sobą, przychylnym okiem spoglądać na własną osobowość, doceniać pozytywny wpływ samoświadomości. Aby podtrzymać dobrą passę po poradzeniu sobie z poczuciem straty i niesprawiedliwości dotykającej mojej bliskich, z przyjemnością trwam w postanowieniu dbania nie tylko o innych, ale i o siebie samą. Dlatego chętnie zaglądam do różnorodnych publikacji, nie tylko popularnonaukowych z dziedziny psychologii i neurologii, ale również poradników o charakterze terapeutycznym, przypominających o najważniejszych wartościach w wysokiej jakości prawdziwego życia. 

Przy książkach Ewy Woydyłło sympatycznie spędzam czas, nie czuję presji szybkiego poznawania. Celowo umawiam się z nimi na spokojne spotkanie, tak aby jak najwięcej złapać cennych myśli i trafnych przekazów. Oczywiście, prezentowany materiał nie należy do nieznanych mi, wiele już w życiu przeżyłam, pokonałam długą drogę, nazbierałam sporo inspirujących doświadczeń, jednak wciąż mam wrażenie, że warto sobie o nim przypominać, dopingować się do trafniejszej aktywności, wyciągać z treści to, co w danym momencie najbardziej potrzebuję lub najlepiej mi służy.

„Świętowanie życia” to w zasadzie trzy książki w jednym wydaniu. Napisane w dwa tysiące piątym roku „Sekrety kobiet” pięknie odnoszą się do różnych odcieni kobiecości, wyobrażenia o nas samych, poczuciu wartości, pozytywnych wzmocnieniach, ale i szeroko omówionych chorobach duszy. Sporo o emocjach, lękach, samotności, płaczu, krzywdach, nierówności i sekretach. Podobała mi się propozycja ujmowania problemów w formie pytań, wywołania odwagi do przeprowadzenia zmian, odrzucenia mitów krzywdzących związki. Miałam możliwość przeprowadzenia różnych testów, w tym autodiagnozy. Poznałam konkretne przypadki innych osób, ukazujące problemy, podłoże, podejście i sposoby rozwiązywania. 

W „Butach szczęścia”, powstałych w dwa tysiące dziesiątym roku, szczególnie zainteresowałam się zjawiskiem intuicji w ocenianiu właśnie poznanych osób, zdrowym egoizmem, źródłami kompleksów i nieśmiałości, zasadami budowania optymizmu, niezbędnością zabawy, śmiechu, radości, sportu i porządku, a nade wszystko świętowania codzienności. Ciekawym uznałam aspekt dojrzewania do miłości i przyjaźni, oraz wkładanych przez nas różnych masek społecznych. Ta część publikacji wzbogacona została klimatycznymi i przyjaźnie przemawiającymi zdjęciami, rzut oka na nie już podsuwał właściwe skojarzenia. 

Wydana w dwa tysiące dwudziestym drugim roku „Droga do siebie” najbardziej mi się obecnie przysłużyła, gdyż zawierała informacje, które bardzo mnie obecnie interesują. Należały do nich filary poczucia wartości, zwłaszcza aspekty niskiej samooceny negatywnie wpływającej na jakość życia, alfabet samoakceptacji, instrukcje regulowania emocji, szczególnie gniewu i wybaczania, i coś nad czym pracuję od wielu lat, czyli alternatywy dla perfekcjonizmu. Zachęcam do uwzględnienia książki w planach czytelniczych, dociera do źródeł tego, co sprawia nam trudność w świętowaniu codzienności, napełnia optymizmem i podsuwa rozwiązania samorealizacji. Zerknijcie również na inne książki Ewy Woydyłło, przedstawione niedawno na Bookendorfinie, zatytułowane "Wszystkiego najlepszego!" i "Cztery pory roku z Ewą Woydyłło".

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 490 stron, premiera 15.10.2025 (2005, 2010, 2022)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 2 marca 2026

PTASIEK

WILLIAM WHARTON

"Udawałem, że jestem ptakiem. Teraz udaję, że jestem sobą. To też nie jest cała prawda. Nie wiem, kim naprawdę jestem...”

Stopniowo nadrabiam zaległości z tytułów, które powinnam znać a jakoś nie trafiłam na nie wcześniej. Jedną z książek, o której myślałam od bardzo dawna, był „Ptasiek” Williama Whartona. Po spotkaniu z nim stwierdziłam, że bardzo dobrze się złożyło, że dopiero teraz po niego sięgnęłam. Nie miałam przekonania, że doceniłabym go, a przynajmniej nie odniosłabym wielkiej korzyści z refleksyjnej strony, jaką zaoferował. Podobał mi się nieszablonowy pomysł na fabułę, w wielu odsłonach osobliwy i dziwaczny, ale jakże atrakcyjny i wciągający. 

