Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2026

POWOLNOŚĆ

MILAN KUNDERA

"Szybkość jest formą ekstazy, którą rewolucja techniczna złożyła człowiekowi w darze.”

Sto trzydzieści stron interesującej przygody czytelniczej, zachęcającej do refleksji, z filozoficznymi odniesieniami, ciekawymi dygresjami i znakomicie rozpisanymi dialogami. Milan Kundera zachęcająco pcha czytelnika ku powolnemu delektowaniu się zawartością, żeby podchwycił koncepcję, wydźwięk, wyraz i obraz. Bez pośpiechu analizował fabułę, w skupieniu i z cierpliwością. Test dla odbiorcy, czy we współczesnym świecie z dominantą presji czasu i pogoni za nim, potrafi z uwagą odkrywać cenne przesłania i ironiczne wstawki. Wciągająca i zajmująca gra, różny klimatycznie i rytmicznie taniec, jawna i ukryta prowokacja. 

Rzeczywistość przeplata się z surrealnymi odniesieniami, grzeczność wykluczona zostaje przez frustrację, zaś poprawność językowa ustępuje miejsca sprośności. Momentami bez owijania w bawełnę i bezpośrednio, kiedy indziej zmysłowo i finezyjnie. Kontrast na kilku płaszczyznach, w klimacie, wątkach, miłości, nauce, rozmowie i twórczości. Siedemnastowieczny libertynizm i dwudziestowieczne odbicie obyczajowe i intelektualne. Wspólny punkt przeplatających się wątków to stare zamczysko, świadek miłosnych uniesień hrabiny z kochankiem, uczestnik kongresu entomologicznego, miejsce przystanku podróżniczego autora z żona. Zastanów się, wolisz uczucie podążania za spełnieniem, czy samo spełnienie? Preferujesz powolne tempo życia z intensywnymi doznaniami, czy pospieszne i pobieżne relacje ze światem? Uznajesz przyjemność, rozkosz i szczęście za nadrzędny cel życia, czy aprobujesz szczyptę cierpienia jako przyprawę życia? Rozumiesz tajemną więź między powolnością a pamięcią, między szybkością a zapomnieniem? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką Kundery, zaprezentowaną na Bookendorfinie, zatytułowaną "Kubuś i jego Pan".

4/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 128 stron, premiera 10.04.2025 (1993), tłumaczenie Marek Bieńczyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

piątek, 5 grudnia 2025

KUBUŚ I JEGO PAN

MILAN KUNDERA

"Pod pewnymi względami mój pan może i jest głupi. Ale ja w jego głupocie znalazłem uroczą mądrość, której na próżno szukałbym w pańskiej inteligencji.”

Kiedy zachwycałam się „Kubusiem Fatalistą i jego panem” Denisa Diderota, nie przypuszczałam, że przyjdzie mi do niej powrócić w formie wariacji napisanej przez innego autora. Milan Kundera dla własnej przyjemności i ucieczce od dramatu na arenie historycznej oddał się procesowi tworzenia sztuki inspirowanej opowieścią o gadatliwym i wypełnionym werwą Kubusiem oraz jego znudzonym i ponurym panu. Powstały trzy akty, rodzaj hołdu dla Diderota. 

Pozytywnie odebrałam niewielki objętościowo utwór, dobrze się przy nim bawiłam, humor nie tak znakomity jak u Diderota, ale z pewnym urokiem, jednak przygody czytelniczej nie zaliczyłam porywającej. Doceniłam, że autor znakomicie bawił się podczas pisania, dał jakby odświeżoną dwoma stuleciami, ale własną wersję, zachował wiele punktów zaczepienia z oryginałem, lecz postawił na własne rozwinięcie, klimat i tempo akcji. Tylko pozornie mogłam powiedzieć, że to już było, bo nie miało to znaczenia, kiedy uwzględniłam źródła i okoliczności powstania utworu. Nie nastawiałam się na szukanie podobieństw i różnic, kroczyłam ścieżką pokonywaną przez dwóch różnych pisarzy, powieść i teatr, fantazję i inteligencję, fikcję i życie. Entuzjastycznie podeszłam do wprowadzenia napisanego przez Kunderę, wiele wyjaśniało i dopełniało. Wytyczne do sztuki budowały wizualny i ruchowy trzon, pomyślałam, że chętnie poszłabym na spektakl.

Wszystko, co nas spotyka na ziemi dobrego i złego, zapisane jest na górze. Nie jestem fanką deterministycznego spojrzenia na świat, ...człek nigdy nie wie, dokąd idzie…, przypisywania boskiej woli lub losowi tego, co dzieje się w życiu człowieka, jednakże wywołuję wynikające z tej perspektywy natychmiastowe pragnienie zaprzeczenia, przekory i przewrotności. Wyjawię panu wielki sekret. Odwieczny podstęp ludzkości. Naprzód znaczy byle gdzie. Z trudem, ale godzę się z nieuchronnością przemijania, nieustannego cyklu egzystencji, ciągłości w powtarzaniu historii w wymiarze ludzkości i scenariuszy jednostek, niekoniecznie współpracuję z determinantami ludzkiej natury i wypadam z fali sarkazmu nad rzeczywistością. Dzieje ludzkie pisane są na nowo tak często, że ludzie nie wiedzą już, kim są. Nie zgadzam się, że poza wyobraźnią i inteligencją niewiele mamy do dyspozycji, nawet jeśli zmieniają się czasy i postrzegania, od nas samych zależy to, co włożymy w codzienność składającą się na całość życia i społecznych relacji, w tym miłości, przyjaźni, oddania i szacunku, i do kompletu, nienawiści, zdrady, drwiny i oszustwa. Nie wyciągamy lekcji historii, nie uczymy się na przeszłości, ale ...czy ten, kto napisał w górze to wszystko, również sam się strasznie nie powtarzał, i czy nie wziął nas zatem za durniów...

3.5/6 – w wolnym czasie
literatura współczesna, sztuka teatr, 126 stron, premiera 10.04.2025 (1971, 1981)
tłumaczenie Marek Bieńczyk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

poniedziałek, 21 lipca 2025

TAK DZIAŁA MÓZG

JAK MĄDRZE DBAĆ O JEGO FUNKCJONOWANIE

JOANNA PODGÓRSKA

„Prawidłowo działająca struktura mózgu i równowaga neurochemiczna definiują nasze zachowanie i możliwości umysłu. I to, co oddziałuje na nasz mózg, z czym codziennie się styka – kształtuje to, jacy jesteśmy.”

Staram się dotrzeć do jak największej ilości książek traktujących o pracy mózgu, a zwłaszcza w aspekcie dysfunkcji, w tym szeroko rozumianych grup przyporządkowanych chorobie Alzheimera. Zbieram informacje, aby móc bardziej świadomie pomagać bliskiej osobie w kolejnych etapach niestety nieuchronnie postępujących zaburzeń. Zadziwiające, jak niewiele jeszcze wiemy na ten temat funkcjonowania mózgu, zespołu otępiennego, albo afazji. Z jednej strony wydaje się, że to geny determinują pojawienie się i rozwój choroby, z drugiej zdobywamy coraz większą pewność, że bardzo wiele zależy od naszych zachowań i środowiska, w którym żyjemy. Trudno przyporządkować obu źródłom choroby dokładny procentowy udział, ale bez wątpienia ścisłe są zależności i powiązania. Joanna Podgórska promuje spojrzenie na neurobiologię, w której decydujący głos ma nasza świadomość i aktywność.

W książce „Tak działa mózg” autorka przeprowadza czytelnika przez naukowe podstawy wiedzy o funkcjonowaniu mózgu, jego strukturach i komórkach nerwowych. Jednocześnie ukazuje możliwości wpływania na prawidłową pracę najbardziej złożonego organu. Objaśnia podstawy neurobiologii. Oprowadza po neuroprzekaźnikach. Omawia neurogenezę i neuroplastyczność. A następnie skupia się na diecie i odżywianiu, dobrostanie jelit, śnie, używkach i aktywności fizycznej. Przekonuje, że wielu chorobom można zapobiegać, kiedy we właściwy sposób sprawowana jest opieka nad ciałem przez właściciela. Cenne porady w zakresie dbałości między innymi o układ nerwowy zdecydowanie warto wziąć pod uwagę. Przy dzisiejszych warunkach cywilizacyjnych, toksycznych czynnikach, trudno zapewnić mózgowi właściwe prozdrowotne traktowanie, ale z pewnością dobrze by było jak najwięcej poświęcić czasu na zagłębienie się w funkcjonowanie tego organu, włączenie w codzienność sprzyjające podstawy do naturalnego i higienicznego rozwoju, zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej.

