Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 kwietnia 2024

KRWAWY WIERCH

ARKADY SAULSKI 

DROGA SAMOTNEGO PSA tom 2

„Czasem wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu.”

I ponownie z zaciekawieniem wróciłam do Uniwersum Nipponu. Z każdą odsłoną wywoływało przyjemne odczucia podczas czytania. Niestety, ominęłam trzeci tom serii „Zapiski stali” (poprzedniki to „Czerwony Lotos” i „Pani Cisza”) i jeszcze nie zdążyłam nadrobić tego przeoczenia, ale podtrzymuję chęć poznania „Bitwy Nieśmiertelnych”. Lekko i swobodnie poczułam się w tomie otwierającym Drogę Samotnego Psa, czyli „Czarne miecze”, udało mi się szybko odnaleźć w nowej geograficznej rzeczywistości i powiązać z lotu ptaka ciekawe dzieje wcześniej poznanych terytoriów. 

Druga odsłona serii „Krwawy Wierch” zrobiła jeszcze lepsze wrażenie. Miałam poczucie większego dopracowania szczegółów fabuły i portretów bohaterów. Generalnie, wydawała się znacznie ciekawsza i bardziej udanie wyważona pod względem atrakcyjności wydarzeń, zwłaszcza opisów walk i przeżywanych przez postaci emocji. Mandukowie, dziki lud z zachodniego kontynentu pokrytego wielkimi stepami, wprowadzili do akcji intrygujący klimat podboju, walk i spisków. Z kolei, meandry dworskich zwyczajów pałacowych, pełne szeptów, knowań i prowokacji, sprawiły, że fabuła zagęszczała się w stronę tajemnic i sekretów. Góra Kiga-yama przywoływała niebezpieczną przygodę, jednocześnie dawała okazję do zajrzenia w przeszłość i połączenia z teraźniejszością, a wszystko w ramach zabójczej misji. Podobał mi się opis stolicy Nipponu, czułam, że faktycznie zawitałam do metropolii, wędrowałam ulicami w stronę serca Heian-Kyo w podziwie dla złożoności strukturalnej i bogactwa Miasta w Mieście, poznawałam skomplikowane koleje historii. 

Odpowiadała mi kreacja złego bohatera, poczułam więź i zrozumienie dla motywów kierujących działaniami. Znakomicie przybliżona sylwetka, tym bardziej, że uwikłana w muzyczną magię i strategiczną inteligencję. Pozytywnie odebrałam delikatnie poprowadzoną nić sympatii między Duchami, z wyczuciem uczuć i zależności, bez straty dla niezmiennego od wieków kodeksu żywej broni. Z mniejszym entuzjazmem przyjęłam obraz zamknięcia wojny, nie tego się spodziewałam, liczyłam na bardziej prawdopodobny scenariusz spraw toczących się wokół Date Masamune, trochę jakby autor poszedł na skróty. Jeśli macie ochotę na średniowieczną japońską przygodę z cieniami gwardii samurajów, wpływowymi władcami ziemskimi daimyo i zabójczymi właścicielami katan, a także z prastarymi i obdarzonymi mądrością stworzeniami, świętymi regaliami, czyli zwierciadłem, mieczem i klejnotem, zachęcam do sięgnięcia po serię Drogi Samotnego Psa. Odprężający relaks przy dynamicznych rytmach przebiegu opowieści o wybitnym żołnierzu szkolonym według ginącej sztuki czuwania nad życiem pana. Z niecierpliwą sympatią wyczekiwać będę trzeciego tomu.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 400 stron, premiera 16.02.2024
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 22 stycznia 2023

ZWYCIĘSTWO

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA. NARODZINY FLOTY tom 3

„Czy kiedykolwiek ludzkość żyła w pokoju?”

Awangarda” i „Przewaga” prowadziły ku „Zwycięstwu”, i jakże szkoda, że kolejna seria lekkiego i przyjemnego science fiction już za mną. Propozycje czytelnicze na luźny wieczór, kiedy chcemy oderwać się od rzeczywistego świata, przemknąć wyobraźnią miliony kilometrów w krótkim czasie, dać ponieść się fantazji mega dalekich kosmicznych podróży. Ziemia staje się dla ludzkości jedynie pradawnym wspomnieniem, znikoma jest jej rola w podejmowaniu decyzji o losach różnych światów, prestiż macierzystej planety drastycznie maleje. Teraz liczą się nowe kolonie założone przez człowieka, w dalekich galaktykach, niemal na obrzeżach wszechświata. Niestety, ludzkość ma to do siebie, że bez względu na szczytne idee wolności i sprawiedliwości, silne pragnienia zaczynania wszystkiego od nowa, i tak pakuje się w wojenne walki i katastrofalne konflikty. Mroczna natura wcześniej czy później dochodzi do głosu. Trzeba prowadzić walkę z zewnętrznym wrogiem, jednak potężne zawirowania mają miejsce i wewnątrz społeczności. Z piedestału nie schodzą nieufność, polityczne podchody, pogoń za zyskiem, ekonomiczne manipulacje, chęć zapanowania nad szlakami handlowymi. Bezwzględni najeźdźcy ze Scathy, Apulu i Turana nie odpuszczają, gdzie tylko mogą wprowadzają poddańcze porządki, dominują nad lokalną społecznością, opanowują planety i przestrzenie między nimi.

W trzecim tomie przyglądamy się, jak na wątłych filarach chwieje się dyplomacja zagrożonych systemów kosmicznych. Kosatka, Glenlyon, Catalan, Benten, Eire i Adowa próbują przeciwstawić się narzucanej dominacji i stworzyć sojusz wzajemnej pomocy. Jack Campbell sporo miejsca poświęca moim ulubionym bohaterom, wystawia na ciężką próbę zbrojną, wysyła w szalenie niebezpieczną misję, w której zwycięstwo graniczy z cudem, a nawet jeśli pojawiają się minimalne szanse powodzenia, to okupione zostają wielkimi stratami w ludziach, zniszczeniami resztek kosmicznej floty i nieprzygotowanych zbrojnie siedlisk ludzkich. Carmen Ochoa robi co tylko może, aby przeważyć szalę na korzyść nowego sojuszu. Lochan Nakamura wspina się na wyżyny reprezentowania interesów wielu systemów. Leigh Camagan z dużymi przeszkodami podróżuje na Ziemię z tajnym posłannictwem. Freja Morgan stawia czoło potężnym siłom. Mele Darcy dźwiga ciężar bezpośredniej konfrontacji z siłami wroga. Zaś Rob Geary staje przed najgorszym wyzwaniem w całym swoim życiu. W „Zwycięstwie” czuję się komfortowo, przyjaźnie i familiarnie. Odpowiada mi szczypta fordowskiego humoru. Z sympatią podchodzę do nowych bohaterów, śledzę losy załóg i rządów. Doceniam determinację w zachowaniu znaczących wartości człowieczeństwa i zbudowania podwalin pod coś wyjątkowego. W moim odczuciu, najlepsza powieść z tej serii i jej poprzedniczki "Zaginiona Flota" ("Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny", "Zwycięski"). Sporo moralnych i etycznych rozważań, strategicznych posunięć, dorywczych taktyk i sprawdzania idei. Finalna odsłona w pełni satysfakcjonuje, zaś epilog przywołuje uśmiech i refleksję o nieuchronnym upływie czasu, zacieraniu się pamięci, lecz przetrwaniu legend, a przynajmniej ich fragmentów.

