sobota, 18 maja 2019

MASAKRA LUDZKOŚCI Stephen Baxter

"Mam ponure wieści z nieba."

Niecały rok temu odświeżyłam znajomość z "Wojną światów", to była udana przygoda czytelnicza. Czytanie klasyki ma niezaprzeczalny urok, podobnie jak poznawanie nowych dzieł nawiązujących do niej, będących swego rodzaju kontynuacją czerpiącą garściami z dawnych pomysłów. Nie zawsze udaje się w miarę wiernie zachować zamysł poprzedników, literalnie odzwierciedlić ducha opisywanej historii, czy wytworzyć podobnie unikalny klimat. Czasem trzeba pozwolić głębiej i szerzej poszybować wyobraźni, tak aby stworzyć pomost między tym co było, a innymi już oczekiwaniami współczesnych odbiorców.

Stephen Baxter postawił na wyjątkowo obszerne rozbudowanie opowieści, z wielką troską zadbał o najmniejszy detal i szczegół. Z jednej strony pielęgnacja drobiazgowości w opisach stanowi kapitalną pożywkę dla zmysłów czytelnika, z drugiej pozwala na dłuższy niż zazwyczaj pobyt w świecie powieści. Generalne wrażenie bardzo pozytywne, chętnie wsłuchiwałam się we wspomnienia z drugiej wojny marsjańskiej, dałam się wciągnąć wnikliwemu spojrzeniu na bieg zdarzeń z kilku perspektyw, jednak niekiedy czułam się nieco przytłuczona nadmiarem informacji, niekoniecznie wnoszących coś istotnego do fabuły. Ale nie zawsze musi być mega dynamicznie i zaskakująco, aby lektura przynosiła radość, zadowolenie i satysfakcję, czasem potrzeba więcej czasu na oswojenie się ze stylem przekazywania niezaprzeczalnie intrygujących wątków. Wydaje mi się, że podział powieści na cztery części, każdą uwzględniającą określony trend rozwoju akcji, okazał się trafnym rozwiązaniem, pozwalającym na blokowe przyswajanie i przeżywanie przygody czytelniczej.

Narracja lekka, swobodna i przyjazna, potrafi złożyć się na wytworzenie zainteresowania i napięcia, choć z góry podejrzewamy, że ludzkość zwycięży w starciu z agresywnymi Marsjanami, to jednak nie mamy pojęcia, w jaki sposób jej się to uda, czym będzie to okupione poza stratami ludzkimi, militarnymi i infrastrukturalnymi, jakie kompromisy będą brane pod uwagę. Podoba mi się kobiece prowadzenie po opowieści, z męskimi przerywnikami, będącymi uzupełnieniem panoramy zdarzeń i urozmaiceniem wizji. Widzimy, jak ludzkość pozornie przygotowana na ewentualny drugi atak mieszkańców czerwonej planety, pewna, że tym razem nie da się zaskoczyć, popełnia szereg błędów, które rzutują na przebieg inwazji obcych. Stanięcie w obliczu ataku międzyplanetarnych najeźdźców okaże się jeszcze trudniejsze niż zakładano. Frapująco ukazano pychę i arogancję gatunku ludzkiego, przeświadczenie, że wszystko będzie mu sprzyjać. A przecież Marsjanie musieli się dużo nauczyć przy pierwszym kontakcie z ludzkością i wrócić ze znacznie lepszym przygotowaniem i zamysłem na podporządkowanie sobie ludzi.

To również rzut oka na to, jak sami dbamy o macierzystą planetę, dającą możliwość egzystencji i budowania cywilizacji. Zastanawia, że można mobilizować się wobec Marsjan, a jednocześnie trwać w stanie wojny człowieka przeciwko człowiekowi. Gdyż w książce mamy nie tylko opis abstrakcyjnego kataklizmu Ziemi dokonanego przez szybkich, precyzyjnych i bezwzględnych Marsjan, ale również zajmująco ukazaną alternatywną rzeczywistość świata znanego z tysiąc dziewięćset dwudziestego roku. Ale tak jak wspominałam wcześniej, wykreowanie tła z wielkim rozmachem, oraz postawienie na przybliżenie relacji społecznych, czynią powieść atrakcyjną i pociągającą, choć też nieco przegadaną i rozwlekłą, dlatego warto rozłożyć smakowanie przygody czytelniczej na kilka dni, wówczas na dłużej pozostanie w naszej wyobraźni i pamięci.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 678 stron, premiera 02.04.2019 (2017)
tłumaczenie Paweł Wieczorek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 15 maja 2019

WIEDŹMIE DRZEWO Tana French

PREMIEROWO

"Zawsze uważałam się za osobę, która w zasadzie ma szczęście..." 