Publikacja nie jest pozbawiona żargonu medycznego, wypełnia ją specjalistyczna terminologia, mocno uszczegółowiona, zatem osobom, które nie zajmują się medycyną, psychologią, biologią lub chemią, trudno jest w pełnym zakresie zrozumieć przekazywane informacje, jednakże łatwo jest skupić się na przesłaniach. Kolorowa oprawa graficzna pomaga w odbiorze, wytycza logiczne podziały treści, daje wgląd w obrazowe przedstawienie zagadnień. Każdy rozdział poprzedza ciekawy reprezentacyjny dla omawianej tematyki cytat. Wiele wiedzy wyniosłam z książki, ale miałam wrażenie, że nie została napisana w klimacie popularyzowania nauki w przyjaznym ujęciu. Widziałam jej grupę docelową w składzie zdecydowanie bardziej studentów specjalistycznych kierunków, wymienianych powyżej, niż zwykłych ludzi zainteresowanych tematyką. Tym niemniej, polecam zwrócić uwagę na „Tak działa mózg”, myśli przewodnie kierujące człowieka na zdrowie niosą wiele ciekawych i wartościowych komunikatów.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurobiologia, 416 stron, premiera 08.11.2023
ilustracje Anna Rudak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

WIZJER

MAGDALENA WITKIEWICZ

„Niestety w internecie nigdy nic nie ginie. Trzeba o tym zawsze pamiętać... informacje nawet za dziesięć lat mogą się komuś przydać.”

Przygoda czytelnicza miała w sobie coś, co sprawiało, że intrygująco przykuwała uwagę, zapewniała emocjonującą rozrywkę, dawała ponieść się wyobraźni, ale nie na najwyższych obrotach. Z jednej strony fikcja obdarzona cechami sensacji, z drugiej prawdziwy obraz współczesnych kanałów komunikacji i niebezpieczeństw związanych z bezrefleksyjnym ich użytkowaniem. Fabuła krążyła wokół portalu randkowego, gromadzeniu i wykorzystywaniu baz danych. 

Akcja obracała się w wirze tajemnic z przeszłości, kryminalnych nut, sekretów biznesu. Logicznie ułożony bieg zdarzeń, atrakcyjne punkty kulminacyjne, frapujący płomień podsycania napięcia, poszerzony wątek obyczajowy. Odsłony zdobywanej prawdy nie okazały się mocno zaskakujące, w naturalny sposób stały się konsekwencjami interpretacji faktów i podjętych działań. Nieco raziło oderwanie matki od synka, nie przekonywała obecność w codziennym życiu, a tym bardziej ich relacja. Wkradło się trochę nadzwyczaj sprzyjających dla bohaterów okoliczności, jednak Magdalena Witkiewicz potrafiła je uzasadnić biegiem zdarzeń. Akcja „Wizjera” nie uniknęła schematyczności, lecz nadawała zachęcający ton przebiegu. Sympatycznie wciągnęłam się.

4/6 – warto przeczytać
thriller, 374 strony, premiera 16.06.2021
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

poniedziałek, 3 lutego 2025

KONIEC OPOWIEŚCI

A.J. FINN

„Życie lubi zadawać ciosy, zwłaszcza śmiertelne.”

Książka z tych, które zachęcały czytelnika do całkowitego zanurzenia się w przybliżanej historii i poznawaniu najbardziej ukrytych motywów postaci. Oferowała szeroką gamę szczegółowości opisów, a przy tym bacznie zważała, aby za wcześnie niczego nie zdradzić. Jedni odbiorcy polubią dłuższe przebywanie w klimacie wielowarstwowych tajemnic, inni chętniej widzieliby podkręcenie dynamiczności przebiegu zdarzeń. Należałam do pierwszej grupy, dobrze odnalazłam się w aurze wielu niewiadomych, kontrastowych poczynań, zagadkowych postaw. Preferowałam przeciąganie liny w odkrywaniu scenariusza zdarzeń, odwlekanie wskazówek prowadzących ku prawdzie, jednocześnie gmatwanie odbioru tego, co złe a co dobre. Zabawę popsuło mi jedynie zbyt wczesne domyślenie się, w jakim kierunku podążać będzie finałowa odsłona, tym niemniej jej przebieg w wielu aspektach pozytywnie zaskoczył. Nie stawiałam na mocne realne nuty, thriller rządził się swoimi prawami, utrzymał się w dopuszczalnej skali zabawy prawdopodobieństwem, podobnie jak wcześniejszy zatytułowany „Kobieta w oknie”. Finn dobrze sobie radził w konstrukcji fabuły. Kiedy wydawało się, że nie przyjmę proponowanego obrotu spraw lub wydźwięku zachowań bohaterów, coś zajmującego sprawiało, że wycofywałam się z tego odczucia i zmierzałam do akceptacji. 

Potrzebowałam trochę czasu, aby płynnie poruszać się po historii, oswoić się ze specyficznym stylem narracji, nie każdemu on podejdzie, ale mnie akurat spodobał się. Pomysł na intrygę nie należał do nowych. Młoda dziewczyna zjawia się w domu uwielbianego przez nią znanego autora, aby spisać wspomnienia. Finn znakomicie wprowadził do akcji kobiecą postać, z mieszanką podziwu, uznania, szacunku, ale również niechęci, zazdrości i uprzedzenia. Z czasem udanie modelował portret Nicky Hunter, kształtował w zgodzie z incydentami, podkręcaniem akcji i zwrotami interpretacyjnymi. Zaginięcie żony i syna Sebastiana Trappa sprzed dwudziestu lat stanowiło wielką zagadkę, zabójczą grę o wszystko. Czy przy okazji opracowywania życiorysu udało się Nicky dotrzeć do informacji umożliwiających rozwiązanie przeszłości? Czy jątrząca dawne rany trucizna straciła na mocy czynienia zła? Materiał do przemyśleń, czy można nauczyć się żyć z własnym strachem i porażką? Czy opłaca się konfrontować z prawdą, może lepiej jej nie poznać, czekać i mieć nadzieję? W powieści nie brakowało sensacyjnych nut, w mniejszym lub większym wydaniu, nakręcających spiralę niepewności. Nie do końca przekonała mnie oficer dochodzeniowa, jakby na siłę uwzględniona w opowieści, a przy tym mocno oderwana od rzeczywistości. Mimo kilku zastrzeżeń, "Koniec opowieści" zaliczylam do udanych przygód czytelniczych, zachęcam do jej przeżycia, łatwo zaangażujecie się w barwną historię.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller obyczajowy, 510 stron, premiera 05.06.2024, tłumaczenie Jacek Żuławnik
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 23 lipca 2024

WOSKOWA MASKA

LEOCHARES tom 3

JAKUB SZAMAŁEK

„Etruskowie mieli może innych bogów, język… ale koniec końców to tacy sami ludzie jak on.”

W pierwszym tomie „Złoty pył” główna postać serii pokazała się z młodej odsłony, w drugim „Gorzkie wino” jako doświadczony detektyw, zaś w trzecim „Woskowa maska” u schyłku życia. I to w ostatnim najbardziej zadziwił determinacją w wyjaśnianiu kryminalnej zagadki. Przyznam, że właśnie tak chętnie widziałabym go od pierwszego tomu, jako człowieka mocno zaangażowanego w docieranie do tożsamości zabójcy, badającego dowody zbrodni, łączącego poszczególne elementy oszustw, niewiadomych i przypuszczeń. Jakub Szamałek zaproponował mniej rozwiniętą powieść od strony gęstości intrygi, kilku aspektów łatwo było się domyśleć, niektóre ujawniły ciekawą stronę interpretacji. Kluczowa postać napotykała trudne wyzwania w docieraniu do prawdy, często musiała zawracać z obranego szlaku, kiedy indziej wybierać nowe drogi wyjaśnienia. Autorowi udało się udanie wpleść elementy z prywatnego życia Leocharesa w fabułę, zresztą cała seria się tym charakteryzowała. Ciekawym wątkiem okazał się Aranth, syn zamordowanego etruskiego króla, młodzieniec za wszelką cenę pragnący rozwiązać sprawę ojca. 