4.5/6 – warto przeczytać
science fiction, 420 stron, premiera 03.06.2022 (2019), tłumaczenie Dominika Schimscheiner
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 15 marca 2022

PUSTYNNY KSIĄŻĘ

PETER V. BRETT

CYKL ZMROKU tom 1.1

"Niektóre sekrety są jak nóż w kieszeni i możesz je ukrywać przez całą wieczność. Inne są jak sztylet w ręku. Im dłużej go trzymasz, tym mocniej ugodzisz."

Powieść sprawiła wiele satysfakcji czytelniczej, błyskawicznie złapałam właściwy rytm, z entuzjazmem poruszałam się po wyobrażonym świecie, współodczuwałam przeżycia i emocje postaci. Fantastyczna walka dobra ze złem, ludzkości z demonami, rzeczywistości z magią, bohaterów samych z sobą. Młodzi ludzie kształtowali tożsamość, osobowość i charakter. Próbowali odnaleźć się w narzuconych rolach i przeforsować własne reguły. Przyjmowali dziedzictwo z dumą i odwagą, ale również z obawami i zastrzeżeniami. 

Jestem przekonana, że młodzi czytelnicy rewelacyjnie odnaleźli się w towarzystwie tych, którym nie był obcy bunt i sprzeciw, animusz i niezłomność. Ale i ja z zainteresowaniem przyglądałam się poczynaniom postaci. Mieszana błędnych i słusznych wyobrażeń, nietrafionych i właściwych decyzji, przejaskrawionych i stonowanych odczuć. Nie było tylko bieli i czerni, szarość wkradała się w każdy zakamarek myśli i czynów, a to sprawiało, że bohaterowie charakteryzowali się wyrazistością i przyciągająco przekonywali. Barwnie oddano miłość, przyjaźń, opiekuńczość i zaufanie. Scenariusz po brzegi wypełniały przygody, walki w imię praw, wolności i życia innych. 

Peter V. Brett podał dokładnie przemyślaną kolejność zdarzeń. Stworzył klarowny ciąg przyczyn i skutków, dodał do niego elementy zaskoczenia, niepewności, niejednoznaczności i magii. Jeśli ktoś nie znał świata, historii i bohaterów demonicznego cyklu, nie czuł się zagubiony. Autor skrótowo do nich nawiązywał, by odbiorca jeszcze lepiej poruszał się w krainie, przygodzie i intrydze. Zdecydowanie polecam tytuł do uwzględnienia w planach czytelniczych, wyśmienicie bawiłam się w kreatywnych obrazach wyobraźni, nawiązaniach do ludzkich wad i zalet, próbach sił i charakterów, młodości, której wydawało się, że potrafiła wszystko i była gotowa podbijać świat.

Piętnaście lat minęło od pozornego ostatecznego pokonania demonów w krwawej wojnie. Jednak ostatnie incydenty wskazały, że mroczna siła odrodziła się, ludzie nie mogli czuć się bezpieczni. Dzieci dawnych bohaterów teraz same musiały podjąć się trudnych wyzwań. Olive, księżniczka Zakątka, córka Ahmanda Jardira z Krasji, potężnego południowego imperium, dorastała przy boku matki w Thesie, zimnej i deszczowej Północy. Darin Bales, syn Wybawiciela, dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Potoku Tibbeta, wiosce na skraju pustyni. Ścieżki młodych przyjaciół przecięły się i wprowadziły na szlak wspólnej niebezpiecznej misji, gry toczącej się o wszystko.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantasy, 598 stron, premiera 29.09.2021, tłumaczenie Marcin Mortka, ilustracje Dominik Broniek
Tekst powstał w ramach współpracy z PapieroweMotyle.pl

wtorek, 25 stycznia 2022

AWANGARDA

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA. NARODZINY FLOTY tom 1

"Nawet do nowych układów i światów ludzie zabierali ze sobą stare złe nawyki."

Kiedy zapoznałam się z wszystkimi tomami serii "Zaginiona Flota" ("Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny", "Zwycięski"), poczułam żal, że to już koniec przyjemnej przygody czytelniczej, podróżowania w trudnym do objęcia rozumem dystansie przestrzeni międzygwiezdnej, obserwowania, jak ludzkość radzi sobie w dalekiej przyszłości. Dlatego chętnie znów wchodzę w ten fikcyjny świat, ale przy cofnięciu suwaka czasu, do "Narodzin Floty". W pierwszym tomie czuję się komfortowo, przyjaźnie i familiarnie, z sympatią podchodzę do nowych bohaterów, śledzę losy, determinację w zachowaniu znaczących wartości człowieczeństwa i zbudowania podwalin pod coś wyjątkowego.

Stara Ziemia i Stare Kontynenty nie wystarczają ludzkości, zaczęły znacząco podupadać. Dzięki ujarzmieniu napędu skokowego ludzkość dokonuje ekspansji na zewnątrz. Penetruje dalekie planety i zakłada kolonie. Im bardziej ludzie oddalają się od Ziemi, która mocno ucierpiała podczas ostatniej Wojny Słonecznej, a teraz staje się bierna i zapomniana, tym większe rozluźnienie w poszanowaniu prawa i traktatów, przemoc i agresja. Siła oddziaływania autorytetów i władzy sukcesywnie maleje, zaś prawo pięści i anarchia dochodzą do głównego głosu. Jednak pojawiają się jednostki, którym zależy na czymś więcej niż tylko przetrwaniu. Pragną stworzyć i rozwinąć międzygwiezdną enklawę wolną od przemocy i prześladowań. Aby tego dokonać, muszą najpierw bronić założonej kolonii, zachęcić do współpracy inne, uporać się z nieprzyjaciółmi.

Z zaciekawieniem obserwuję działania tymczasowego porucznika, który przyleciał z pierwszą partią czterech tysięcy kolonistów. Robert Geary, wcześniej młodszy oficer niewielkiej floty układu gwiezdnego Alfar, wciągnięty zostaje przez polityczne układy w ryzykowną i niebezpieczną grę. Za sprawą sprytnych posunięć taktycznych zdobywa wiekowy transportowiec pasażerko-towarowy. Otrzymuje tymczasowe dowództwo nad "Szrotem", który zostaje pierwszym okrętem wojennym układu gwiezdnego Glenlyona. Postać ciekawie rozwija się w miarę intensyfikacji akcji, obrazuje działaniami, jak z niczego zacząć tworzyć coś, co później przyjmie spektakularne rozmiary. Jego osobistą relację z Lyn Meltzer, specjalistką od włamywania się do systemów informatycznych, traktuję z pobłażliwym uśmiechem, jedynie jako nadanie ciepłych nut fabule.

Na kluczową bohaterkę wyrasta Carmen Ochoa. Kobieta za wszelką cenę stara się wymazać ze wspomnień dzieciństwo i dorastanie na Marsie przesiąkniętym przemocą i krwią. Ekspert w rozwiązywaniu konfliktów marzy o podjęciu pracy na najdalszych rubieżach międzygwiezdnych. Intryguje jej układ z Lochanem Nakamurą, wspólne marzenia i decyzje wybrzmiewają frapującą melodią nadziei. Mężczyzna pragnie coś sobie udowodnić po nieudanej aktywności w biznesie i polityce. Sympatią obdarzam Mele Darcy, byłą szeregową piechoty kosmicznej, zatrudnioną przez Radę Glenlyon na stanowisku dowódcy planetarnych sił zbrojnych, do ziemskiej obrony kolonii przed inwazyjnym wrogiem. Wyczekuję rozbudowania portretów w kolejnych odsłonach cyklu.