Moje czwarte spotkanie z książką Tany French, wcześniej "Lustrzane odbicie", "Kolonia", "Ostatni intruz", i kolejny raz przyjemne wrażenia czytelnicze, choć z lekkim niedosytem. Nieco przegadany thriller, ale z ciekawym pomysłem na fabułę, skrupulatnie zawiązaną intrygą, sprawnie wykreowanymi postaciami, a co równie ważne, umiejętnie podsycanym niepokojem. Pierwsza część, choć najmniej zajmująca, skupiająca się głównie na psychologicznych aspektach, to jednak dostarcza solidnych podstaw do dokładnego poznania głównego bohatera, zwłaszcza w obliczu tragicznych dla niego wydarzeń. Zręcznie nakreślono okoliczności dramatu, zmiany percepcji postrzegania świata, przemiany osobowości. Środkowa część wywołuje większe napięcie, wątek kryminalny rozwija się, dochodzą do głosu niepokojące incydenty z przeszłości, groźne brzmienie mrocznej tajemnicy intensyfikuje się. Im bliżej końca powieści, tym większe napięcie, zagrożenie zdaje się czyhać z każdej strony, zaskakują zwroty akcji, a elementy sensacji atrakcyjnie wzbogacają scenariusz zdarzeń. Na spotkanie z książką warto poświęcić więcej czasu, uważnie zagłębiać się w podawane niuanse, wychwytywać złowieszcze sygnały, ale też poddawać je interpretacji z różnych perspektyw, bo prawda nie jest tak oczywista, jak na pierwszy rzut oka się wydaje.

Dajemy wkręcić się w przerażającą zagadkę wiedźmiego drzewa, pozornie zwykłego domu z ogrodem, licznej rodzinie go odwiedzającej. Spokojne, niemal idylliczne miejsce, budzące pozytywne skojarzenia, nagle staje się świadkiem zbrodni, traci swój czar i niezwykłość, odsłania mroczną tajemnicę przed oczami szerszej publiczności. Dziesięć lat milczenia, tuszowania dramatycznych wydarzeń, a fakty i tak próbują przebić się na powierzchnię. Wszystko nabiera rozpędu, kiedy do Ivy House, uroczego domu na przedmieściach Dublina, wprowadza się niemal trzydziestoletni Toby, na którego niedawno napadnięto w jego mieszkaniu. Mężczyzna został dotkliwie pobity, cudem ocalał, ale teraz boryka się z problemami fizycznymi i kłopotami z pamięcią. Toby wraz z dziewczyną dotrzymuje towarzystwa ciężko choremu wujkowi, któremu pozostało już niewiele życia. Podczas spotkań z kuzynami, Susanną i Leonem, wracają wspomnienia, ale nie w takiej łagodnej postaci, w jakiej zostały zapamiętane, zwłaszcza jeśli dotyczą wakacji sprzed dekady. Gdzie tak naprawdę czai się niebezpieczeństwo, na zewnątrz, czy w nas samych? Skąd pewność, że nie jest się zdolnym do wymagających potępienia czynów? Jak szybko nakręca się spirala zła podsycana ludzkimi słabościami i wątpliwościami? Dlaczego tak trudno skonfrontować się z tym, co o sobie myślimy, z tym, co myślą o nas inni?

4.5/6 - warto przeczytać
thriller psychologiczny, 638 stron, premiera 15.05.2019 (2018), tłumaczenie Łukasz Praski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

wtorek, 14 maja 2019

NAJWYŻSZA SPRAWIEDLIWOŚĆ Michael Hjorth, Hans Rosenfeldt

[PRZEDPREMIEROWO]

SEBASTIAN BERGMAN tom 6

"Jeśli wcześniej nie byli pewni, czy mają do czynienia z seryjnym gwałcicielem, teraz wszystkie wątpliwości zostały rozwiane.
Mieli trzecią ofiarę."


Powieść w zbilansowany sposób łączy wątki kryminalne i obyczajowe. Zagadka detektywistyczna mało wymagająca, jednak zgrabnie prowadzona, wzbogacona kilkoma zwrotami akcji i sensacyjnym brzmieniem. Na pierwszy plan lekko wysuwają się zdarzenia dziejące się w prywatnym życiu bohaterów, gdzie wciąż silne napięcie i wrzenie. Trzeba przyznać, że postaci wykreowano w ciekawy i sprytny sposób, mieszanka wad i zalet wywołująca mieszane odczucia, czasem nawet skrajne. Z jednej strony czymś sympatycznym przyciągają, z drugiej często wprowadzają w irytację niedojrzałym i mało odpowiedzialnym zachowaniem. Wcześniej, po przeczytaniu jednego tomu, nie wychwyciłam, że autorzy starali się nadać osobliwego kolorytu związkowi ojca z córką, odwołać do podobieństw charakterów, dziedzicznych cech i umiejętności, oraz wpływu dysfunkcyjnych relacji na rozwój osobowości. Teraz było to wyraziściej ukazane, a przez to bardziej przekonująco, lepiej już rozumiem duży stopień toksyczności, agresywności i zjadliwości wybrzmiewających w trudnej więzi.

W odczucia kluczowej postaci serii, Sebastiana Bergmana, wpleciono krańcowo odmienne motywy i postawy, dobitnie widać efekty toczącej się wewnętrznej walki, maskowania naturalnych skłonności w imię wyższego celu. Mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach cyklu nie sprowadzi się to do przekroczenia granicy rozszczepienia osobowości. Przyglądanie się rozpadowi jednostki, która i tak już balansuje na krawędzi samozniszczenia, nie byłoby łatwe, ale uzasadnione dla podniesienia poziomu niepewności i niepokoju. Odpowiada mi styl narracji, treściwy, szczegółowy, a przy tym wciągający i zajmujący. Zastanawiam się, jak zostanie pociągnięty wątek Billiego, drugoplanowej postaci, która mocno dała o sobie znać. Chętnie sięgnę po wcześniejsze odsłony serii i kontynuacje. Kryminał specyficzny, jak przystało na szwedzkie pióro, ale przez to tworzący atrakcyjny klimat i dobrą rozrywkę, wart uwzględnienia w planach czytelniczych.

W Uppsali grasuje seryjny gwałciciel, niepostrzeżenie napada na kobiety, dokłada wszelkich starań, aby przemoc odbywała się w jednakowej scenerii, jednocześnie doskonale maskuje swoją tożsamość. Po brutalnym morderstwie jednej z napadniętych kobiet, do miasta znanego jako centrum kościelne Szwecji, sprowadzone zostają policyjne posiłki ze sztokholmskiego wydziału kryminalnego, w tym psycholog kryminalny i najlepszy krajowy profiler, Sebastian Bergman. Natychmiast między Sebastianem a jego córką policjantką dochodzi do efektownych spięć i nieporozumień. Jednak oboje zdają sobie sprawę, że osobiste sprzeczki nie mogą przeszkodzić w dociekaniu, kto i co skrywa się za gwałtami, a także próbie uchronienia kobiet przed atakami, zatem ostatecznie decydują się na współpracę. Czy to możliwe, że coś łączy ofiary? Jak daleko trzeba będzie szperać, aby to odkryć? A jeśli to fałszywy trop maskujący inne okoliczności zbrodni i przemocy? Dlaczego wymierzanie sprawiedliwości potrafi być tak niejednoznaczne? Zerknij też na moje wrażenia po zapoznaniu się z drugim tomem "Uczeń".

4/6 - warto przeczytać
kryminał, 460 stron, premiera 15.05.2019, tłumaczenie Maciej Muszalski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

poniedziałek, 13 maja 2019

INKUB Artur Urbanowicz

"Zaczęło się tam unosić coś złego."

Rozpisał się Artur Urbanowicz przy "Inkubie", ale przy rewelacyjnie podtrzymywanym zaciekawieniu i frapująco wytwarzanym napięciu, im dłużej przebywa się w książce, tym lepiej dla czytelnika. Autor fantastycznie oddaje klimat Suwalszczyzny, intrygująco wplata w fabułę elementy wyróżniające ją, ozdabia nićmi osobliwych legend i towarzyszących im tajemnic, wzbogaca o mentalność zamkniętej wiejskiej społeczności, sięga do historii, krajobrazów i bogactw.

Przenosimy się w świat, który zręcznie odwołuje się do wyobraźni podsuwając sugestywne obrazy balansujące na granicy fikcji i faktów. Coś uchwytnego rozumem przeplata się z czymś wymykającym się zmysłom, realne zjawiska niewymagające dowodów mieszają się z zagadkowymi incydentami i procesami. Pozornie zwykła rzeczywistość, spokojna wieś, scalona społeczność lokalna, ale robi się coraz mroczniej, zatrważająco i duszno, do głosu dochodzą siły, których lepiej nie napotkać w życiu. Zło może przyjść z każdego kierunku, jeśli tylko przejdzie przez Jodoziory, mieszkańcy sobie z nim poradzą, ale gdy zagnieździ się w którymś z gospodarstw, niezwykle trudno będzie go wykurzyć z kryjówki, by zatrzymać sączenie kropli trucizny do krwiobiegu małej społeczności.

Poprzez plastyczne i wyraziste opisy miejsc, ludzi i zdarzeń, poznając kolejne rozdziały powieści, mamy wrażenie jakbyśmy przenieśli się mentalnie do Jodoziorów, poznali nie tylko usytuowanie wsi, jej zagospodarowanie przestrzenne, specyficzny klimat wytworzony przez mieszkańców, ale każdy dom i chatę, pokolenie i generację, kobietę i mężczyznę. Ciekawy przekrój bohaterów drugoplanowych, odzwierciedlający różnorodność, odmienne spojrzenia na świat i to, co dzieje się w ich bliskim środowisku, rodzimej wsi. Zawiodłam się jedynie na kluczowej postaci, wydała mi się za mało spójna i zbyt rozczulająca się nad sobą, ale przypisać to mogę swoistej aurze wioski na końcu świata, stanie nawiedzenia i zmieniania osobowości, a może wpływ miały też zmiany pogodowe, skażenia ziemi, zatrucia zwierząt, czy inwazja niechcianych pajęczaków.

Nie przekonało mnie też kilka inscenizacji w scenariuszu zdarzeń, ale przymykam na nie oko, gdyż podkreślają mechanizmy wydobywające z ludzi pierwotne instynkty, niewytłumaczalne lęki, echa zbrodni, szybkość rozprzestrzeniania się zła, plotki i czarodziejskich zaklęć, oraz moc klątwy ciążącej nad Jodoziorami. Naprzemiennie stajemy przed obliczem wściekłego inkuba działającego na początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku i jego współczesnego wcielenia. Wydaje się, że czterdzieści pięć lat dla demona nie ma żadnego znaczenia, jednak chwilowe przyczajenie i osłabienie, wzmacnia tylko intensywność odrodzenia i przebiegłość.

Niewyjaśnione incydenty, nawiedzone miejsca, wzmożona przemoc, niejasne okoliczności śmierci, zagadkowe choroby, wszystko zgrabnie miesza się, mąci w głowach bohaterów, stawia mnóstwo pytań, diabelskich rozważań, ale nie oferuje od razu odpowiedzi. Zatem nie brakuje niepokojącej kryminalnej intrygi, elementów złowieszczego dreszczowca i przerażającego horroru. Opowieść przedstawiona w oryginalnym stylu i kolorycie, odwołuje się do dawnych wierzeń i ulotnej nadprzyrodzoności. Jeśli trafnie odnajdziemy szlak finalnych odsłon, to i tak zostaniemy czymś zaskoczeni. Zerknij na moje wrażenia po spotkaniu z "Gałęzistym" i "Grzesznikiem".

4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 726 stron, premiera 03.04.2019
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

piątek, 10 maja 2019

KOCIARZ Kristen Roupenian

"Niektórych kłopotliwych aspektów macierzyństwa nie da się przewidzieć, dopóki na nas nie spadną." 

Poznając opowiadania, będące ponurym obrazem współczesnych trendów w relacjach społecznych młodego pokolenia, naprawdę cieszę się, że nie musiałam budować kluczowych powiązań z ludźmi w oparciu o zaprezentowane w książce wzorce. Przygnębiające, jak ludzie wzajemnie mijają się, nie dostrzegają siebie, oferują jedynie powierzchowne znajomości, pozwalają, aby media społecznościowe prały im mózgi, pozbawiając otoczki emocjonalnej, w zamian dając namiastkę umiejętności czucia i współodczuwania. Fałszywość i pozerstwo, bardziej niż kiedykolwiek, zakradły się do masowej kultury, stylu życia, komunikacji między jednostkami i między grupami.

Przykro się patrzy, jak ludzie sami obdzierają się z tego, co tak naprawdę w życiu najważniejsze, niszcząc miłość, przyjaźń, dobrze zapowiadające się znajomości, a nawet nadzieję, pragnienia i marzenia. I co dziwne, przychodzi im to bardzo łatwo. Innym aspektem jest kwestia ponoszonych kosztów, nie tylko w ujęciu inteligencji emocjonalnej, ale też analfabetyzmu bliskich relacji. A to już pierwszy krok ku dojmującej samotności, nakręcającej się spirali kompleksów, paraliżu w szczerym otwarciu się do innych, sprzedania się w imię fałszywych ideałów. Szpetota przebija się w portrecie pokolenia wychowanego i żyjącego w dobie internetu i social mediów, nie znającego innych realiów komunikacji, a jedynie nakładające się dwie perspektywy postrzegania siebie i otaczającego środowiska, realną i wirtualną. Daleko mi do takiego modelu życia, natychmiast wywołuje irytację i sprzeciw. Mam nadzieję, że zaprezentowane zachowania bohaterów książki to reprezentacja grupy, która nie nosi cech masowości. Potrzebne są publikacje uświadamiające szkodliwość i destrukcyjność pewnych postaw, konieczności podchodzenia z dystansem do social mediów. Jak wiele można stracić zatracając się czymś, co na początku wydaje się tylko zabawą i sympatycznym sposobem spędzenia wolnego czasu, a potem stopniowo mocno wciąga, chwyta w pułapkę fikcyjności? Jak wiele można stracić oddając się temu bez refleksji i kontroli?

Opowiadania skontrastowane są lekkością i zwinnością narracji z dusznością i dosadnością zawartych w nich przesłań. I jak to zwykle bywa ze zbiorami krótkich form, jedne do mnie przemówiły, skłoniły do frapujących przemyśleń, inne nie wstrzeliły się w zainteresowania i własne spostrzeżenia. Duże uznanie wzbudził "Fatalny nawyk", rewelacyjna groteska o osobliwym uzależnieniu, ujarzmieniu dzikiego instynktu czynienia krzywdy, wpasowania go w obowiązujące reguły, a nawet więcej, odwrócenia jego wymowy tak, aby ze złej i brutalnej, stała się czystą i usprawiedliwioną. Natomiast w "Kociarzu" ciekawie oddano zaprzeczenie bliskości w relacjach, zastąpienie tych opartych nie tylko na przyciąganiu ciał, ale również na intelektualnej więzi, tymi z czystym seksem i wydźwiękiem gwałtu, swoiste rozmijanie się z własnym oczekiwaniami i z potrzebami innych. Kristen Roupenian porusza też inne ujęcia międzyludzkich relacji, choćby małżeństwo, macierzyństwo, przyjaźń, a także zagadnienia manipulacji, nieprzystosowania, błędnych decyzji, depresji, skłonności samobójczych, dokuczania sobie i wykorzystywania innych. Z przedstawionych obrazów społeczeństwa wynika, że wielu młodych ludzi powinno wsłuchać się w głos rozsądku, wyciągnąć właściwe wnioski i nadać prawdziwe barwy życiu.

3.5/6 - w wolnym czasie
literatura współczesna, 320 stron, premiera 24.04.2019, tłumaczenie Magdalena Sommer
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

środa, 8 maja 2019

KANCELARIA Helen Phillips

[PRZEDPREMIEROWO]

"Krwiodawco! Pamiętaj, żeby zjeść trzy godziny przed oddaniem krwi. - Jak zjada się trzy godziny? - zastanawiała się szelmowsko. Jak smakują? Jak wata cukrowa, trawa czy beton?"

Oryginalny pomysł na przedstawienie fabuły, nie sądziłam, że książka tak mnie wciągnie, dobrze się w niej odnajdę, niecierpliwie wyczekiwać będę przesłań kolejnych stron, i jednocześnie powstanie pragnienie, aby nie skończyła się szybko. Intrygująca mieszanka trzech gatunków, satyryczno-moralizatorskiej bajki, egzystencjonalnego thrillera podszytego realizmem magicznym i dystopijnego science fiction, wszystko wzbogacone elementami romansu. Od czytelnika zależy, które barwy klimatu przybliżanej historii przesuną się na pierwszy plan. Podobnie, ze względu na niejednoznaczność myśli przewodnich, można snuć frapujące indywidualne interpretacje.

Życie człowieka zredukowane do kluczowych znaków i dat, powielone w milionach egzemplarzy, odciśnięte tuszem na starym i nowym papierze. Tak łatwo mieszać w symbolicznym formularzu losu, dokonywać kalkulacji w arkuszu liczb, dopisywać i wycierać rekordy zdarzeń, a nawet wprowadzić i wyprowadzić z imiennej bazy danych. I jeszcze możliwość zestawiania wektorów, ustawiania wzajemnych relacji, wyznaczania kluczy swoistych zysków i strat, szczęścia i niedoli, życia i śmierci. Jest osobliwie, absurdalnie, groteskowo, karykaturalnie, zabawnie i niepokojąco. Szkoda, że autorka nie weszła jeszcze głębiej w poruszane zagadnienia, choć krótkie i treściwe przedstawienie fabuły, skondensowany materiał do refleksji, również mają uzasadnienie i urok.

Lekka i zwiewna narracja, minimum słów maksimum treści, przemawia do wyobraźni, wciąga w nici ożywienia i dreszczyku, tworzy feerię ciekawych impresji, pozwala wyraźnie wybrzmieć myślom i analizom. Słowne igraszki znaczeniowe, gry anagramowe, nadają ciekawego charakteru sposobie prowadzenia opowieści. Podobało mi się atrakcyjne oddanie kobiecej perspektywy spojrzenia na świat, ukazanie jak bardzo inne żeńskie pierwiastki determinują życie, poczynając od relacji z matką, poprzez nawiązywanie pozornej przyjaźni z reprezentantką środowiska zawodowego, kończąc na podszytą aurą proroctwa znajomością z kelnerką. Długo nie mogłam zrozumieć, czemu miało służyć przywoływanie symbolu wiecznego życia w postaci owocu granatu, jednak wszystko poukładało się w logiczną całość na ostatnich stronach książki.

Josephine i Joseph, małżeństwo z pięcioletnim stażem, przeprowadza się z prowincji do miasta w poszukiwaniu poprawy jakości życia. Po wielu miesiącach poszukiwania pracy, licznych eksmisji z mieszkań, bo nie stać ich na opłacenie czynszu, wreszcie udaje się im uzyskać namiastkę stabilizacji, znajdują zatrudnienie. Od rozmowy kwalifikacyjnej dziewczyna widzi, że praca w biurze nie jest ani interesująca, ani satysfakcjonująca, lecz marząc o powiększeniu rodziny, trzeba zacisnąć zęby i wejść w nużącą monotonię codziennego wpisywania danych, przytłaczającą ponurą przestrzeń biura, wrażenie beztwarzowości w kontaktach ze współpracownikami, narzucone absurdalne przepisy i standardy unifikacji. Biurokratyzacja niczym omen przenika w prywatne życie bohaterki, rzutuje na związek z mężem, poczucie własnej wartości, potrzebę autonomii, separację od klaustrofobii, duchoty, toksyczności i złudności. To jeszcze intensywne i emocjonalne prawdziwe życie, czy już płaska i wypaczona alternatywna rzeczywistość?

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 200 stron, premiera 09.05.2019 (2015), tłumaczenie Anna Maria Nowak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.