W trzecim tomie narracja biegła dwutorowo. Zasadnicza część owinięta była wokół starożytnego detektywa, zaś pozostała relacjonowała odkrycia dokonywane przez współczesną archeolożkę. Nie było to konieczne dla przebiegu akcji, ale stanowiło barwne tło, przeplatało się i tworzyło pomost między antycznymi czasami a obecnymi. Spodobało mi się zakończenie powieści, dużo wcześniej wiedziałam, czego się spodziewać, ale uszczegółowienia uwzględniły zagadkowe nuty. O zastrzeżeniach do serii pisałam przy okazji poprzednich tomów, zatem nie będę się powtarzać. Przywołam tylko główny, za dalekie posunięcie w uwspółcześnianie dialogów, przez co tracił antyczny klimat i osobowości postaci. Zarówno „Woskowa maska”, jak i wcześniejsze odsłony serii, należały do lżejszych kryminałów, niezbyt rozbudowanych od strony intrygi, stosunkowo mało zaskakujących obrotem spraw, ale ich głównym atutem było udane wplatanie do scenariusza zdarzeń kultury, mitologii, polityki i społecznych uwarunkowań antycznego świata. Podchwytujcie pomysł na wakacyjną czytelniczą wycieczkę z wyrazistym starożytnym greckim rysem.

4/6 – warto przeczytać
kryminał antyczny, 348 stron, premiera 03.07.2022 (2015)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

poniedziałek, 22 lipca 2024

GORZKIE WINO

LEOCHARES tom 2

JAKUB SZAMAŁEK

„Zaczynał rozumieć, jak gęsta sieć intryg, mniejszych i większych oplata dom Satyrosa; kto z kim ma na pieńku i dlaczego.”

Pierwszy tom zatytułowany „Złoty pył” przyjemnie oprowadza po antycznym klimacie, w którym wszelkie wady i przywary ludzkie wybrzmiewają z taką samą intensywnością jak obecnie. Świat się zmienia, cywilizacje umierają, powstają nowe, a natura człowieka pozostaje taka sama. Nie są mu obce wygórowane ambicje, podstępne zdrady i mordercze instynkty. A jeśli jeszcze w to wszystko wmiesza się polityka opleciona spiskami i szpiegostwem, to nie ma opcji, aby nie było konieczności wyjaśniania popełnianych mniej lub bardziej osobliwych zbrodni. 

W drugim tomie zatytułowanym „Gorzkie wino” zagadka kryminalna rozwija się w intrygujących barwach. Scenariusz zdarzeń wypełniają zajmujące incydenty, czasem do głosu dochodzą zaskakujące interpretacje motywów i tożsamości mordercy, kiedy indziej prym wiodą niedające spokoju wątpliwości i przypuszczenia głównego bohatera. Leochares, grecka postać z bogatym detektywistycznym doświadczeniem, mieszkająca z rodziną w Bosporze, zostaje zatrudniony przez Satyrosa, władcę Pantikapajonu, do wyjaśnienia okoliczności śmierci Arystydesa, posła z Teodozji. Rubieże starożytnego świata okazują się barwną scenerią, mocno wciąga poznawanie jej antycznej historii. Jakub Szamałek udowodnia, że w kryminalną fabułę można swobodnie i udanie wpleść wiele elementów z odkryć archeologicznych. 

Akcja interesująco rozwija się, pojawiają się sensacyjne nuty, momentami na czoło wysuwa się kobieca narracja. Uwiera nieco, że Leochares nie do końca da się polubić, jego decyzje i postawy nie zawsze spotykają się z moją aprobatą, ale nie ulega wątpliwości, że zgrabnie wpasowują się w ówczesną mentalność mężczyzn i społeczne uwarunkowania. Zawadza słowne uwspółcześnienie mowy postaci. Nie wypowiadają się w zgodzie z epoką, w której przyszło im żyć. Przywoływanie przez nie bogów nie wystarcza, abym poczuła, że są ze starożytnego świata. Na próżno oczekuję większego zapętlenia politycznego, charakterystycznego dla kryminałów bazujących na mrocznej sferze aktywności człowieka. Natomiast cieszy, że otrzymuję starożytne obrazy kultury, mitologii i codziennego życia mieszkańców regionów południowych wybrzeży dzisiejszej Rosji i Ukrainy. Sympatycznie spędzam czas z "Gorzkim winem", dostarcza rozrywki w barwach lekkiego kryminału i atrakcyjnej wiedzy o antycznym świecie. Pomysł na wakacyjną podróż czytelniczą.

3.5/6 – w wolnym czasie
kryminał antyczny, 316 stron, premiera 03.07.2022 (2013)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

niedziela, 21 lipca 2024

ZŁOTY PYŁ

LEOCHARES tom 1

JAKUB SZAMAŁEK

„Spartański król Archidamos spędził całe lato w Attyce… Było oczywiste, że siatka spartańskich szpiegów jest dobrze zorganizowana.”

Zdecydowałam się na spotkanie ze wznowioną serią ze względu na antyczny klimat, w którym rozgrywała się zagadka kryminalna. Jakub Szamałek barwnymi i uszczegółowionymi opisami sprawił, że szybko przeniosłam się wyobraźnią do czterysta trzydziestego roku przed naszą erą, do ciekawych i atrakcyjnych Aten, politycznej rywalizacji ze Spartą. Podobało mi się nakreślanie scenerii zdarzeń, wciągający styl narracji, sugestywne wizje rzeczywistości, wsparte solidną wiedzą o ówczesnej historii, mitologii, kulturze i społecznych uwarunkowaniach. Leochares, główny bohater serii, agent w służbie greckiej demokracji, przyciągał osobowością, autor umiejętnie wyposażył go w cechy mentalne tamtych czasów. 

Jednakże nie mogłam się przywiązać do kluczowej postaci. Rozpisane i przydzielone mu dialogi nie przekonały. Brakowało ateńskiego ducha, nie uwzględniały funkcji społecznych i charakterów bohaterów. Rozmowy odbywały się na prostych zasadach i były zbędnie nasycone elementami współczesnego żargonu, dlatego skutecznie wymykały się wiarygodności i prawdopodobieństwu. Szamałek wciągająco prowadził wątek kryminalny, udanie wplatał w fabułę sporo intrygujących incydentów, umiejętnie w czasie rozwoju akcji podsuwał wskazówki właściwych interpretacji. Nie od razu domyśliłam się, kto i dlaczego stał za mrocznymi zdarzeniami, poszłam innym tropem, dałam się zwieść, chociaż z perspektywy przeczytanej książki, stwierdziłam, że nie była to trudna łamigłówka. Lektura zgrabnie komponowała się z wakacyjną rozrywką. Zapewniała przyjemne doznania w antycznym odcieniu. Pozwalała poznać rzeczywistość ateńskich mieszkańców. Może dialogi okażą się dla was mniej istotne niż dla mnie, z przymrużeniem oka do nich podejdziecie, w końcu, zawierały sporo humorystycznych nut, a wówczas znacznie wyżej ocenicie tytuł.

3/6 – w wolnym czasie
kryminał antyczny, 316 stron, premiera 03.07.2022 (2011)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 2 kwietnia 2024

FURIA

[PRZEDPREMIEROWO]

ALEX MICHAELIDES

„Opowieść o pięknym błędzie, któremu przyświecała dobra intencja – a który doprowadził do śmierci...dość dobra metafora życia, czyż nie?”