Pierwszy tom ma charakter zapoznawczy, inicjuje kilka wątków, wydają się mieć potencjał do atrakcyjnej zabawy w fantastykę. Mało wyrazistości, lecz początki brzmią obiecująco. Liczę, że później wydarzenia ulegną rozwinięciu, stwarzając też materiał do refleksji. Na razie otrzymuję niepewne, niemal samobójcze, starcia w przestrzeni kosmicznej i na ziemi. Znając wyobraźnię Jacka Campbella spodziewam się, że odda główny głos spektakularnym walkom i mechanizmom bezwzględnej polityki. Jak potoczy się historia Scathanich, stosujących wyjątkową agresję wobec sąsiednich układów gwiezdnych. Czy zdołają ustrzec się powtarzania tych samych błędów?

4/6 - warto przeczytać
fantastyka, 412 stron, premiera 17.09.2021 (2017), tłumaczenie Dominika Schimscheiner
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 30 listopada 2021

PANI CISZA

ARKADY SAULSKI

ZAPISKI STALI tom 2

"Kamienie ze spokojem patrzą na rzekę.. woda zabierze to, co człowiek odrzuca..."

Sympatycznie spędziłam czas z powieścią, zgrabnie wprowadziła w japońskie klimaty, nadała ciekawą tonację przybliżanej historii, ubrała bohaterów w burzliwe losy, odcienie niebieskiego, brązu, żółci, zieleni, oraz bitewnej czerwieni. Znajome akcenty kultury azjatyckiej mieszała z wymyślonymi elementami. Zauroczył baśniowy wzór przygody, zgrabne przeplatanie się dawnych tajemniczych wierzeń, wyraziste odwołania do legend, barwne przywołanie mocy szacunku do tradycji, honoru, przyjaźni. Znaczącą rolę odgrywała efektowna narracja, plastyczna i ekspresyjna. W przeciwieństwie do pierwszego tomu serii ("Czerwony Lotos"), nie miałam wrażenia, że coś momentami podcinało jej skrzydła. Nic nie stopowało warunku szybowania wyobraźni, nie zrywało kontaktu z głębią intrygi, nie wyciszało wskazane przedłużenie dźwięków. W "Pani Ciszy" czułam się komfortowo. Odpowiadał mi rozmach sugestywnego przedstawiania akcji i emocjonalnych ujęć, silnie odbierałam incydenty wokół postaci, przekonywali postawami i zachowaniami, wyraziście prezentowali się.

Arkady Saulski frapująco rozpisał pełną temperamentu walkę dobra ze złem. Fantastycznie, że nie poddał jednoznacznej interpretacji, nie wystawił na jedynie słuszny kontrast światła i mroku, a uwzględnił złożoność natury człowieka. Polubiłam i zaakceptowałam atrakcyjnie nakreślonych bohaterów. Dostarczali materiału do zajmującego poznawania i rozumienia. Autor ekscytująco zrelacjonował niebezpieczne misje, bezlitosne walki, spektakularne bitwy, ucieczki, pogonie, oraz wszystko przenikające zjawiska nadprzyrodzone. Ukazał zarazem kontrast, jak i wspólną więź, między tajemnym i nieludzkim a wyćwiczonym i ludzko fizycznym. Fabułę wypełnił dynamicznie przebiegającymi zdarzeniami. Arcymistrzowie walki i bezwzględni wojownicy, uosobienia demonicznych i anielskich cech, zaklęcia i iluzje drzemiące w ludziach i przedmiotach. Potężne mroczne moce za wcześnie wypadały ze scenariusza, chciałam, by dłużej trwały na posterunku.

Wojna między klanem Nagata a klanem Węża jest nieunikniona, obie strony solidnie się do niej przygotowały, czas pokaże, kto wygra. Ród Nagata staje również przed nieuniknionym aspektem upływu czas, zaś Węże wykazują się wyjątkową podstępnością, w końcu to okryci zdradą ronini, banici, przestępcy, złodzieje wygnani z miast i majątków, mamiące zmysły wiedźmy. Kitsune Hayai wiernie służy swojemu panu i jego synowi, wysłany na krwawą misję, nie waha się przed poświęceniem. W burzy ludzkich starć i emocji napotykamy Kentaro, w życie Ducha wkraczają akcenty z przeszłości jego mistrza Siwego Psa. Kolejny raz, Szkarłatne Ostrze udowadnia przydatność. Jakie wiatry przywiewają do krain Nipponu wpływając na losy mieszkańców? Zgniłe lasy, gadzie masywy, zapomniane kapliczki, porzucone pagody, ukryte fortece, mandukowa choroba, miejsca spoczynku przodków, opiekuńcze kami, Dom Spokoju i nieśmiertelne dusze.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 380 stron, premiera 01.07.2021
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 20 września 2021

DWA MUTANTY

ROMAN KULIKOW

FABRYCZNA ZONA tom 3

"Kiedy ostatnio zdarzyło się, żeby śmierć jednego głupca powstrzymała innego przed wyruszeniem jego śladem?"

Seria trzyma równy poziom, przyjemnie się w niej odnajduję, chętnie sięgam po kolejne odsłony. Zona przyciąga atmosferą zagrożenia, niepewności chwili, bogactwem mutantów, anomalii, przestrzennych i czasowych węzłów. Funduje zaskakujące obroty spraw, nerwowość interpretacji przedstawionego świata, nieszablonowych rozwiązań okoliczności. Nie mam pewności, co spotkam na kolejnych stronach, choć to, że otrzymam pokaźny pakiet przygód nie podlega dyskusji. O pułapkach i stworzeniach grasujących po postapokaliptycznym środowisku przybliżam we wrażeniach po poprzednich tomach ("Więzy Zony" i "Sztych"), nie będę się powtarzać, zachęcam do zerknięcia na nie.

Roman Kulikow atrakcyjnie przenosi w świat wyobraźni, choć bohaterowie poruszają się w tej samej Zonie, bezwzględnie walczą o życie z niebezpiecznymi wrogami i skrajnie zagrażającym środowiskiem, to za każdym razem obserwuję różne źródła incydentów i na co inne zwracam uwagę. W "Dwóch mutantach" sporo o wewnętrznej walce, nieznajomości samego siebie, braku zrozumienia obcych sił targających psychiką. Przekonuję się, że człowiek sam na siebie ściąga nieszczęścia, najpierw doprowadza do toksycznej katastrofy, a następnie poddaje się własnym słabościom. Znajduje chwilowych stronników, odwołuje się do niezbyt jasnego prawa i czytelnego podziału kompetencji. Nie ma tradycyjnej walki dobra ze złem, odcienie bieli i czerni miksują się w tonacjach szarości. Eliminacja przeciwników nie podlega żadnej dyskusji, sprzymierzeńcom nie można ufać, co więcej, nie warto polegać na samym sobie. Intrygująco wchodzę w psychikę postaci, chociaż w trzecim tomie mniej dylematów moralnych, a więcej zagubienia w tożsamości.