Dwustronny nurt narracji sprawiał, że powieść zyskała cechy komplementarności i szczególnego spoiwa w postaci rzutu oka na skomplikowaną naturę człowieka. Młodzi chłopcy, później młodzi mężczyźni, z innym mentalnie startem w życie, z przyjacielskim stykiem losów, doprowadzeni do różnych okaleczeń, fizycznych i psychicznych. Wydarzenia i wspomnienia mieszały się czasowo i osobowo. Autor rewelacyjnie zaglądał w dusze postaci, odsłaniał myśli, ujawniał spostrzeżenia, odkrywał prawdę o ludziach. Pozornie zwykła rzeczywistość potrafiła głęboko zranić, wbić w szaleństwo i oderwać od rzeczywistości. Symboliczny wybór ptaka na postać ludzkiej egzystencji. Lot jako wolność osobista, klatka izolacja społeczna. Jakże trudno podołać nagromadzonemu życiowemu doświadczeniu z elementami porażki i zniechęcenia. Rozwiązaniem ucieczka do świata wyobraźni i sennych przeżyć. Kiedy za długo się w nim siedzi, powrót bywa niemożliwy.

I wojna, z dramatyzmem i wyniszczeniem, zasłaniająca prawdę, aby nie analizować, oddalająca się od szczerości, aby znieść to, czego się doświadczyło. Świadomość, że nie miało się żadnego wpływu na własne życie, ster szybko oddało się innym, zostało zmuszonym do posłuszeństwa i wykonywania rozkazów, wypełniania misji i, jeśli to konieczne, oddawania życia. Rany z czasem goją się, blizny pozostają na zawsze. Powieść niezwykle sugestywna, napisana z wrażliwością, odwołująca się do silnych emocji, z szacunkiem i w barwnej odsłonie. W „Pasieku” namacalnie czułam ideę przyjaźni i oddania, silnego przywiązania, nawet przy zerwanej na jakiś czas nici relacji. Dopracowana pod każdym względem, zdecydowanie warto uwzględnić ją w planach czytelniczych. Są ślady ptasich lotów w niebie. I nic więcej; coś było, coś odeszło, pozostało coś.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 352 strony, premiera 28.10.2025 (1978), tłumaczenie Jolanta Kozak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 1 marca 2026

JAK ŚWIAT STWORZYŁ ZACHÓD

JOSEPHINE QUINN

CZTERY TYSIĄCE LAT HISTORII

"Czy optyka cywilizacyjna pomaga cokolwiek wyjaśnić?… nieaktualna i ewidentnie błędna… Pora znaleźć nowe sposoby organizowania naszego wspólnego świata.”

Nie do końca zgadzam się ze spojrzeniem na historię prezentowanym w cytacie, aczkolwiek i w moich przemyśleniach i rozważaniach o dziejach świata, dynamiczne relacje stanowią jeden ze znaczących czynników jego definiowania i kształtowania. Tym niemniej, „Jak świat stworzył Zachód” to satysfakcjonujące spotkanie z historią, wiele wiedzy do wyciągnięcia, sporo materiału do refleksji. Propozycja czytelnicza do spokojnego i wnikliwego zgłębiania, najlepiej z podstawami wiedzy o przeszłości świata. Nawet jeśli odbiorcy brakuje szerszej znajomości dziejów, to i tak warto zmierzyć się z poznawaniem materiału. W publikacji mniej chodzi o specjalistyczne uszczegółowienia a bardziej o wykazanie uzasadnienia i omówienie innej perspektywy spojrzenia na źródła ukształtowania i opiniowania współczesnego świata. Plusem styl narracji prowadzony w przyjaznym odcieniu i ze zrozumiałymi wyjaśnieniami. 