Pierwsze spotkanie z twórczością Alexa Michaelidesa, w ramach spotkania z „Boginiami”, nie zaliczyłam do oszałamiających i mega zajmujących, jednak przebiegało w miłej i intrygującej atmosferze. Bardzo się ucieszyłam, kiedy poznając „Furię” znacznie intensywniej wbiłam się w przygodę czytelniczą. Widać było, że Alex Michaelides dokonał sporego postępu w pisaniu zwariowanych intrygujących powieści. Prezentacja treści okazała się atrakcyjna i wciągająca. Zwłaszcza pomysł z wyborem ciekawego narratora dobrze się sprawdził. Bawiłam się ekscytująco również ze względu na pokręconą fabułę, pełną licznych rozgałęzień, niedopowiedzeń podkręcających frapujące interpretacje postaw bohaterów z pierwszego i drugiego planu. Różnorodność postaci, chociaż powiązania wspólnym kluczem krążenia wokół byłej gwiazdy filmowej, przemawiała na korzyść ciekawie rozwijającej się historii.

Podobało mi się wniknięcie w wątki o podłożu psychologicznym, trudnego dzieciństwa i jego wpływu na tożsamość człowieka, tego, co w dorosłości wybiera, czym się kieruje, co go definiuje. Niepotrzebne były częste powtórzenia tego samego ujęcia powiązania charakteru i przeznaczenia, przedłużały akcję, tym bardziej, że za którymś razem niewiele już wnosiły do fabuły. Zawiodłam się na sporej przewidywalności, aczkolwiek nie mogłam odmówić wykorzystywania licznych prób odwrócenia mojej uwagi od właściwego tropu prowadzącego ku ustaleniu faktów. Znalazłam w tym pewien plus, lepiej poznałam bohaterów i motywy nimi kierujące. Fantastyczne zobrazowanie egzystencji człowieka z perspektywy odgrywanych ról i udziału w niekończącej się grze pozorów. Zakończenie nie zaskoczyło, spodziewałam się takiego obrotu spraw, ale odbiorcy mniej wprawni w thrillerach kryminalnych mogą bardziej złapać się na kamuflaż prawdy i maskowanie intencji.

Niewielka prywatna grecka wyspa, odcięta od świata, według miejscowych opowieści nawiedzona od czasów Rzymian, nazwana na część bogini Aury, stała się świadkiem obecności siedmiorga uczestników krótkiego wypoczynku. Od niemal pierwszej chwili obecności na tym praktycznie niezamieszkanym skrawku lądu wyczuwałam, że przebieg zdarzeń, chociaż jawnie zmierzający ku zabójstwu, przyjmie ekstremalnie dramatyczne nuty mroku ludzkiej natury. Krok po kroku, z wieloma wycofaniami w przeszłość w prowadzonej relacji, zdobywałam przydatną wiedzę o grupce pozornych przyjaciół, panujących między nimi połączeniach społecznych i emocjonalnych. Trudne związki indywidualne i grupowe, toksyczne mieszanki charakterów, barwny melanż oczekiwań. Im głębiej zanurzałam się w zdarzenia, tym większy czułam dynamizm połączony z dyskomfortem w panującej aurze zazdrości, zawiedzionych nadziei, morderczych instynktów, chęci wyrównania krzywd. Czy wobec targających ludźmi lawiny namiętności wybrzmi choć jeden głos rozsądku?

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 330 stron, premiera 27.03.2024, tłumaczenie Agnieszka Wyszogrodzka-Gail
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 25 marca 2024

CZTERY ZAGINIONE MIASTA

ANNALEE NEWITZ

„Nie ma wątpliwości, że neolityczne wynalazki i stałe osadnictwo odmieniło bieg naszej cywilizacji.”

Z ogromnym zaciekawieniem pochłaniam książkę. Tematyka pokrywa się z moimi archeologicznym i społecznymi zainteresowaniami, a nauka o historii cywilizacji i miast należy do preferowanych. „Cztery zaginione miasta” przybliżają życie i śmierć znaczących w dziejach ludzkości metropolii. Za sprawą archeologii odkrywamy tajemnice Çatalhöyük, Pompei, Angkor i Cahokii. Wiele możemy dowiedzieć się starannie badając pozostawione świadectwa istnienia, jednocześnie wiele musimy domyślać się, choćby w aspekcie życia mieszkańców. Do właściwych interpretacji potrzebna jest specjalistyczna wiedza i rozbudowana wyobraźnia. Znajomość życia ówczesnych ludzi prowadzi ku kulturowemu kontekstowi, obliczu codzienności, nękających problemów, a nawet imponującym cudom architektury i zaskakująco banalnym błędom. Przekonujemy się, że toksyczna urbanizacja jest jedną z kluczowych przyczyn wyginięcia wielkich miast, obok kryzysu politycznego i katastrof naturalnych. 

Autorka nie tylko koncentruje się na przybliżeniu wymienionych miast, ale podchodzi do ich omówienia niejako z lotu ptaka w przestrzeni cyklu powstania, rozwijania, słabnięcia i zniknięcia cywilizacji. Pokazuje jak organizacja społeczna czy układ budowli rzutowały na spektakularne porzucenia miejskich siedlisk przez człowieka. Na to nakładały się sukcesywnie intensyfikujące się susze, powodzie, trzęsienia ziemi i popiół wulkaniczny. Newitz poświęca uwagę pojęciu udomawiania człowieka, rodzenia się tożsamości miejsca, rozdziałowi sfery prywatnej od publicznej, oraz źródłom nadawania monumentalnej architekturze wymiaru religijnego, potęgi i jedności poprzesz sztukę, naskalne malowidła czy wyroby rzemieślnicze. Szalenie ciekawy aspekt wielopokoleniowego osadzenia w konkretnym miejscu, chowania zmarłych we własnych domostwach i kontynuowanie duchowych związków z dziką przyrodą. Rewolucyjna idea stałej siedziby na trwałe zmieniła oblicze mieszkańców Ziemi, środowiska naturalnego, a nawet klimatu. Obecnie, pięćdziesiąt pięć procent światowej populacji mieszka w miastach, w dwa tysiące pięćdziesiątym roku szacunki wskazują na dwie trzecie. Pociąga to wiele konsekwencji w każdym wymiarze życia człowieka, społeczeństw, kultury i nauki, a nawet organicznego przystosowania człowieka do nowego trybu życia. Od glinianych piramid, budynków z mułu i słomy, do imponujących wieżowców i oszałamiających konstrukcji, wszystko powiązane z daleką przeszłością i rzucające długie cienie społecznego eksperymentu na współczesne ambicje.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, urbanistyka, 350 stron, premiera 08.11.2023 (2021), tłumaczenie Elżbieta Smoleńska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 10 stycznia 2024

STACJA

JAKUB SZAMAŁEK

„…coś, co jeszcze pół wieku temu było ledwie marzeniem, mrzonką właściwie, już zdążyło wkomponować się w codzienność, wtopić bezszelestnie w tło. Taki już los każdego przełomu...”

Powieść wywołała dobre wrażenie, zwłaszcza od strony wytworzonego kosmicznego klimatu z klaustrofobicznego ujęcia stacji kosmicznej. Jakub Szamałek dołożył starań, aby ze szczegółowością przestawić realia obecności człowieka w zamkniętych modułach krążących nad Ziemią. Podszedł do tego zarówno od strony fizycznych możliwości, praw rządzących funkcjonowaniem w takich warunkach, a także ludzkich psychologicznych uwarunkowań. Znakomicie wbiłam się w atmosferę panującą w szeregach amerykańskich i rosyjskich astronautów, zwłaszcza że uzależnioną od niepewnej biznesowej i politycznej sytuacji, ale również ludzkimi słabościami i ograniczeniami. Ponieważ lubię buszować po fantastyce z pozaziemskim motywem, czytać popularnonaukowe opracowania o marzeniach i przygotowaniach człowieka do gwiezdnych podróży, oglądać filmy koncentrujące się na naukowych odkryciach o wszechświecie, wiele opisów nie nosiło dla mnie znamion nowości informacyjnych, lecz z uznaniem wkraczałam w inicjowaną przez nie pracę wyobraźni.