Autor przekonująco odmalowuje zabójczą strefę powstałą po czarnobylskim wybuchu elektrowni jądrowej. Skażona ziemia, zatruta roślinność, genetycznie zmodyfikowane zwierzęta. Egzystencja według nader osobliwych zasad. Dwa przejścia do jeziora Podkowa skrzętnie chowają się przed intruzami, nawet mapa potrafi prowadzić na manowce, co niemal zawsze kończy się śmiercią. Kluczowa postać poddawana jest wielokrotnym próbom, potężnie naciskają fizycznie i mentalnie. Dziwi związana bierność Sztycha, dysponuje potężnym orężem mutanckim, ale nie rozumie jego istoty i zasięgu działania. Przeobrażenia i powiązania przebiegają w tle, bardziej liczy się udział w bezpośrednich walkach, jednak trzeba poczekać do finału. Kret, Bull i Chomik stają na wysokości zadania i dopełniają fabułę wiarygodnością. Ubolewam, że mniej komicznych nut niż poprzednio, pasowały mi wydźwiękiem. Powinność, Wolność, stalkerzy, zdrajcy, godni siebie przeciwnicy, ich determinacja w osiągnięciu celu, zdobyciu bogactwa, uzyskaniu wolności, nie ma sobie równych. Czy cokolwiek można poradzić na pragnienie krwi wyrażane przez Zonę? Czy kapitulacja, która nie ma przeciwnika, faktycznie jest najstraszliwsza? Czy można uwolnić się od kajdan losu?

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 392 strony, premiera 20.08.2021, tłumaczenie Michał Gołkowski
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

wtorek, 24 sierpnia 2021

ŁZY DIABŁA

MAGDALENA KOZAK

"Obcy sami nie wynaleźli Strumienia Gwiazd, a ponoć odkryli go tylko, jakby od zawsze czekał na nich niezbadanym wyrokiem Jedynego, splatającym ze sobą dwa równoległe światy."

Obszerna powieść zapewnia dłuższe przebywanie w wyimaginowanym świecie, przeżywanie przygód bohaterów, przyglądanie się postawom, śledzenie zmiennych kolei losów. Wychodzę poza Ziemię, udaję się na inną planetę, a jednak zabieram na nią efekty ziemskiej skłonności do konfliktów. Ziemianie pragną uwolnić się od ciemnej strony ludzkiego gatunku, pchającej w stronę walki o władzę i bogactwo, importują czars służący do produkcji narkotyku łzy diabła. Tłumi on w ludziach dążność do zbrojnych konfrontacji, przytępia niepożądane upodobania, intensyfikuje oczekiwane zachowania. Wszelka nadwyżka wyposażenia wojennego eksportowana jest na Dżahan, gdzie znajduje szerokie zastosowanie, jej mieszkańcy toczą między sobą spór o przywileje, wpływy i fortuny. Jak bardzo przypomina to współczesną nam sytuację na Bliskim Wschodzie, w który pompowana jest broń w zamian za dostęp do ropy. Przy podżeganiu do destabilizacji łatwiej pozbywać się starego uzbrojenia. Idea cennego narkotyku dla mas, wyłączności miejsca upraw, nie jest nowa w literaturze, może dlatego, że niedawno odświeżałam znajomość z powieściową i komiksową "Diuną", natychmiast podążyłam ze skojarzeniem jej tropem.

Na czele rodziny królewskiej Farji stoi Sakawat Szamar Trzydziesty Szósty. Jego następca to syn królewicz Izzat Szamar, Honor Smoka, którego wraz z kuzynami Amniatem i Malikiem wysłano ze specjalną misją wojenną, a przy okazji zdobyciem obycia żołnierskiego służącemu pozytywnemu wizerunkowi przyszłego władcy. Jako północnego sąsiada dynastia Smoków ma wojownicze i dzikie plemiona Wysokich. Zamieszkują górskie tereny Loe Sar i z determinacją bronią swoich terenów. Właśnie na wojnę z Wysokimi udaje się Izzat, ma odwrócić uwagę od potajemnych działań prowadzących ku wyznaczeniu nowego szlaku handlowego czarsu, doprowadzenia do zmiany układu sił, odwrócenia ról płacących i zbierających haracz. Swoista mistyfikacja, na tyle realna, aby wróg w nią uwierzył, i na tyle ostrożna, aby następcy tronu nie przytrafiło się nic złego. A Izzat to ambitny młody człowiek, który pragnie czegoś więcej. Trzeba jeszcze wspomnieć o Znajdzie, chłopcu uratowanym z rzeki Maklawi, mocno okaleczonym, lecz nie pamiętającym nic z własnej przeszłości i tożsamości, teraz przygarniętym jako pastuch na nowo układa sobie życie. Szybko okazuje się, że Izzat i Znajda to reprezentanci skrajnie definiowanych sił, lecz w miarę rozwoju akcji ich kontrastowość wymyka się jednoznaczności. 

Nie przepadam za arabskimi klimatami, jednak w takim wydaniu dobrze się w nich odnajduję. Autorka potrafi przykuć uwagę czytelnika, uwzględnić w scenariuszu zdarzeń szeroką paletę bohaterów, nadać im charakterystyczne cechy, przeprowadzić zwroty akcji, choć przewidywalnie. Nie przekonują zachowania i dialogi kluczowych postaci, wkradają się w nie drobne nielogiczności sytuacyjne, zbytnia unifikacja języka, niedojrzałość w wypowiedziach. Styl wypowiedzi bohaterów ma uzasadnienie, nakreśla stan wyjściowy psychiki i infantylnych wyobrażeń młodych, jednakże po dobrze wykształconych młodzieńcach oczekuje się czegoś więcej. Ciekawym i znaczącym zabiegiem jest nazwanie Ziemian Obcymi, podkreśla charakterystyczne w kulturze arabskiej stawianie muru przed nie swoimi, podziwianie ich osiągnięć technologicznych, korzystanie z militarnych rozwiązań, ale jedynie w kategoriach interesów i zysków. Wyczuwa się wpływ zawodowych doświadczeń Magdaleny Kozak na powieść, dzięki nim fabuła zyskuje ciekawe barwy, przyzywa skojarzenia, łączy realność z fantastyką, podsuwa materiał do refleksji.

4/6 - warto przeczytać
fantastyka, 834 strony, premiera 12.03.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

sobota, 26 czerwca 2021

CIEŃ UTRACONEGO ŚWIATA

JAMES ISLINGTON

TRYLOGIA LICANIUSA tom 1

"Nagle panującą na szlaku ciszę przeszył wrzask. Wszyscy zastygli. Na drodze tuż przed nimi rozpętał się chaos... Tym razem nie ma dokąd uciekać."

Lubię wbijać się w otoczone czarami książki, napisane z rozmachem, prowadzone wieloma wątkami. Uwielbiam uczucie długiego trwania w nich, a jeśli czekają kolejne tomy, w tym wypadku trylogii, chętniej po nie sięgam, szybko pochłaniam, daję się oczarować magii drzemiącej na stronach. Angażuję się w niebezpieczne misje ratowania świata, rozgryzam niejednoznacznych bohaterów, odczuwam groźby apokalipsy wiszącej nad światem, wędruję przez świat ze świadomością wyczekiwania czegoś nieuniknionego. Tajemnice oplatały intrygę, sprawiały, że trzeba było spojrzeć na nią z różnych perspektyw. Przygody podkręcały wyobraźnię, by powstało wrażenie współuczestniczenia. Potężne siły drzemały po stronie dobra i zła, zaś szarość upominała się o docenienie zawiłości. Zwroty akcji wzmacniały koncentrację, budowały napięcie, zaskakiwały kierunkiem. Paleta ciekawych postaci, chociaż nie wszystkie zdobywały sympatię, nie każda przekonała portretem, brakowało im głębi. Podobało mi się, że naznaczenie czernią odzywało się w dalszych brzmieniach osobowości i motywach postępowania.