Josephine Quinn zachęca, aby prześledzić powiązania i relacje jako budulce dzisiejszego Zachodu. Nie z punktu widzenia cywilizacji, ale mieszania się społeczności jako motoru historii. Od epoki brązu do wielkich odkryć geograficznych. Nie jedynie od strony starożytnego Rzymu i Grecji, państwowości i intelektu, a przekroju mobilności, migracji, miksowania się, wzajemnych kontaktów. Nie ludy tworzą dzieje a ludzkie relacje, pozytywne i pokojowe, wojenne i podbojowe, kulturowe i handlowe, wymienne i krzyżujące się. Sieć społecznych, handlowych i politycznych powiązań sprzyja wywieraniu wzajemnego wpływu i budowaniu zależności, co autorka podkreśla w książce, jednakże strategicznie uwzględniam także powstanie, rozkwit i upadek różnorodnych cywilizacji, nie tylko śródziemnomorskich. Globalna przeszłość wywiera wpływ na teraźniejszość, ta zaś warunkuje przyszłość. Zachód tworzy świat i sam pozostaje pod jego wpływem. Publikacja logicznie i usystematyzowanie ułożona, zawartość wypełniona ciekawymi informacjami. Przed rozdziałami mapki regionu, którym przyglądamy się, z uwzględnieniem osi czasu. W środku wkładka z kolorowymi zdjęciami. Nie zabrakło rozbudowanych przypisów i przydatnego indeksu.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, 656 stron, premiera 12.11.2025 (2024)
tłumaczenie Norbert Radomski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 28 lutego 2026

JEDZ, MÓDL SIĘ, KOCHAJ

ELIZABETH GILBERT

"Mów prawdę, mów prawdę, mów prawdę.” Sheryl Louise Moller

Elizabeth Gilbert w niesamowitym stylu uwiodła mnie „Botaniką duszy”, zapewniła intelektualne i emocjonalne przeżycie na najwyższym poziomie, nie mogłam oderwać się od książki, pokochałam jej klimat i doceniłam cudowne opisy rozpalające wyobraźnię. Przeniosła w cudowny świat, z którym za nic nie chciałam się rozstać. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po inną powieść autorki, oczekując podobnych wrażeń czytelniczych. 

„Jedz, módl się, kochaj” wprawiło w konsternację, zaskoczyło odsłoną spowitą w czytelnicze znużenie, monotonność relacji, której nie ożywiły zmiany miejsc i nici humoru. Wiedziałam, że nie chodziło w niej o poznawanie Włoch, Indii i Indonezji, a wewnętrzną podróż, lecz nie dostałam tego, na co liczyłam. Wydawało mi się, że pisarka obdarzona wyjątkowo lekkim i przyjaznym stylem pisania, umiejętnością sugestywnego przybliżania świata i ludzi, odsłoni barwność i atrakcyjność własnego ja. Nie przekonała osobowość Gilbert, jedzenie, modlitwa i miłość, mocno ograniczone w odbiorze i niedostrzegające inne walory. Skupianie się na zaledwie trzech czynnościach, i to w porcjach, nie wpłynęło dobrze na odbiór relacji. 

Rozumiałam, że rozwód i depresja, zwątpienie w siebie, rozchwianie równowagi, wywołują w człowieku silne emocje i zagubienie, ale Elizabeth straciła samą siebie i dopuściła do tego niejako na własne życzenie. Co z tego, że weszła w szerszy świat niż Stany Zjednoczone, odważyła się wyjść poza swój kraj, pchana pragnieniem radykalnych zmian, kiedy zgubiła po drodze uważność i ograniczyła duchowe dociekania. Zdaję sobie sprawę, że każdy indywidualnie i po swojemu odbiera straty, radzi sobie z nimi i próbuje się po nich podnieść, ale zaglądanie w proces powrotu do harmonii i wyciszenia, czyli etapy przyjemności, pobożności i równowagi, brzmiały barwnie, lecz mało atrakcyjnie. W Italii nie ograniczałabym się do jedzenia, również zwiedzałabym ją, zaglądała w imponującą przeszłość i nawiązywała kontakty z codziennością Włochów. 

Ucieczka w podróż czy zmiana miejsca zamieszkania po przykrych życiowych doświadczeniach i nietrafionych wyborach nie są gwarantami odnalezienia własnego ja. Człowiek zabiera zew sobą wszelkie problemy i zadry życia. Dopóki ich nie rozwiąże i nie oczyści ran, niewielkie są szanse pojęcia sensu życia i dotarcie do szczęścia. Tym niemniej, wiele osób decyduje się na takie właśnie rozwiązanie, radykalny reset i świadomą izolację od przeszłości. Dlatego książka może się spodobać czytelniczkom z życiowymi zawirowaniami, stojącymi na rozdrożu, pragnącymi odnaleźć się po latach. Daje optymistyczne spojrzenie, wypełnia nadzieją na osobisty sukces, pozytywnie nastawia do samego siebie. Przekonajcie się, może bardziej się wam spodoba.

3.5/6 – w wolnym czasie
literatura współczesna, 420 stron, premiera 28.10.2025 (2006)
tłumaczenie Marta Jabłońska-Majchrzak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

piątek, 27 lutego 2026

BĘDZIE BOLAŁO

SEKRETNY DZIENNIK MŁODEGO LEKARZA

ADAM MAY

"Moja twarz pokerzysty przydawała mi się wielokrotnie w ciągu dotychczasowej medycznej kariery.”

Kolejna książka wybrana do omówienia w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki. Nie zdecydowałam się na spotkanie z nią, kiedy miała premierę osiem lat temu, uznałam, że jest spoza moich czytelniczych zainteresowań. Teraz czując się w obowiązku przygotowania na spotkanie DKK zabrałam się za nią. Po poznaniu podtrzymałam opinię, że z mojego punktu widzenia są ciekawsze książki, z których więcej wynoszę. Książka oferuje wejrzenie nie od strony wyobrażeń o zawodzie lekarza i podręczników medycznych, ale bezpośredniej relacji uwikłanego w zawód ginekologa i położnika, ostrzegającego, w co tak naprawdę studenci medycyny chcą się wpakować, z czym przychodzi im się mierzyć, i jak to wszystko ma się do etosu lekarza.

„Będzie bolało” ukazuje arcyważne aspekty funkcjonowania brytyjskiej służby zdrowia z perspektywy młodego lekarza, choć można znaleźć wiele punktów stycznych także z polską. Narrację wypełnia humor, ironia, celne ujęcie tematyki, ciekawe spostrzeżenia i zaskakujące fakty, jednak przez wszystko przebija się smutek i dramat zderzenia prozy profesji lekarskiej i kadry środowiska medycznego z ambicjami, marzeniami, misją i etyką zawodów powiązanych z medycyną. Nie ma się co czarować, lekarz to najbardziej wymagający i obciążony psychicznie zawód. Wynika to nie tylko z ekstremalnie trudnego trybu pracy i nieustannej nauki, o czym wspominał Adam Kay, ale również ze szczególnych predyspozycji i cech osobowości, aby być w stanie go wykonywać, radzić sobie ze stresem, odpowiedzialnością za życie i śmierć, poświęcać życie osobiste, w tym zdrowie i relacje rodzinne. 

Tak ekstremalnie potrafią funkcjonować tylko wybitne jednostki, elastycznie dostosowujące się do warunków, oczekiwań, osobistych kontaktów z pacjentem i bliskimi. Inna sprawa, jak wiele reprezentantów środowiska medycznego szuka ukojenia w alkoholu i innych używkach. Jako pacjenci wyczuwamy, który z lekarzy dysponuje empatią i zrozumieniem, wychodzi poza schematy i niezbędną wiedzę, potrafi słuchać i odpowiadać, a w tym wszystkim zmieścić się w limicie czasu dla jednostki, rozbudowanej biurokracji i oczekiwań przełożonych. Temat można rozwijać w nieskończoność, omawiać konkretne przypadki, zająć się polityką medycyny, a jednak niewiele wniosłoby to do realiów biznesowych zasad i uwarunkowań szpitali, oraz kampanii propagandowych ministerstwa zdrowia. Walka na pierwszej linii frontu w publicznej służbie zdrowia to tak naprawdę forma swoistego przetrwania, zwłaszcza w ujęciu młodych lekarzy. 

„Będzie bolało” dobitnie pokazuje wadliwe realia systemu kształcenia lekarzy i służby zdrowia, ale też szeroką gamę emocji towarzyszących zawodowi lekarza i konieczności złapania do nich odpowiedniego dystansu. Adam Kay nie dał rady wytrwać w zawodzie, miał odwagę, aby porzucić coś, nad czym ciężko przez wiele lat pracował, czego oczekiwali od niego najbliżsi. I za to go szanuję, ale szkoda, że wcześniej nie poddał się diagnozie własnych predyspozycji i wyobrażeń o spełnianiu się w zawodzie. Jego zapiski z notesów, które prowadził jako lekarz, ujęte w lekkiej i przyjaznej narracji, wypełnionej dowcipem i absurdami profesji lekarskiej, warte są poznania przez osoby zamierzające związać się z medycyną. Przekonają się, czy faktycznie, oczywiście do pewnego stopnia, pogodzą się z podobnymi dramatycznymi doświadczeniami i będą umiały poradzić sobie z nimi w codziennym funkcjonowaniu. 

                                                                                                              (zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)
3.5/6 – w wolnym czasie
literatura współczesna, autobiografia, 308 stron, premiera 06.06.2018 (2017)
tłumaczenie Katarzyna Dudzik
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.