Intryga należała do ciekawych, chociaż liczyłam, że będzie bardziej rozbudowana i atrakcyjniejsza od strony trzymania w napięciu i niepewności. Doceniłam zgrabne nakreślenie portretów postaci, solidne uzasadnienie dla postaw i zachowań. Czasami miałam wrażenie lekkiej niezgodności z rzeczywistymi przepisami obowiązującymi na stacjach kosmicznych i w komunikacji z naziemną ekipą. Ale trzeba przyznać, że te drobne modyfikacje podkręcały akcję i sprawiały, że trudniej było przewidzieć kierunek myśli głównej bohaterki. Lucy Hunt zdobyła sympatię, niczym szczególnym się nie wyróżniała, ale chętnie towarzyszyłam jej w wyjątkowej przygodzie, podszytej elementami sensacji i thrillera. Niebezpieczeństwo zręcznie intensyfikowało się. Chociaż punkt kulminacyjny osiągnął niższy poziom niż chciałam, to przekonywał w przebiegu i wydźwięku. Ekspedycja 75 okazała się pełna niespodzianek dla każdej ze stron i dla wszystkich uczestników. Delikatność natury przedsięwzięcia i kruchość układów społecznych i politycznych wystawiła ją na wielką próbę. Nie każdemu udało się wyjść z niej zwycięsko lub bez znaczących w konsekwencjach obrażeń. Zakończenie nie zaskoczyło, ale kształtnie połączyło wątki scenariusza zdarzeń. Styl narracji zdecydowanie na plus.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kosmiczny, 348 stron, premiera 31.05.2023
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 3 grudnia 2023

CZAS KRWAWEGO KSIĘŻYCA

ZABÓJSTWA OSAGÓW I NARODZINY FBI

DAVID GRANN

„Indianie z plemienia Osagów są już tak bogaci, że coś trzeba z tym zrobić.”

Udane spotkanie z książką. Wciągnęłam się niesamowicie w historię o krwi i złocie, większość materiału była dla mnie nowością. David Grann znakomicie przyłożył się do opracowania reportażu. Byłam pełna podziwu dla nakładu pracy podczas zbierania i przeszukiwania setek źródeł pisanych i ustnych, docierania do niepublikowanych materiałów. Dokumenty, raporty, autopsje, zeznania, akty zgonu, testamenty, rachunki, fotografie, zapisy rozpraw, kroniki historyczne, artykuły prasowe, pamiętniki, listy, ale również bezpośrednie rozmowy. Czułam pierwszorzędne merytoryczne przygotowanie publikacji, wypełniona faktami, czasem nieco chaotycznie, ale zrozumiale przedstawionymi. Tematyka wybrana przez autora nie należała do łatwych, do dziś towarzyszy jej wiele zagadek, tajemnic i sekretów, wciąż skrywa długie mroczne cienie ludzkiej zachłanności i okrucieństwa.

Plemię Osagów zmuszone zostało przez władze w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku do przeniesienia się do rezerwatu w północno-wschodniej Oklahomie (Hominy, Pawhuska, Gray Horse), na surowe kamieniste tereny, w których później odkryto złoża ropy naftowej. Dzięki sprytowi udało się plemieniu zatwierdzić zapis w umowie o odpłatności za wydobywanie na jego terenie cennego surowca. Prawny manewr przyniósł mu krociowe zyski, w latach dwudziestych dwudziestego wieku uważane było za najbogatszych ludzi, ale również śmiertelne zagrożenie. Gorączka bogactwa białego człowieka nie skończyła się dobrze dla Indian. Grann szczegółowo przybliża czytelnikowi osobliwy ciąg pozornie naturalnych śmierci. Dynamicznie rosnąca liczba niewyjaśnionych zgonów świadczyła o spisku na życie bogatych Indian, jednak wielokrotne próby wyjaśnienia nie przynosiły żadnych rezultatów, nawet po zatrudnieniu prywatnych detektywów. Niszczono dowody i fabrykowano nowe, morderstwa popełniano według różnych sposobów, świadkowie praktycznie nie istnieli związani przysięgą milczenia, zaś prasa dopuszczała się konfabulacji i nadinterpretacji.

Autor opisywał niepokojące incydenty i tragedie, dramaty jednostek i grup. Szeroko uwzględniał kontekst geograficzny, polityczny, społeczny i kulturalny. Przymusowa asymilacja i akulturacja, prohibicja i bandytyzm, przestępczość zorganizowaną i mega korupcja na wszystkich poziomach władzy i systemu sprawiedliwości, toksyczny system opieki nad milionowymi majątkami Osedżów i bezwzględny rasizm. Doskonale wiązał ogólną historię z dziejami rodu i losem poszczególnych członków. Dopiero w połowie dziewiętnastego wieku pojawiły się w USA oddziały policji, wcześniej funkcjonowały nieformalne systemy policji obywatelskiej, których cechą charakterystyczną było amatorstwo, co wzmacniało anarchię i chaos. Niewyszkoleni koronerzy i lekarze podatni byli na urok pieniądza. Ciekawie zagłębiałam się w początki tworzenia FBI, charakterystykę szefa J. Edgara Hoovera i przekształcanie Biura Śledczego Wydziału Departamentu Sprawiedliwości w monopolistyczne i nowoczesne siły porządkowe, podniesienie kwalifikacji agentów w zwalczaniu przestępczości, rozwinięcie raczkującej kryminologii, Niestety, także jawne nadużywanie władzy. Sprawę wyjaśnienia masowych morderstw członków plemienia Osagów Hoover powierzono Tomowi Whitemu, dawnemu rangersowi. Wraz ze starannie wybranym zespołem ciężko przebijał się przez nieujawnione tajemnice zabójców amerykańskiej ludności rdzennej. Poznawałam aspekty dociekania prawdy o nikczemnej eliminacji Osagów, przebiegu procesów sądowych oskarżonych, wielopokoleniowej traumy ofiar. Książkę wzbogacały zdjęcia miejsc i osób.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura faktu, reportaż, 368 stron, premiera 27.09.2023 (2017), tłumaczenie Piotr Grzegorzewski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 4 września 2023

LOS

ZERUYA SHALEV

„Los nie zdradza, bo nigdy niczego nie przyrzekał.”

Z przyjemnością zagłębiamy się w powieść, a im bardziej wchodzimy w jej wnętrze, tym więcej nam oferuje. Kilka warstw czytelniczych, każda coś szczególnego i znaczącego przekazuje. Stanowią świadectwa różnorodności scenariuszy ludzkich żyć, niezwykłych powiązań losów, splotu decyzji mających dotyczyć postaci, a jednak wpływających na innych. Interesująco zaglądamy w najskrytsze tajemnice głównych bohaterek, ich narracje jakże inne, lecz połączone intensywnością życiowych doświadczeń. 

Reprezentantki dwóch różnych pokoleń, wspólnie chwytają za końce jednej nici, gdzie bolesne wspomnienia łączą się z próbą wyjaśnienia. Wydawałoby się, że interpretacja wydźwięku tego, co było, i tego, co wciąż wybrzmiewa, nie powinna przysporzyć trudności, ale Zeruya Shalev nie pozwala na proste podporządkowania i jednoznaczne opinie. Skłania odbiorcę powieści do czegoś więcej niż zapoznawanie się z historiami, nawet jeśli podszyte mniej lub bardziej intensywnymi emocjami. Pisarka w najdrobniejszych szczegółach oddaje myśli i rozterki kobiet, dotyka sfer, które pragnęły ukryć przed innymi. Rachel milcząca przez pół wieku o sekrecie jej życia. Atara nawet przed samą sobą uciekająca przed dokonaniem rozrachunku życiowych postanowień. 

Łatwo stoczyć się po zboczu góry losu, jeśli stracimy z celu to, co najważniejsze, pozwolimy, aby inni decydowali za nas, bezrefleksyjnie wystawimy się na silne podmuchy wiatru czyjeś zazdrości i niechęci. Jedni z nas za mało odczuwają, inni są zbyt wrażliwi, jedni siłą woli biorą wiele na swoje barki, inni asekuracyjnie unikają jak mogą zbędnych ciężarów. Małżeńskie związki oparte na niedojrzałych schematach, trudne relacje z dziećmi, przyjaźnie wystawione na próbę. Atara, konserwatorka zabytków, będąca w połowie życia, i Rachel, dawna bojowniczka o wolność Izraela, trwająca w jego ostatnim etapie. Dlaczego to właśnie one są dla siebie swoistym wybawieniem, uwolnieniem od wyrzutów sumienia, odpowiedziami na nękające latami pytania? A może wręcz odwrotnie, dopiero w świetle ich znajomości kontury krzywd i porażek wyostrzają się? 