Kontakt z opowieścią nawiązałam od pierwszych stron, gładko wbiłam się w atmosferę, czułam, że trafiłam na coś, co powinno sprawić wiele czytelniczej radości, wywołać uczucie satysfakcji, ale z czasem wytracałam entuzjazm. Dlatego na kilka dni odłożyłam książkę na półkę, by po przerwie zatracić wrażenie znużenia. Pod koniec porwał mnie nabierający prędkości scenariusz zdarzeń. Miłośnicy osobliwych umiejętności i magicznych cudów powinni być zadowoleni, tak wiele ich upchnięto, że miałam wrażenie lekkiego przesytu, ale inni mogą to bardziej docenić. Dopracowania dopominały się szczegóły świata przedstawionego, konotacje między postaciami, chwiejna hierarchia poziomów pokonywania trudności. Niedostatki zrzuciłam na karb debiutu. Powieść otwiera drzwi do świata fantasy, porwie młodzież przymykającą oko na niedociągnięcia a otwierającą się na rozrywkę. Atrakcyjna oprawa graficzna, co w takich historiach ma znaczenie.

4.5/6 - warto przeczytać
fantasy, 878 stron, premiera 05.05.2021 (2015)
tłumaczenie Grzegorz Komerski, ilustracje Dominik Broniek
Książkę "Cień utraconego świata" zgarnęłam z półki "fantastyka" z księgarni TaniaKsiążka.pl

czwartek, 20 maja 2021

UDERZENIE

MARKO KLOOS

WOJNY PALLADOWE tom 2

"Przestrzeń była okrutnym środowiskiem,
nawet gdy nikt w niej nie strzelał."


W pierwszym tomie opowieści o wojnach palladowych ("Wstrząsy wtórne") wszystko dopiero zaczyna rozkręcać się, w drugim intryga już zagęszcza się, jednak Marko Kloos jeszcze nie przesuwa suwaka napięcia do maksimum. Chociaż wiele dzieje się, to podejrzewam, że pełny wybuch ekscytujących emocji otrzymamy dopiero w trzecim uderzeniu serii, tym bardziej, że scenariusz zdarzeń wskazuje na tendencję intensyfikacji incydentów i ich rozmiarów. Odpowiada mi klimat kosmicznych wędrówek ludzkości, jako gatunek zamieniamy podróże między kontynentami w podróże między planetami. 

Wybiegamy w trzy tysiące trzysta dziewiętnasty rok, dokonujemy mega skoku do galaktycznego systemu z sześcioma znacznie różniącymi się, skolonizowanymi przez człowieka, planetami. Nie dostajemy technicznych uszczegółowień, co pasuje do zaproponowanej scenerii fabuły, ale ogólną informację o zasadach przemieszczania się w kosmosie, a pokonywane odległości odbieramy jako imponujące. Opis planet przedstawia się atrakcyjnie. Hades nie ma atmosfery, za to pod dostatkiem żaru i promieniowania, Acheron posiada toksyczną powierzchnię, Oceanię pokrywa woda, Rhodia dysponuje małym kontynentem, ale dwoma księżycami, na Pallasie dominują wysokie góry i głębokie doliny, jedynie Gretia chwali się warunkami najbardziej zbliżonymi do Starej Ziemi. Skupiska ludzkie cechuje odmienna charakterystyka infrastrukturalna, miasta pod ziemią, dryfujące, pływające, wykute w skałach, tarasowe, oraz podobne do współczesnych.

Podobnie jak odmiennie kształtują się świadectwa istnienia ludzkości, tak burzliwie jest na arenie międzynarodowej. Niestety, mimo upływu wielu wieków, natura człowieka nie ulega zmianie, wciąż wikła się w konflikty zbrojne, teraz na międzyplanetarną skalę. Początkowo są to walki o wolność i terytorium, jednak z perspektywy czasu na czoło wysuwają się interpretacje krążące wokół partykularnych celów wybranych grup, uprzywilejowanych jednostek i wygórowanych ambicji. Wkraczamy na scenę pięć lat po wojnie, w której państwa Sojuszu pokonały ekspansywnych Gretyjczyków. Dlaczego raptownie uaktywniają się ruchy agresji na wielu frontach? Kto stoi za starannie przeprowadzonymi pułapkami? Jak rozumieć perfekcyjne ułożenie pionków scenerii? Pytania powstałe w pierwszej odsłonie serii, wciąż domagają się odpowiedzi, zamiast wyjaśnień otrzymujemy coraz więcej niewiadomych, domysłów, aluzji, a to ciekawie podkręca wyobraźnię.

Na zdarzenia spoglądamy z ujęcia Adena, byłego majora gretyjskiej Czarnej Gwardii, Idiny, sierżanta palladzkich sił okupacyjnych, Dunstana, komandora podporucznika marynarki rhodyjskiej, i Solveig, zarządzającej rodzinną firmą o charakterze zbrojeniowym. Frapująco rozwijają się wątki bohaterów, efektownie wkręcani są w incydenty skrywające tajne interesy i niebezpieczne aktywności, rozumiemy motywy stojące za ich postawami i zachowaniami. Przekonuje mieszanka zgrabnie wyważonej przygody i sensacji, spiskowych teorii i politycznych manipulacji, wrzenia ruchów społecznych i ataków terrorystycznych, osadzona w kosmicznej przestrzeni. Narracja płynna i przyjazna, szybko mknie się po stronach książki, łatwo śledzi bieg zdarzeń. Przyjemnie angażuję się w akcję, w której umiejętne dawkowana jest intryga, zgrabnie podrzucane niewiadome, ciekawie tworzona atmosfera zagrożenia i kosmicznej izolacji.

4.5/6 – warto przeczytać
fantastyka, 402 strony, premiera 09.04.2021 (2020), tłumaczenie Piotr Kucharski
Książkę "Uderzenie" zgarnęłam z półki „fantastyka” w księgarni TaniaKsiążka.pl

poniedziałek, 29 marca 2021

WYPYCHACZ ZWIERZĄT

JAROSŁAW GRZĘDOWICZ

"Czasami najlepsze są te rzeczy, których wcale nie widać."

Książka intrygująco wypełniła wolny czas, różnorodność opowiadań sprawiła, że interesująco pochłaniało się jedno po drugim. Niemal w każdym aspekcie bardzo dobrze odnalazłam się w publikacji. Podeszła umiejętnie wytworzonym klimatem, bez względu na rzeczywistość, w której się obracałam. Przyjemnie poprowadziła stylem narracji, a przede wszystkim, ciekawie odniosła się do wielu spostrzeżeń o otaczającej nas rzeczywistości, jednolitej i kontrastowej, monotonnej i barwnej, wyciszonej i krzyczącej. Interpretacja zależała od strony przybliżenia. Niezwykła umiejętność Jarosława Grzędowicza do tworzenia miniatur, dokładnie przemyślanych, atrakcyjnie podanych, nasyconych treścią, skłaniających do refleksji.

"Hobby ciotki Konstancji" z nawiedzonym domem, przenikaniem światów i twistowym finałem, natychmiast mnie urzekło. "Zegarmistrz i łowca motyli" umożliwiło podróż w czasie, dało dostęp do strumienia zabawy w historyczne ujęcia, co by było, gdyby, w wybieranie prawdziwości wersji, z fantastycznie zaskakującym zakończeniem. "Nagroda", zastanawiające, jak na kilku stronach udało się celnie uchwycić nonsens korporacyjnego życia. "Buran wieje z tamtej strony" zmroził syberyjskim klimatem, zestawił sprzeczne światy, udanie skonstruowane, tylko który prawdziwy, a który wyimaginowany? "Obrona konieczna" z czarnym humorem, rzutem na większy wachlarz praw przestępcy niż ofiary, jakże celnie w sedno. W rewelacyjnie mrocznym "Pocałunku Loisetty" zło przenosiło się z miejsca na miejsce, z człowieka na człowieka, z przedmiotu na przedmiot. Majstersztykiem była scena zamykania książki przez skazańca, złowróżbna zapowiedź powrotu, bo w końcu, czy czarne siły nie są wieczne, zwłaszcza gdy przyjrzeć się naturze człowieka? "Specjały kuchni Wschodu" sięgnęły do czarnych instynktów pokrzywdzonych, marzących o zatrważającej zemście na zimno, być może nawet bestialskim odpłaceniem się. Paskudne spojrzenie na zjadanie problemów, trawienie nienawiści i wydalanie negatywnych emocji.

"Farewell Blues" przerażająco prorocze, przytaczające absurdalność prawnego określenia każdej czynności codzienności. Ludzkość wytyczyła niebezpieczny kierunek, bezmyślnie nakręciła spiralę lawinowo pojawiających się zakazów, biernie oddała się w ręce obcej cywilizacji, zwolniła z myślenia i odpowiedzialności. "Weneckie zapusty" z karnawałową zabawą nieodpartych pokus, gorzej, gdy rozciągniętych na pozostałe dni roku. Tytułowy "Wypychacz zwierząt" zerkał na istotę egzystencji, pragnienie wyrwania z rąk śmierci ostatecznego zagrabienia, ale czy faktycznie nieodwracalnie? "Weekend w Spestreku" ze znakomitym rzutem oka na ekstremalne wypaczenie politycznej poprawności i skrajną postępowość społeczeństwa. Świetny pomysł z zestawieniem przeszłości nam znanej z prawdopodobnym scenariuszem przyszłości, a przecież wydawałoby się, że zrobiliśmy wszystko, aby od niego uciec. Wzruszyłam się przy "Trzecim Mikołaju" i to właśnie z niego pochodzi cytat. "Wilcza zamieć" w mitologicznym klimacie zamknęło książkę, wiatrem morskiej przygody, skandynawskiej tajemnicy i germańskiego przekleństwa.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 470 stron, premiera 22.01.2021 (2006), ilustracje Dominik Broniek
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

niedziela, 28 marca 2021

CZERWONY LOTOS

ARKADY SAULSKI

ZAPISKI STALI tom 1

"W bitwie jest wiele chwały, jednak wcześniej należy przepłynąć przez ocean szkarłatu."

Sympatycznie spędziłam czas z powieścią, zgrabnie wprowadziła w japońskie klimaty, nadała ciekawą tonację przybliżanej historii, ubrała bohaterów w burzliwe losy, odcienie czerwieni, żółci i bieli. Znajome akcenty kultury azjatyckiej mieszały się z wymyślonymi elementami. Zauroczył mnie baśniowy wzór przygody, zgrabne przeplatanie się dawnych tajemniczych wierzeń, wyraziste odwołania do legend, barwne przywołanie mocy szacunku do tradycji. Niewątpliwie, znaczącą rolę odgrywała efektowna narracja, plastyczna i barwna, jednak miałam wrażenie, że coś momentami podcinało jej skrzydła, stopowało warunek szybowania wyobraźni, zrywało kontakt z głębią intrygi, wyciszało wskazane przedłużenie dźwięków. Chciałam większego rozmachu sugestywnego przedstawiania i bardziej emocjonalnych ujęć, wówczas nie wahałabym się wystawić książce wyższej oceny.

Arkady Saulski frapująco rozpisał emocjonującą walkę dobra ze złem, fantastycznie, że nie poddał jednoznacznej interpretacji, nie wystawił na jedynie słuszny kontrast światła i mroku, a uwzględnił złożoność natury człowieka. Atrakcyjnie nakreślonych bohaterów zaakceptowałam i polubiłam. Dostarczyli materiału do zajmującego poznawania i rozumienia, zatem chętnie śledziłam burzliwe losy. Wyraziste i przekonujące postaci umiejętnie połączono z życiowymi doświadczeniami i niebezpiecznymi misjami, choć wyczekiwałam większej wnikliwości. Fabułę wypełniono licznymi zdarzenia, wiele się działo, w dynamicznych rytmach, szybko przebiegałam po stronach książki. Sporo walk, ucieczek, pogoni, nasycenia ogniem, krwią i śmiercią, ale nie zabrakło odwołań do honoru, miłości, przyjaźni, nienawiści i zemsty. Arcymistrzowie walki i bezwzględni wojownicy, uosobienia demonicznych i anielskich cech, zaklęcia i iluzje drzemiące w ludziach i przedmiotach. Kentaro nie wywiązał się z funkcji, do której był szkolony przez mistrza, zawiódł w obronie swojej pani, tragicznie odeszła w przeszłość. Czy samurajowi uda się wytyczyć nowy wartościowy cel życia? Pozostawi za sobą smak klęski? Skoncentruje się na tym, co najważniejsze przed nim? Jak bardzo zagadkowa okaże się przyszłość i z kim przyjdzie mu ją przemierzać?

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 404 strony, premiera 19.02.2021
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

niedziela, 31 stycznia 2021

SZTYCH

ROMAN KULIKOW

FABRYCZNA ZONA tom 2

"Nawet jeśli czegoś nie widzisz, nie znaczy to, że cię nie ściga."

Pierwszy tom ("Więzy Zony") przypasował mi, postapokaliptyczny klimat, to człowiek, a nie natura, stał się sprawcą globalnej katastrofy. Wyśmienicie odnalazłam się w powieści, wciągnęłam w pomysłowy scenariusz zdarzeń, z ogromną ilością incydentów i nietuzinkowymi bohaterami. Wysokie oczekiwania wobec drugiej odsłony serii zostały spełnione. "Sztych" to intensywna przygoda. Przerażająca atmosfera ekstremalnie zabójczej strefy, powstałej po czarnobylskim wybuchu elektrowni jądrowej. Skażona ziemia, zatruta roślinność, genetycznie zmodyfikowane zwierzęta. W Zonie życie przebiega według osobliwych zasad, ma miejsce brutalna i bezwzględna walka o przetrwanie, chwiejne balansowanie na wyjątkowo cienkiej i ostrej krawędzi istnienia i zniknięcia. 

Do dyspozycji wyobraźni czytelnika udostępniono szereg intrygujących zdarzeń i spektakularnych incydentów. Roman Kulikow głęboko wszedł w psychikę postaci, dotknął istoty człowieczeństwa, moralnych dylematów, wytyczył ścieżkę interpretacji zachowań osób poddanych ogromnej presji. Nie była to zatem tylko rozrywka bazująca na elementach fantastyki, ale również psychologiczne ujęcia warte frapujących rozważań. Kluczowa postać musiała wpasować się w diabelsko trudne warunki, działać wbrew sobie, a przy tym brać odpowiedzialność za innych, a w końcu ci inni to nie do końca ludzie, a może jednak jeszcze ludzie? Ciekawy aspekt granicy istoty ludzkiego bytu, zagubienia w tożsamości i wspomnieniach, przy zachowaniu wiedzy, nawyków społecznych i rozumienia ogólnego porządku. Barwny humor uwidaczniał się zwłaszcza w dialogach.

Żołnierskie odwrócenie ról, hierarchia zależności zmieniła kierunek biegu. Słabość stała się siłą, i odwrotnie. Postaci niemal cały czas w drodze, kluczyły po wrogiej zamkniętej sferze, za wszelką cenę próbowały dotrzeć do bezpiecznej cywilizacji. Poddawane mentalnym atakom walczyły z dzikimi monstrumami, mutantami, snorkami, jachociągami. Unikały napromieniowanych miejsc, oddziaływań termicznych i fizycznych anomalii. Nieustanne zagrożenie ze strony śmiertelnych wrogów i środowiska wykańczało fizycznie i psychicznie, prowadziło do skrajnego wyczerpania, wymazania pamięci, wyplucia emocji, stłamszenia jestestwa. Wszechobecny zapach zgnilizny, strachu i krwi. I jeszcze spiskowe nici kryjące się w tle, zagadka kontrolerskiej osobowości, tajemnicy martwego punktu życia. Co może bardziej przerażać niż perspektywa śmierci?

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 582 strony, premiera 15.01.2021, tłumaczenie Michał Gołkowski
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl

niedziela, 10 stycznia 2021

ZWYCIĘSKI

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA tom 6

"Nienawiść może odebrać duszę tak samo skutecznie, jak wojna odebrać wszystko, co się kocha."

Seria, w której czuję się komfortowo i przyjaźnie, z sympatią podchodzę do bohaterów, z zaangażowaniem śledzę ich losy, a ponadto odkrywam, co w dalekiej przyszłości czeka człowieka, jak poradzi sobie z trwałymi pierwiastkami mrocznej strony osobowości. Cieszy, że w szóstym tomie jeszcze więcej materiału do refleksji o kondycji gatunku ludzkiego. 

Jack Campbell zapuszcza się w niewyobrażalnie dalekie części kosmosu, zabiera tam ludzi z całym bagażem wad i zalet, poszerza horyzonty dla pragnień i ambicji, wkracza na wysoki technologicznie poziom wojennych działań. I coś, co nadaje powieści szczególnego smaczku, w końcu dowiadujemy się więcej o Obcych, jak chcą być postrzegani, do jakich sztuczek się uciekają, w jaki sposób próbują zapanować nad człowiekiem. Co frapujące, wciąż pozostaje wiele tajemnic do odkrycia, czym kieruje się obca inteligentna rasa, jakie faktycznie ma zamiary, dlaczego zainteresowała się strefą zdominowaną przez ludzi, a nawet jak wygląda i jaką mają cywilizację? Śledząc scenariusz zdarzeń wyczekiwałam każdej wzmianki na ten temat.

Legendarny Black Jack po ocaleniu floty i Sojuszu, rozgromieniu Syndykatów, stworzeniu warunków do zakończenia wojny, neutralizacji ogromnego zagrożenia dla całej ludzkości, wciąż uwikłany jest w wojenne i polityczne rozgrywki. Musi balansować na cienkiej linie tego, w co gorąco wierzy, i tego, czego oczekują inni. Flota Sojuszu jest już całkowicie podporządkowana, członkowie kosmicznych załóg wierzą w jego intuicję i zdolności, chętnie wypełniają rozkazy. Mało wewnętrznych pojedynków, kierunek akcji przenosi się na polityczne rozgrywki, decydujące starcie z siłami Syndykatu, konfrontację z nieznaną rasą. Przyznany Black Jackowi nowy tytuł zobowiązuje jak nigdy dotąd. Ale czy John Geary jest całkowicie zadowolony z powierzonego mu zaufania? Co go powstrzymuje przed wojskową karierą? Czy to, czego nie zna, faktycznie jest tak niebezpieczne, a może lepiej, aby strzegł się rzeczy, z którymi już zdążył się oswoić? 

Oczywiście, wiele też dzieje się w życiu osobistym kluczowej postaci, ciepłe romantyczne nuty nadal muszą rygorystycznie być trzymane na uwięzi, ale coraz wyraźniej przebijają się we fragmentach fabuły. Nieco sztuczne wydają się rozmowy między Gearym a kapitan Desjani, jednak z tomu na tom jest coraz lepiej. Narracja przyjemnie i dynamicznie prowadzi, wiele się dzieje, sporo jesteśmy w stanie przewidzieć, ale też cieszą zwroty akcji. Mniej szczegółowych opisów bitewnych starć w kosmosie, choć nie brakło kulminacyjnych i decydujących incydentów. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny", "Waleczny", "Bezlitosny".

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 454 strony, premiera 13.11.2020 (2010), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

środa, 18 listopada 2020

WALECZNY

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA tom 4

"Zwycięstwo polega na popełnianiu mniejszej liczby błędów niż przeciwnik albo na podniesieniu się o jeden raz więcej, niż się upadło."

Zaginiona w odmętach Światów Syndykatu, flota dowodzona przez Black Jacka, legendarnego bohatera, wciąż poszukuje bezpiecznej drogi do domu, ucieczka z terytorium wroga nie jest prosta. Wypełnienie misji dostarczenia klucza hipernetowego władzom Sojuszu może diametralnie zmienić układ sił w galaktykach, wskazać zwycięzcę i pokonanego, zakończyć trwającą sto lat brutalną, krwawą i wyniszczającą wojnę. Co więcej, zadecydować o losie ludzkiej rasy. Czy żywe światło gwiazd pozwoli na wyjście z impasu mega konfliktu, zrealizowanie scenariusza sprzyjającego Sojuszowi? Coraz silniejsze sygnały istnienia daje rozumna obca rasa, wyprzedzająca ludzkość o setki lat, nie tylko technologicznie. Nie wiadomo, czym lub kim są, ale powoli krystalizują się ich prawdopodobne motywy. Czyżby uznali ludzkość za niegodną zaufania i pragnęli zneutralizować zagrożenie z jej strony?

Trudno wymykać się siłom Światów Syndykatu. Syndykaci powoli rozgryzają strategię Black Jacka, obserwują, jak wyrywa zwycięstwo nawet tam, gdzie wydaje się to niemożliwe, wyciągają wnioski z walk, starają się przewidzieć ryzykowne taktyki, skomplikowane manewry i pułapki. Zdesperowani stawiają wszystko na jedną kartę, dopuszczają zniszczenie zamieszkanych planet w galaktyce, aby zdobyć przewagę i szansę na zwycięstwo. Komandor John Geary musi poradzić sobie nie tylko z dwoma zewnętrznymi wrogami, podstępnymi obcymi i syndykacką flotą, ale też z narastającym zagrożeniem wewnętrznym, ze strony kadry oficerskiej, wykazującej wątpliwą lojalność, gotową na sięgnięcie po ostateczne i haniebne środki, by zdyskredytować i odsunąć od władzy przywódcę. Pod warstwą jawnych antagonistów kryje się zatrważająco sprytna grupa przeciwników. Pozorni sprzymierzeńcy budzą tyle samo, jak nie więcej, lęku co wrogowie.

Powieść przyjemnie się czyta, sporo atrakcyjnie opisanych kosmicznych walk, odbywających się w szaleńczym tempie, z ogromnymi stratami po obu stronach. Jest widowiskowo i spektakularnie, dynamicznie i ekspansywnie, szala zwycięstwa przechyla się raz w jedną, raz w drugą stronę, nigdy nie wiadomo, do czego zdolne są powietrzne armie. Intrygująco śledzi się trudne decyzje i zaskakujące roszady. Niecierpliwie czeka się na to, co innowacyjnego do bitwy wprowadzi Black Jack, jakie asy wyciągnie z rękawa, w jaki sposób postraszy ścigających, jak zmusi do błędów. Mniej podoba mi się wątek relacji damsko-męskich, przedstawiony w prosty sposób, zwłaszcza w ujęciu zazdrości i zdrady. Gdyby wyeliminować dialogi tego klimatu, powieść znacznie zyskałaby, natychmiast podniosłabym całą ocenę w górę. Rozumiem zamysł Jacka Campbella, to, co się dzieje między Johnem Gearym a bliskimi mu kobietami, ma wnosić nieco lekkości i kolorytu, w zestawieniu ze scenami walk i nieustannej podejrzliwości wobec wrogów, ale sprawdziłoby się dopiero w ambitniejszej formie. Poprzednie tomy serii: "Nieulękły", "Nieustraszony", "Odważny".

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 428 stron, premiera 19.10.2020 (2008), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 9 listopada 2020

ODWAŻNY

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA tom 3

"Jedno stulecie wystarczyło, żeby prawo i życie straciło wiele na znaczeniu."

Po raz trzeci ("Nieulękły", "Nieustraszony"), za sprawą twórczości Jacka Campbella, poszybowałam w odległy kosmos, oderwałam się od grawitacji ściągającej w szarą ponurą jesień i kłopoty codzienności, a zajrzałam w światła gwiazd dalekich galaktyk. Przyjemnie wkroczyłam we wszechświat niczym nieograniczonej wyobraźni. Razem z resztką floty Sojuszu kontynuowałam ekstremalnie trudną i niebezpieczną podróż. Wraz z pancernikami, liniowcami, korwetami, krążownikami, niszczycielami i jednostkami pomocniczymi, poruszałam się po przestrzeni bez granic, ale za to z mnóstwem zagrożeń.

Misja dowiezienia arcyważnego klucza hipernetowego do macierzystej planety wciąż ma nikłe szanse wypełnienia, chociaż wzbudza wśród załogi postawy nieustępliwości i poświęcenia. Potrzeba wyjątkowych zdolności przywódczych i strategicznych, aby wychodzić obronną ręką z zasadzek, pułapek i podchodów. Wydaje się, że tylko jeden człowiek, John Geary, mitologiczny bohater znany jako Black Jack, dysponuje odpowiednim przygotowaniem, doświadczeniem i intuicją, by poradzić sobie z przeważającymi siłami wroga, uniknąć totalnej zagłady podczas bezpardonowych walk, zdołać przechytrzyć adwersarzy w nieuniknionych bitwach. Wojskowe manewry, nieszablonowe pomysły rodem sprzed stu lat, wielokrotnie ratują przed militarnymi syndykackimi ambicjami destrukcji. Ale krąg zaciskany przez formacje Syndykatu staje się coraz szczelniejszy. Jak długo uda się Gearemu przewidzieć ruchy rywali, wybrać odpowiednią taktykę, zaskoczyć strategią, wodzić za nos, tym bardziej, że ze względu na oszałamiającą prędkość przemieszczania się, nie jest w stanie obserwować ruchów wroga w czasie rzeczywistym?

Trzeci tom przesycony jest zbrojnymi konfliktami, opierają się na zasadzie nieustannej ucieczki i pogoni, zmiany roszad dostosowanych do posunięć przeciwników. Nadal słychać wśród oficerów floty Sojuszu zdecydowane głosy niezadowolenia z nowego stylu dowództwa. Zaślepieni własnymi ambicjami nie doceniają skali chwytów obmyślanych przez kapitana Johna, zapewniających przetrwanie, a przy tym szacunek wobec mądrości przodków. Wyciszył się już lekko wątek z Victorią Rione z perspektywy romantycznych nut, co przełożyło się na bardziej przekonujący obraz relacji, frapująco wkradła się nić tajemnicy i niepewności szczerego poparcia. Tania Desjani wyrasta na bardzo wyrazistą postać, przewiduję, że będzie miała jeszcze wiele do powiedzenia w kontynuacji serii. Klimat, intryga, narracja, portret głównego bohatera, to niewątpliwe atuty książki, a do tego dające do myślenia wprowadzenie do równania wojny trzeciej potężnej siły, zza rubieży Syndykatu, kto wie, czy nie najważniejszej z punktu widzenia przeżycia rodzaju ludzkiego.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, 434 strony, premiera 25.09.2020 (2008), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

NIEUSTRASZONY

JACK CAMPBELL

ZAGINIONA FLOTA tom 2

"Ignorancja może być błogosławieństwem tylko wtedy, gdy nie ma się świadomości braku wiedzy."

Przyznaję, że gładko i sympatycznie wciągam się w serię (zerknij najpierw na wrażenia po spotkaniu z pierwszym tomem "Nieulękły"), zapewnia ciekawą rozrywkę, pozwala na odstresowanie po ciężkim dniu pracy, bo w końcu, spojrzenie na problemy dnia codziennego z kosmicznej perspektywy fantastycznie umniejszają ich intensywność i znaczenie. Czegoś takiego ostatnio potrzebuję, dalekich podróży w wyobraźni, we wszechświat zdający się nie mieć żadnych granic, wabiący różnorodnym obliczem, ale z jednym niezmiennym składnikiem, zbiorem ludzkich zalet i wad, w tym zarówno pędem człowieka ku zdobywaniu, jak i zatraceniu się w wojennych klimatach.

Space opera prowadzi potężną flotę Sojuszu bardzo odległą drogą do ocalenia, ucieczką przed Syndykami w walce o przetrwanie. Kontynuujemy obserwację upadku dobrych obyczajów, ale i odradzanie się starych zasad, tak bardzo teraz przydatnych i uzasadnionych. Odchodzenie od wytycznych zwycięstwa za wszelką cenę, w zamian zaś usilne próbowanie przeciwstawienia się nieposzanowaniu wolności i swobód obywatelskich. Wraz z kosmicznymi statkami odbywamy skoki do różnych systemów gwiezdnych, tak aby przechytrzyć wrogie siły, wejść na wyżyny strategicznych posunięć, zastawić pułapki, a samemu ich uniknąć. Ekstremalne podejmowanie ryzyka wydaje się jedyną słuszną ścieżką prowadzącą ku realizacji wielkiej misji, dostarczeniu macierzystym portom Sojuszu klucza do hipernetu będącego w stanie odmienić losy cywilizacji.

W drugiej odsłonie serii komodor John Geary staje do bitew nie tylko z zewnętrznym wrogiem, ale również z wewnętrznymi wichrzycielami. Klimat niesubordynacji i buntu eskaluje negatywnymi emocjami, wystarczy jedna zapalna iskra, obecność dawnego bohatera, aby zatoczył szerokie kręgi. Niestety, nie wszystko uda się przewidzieć i temu zapobiec, cierpliwość i poważanie Johna zostają wystawione na ciężką próbę, zemsta i sprawiedliwość ściśle się przeplatają. Chętnie poddaję się wciągającym opisom toczonych w kosmosie walk, odważnych i tchórzliwych posunięć, przemyślanych i brawurowych taktyk, przewidujących i zaślepionych inicjatyw.

Narracja prowadzi w przyjemnym stylu, nie ma zawiłej terminologii wojennej, szybko odnajduję się w atrakcyjnej atmosferze rozgrywki o wszystko, zwykłego i nadzwyczajnego bohaterstwa, poważanego lub odrzucanego honoru. Intrygująco kształtuje się wątek Victorii Rione, członkini senatu i współprezydent Republiki Callas, dużo w nim frapująco wybrzmiewających nut i tajemnic. Zastanawiam się, w jakim kierunku rozwinie się zadziwiająca i pełna sprzeczności relacja między Johnem a Victorią, czy osiągnięty model dualności sprawdzi się w dalszym scenariuszu zdarzeń.

4.5/6 - warto przeczytać
fantastyka, 422 strony, premiera 14.08.2020 (2007), tłumaczenie Robert J. Szmidt
Tekst ukazał się pierwotnie na DużeKa.pl