Piękna narracja, sprzyjająca zaangażowaniu w historie kobiet, skłania do delektowania się barwą, połączeniem, znaczeniem i przekazem słów. Zerknięcie na historię Izraela, łamliwą kondycję współczesnego społeczeństwa, instrumenty, jakimi przemawia życie, kwintesencję wewnętrznego moralnego pokoju, formy wypełniania przydzielonych lub wybranych ról życia. Okładka książki zaciekawia, za jej sprawą decydujemy się po nią sięgnąć, a w trakcie lektury utwierdzamy się w niezwykłej jej symbolice. Powieść podoba się tym, którzy lubią przeżywać to, co przytrafia się innym, chwytać skojarzenia z własnym losem, rozkładać na czynniki pierwsze postawy i wybornie nakreślone portrety bohaterów, doceniać koloryt rewelacyjnie nakreślonego barwnego tła.

5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 398 stron, premiera 17.05.2023, tłumaczenie Magdalena Sommer
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 16 maja 2023

POKÓJ NA PIĘTRZE

RACHEL HAWKINS

„Usta są świetne w kłamstwie, ale oczy zwykle zdradzają prawdę.”

Książka nie przekonała w wymiarze na jaki liczyłam. Wydawała się zupełnie oderwana od rzeczywistości, nie mogłam wczuć się w sytuację kluczowej postaci, którą bardzo trudno było mi zrozumieć. Jednak czytelnicy nieprzywiązujący wagi do realności zachowań bohaterów i zaistnienia zdarzeń, mogli podejść do powieści z większą tolerancją, a zatem bardziej satysfakcjonującą zabawą czytelniczą. „Pokój na pietrze” nie należał do wymagających przygód w klimacie thrillera, nie trzymał napięcia, lecz zawierał kilka atrakcyjnych zwrotów akcji. Gdyby autorka za szybko nie zdradzała intrygi, dłużej trzymała w niepewności, pozwalała na frapującą grę snucia przypuszczeń, byłam przekonana, że silniej bym się wciągnęła w powieść. 

Dwudziestokilkuletnia Jane, zarabiająca pracą w kawiarni i wyprowadzaniem psów bogatych właścicieli, wprost nie mogła wyjść z zachwytu nad bogactwem i splendorem panującym na osiedlu Thornfield Estates. Obsesyjnie pragnęła wyrwać się z mroku skrajnej biedy i wspomnień sieroctwa, trafić do majętnego towarzystwa i luksusowej posiadłości. W moim odczuciu, Rachel Hawkins przejaskrawiła pragnienia młodej dziewczyny, przez co uczyniła ją powierzchowną i sztuczną. Rozumiałam, że szlak ucieczek i kłamstw Jane, mrocznej tajemnicy kryjącej się w tle, wymagał przesterowania zarówno obrazu postaci, jak i emocji, jakie miała wywoływać, lecz zabrał jednocześnie młodzieńczą spontaniczność i urok zwykłych marzeń. Natomiast, sieć kłamstw, w których obracali się bohaterowie, została zgrabnie zaplanowana i zarzucona na odbiorcę thrillera. 

Tajemnice oplatały niczym bluszcz scenariusz zdarzeń. Krok po kroku manipulacja odkrywała swoje prawdziwe oblicze, fałszywość przyjaźni wychodziła na światło dzienne, miłość wysyłała sygnały nieszczerości, zaś podmuch gorących uczuć nie wybierał właściwej ścieżki. Podobały mi się zamiany miejsc i znaczeń pomiędzy myśliwym a ofiarą, albo kryjówką a pułapką. Autorka zręcznie odwracała kota ogonem, zniekształcała prawdę w oczach bohaterów, szachowała tradycyjnie pojętym dobrem i złem. Finalna odsłona całkowicie wymknęła się spod skrzydeł wiarygodności, włączyło się przesterowanie dopuszczanych przez realia okoliczności, wkradł się też błąd merytoryczny w aspekcie kryminalnym. Mimo uwag wysuniętych wobec książki, uważam że ma szansę znaleźć szersze grono miłośników tego typu historii, którzy pozytywnie się do niej odniosą. Styl narracji przyjemny i przyjazny, sporo się działo, zamknięte drzwi skrywały zatrważające sekrety, a pokój na piętrze umykał przed ciekawskim wzrokiem.

3/6 – w wolnym czasie
thriller, 362 strony, premiera 22.03.2023 (2020), tłumaczenie Katarzyna Rosłan
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 15 maja 2023

KONIEC JEST POCZĄTKIEM

[PRZEDPREMIEROWO]

CHRIS WHITAKER

„Jesteśmy zbiorem najlepszych i najgorszych rzeczy, jakie zrobiliśmy.”

Atrakcyjna propozycja czytelnicza, zwłaszcza dla osób poszukujących thrillera w ambitnym wydaniu, uwzględniającego rozbudowaną intrygę i mocne podstawy psychologicznej oprawy. Dawno nie przeżywałam tak silnie przeżyć bohaterów, nie jednego czy dwóch, a kilku. Znakomicie poprowadzone portrety psychologiczne, przemawiały szczerością i prawdopodobieństwem zaistnienia. Każda postać wnosiła coś ważnego do akcji i klimatu powieści. Postawy i zachowania układały się w logiczny ciąg, wsparty na mocnych filarach cech i okoliczności. Fenomenalnie rozłożone odcienie szarości, krótkie momenty bieli i czerni utwierdzały, że w zależności od perspektywy spojrzenia na człowieka widzimy w nim dobro lub zło, szalenie łatwo oceniamy, a zapominamy uwzględnić dodatkowe czynniki wpływające na postępowanie i wypowiedzi. Chris Whitaker doskonale ukazał, że każdy nosi w sobie pokłady opiekuńczości i serdeczności, uaktywniające się w odpowiednich warunkach, lub odwrotnie, niszczenia i obcesowości, ujawniające się w trudnych chwilach.

Komendant Walker poświęcał się dla innych i zapominał o sobie, koncentrował się na obronie pokrzywdzonych, nie leczył własnych ran przeszłości. Vincent odsiedział w więzieniu trzydzieści lat, mierzył się z prawdą o sobie i całkiem nowym światem. Star usilnie trzymała się dawnych dziejów i nie uwzględniała przebiegania życia w teraźniejszości. Dicki to bezwzględny twardziel biznesowy, ale miał uzasadnienie wobec takiego postępowania. Trzynastoletnia Duchess i pięcioletni Robin, rodzeństwo było dla siebie wszystkim, chociaż diametralnie różniło się. Autor frapująco wciągał w tajemnice nie tylko pierwszoplanowych postaci, nie zaniedbywał tworzących barwne tło. Tak wiele kontrastów i wspólnych ogniw powiązań. Skradzione dzieciństwo, przyjaźń wystawiona na próbę, zakazana miłość, krzywdy niemożliwe do naprawienia, lojalność nade wszystko, a może nawet wbrew sobie, a także nienawiść rozpaczliwie wołająca o zemstę.

Do końca nie wiedziałam, jak wszystko zespoli się, jaki kształt przyjmie, jakie uzasadnienie się uprawomocni, gdzie tak naprawdę drzemać będzie źródło koszmaru i tragedii. Życie nikogo nie oszczędzało, wystawiało na małe i wielkie próby, łączyło losy w zaskakujący sposób. Czas z książką upłynął pod znakiem radości czytania, zaangażowania w grę interpretacji i satysfakcji z przygody. Zastrzeżenia miałam jedynie do lekkiej sztywności i cierpkości stylu narracji, jednak z czasem przywykłam, ponieważ treść mocno wciągała. Zajrzyjcie do Cape Haven, spokojnego i konserwatywnego miasteczka wykutego w klifach, zobaczcie, co ukształtowało mieszkańców, jakie wspomnienia i wydarzenia odcisnęły się na duszach. Czy za jeden błąd płaci się przez całe życie? Jak silna jest pokusa drugiej szansy? Dlaczego błaganie o odkupienie wydaje się żałosne? Co jesteśmy w stanie przetrwać dla bliskich? Czy koniec jest początkiem, a może nie ma tych punktów na mapie życia, gdyż przyczyny i skutki perfekcyjnie mieszają się ze sobą?

5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 478 stron, premiera 17.05.2023 (2020)
tłumaczenie Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum

poniedziałek, 6 lutego 2023

ZNALEZIONA

GYTHA LODGE

„Jeden człowiek tak naprawdę jest wieloma osobami.”

Zajmująco zakręcona kryminalna intryga, kilka elementów trudnych do rozszyfrowania, ale większość łatwych do domyślenia się. Gytha Lodge nierówno korzystała z punktów zwrotnych w fabule, niektóre ekscytowały, skłaniały do interpretacji, zachęcały do rozszyfrowywania zagadki detektywistycznej, ale były i takie, które wydawały się na siłę naciągnięte i dopasowane. Napięcie lekko wibrowało, atrakcyjnie drażniło wyobraźnię, lecz zdarzały się przestoje wybijające z akcji. 

Brakowało głębszego wejścia w portrety bohaterów. Za mało o nich wiedziałam, a w miarę rozwoju spraw i sięgania do przeszłości, właściwie nie dostawałam niczego nowego. Dlatego często nie potrafiłam do nich dotrzeć, wychwycić targające nimi prawdziwe emocje, czy zrozumieć źródła postępowania. Autorka podsuwała mylne tropy, nieco gmatwała intrygę, ale czyniła to nieśmiało i niepewnie, a momentami przydałby się mocniejszy pazur. Nie mogłam jednak nie dostrzec, że przykładała się do wypełniania ewentualnych luków w scenach, poprzedzających incydentach, następstwach zdarzeń. Powieść nie zaliczyłam do mocnych, jednakże pozwoliła na przyjemne spędzenie wieczoru z książką. Zapamiętam głównie leśny klimat, biwakową wakacyjną atmosferę, nastolatków uwikłanych w coś koszmarnego. 

Trzydzieści lat wcześniej zaginęła czternastolatka podczas imprezy w plenerze na terenie nieoficjalnego kempingu. Dwa tygodnie trwały poszukiwania, środki masowego przekazu nagłaśniały sprawę, ale nie pojawił się żaden ślad, który prowadziłby do dziewczyny. Teraz, przypadkowo, odnalezione zostają kości i po identyfikacji potwierdzają, że to była Aurora. Nadkomisarz Jonah Sheens kieruje zespołem mającym za zadanie ustalić tożsamość zabójcy. Rozbudowana sieć relacji i powiązań szóstki przyjaciół tworzy trudną do rozwiązania zagadkę. A i niepokojący lęk dotyka pamięci Sheensa. Komu tak podpadła młoda osoba, aż trzeba odebrał jej życie? Jakie tajemnice kryły się za jej zniknięciem? Dlaczego tak wiele mroku czaiło się w lesie?

3.5/6 – w wolnym czasie
thriller kryminalny, 428 stron, premiera 14.07.2021 (2019)
tłumaczenie Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 24 stycznia 2023

PERFECT DAY

[PRZEDPREMIEROWO]

ROMY HAUSMANN

„Prawda. Większość z nas odbiera świat tylko w takiej formie, na jaką zezwala własna perspektywa.”

Książka miała kilka niedociągnięć, a trafniej powiedzieć niedopracowań, ale jej siła tkwiła w fantastycznym podkręcaniu wyobraźni i swobodnym lawirowaniu w ludzkiej psychice. Gdyby Romy Hausmann dopieściła przebieg i prawdopodobieństwo zdarzeń, byłaby to rewelacyjna przygoda czytelnicza. Ale i tak ekscytowałam się tym, co skrywała pokręcona intryga. Fantastyczny pomysł na thriller, odbiegał od schematycznych uzasadnieniach prawdy. Samo docieranie do niej nie było mocno porywające, ale zaciekawiało barwami ludzkiej natury. Podobał mi się urozmaicony styl narracji. Zwykła relacja głównej bohaterki z pokaźnym ładunkiem emocji, atrakcyjnie wplecione coś na kształt listów prawdopodobnego mordercy, niesamowite mini wypracowania o uczuciach napisane przez siedmiolatkę, oraz fragmenty nagrań rozmów z mordercą. Niewątpliwym atutem powieści okazywały się często stosowane przez autorkę interpretacyjne zmyłki i zdradzieckie fortele. Szkoda, że zdecydowała się na uwzględnienie dużego zbiegu okoliczności, nieco uwierał w realności, ale trzeba przyznać, że nakręcał niepewność i niejednoznaczność. 

Postaci nie miały mocno pogłębionych portretów, na tyle, by wyrobić sobie podstawową opinię. Kilku elementów można było się domyśleć stosunkowo szybko, jednak zgrabnie wpasowały się w scenariusz zdarzeń. Oprócz czystej rozrywki z dreszczykiem, Hausmann wciągała czytelnika w rozważania o istocie i źródłach zła, jak niewiele, albo jak dużo, potrzeba, aby się w nim zanurzyć, przekroczyć etyczne granice, czerpać satysfakcję z uwolnienia mroku, uzasadnić zabójcze instynkty. Frapująco było obserwować Ann, zewnętrzne i wewnętrzne dotknięcia przez nieokreślone zło, scena w piwnicy znakomicie poprowadzona. Im bliżej końca thrillera tym bardziej mi się podobało, a finalne rozdziały szalenie przekonały. Będę wyczekiwać kolejnych książek Romy Hausmann, ponieważ pomimo kilku zastrzeżeń, „Perfect day"zdecydowanie miał coś, co przyciągało uwagę i zapewniało intrygującą rozrywkę. Podobne wrażenia wyniosłam ze spotkania z „Ukochanym dzieckiem”. Czternaście lat policja nie potrafiła złapać seryjnego zabójcy dziewczynek, którego znakiem rozpoznawczym było dekorowanie miejsc zbrodni czerwonymi wstążeczkami. Kiedy w tej spektakularnej sprawie aresztowany zostaje szanowany filozof i antropolog z berlińskiego uniwersytetu, dwudziestopięcioletnia Ann nie mogła uwierzyć w winę ojca, za wszelką cenę starała się w prywatnym śledztwie oczyścić go z zarzutów.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller, 366 stron, premiera 08.02.2023 (2022), tłumaczenie Agata Teperek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

wtorek, 12 kwietnia 2022

UKOCHANE DZIECKO

[PRZEDPREMIEROWO]

ROMY HAUSMANN

"Czasem ścieżki dwojga ludzi przecinają się w bardzo niefortunny sposób i można tylko próbować to zaakceptować i jakoś iść dalej."

Ciekawa i wciągająca propozycja czytelnicza, znajdzie uznanie zwłaszcza u osób, które lubią głęboko i wnikliwie rozpatrywać motywy i odczucia bohaterów. Romy Hausmann kreuje niejednoznaczne postaci, o różnorodnej osobowości, każdą naznacza mniejsza lub większa strefa mroku skrywająca ponure tajemnice. Nie chodzi o to, aby obdarzać bohaterów sympatią i zrozumieniem, ale by obserwować wypowiedzi i zachowania, poddawać się grze interpretacji i snucia domysłów. Czasem suwak stwierdzeń, posunięć i postępowań raptownie i ekstremalnie jest przesuwany, co najbardziej widać u Matthiasa, może to drażnić, lecz służy ukazaniu, do czego jest zdolny człowiek przez wiele lat poddawany presji braku wyjaśnienia, bezradności i straty. 

Do prawdy wiedzie kilka dróg, mniej lub bardziej porośniętych chaszczami sekretów. Narzędziami przetarcia szlaków stają się nieliczne wskazówki podsuwane przez autorkę i intuicja odbiorcy. Wcale nie jest tak, że im więcej thrillerów czytelnik poznał, tym szybciej wpadnie na właściwy trop, nie w tym przypadku. Hausmann z wyczuciem miesza w głowie, dość długo skrywa to, co najistotniejsze w przygodzie. Niektóre fałszywe sugestie łatwo się rozszyfrowuje, ale dwie długo trzymają się na pierwszym planie przypuszczeń. A to jak najbardziej pożądane z punktu widzenia niepewności i zagadkowości. Powieść nie oferuje mega dreszczy emocji, struny napięcia nie są mocno i gwałtownie szarpane, bardziej skupia się na psychologicznych aspektach i ukazuje różne ujęcia narracji. Zaprasza do przekroczenia progu ludzkiego sadyzmu i cierpienia, kłamstwa i niszczenia, porwania i samotności, choroby i alienacji, sztuczności i gry. Szkoda, że autorka nie daje głosu Lenie, nawet w formie kilku krótkich wstawek, intryga zagęściłaby się i nabrała mocy przekonywania. Lena to zaginiona przed niemal czternastoma latami studentka uniwersytetu monachijskiego. Rodzice czynią wszystko, aby ją odnaleźć, jednak nawet przy nagłośnieniu medialnym policja nie trafia na jakikolwiek ślad dziewczyny. W pewnym momencie do szpitala zostaje przyjęta młoda kobieta, ofiara wypadku samochodowego, towarzyszy jej osobliwie zachowująca się trzynastolatka. I wówczas sprawy nabierają zaskakujący obrót.

4.5/6 - warto przeczytać
thriller, 378 stron, premiera 13.04.2022 (2019), tłumaczenie Agata Teperek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

niedziela, 13 lutego 2022

BOGINIE

ALEX MICHAELIDES

"Nie można wykluczyć, że największe prawdy, jakie poznaliśmy, wywodzą się z ludzkiego cierpienia." Arthur Miller

Pierwsze spotkanie z twórczością Alexa Michaelidesa nie zaliczyłam do oszałamiających i mega zajmujących, jednak przebiegło w miłej i intrygującej atmosferze. Pomysł na fabułę należał do ciekawych i pokręconych, takich jak lubię, lecz zabrakło biegłości w prezentacji. Początkowo dobrze się zapowiadało, była moc przyciągania uwagi czytelnika, angażowania w osobliwe śledztwo, odkrywania tajemnic i snucia przypuszczeń. Sporo elementów klasycznej sensacji ubarwiało scenariusz, chciałam wiedzieć, co skrywały wprowadzane postaci. Jednak z czasem zmyłki i zwroty akcji przestały robić ekscytujące wrażenie, przeszkadzała rozciągająca się irracjonalność, ale przede wszystkim niekonsekwencje w konstrukcji portretu głównej bohaterki i zadziwiająco szczeniackich, jak na niemal czterdziestolatkę, zachowań. 

Z jednej strony Marianna jako psychoterapeutka pomagała boleśnie doświadczonym ludziom, z drugiej nie radziła sobie sama z sobą. Potrzebny był kontrast do wzmocnienia psychologicznej otoczki, zagmatwania intrygi, sugestii niejednoznaczności, ale został za mocno uwypuklony, zwłaszcza w ostatniej fazie historii. Natomiast swobodnie poddałam się zwrotom akcji. Chociaż wkradło się w nie wiele przewidywalności, to nie do wszystkich byłam przygotowana. W dwóch ujęciach autor fantastycznie mnie zaskoczył. Coś tam czułam, podejrzewałam, ale coś innego odciągało moje myśli od właściwych tropów prowadzących do odkrycia mrocznych sekretów. Książka ze sporym potencjałem, niestety nie w pełni wykorzystanym. Dla mniej wprawionych w thrillerach może okazać się łakomym kąskiem przygody czytelniczej, tym bardziej, że gładko sunie się po lekkiej narracji. Niczym wyjątkowym nie wyróżnia się, ale rozdziały błyskawicznie następują jeden po drugim, a zakończenie skrywa wyczekiwaną niespodziankę.

Marianna jest przekonana, że Edward Fosca, szanowany uniwersytecki wykładowca, dokonał zabójstw młodych dziewczyn. Z wyjątkiem jej siostrzenicy Zoe, studentki anglistyki, nikt nie wierzy w prawdziwość tez o winie szalenie przystojnego i charyzmatycznego profesora. Kiedy znika jedna z wielkich adoratorek Fosci, Marianna natychmiast udaje się do Cambridge, aby wspólnie z Zoe dotrzeć do prawdy. Nie zdaje sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo naraża się, z jaką perfidną manipulacją i fiksacją będzie miała do czynienia, kto stanie się wrogiem, a kto sprzymierzeńcem. Czy powinna ufać prowadzącemu ją instynktowi w rozwiązywaniu zagadki?

3/6 - w wolnym czasie
thriller kryminalny, 364 stron, premiera 29.09.2021
tłumaczenie Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

środa, 2 lutego 2022

MURY. HISTORIA CYWILIZACJI

DAVID FRYE

"Wynalezienie murów postawiło ludzkość na rozwidleniu dróg."
Jedna prowadziła ku nauce i kulturze, druga do militaryzmu.

Ciekawie i przyjemnie spędziłam czas z książką. Odpowiadała mi perspektywa ujęcia historii cywilizacji, stopień szczegółowości zagadnień, styl i ton narracji. Wędrowałam po publikacji z dużym poczuciem satysfakcji, nie tylko dostarczała wiedzy, przypominała o faktach, ale również uczulała na wybrane aspekty, umożliwiała długi rzut oka na przeszłość, a przy tym interesująco snuła opowieść. Cieszyłam się, że posłuchałam intuicji podpowiadającej, że mury tylko pozornie mogły być zaledwie architektoniczną zaporą, potężnym umocnieniem granicznym, masywną fortyfikacją, fizyczną budowlą. David Frye znakomicie ukazał, jak ogromną rolę mury odegrały w przeszłości, jak odcisnęły piętno na kształcie nowego świata, jak współcześnie następuje spektakularny renesans oddzielania granic, jak poprzez mury próbujemy kształtować oblicze świata. Wystarczy spojrzeć na mury budowane na Bliskim Wschodzie, Azji Południowo-Wschodniej, Afryce, Europie i Stanach Zjednoczonych.

Frye ukazał historyczne znaczenie murów, korelację między nimi a powstaniem, rozwojem i kształtem cywilizacji. Podawał dokładną charakterystykę, a także formy i przyczyny powstania. Potrzeba bezpieczeństwa, walka o podłożu religijnym, ochrona przed islamskim terroryzmem, napływem imigrantów, przemytem narkotyków. I coś, co zajmująco nakłaniało do refleksji, jak wiele osób straciło życie przy ich budowie, czy wypełniły powierzoną im funkcję, jak długo przetrwały, czy czegoś ludzkość nauczyły, dlaczego dziś kolejny raz idziemy drogą odgradzania się. Opowieść o murach relacjonowała przeszłość z poważnymi konsekwencjami, jednak autor zmniejszał ciężar poprzez żartobliwe odniesienia i skojarzenia. Podobało mi się usytuowanie historii murów w okołotematycznym kontekście, tak aby czytelnik dostrzegał przyczyny i skutki, znajdywał nawiązania do współczesności.

Podana na początku książki tabela chronologiczna ułatwiała zaznajamianie się z materiałem, sytuowała zdarzenia na osi czasu, pomagała złapać równoległość budowania murów z ujęcia kontynentów. Autor sięgnął głęboko w przeszłość, aż do murów mułowych sprzed czterech tysięcy lat, egipskich, mykeńskich, babilońskich, ateńskich, gwatemalskich, rzymskich, Wrót Aleksandra, murów Hadriana, perskich, rosyjskich, mongolskich, chińskich, muru węgierskiego i berlińskiego. Równolegle przytaczał społeczności, które nie decydowały się na budowanie potężnych fortyfikacji, wybierały wolność poza ich obrębem, z dala od zamkniętych przestrzeni. Przepaść między budowniczymi murów i nieuznającymi żadnych granic koczownikami rosła z upływem czasu. Powstawanie i upadki murów zmieniały oblicze świata, stawały się punktami zwrotnymi w dziejach cywilizacji, decydowały o przetrwaniu lub zagładzie całych państw, przyczyniały się do kolejnych obrotów koła historii.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa, historia, 352 strony, premiera 27.10.2021
tłumaczenie Hanna Pustuła-Lewicka
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl