Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą horror. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lutego 2025

ŻĄDŁAK

[PRZEDPREMIEROWO]

ROBERT MCCAMMON

„Najwspanialszym darem jest druga szansa.”

Szalenie sympatyczne cofnięcie się w czasie do lat mojej młodości, kiedy z ogromnym entuzjazmem zaczytywałam się w horrorach osadzonych w fantastyce z udziałem Obcych pojawiających się na Ziemi. A do tego akcja dziejąca się w małym amerykańskim mieście, odizolowanym od świata z mocno niepokojących powodów. I właśnie „Żądłak” fenomenalnie przywołał wspomnienia niesamowitych przygód czytelniczych, które mocno oddziaływały na wyobraźnię, wyzwalały sporo barwnych emocji i dreszczy niepewności co do losów postaci, a nawet naszego świata. Przypomniałam sobie, co tak naprawdę w tego typu powieściach mnie przyciągało, i co sprawiło, że kontakt z jedną z ich reprezentantek potwierdził możliwość udanej zabawy.

Robert McCammon od pierwszej strony wprowadzał w atmosferę Inferno. Miasteczka skażonego rasizmem, wojną młodocianych gangów, upadłą pokopalnianą gospodarką, wątpliwym legalnie interesie. Niemal namacalnie czułam, że to miejsce przesiąknięte było stagnacją myśli i ambicji, poczuciem wykluczenia i osobliwej niewoli, utraconymi nadziejami i marzeniami. Resztki sił mieszkańców koncentrowały się na pozorach życia, podtrzymaniu fasady dawnego stylu, albo na walce w imię antagonizmów i uprzedzeń o amerykańskim i meksykańskim podłożu. Teksańskie miasteczko wymieszane stereotypami popularnej kultury, miejsc, wymarłych biznesów, strefy biedy, kowbojskich strojów, głupawego szeryfa, zardzewiałych rewolwerowców i ech indiańskich wodzów. Na wszystko osadzał się piasek pustyni, kurz staroci i piekielny upał. Jakby tego było mało, pojawili się przybysze z kosmosu, jeden uciekinier, drugi łowca nagród. Czy obecność w Inferno obcej inteligencji stała się źródłem totalnej katastrofy i destrukcji, a może w przewrotnym stylu ratunkiem dla dusz lokalnej społeczności?

Robert McCammon już wielokrotnie przekonał o zgrabnym i przekonującym stylu narracji. Łatwo wizualizowałam sobie opisy miejsc, zdarzeń i osób. Poznając powieść odczuwałam wrażenie familiarności ze scenerią, ludzką mentalnością i esencją zła. Szybko powstało skojarzenie z „Pod kopułą” Stephena Kinga, ale przywołana powieść Kinga ukazała się dwadzieścia lat później, a i różniła się odniesieniem do mroku. Generalnie, miałam odczucie, że wielu pisarzy inspirowało się elementami „Żądlaka” w swoich dziełach, książkowych i filmowych. Ale nie powinno to dziwić, McCammon reprezentował wysoki poziom w pomysłach i warsztacie literackim. Podobało mi się, że w „Żądłaku” wprowadził do narracji elementy żartobliwe, uszczypliwe i ironiczne. Ciekawie było je wyłapywać, uśmiechnąć się do właściwych człowiekowi słabości, z przymrużeniem oka traktować szybkie przejście w tryb bohaterstwa. Mogło się wydawać, że dzięki temu horror będzie nieco lżejszy, a jednak nie, wdzięcznie trzymał w niepewności. Wiele się działo, im bardziej rozwijał się scenariusz zdarzeń, tym bardziej wypełniały go mocne uderzenia i zwroty akcji. Czasem było sentymentalnie i czule, z językiem dzwonków wiatrowych. Często w szkarłatnych barwach, z wyrazistymi obrazami i muzyką przemocy. Niekiedy w tle chwytałam refleksyjne nuty, czy istnieje wymiar, którego nie jest się świadomym, inny świat ukryty przed widzialnym? 

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami pisarza przedstawionymi na Bookendorfinie ("Zew nocnego ptaka", "Królowa Bedlam", "Magiczne lata", "Dziedzictwo Usherów").

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 558 stron, premiera 25.02.2025 (1988), tłumaczenie Sławomir Kędzierski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

sobota, 8 lutego 2025

TRUPIA OTUCHA

DAN SIMMONS

Co jest źródłem przemocy u człowieka? Dlaczego niektórym ludziom tak łatwo przychodzi podporządkowywanie sobie innych?”

Potężna dawka przygody czytelniczej, dla uzależnionych od klimatów horroru pozycja nie tylko obowiązkowa, ale mocno pożądana do poznania. Ponad tysiąc stron mega wciągającego narkotyku grozy, kropla po kropli sączącego do wyobraźni zatrważające obrazy mrocznej natury człowieka, nieposkromionej żądzy panowania nad ludzkimi umysłami, dzierżenia władzy najwyższej i absolutnej, bo wspartej fizycznym okrucieństwem i zapewnioną bezkarnością. Czytelnikowi towarzyszy świadomość istnienia lodowatej obecności, posługującej się niewidzialną siłą, drwiącej z życia i moralnych wątpliwości, pałającej nienawiścią, miłującej zadawanie bólu, czującej rozkosz z siania zniszczenia i bezpośredniego skażenia złem. 

Dan Simmons tworzy coś niesamowicie ostatecznego, bezgranicznie nasyconego przemocą, czerpiącego radość z gwałtu na umysłach ludzi. A przy tym odwołuje się do prawdziwych procesów, miejsc, osób i wydarzeń z najnowszej historii, hitlerowskiej plagi zbrodniczej, niemieckich morderstw w obozach koncentracyjnych. Zatracenie człowieczeństwa nie z powodu mrocznego wewnętrznego przymusu, ale pełnej świadomości pragnienia czynienia zła, eliminowania ludzi, traktowania jako pionków w rozrywce bez zasad i reguł. Nadprzyrodzone elementy wzbogacają fabułę, wciągają w ryzykowną przepaść zatracenia i podporządkowania, lecz bynajmniej nie usprawiedliwiają postępowania odciskających piętno swojej woli na ludziach. 

Autor szalenie obrazowo przedstawia zatrważającą grę w szachy, żerowanie na jaźni innych, polowanie na ludzkie ofiary, używanie osobliwych mocy. Znakomicie sportretowane postaci, zarówno te, które kierują się dobrem, jak i te, którym źle z oczu patrzy. Można zrobić lekki przytyk do nie zawsze realnych scen, swoistego przetrwania, kiedy śmierć zagląda w oczy, ale wszystko perfekcyjnie połączone jest z charakterem i klimatem scenariusza zdarzeń. Zadziwia lekkość i swoboda pisarza w przenoszeniu strachu nie tylko z fabuły opowieści do wyobraźni odbiorcy, ale również w sferę refleksji o sile mrocznej natury człowieka, tendencji do używania przemocy, wywoływania przymusowej uległości, a nawet zdolności do ostatecznej likwidacji niepożądanych i zbędnych. Ciarki przechodzą, kiedy przyglądamy się poczynaniom ludzkich potworów.

Otwarcie, rozgrywka i końcówka, trzy części powieści, perfekcyjnie przemyślane i w zgrabnym stylu podane. Nie można oprzeć wytworzonym przez nie obrazom, zastanowić się, czy faktycznie to tylko fikcja literacka, a może wbrew rozsądkowi, coś z niej ma miejsce w faktycznym świecie. Saul Laski, dawny więzień nazistowskiego obozu w Chełmnie, od czterdziestu lat tropi coś wyjątkowo nieuchwytnego, perfekcyjnie maskującego się, trudnego do uwierzenia, a tym bardziej do schwytania lub eliminacji. Mężczyźnie nie brakuje determinacji w poszukiwaniach i oddania słusznej sprawie, a jakakolwiek udzielana mu pomoc wiąże się ze śmiertelnym ryzykiem. Jednak nawet najpotężniejsze siły ciemności kiedyś w końcu mogą popełnić fatalny drobny błąd. Zerknij na wrażenia po odkryciu innych książek Dana Simmonsa ("Czarne góry", "Piąty kier", "Dzieci nocy", "Terror", "Abominacja", "Pieśń Bogini Kali") przedstawionych na Bookendorfinie.

6/6 – rozkosz czytania
horror, 1040 stron, premiera 12.06.2023 (1989), tłumaczenie Wojciech Szypuła
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

czwartek, 10 października 2024

DNI ŚMIERTELNEGO STRACHU

GRAHAM MASTERTON, DAWN G. HARRIS

„To są dni, gdy sobie uświadamiamy, że jesteśmy zaledwie zbiorem przypadkowych atomów, które tymczasowo się spotkały, aby stać się nami.” Manfred Waffenmeister, „Das Buch der Angdst”

Książka zapewniła zajmujący wieczór czytelniczy z dreszczykiem. Dziesięć różnorodnych opowiadań trzymało dobry poziom, tylko jedno nie przekonało mnie w wystarczającym stopniu, by przyznać mu wysoką notę, ale barwnie dołączyło do innych. Byłam zaciekawiona i zaintrygowana opowiadaniami. Niektóre mocno wchodziły w treściwy horror, inne delikatnym thrillerem drażniły wyobraźnię, pozostałe wywoływały ciarki dopiero w finałowej odsłonie. Wiele zaskakiwało przewrotnym elementem, intrygująco rozwijającą się osobliwością, czymś wymykającym się postrzeganiu i rozumieniu, ale intensyfikującym się w odbieraniu emocji i przesłań. 

Otwierający publikację „Morderczy uścisk” wkraczał w sferę nadprzyrodzonych właściwości przedmiotu. Z jednej strony zanurzonego w brutalnym i bezwzględnym złu, z drugiej kierującego się słuszną misją. Natomiast „Zadurzony w cieniach”, w zasadzie nic nowego nie zaprezentował w fabule, posiłkował się sprawdzonym schematem budowania scenariusza zdarzeń, jednak ciekawie podgrzewał emocje i atmosferę, gładko prowadził do przypuszczalnego zakończenia. „Nad stawem miłosierdzia” okazał się krwawym, wręcz obrzydliwym obrazem bestialstwa człowieka, bezsilnością ofiar i religijną niemocą. Przywołał refleksję na temat potęgi wymierzania sprawiedliwości. Szalenie ciekawym utworem była „Równowaga narodowa”, chociaż w szkielecie opierała się na wcześniej wykorzystywanych pomysłach, to jednak interesująco je przedstawiała. Wkraczała w sferę science fiction i współczesnych migracyjnych wyzwań. Również „Colman Musztarda” sięgnął po wątek zbrodni i kary, połączenia szkarłatu z nową technologią. 

„Portret Kasi” początkowo snuł opowieść nasyconą wrażliwością i delikatnością, a w miarę rozwoju fabuły przybierał ostre barwy zemsty. Pojawiały się senne obrazy łączące miłość i portret, a w tle poczucie straty i złego wyboru, a potem nastąpił raptowny zwrot akcji. „Najwspanialszy dar” budził wstręt, skrajne odczucia odzwierciedlające ekstremalne zachowanie postaci, niezrozumiałe, a jednak do wytłumaczenia, tylko za jak wielką cenę dla bohaterki. „Epifania”, jak wskazywał tytuł, powiązana była z nagłym objawieniem, wnikaniem w najbardziej skryte pragnienia, których siła odrzutu sprawiała, że dochodziło do załamania postrzegania rzeczywistości. „Czerwony rzeźnik z Wrocławia” nie wyszedł poza ramy oklepanego pomysłu na fabułę, w moim odczuciu, najmniej udane opowiadanie w zbiorze. „Serołak” także odwołał się do sprawdzonych wzorców, lecz zapewnił ciekawy ich przebieg i mocną finałową odsłonę. Poruszył motyw zniszczonego przez los dziecka i kontrast z pożądanym wzorcem rodziny, oraz supremacji krzywdy i szykan ze strony uczniów i nauczycieli. Wiadomo było, że z takiej mieszanki musiało w końcu wybuchnąć coś upiornego. 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconymi thrillerami kryminalnymi w ramach serii "Wirus" ("Wirus", "Dzieci zapomniane przez Boga", "Ludzie cienia", "Wybryk natury"),ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorem "Dżinn", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", potężną falą energii paranormalnej w "Zjawie", ekscytującymi dreszczowcami "Ikon", "Szpital Filomeny", "Szkarłatna wdowa", "Sabat czarownic", "Potomek", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

4.5/6 - warto przeczytać
horror, antologia, 300 stron, premiera 16.07.2024, tłumaczenie Piotr Kuś, Daria Szulęcka
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

sobota, 21 września 2024

ZJAWA

GRAHAM MASTERTON

„Uświadomienie sobie drobnej niewygody jest pierwszym krokiem na drodze do pogodzenia się ze smutkiem.”

Ciekawie skonstruowana i napisana powieść, płynie się przez nią z przyjemnym dreszczykiem wyobraźni. Akcja stopniowo rozwija się, krok po kroku nakręca, nie ma niepotrzebnych zrywów, czy dróg na skróty budowania emocji. Atrakcyjne skoki w czasie, kilkuletnie przenoszenia się w miarę dorastania głównych bohaterek, na czym znacząco zyskuje scenariusz zdarzeń. Incydenty wymykają się racjonalnym wytłumaczeniem, właśnie tak, jak powinno być w przyciągającym horrorze. Nie brakuje mocnych uderzeń i zgrabnie przeprowadzonych zwrotów akcji. Sympatycznie elektryzuje potężna fala energii paranormalnej. Pomysł na definicję imaginacji i moc jej egzystencji uznaję za bardzo dobry. Książka ma w sobie coś, co podoba się miłośnikom paranormalnych zjawisk, łatwo wciąga w bieg zdarzeń, ale również podaje frapującą myśl do interpretacji. Przekonujcie się, jak po nagłej śmierci młodszej siostry radzą sobie dwie pozostałe? W jaki sposób baśniowe klimaty przedostają się do rzeczywistego świata? Czy rozwiązanie łamigłówki niewiadomych jest straszniejsze niż obrazy wyobraźni? 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconymi thrillerami kryminalnymi w ramach serii "Wirus" ("Wirus", "Dzieci zapomniane przez Boga", "Ludzie cienia", "Wybryk natury"),ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorem "Dżinn", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", ekscytującymi dreszczowcami "Ikon", "Szpital Filomeny", "Szkarłatna wdowa", "Sabat czarownic", "Potomek", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 480 stron, premiera 11.09.2024 (1994), tłumaczenie Andrzej Szulc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

piątek, 20 września 2024

DEWOLUCJA

MAX BROOKS

„Trudno dostrzec zło, dopóki nie ma się porównania z dobrem.”

Pierwsze spotkanie z twórczością Maxa Brooksa zaliczyłam do udanych. Sympatycznie spędziłam czas przy "Dewolucji". Przygoda na kształt bajkowego horroru opartego na czymś trudnym do uwierzenia, ale silnie obecnym w mentalności niektórych kultur i miejsc. Opowieści nie brałam na poważnie, nie analizowałam prawdopodobieństwa zdarzeń, zatem łatwo dałam się porwać klimatowi i scenariuszowi zdarzeń. Autor zgrabnie wykorzystał różnorodne informacje o Wielkiej Stopie i włączył do akcji. Wybór narracji w postaci dziennika i wywiadów uznałam za trafiony. Miałam wrażenie, że właśnie dzięki wymienionym elementom szybko wciągnęłam się w akcję. Zaciekawiło również udane włączenie w fabułę przemyśleń obejmujących obrazy konsekwencji obecnych zdobyczy technologicznych w mentalności społecznej, silnej zależności człowieka od nowych kanałów komunikacyjnych, nieumiejętności poruszania się w życiu bez niemal przyspawanej do ręki komórki. Myśl, że cywilizacja opiera się na systemie, który poświęca odporność na rzecz wygody, miała głębsze refleksyjne uzasadnienie. Frapująco przyglądałam się rewolucyjnemu stylowi życia, łączącemu najlepsze aspekty miejskie i wiejskie klimaty. Wobec przedstawionych zdarzeń natychmiast nasuwało się pytanie, czy faktycznie problemem byli ludzie, a natura przyjacielem?

Max Brooks oprowadzał po trzymających w napięciu przygodach mieszkańców odizolowanej pionierskiej wioski, kiedy spokojny rytm codzienności uległ nagłemu przerwaniu podczas wybuchu pobliskiego wulkanu. Natomiast obecne w legendach siły i istoty zaczynały odbierać to, co według nich było im należne i w swoim stylu walczyć o przetrwanie. Autor nie zaprezentował szerokiej palety bohaterów, ale dobrze je sportretował, przypisał symboliczne osobowości, przydzielił postawy pokazujące, kim naprawdę byli wobec przeciwności. Horror rządził się swoimi prawami, mało w nim prawdopodobnych zdarzeń czy racjonalnych posunięć postaci, ale o to właśnie chodziło, zabawa czytelnicza na przekór irracjonalności. Brooks zaprezentował spore wyczucie pragnień odbiorcy, rozbudowaną wyobraźnię, zgrabny styl narracji, atrakcyjny pomysł na fabułę, dzięki czemu łatwo przyciągnął do powieści. Zachęcam do sięgnięcia po książkę, przyjemnie spędziłam przy niej czas, niepotrzebnie obawiałam się, że zbliży się do infantylności tematycznej, spojrzała na cywilizację, osiągnięcia i wierzenia z perspektywy krzywego zwierciadła, zarazem śmiało konstruowała akcję. A finałowa odsłona niosła frapujący pierwiastek niewiadomej.

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 372 strony, premiera 02.09.2024 (2020), tłumaczenie Paweł Wieczorek
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

piątek, 2 sierpnia 2024

IM MROCZNIEJ, TYM LEPIEJ

STEPHEN KING

„Życie to właściwie krótki sen wyśniony podczas letniego popołudnia.”

Zbiór różnorodnych opowiadań, miło spędzało się przy nich czas, jedne bawiły, inne podkręcały wyobraźnię, ale były i takie, które nakłaniały czytelnika do drobnych refleksji. Stephen King naznaczył je, w mniejszym lub większym stopniu, zjawiskiem przemijania, istnieniem w równoległym świecie, nieoznaczonością końca egzystencji ziemskiej. Tematyka śmierci podejmowana przy okazji głównego wątku sprawdziła się i w krótkiej formie literackiej. 

Najbardziej spodobało mi się „Strzeżcie się snów” z rzeczywistością ukrytą pod snem, próbą naukowego zrozumienia, lekkim dreszczykiem związanym z mroczną naturą człowieka. Zajmująco poznawało się „Dwóch utalentowanych skubańców”, wyczuwałam powiew klasycznych powieści, ale skomponowanych z uwzględnieniem uwspółcześnionych wersji. I jak to zwykle u mistrza horroru bywało, chodziło nie tylko o intrygujący i podsycający ciekawość scenariusz zdarzeń, ale też zajrzenie w głąb ludzkiej duszy owianej tajemnicą, w tej wersji utrzymywaną przez kilkadziesiąt lat. Wysoki poziom prezentowali „Wszystkowiedzący”, rewelacyjne podsumowywał ludzkiego życia, w mieszance obaw, nadziei, szczęścia, ambicji, bólu i straty. Znakomicie rozpisana retrospekcja bohatera, z symbolicznym uczestnictwem losu.

Doceniłam pomysł na fabułę w „Ekspercie od turbulencji”. Opowiadanie wypełnione emocjami od strony kluczowej postaci i czytelnika. Chętnie widziałabym je bardziej rozbudowane, gdyż wiele intrygujących kierunków można by było rozwinąć i uwzględnić w ramach powieści. Moją sympatię zdobyły „Grzechotniki” utrzymane w paranormalnym klimacie i z kryminalną zagadką. Chętnie puszczałam wodze wyobraźni, i chociaż instynktownie czułam jak wszystko się potoczy i tak przyjemnie w to wchodziłam. „Piąty krok” przekonał wydźwiękiem fabuły, mocnymi uderzeniami, zwięzłym przekazem. Najbardziej kingowskie opowiadanie w zbiorze. Ekscytująco prezentował się „Willi Popapraniec”, przemawiający do wyobraźni, trafiający z puentą, zaskakujący finałem. 

„Czerwony ekran” sympatycznie wszedł w melodię fantastyki, nuty czegoś niezdefiniowanego, przerażającego i jednocześnie nieuświadomionego. Coś takiego pojawiało się w koncepcjach innych pisarzy, ale King wykreował to po swojemu, uwzględniając odczucia jednostki targanej przez nieuchwytne byty. Natomiast „Laurie” wpadła w sentymentalny nastrój, melancholijne nuty, nostalgiczną atmosferę, finałowa odsłona uwzględniała odczucia powiązane z wypełnianiem misji istnienia. W „Finnie” uśmiechałam się obserwując życiowego pecha głównego bohatera, można było powiedzieć siła złego na jednego, aż wreszcie doszło do porwania i osobliwych powiązań. Liczyłam na mocniejsze atuty utworu, ale przyjęta koncepcja roztaczała zachęcający urok. „Droga do Zajazdu Zjazd” udanie włączyła się w nurt klasycznego horroru, przekonująco ujęła bohaterstwo staruszka, trudną relację ojca z synem, nadzieję pokładaną w najmłodszym pokoleniu.

Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Stephena Kinga przedstawionymi na Bookendorfinie: "Baśniowa opowieść", "Dziewczyna, która kochała Toma Gordona", "Oczy smoka", "Blaze", "Komórka", "Regulatorzy", "Desperacja", "Miasteczko Salem", "Misery" "Mroczna połowa", "Łowca snów", "Gra Geralda", "Billy Summers", "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Magiczne piórko Gwendy", "Ostatnia misja Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

4.5/6 - warto przeczytać
opowiadania, literatura grozy, 622 strony, premiera 22.05.2024, tłumaczenie Janusz Ochab
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

niedziela, 12 maja 2024

ŻYWE TRUPY

GEORGE A. ROMERO, DANIEL KRAUS

„Strach przed śmiercią… nie miał nic wspólnego z umieraniem, a wszystko z tym, że nie było się w stanie właściwie żyć.”

Od czasu do czasu lubię przygody czytelnicze z udziałem zombie, surrealne i abstrakcyjne, intrygująco stymulujące wyobraźnię, dostarczające mocnych emocji, pozwalające zrelaksować się w postapokaliptycznym klimacie. Entuzjastycznie sięgnęłam po „Żywe trupy” licząc na lekką rozrywkę w mrocznej odsłonie. Książka zapewniła znacznie więcej niż przypuszczałam, a co zadziwiające, na każdym kroku zmuszała do ciekawych refleksji o naturze człowieka, jednostkowej, zbiorowej i społecznej postawy wobec ekstremalnego niebezpieczeństwa i groźbie wyginięcia gatunku ludzkiego. 

Chętnie głęboko zaglądałam w dusze nie tylko ludzi, ale również zombie. Skrajnie odmienne perspektywy spojrzenia na świat, jednocześnie niejako lustrzane odbicia jestestwa i ewolucji. Z jednej strony człowiek pochłonięty zwykłą codziennością, goniący za dobrami materialnymi, ukazujący fałszywe oblicze w social mediach, zatracający umiejętność bezpośredniego społecznego komunikowania się i kwestionowania prawdziwości otrzymywanych informacji. Z drugiej pozbawiony życia zawzięty agresor, pozornie bez umiejętności uczenia się, preferujący grupową aktywność, bezkompromisowo dążący do celu, kierowany silnymi wewnętrznymi impulsami bez znajomości znaczenia. Frapująco odkrywałam to przeznaczenie, wiele wątków fabuły prowadziło do jego poznania, z mnóstwem wyzwań postaci zmuszone były zmierzyć się. 

Znakomicie podane satyryczne spojrzenie na uzależnienie współczesnej amerykańskiej, chociaż nie tylko, cywilizacji od mediów, miałkich informacji, bezrefleksyjności myślenia, amatorstwa w zakresie wyciągania wniosków, tolerowania nijakich polityków, dziennikarzy, celebrytów, plotkarzy, goniących za sensacją. Dominacja sztuczności, fałszywości, próżności i reklamiarstwa. Widoczna obecność uprzedzeń, nietolerancji, dyskryminacji i rasizmu. Rozpisując rozpoczętą przez George’a A. Romero powieść, Daniel Kraus na przykładzie reprezentantów różnych środowisk przeprowadzał przez losy bohaterów stojących wobec totalnej zagłady, pewności śmierci, maksymalnego wykorzystania pozostałego im czasu. Czy wówczas zmieniały się systemy wartości, stosunek do bliskich, definiowanie siebie, zasady oferowania pomocy innym? 

Podobało mi się ujęcie przygody ze zmartwychwstałymi zmarłymi, wkraczającymi do wielkich metropolii, funkcjonującymi w małych miasteczkach, obejmujących w posiadanie rozległe i dzikie tereny. Pracownica urzędu statystycznego, patolog, nastolatka, producent medialny, prezenter, kapelan, wojskowy, pilotka, muzyk i inni. Doceniłam skoki między jednostkami czasowymi. Chociaż wiele się działo, momentami dynamicznie, sceny często zmieniały scenerię, to nie pogubiłam się, wszystko zręcznie i zgrabnie się ze sobą łączyło i przenikało, co więcej potrafiło zaskoczyć przebiegiem i wydźwiękiem zdarzeń. A zaczęło się od od 10/23 i Johna Doe, w prosektorium w San Diego, od pierwszej walki o niewpadnięcie w szaleństwo. Wystarczająco dużo małych zmian składało się na dużą zmianę, ostrzeżenie o oczyszczaniu Ziemi ze zła i dzikości, planety torturowanej przez pół tysiąclecia, która dostrzegła szczelinę i wykorzystała ją do odnowy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
horror, 868 stron, premiera 23.04.2024 (2020), tłumaczenie Mariusz Warda, Robert P. Lipski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

poniedziałek, 18 marca 2024

JAK SPRZEDAĆ NAWIEDZONY DOM

GRADY HENDRIX

„Lalka to posiadanie, które posiada posiadającego.”

Intrygująco bawiłam się przy powieści, fantastycznie podkręcała wyobraźnię, zręcznie wykorzystywała paletę różnorodnych emocji. Trzymała się mrocznych i szkarłatnych klimatów, ale atrakcyjnie wplotła humorystyczne nici. Nie tylko gra powoływania do życia martwych przedmiotów, odwołująca się do utrwalonego przez popkulturę negatywnego skojarzenia powiązanego z lalkami i pacynkami, także ciekawe studiom trudnych relacji między bratem i siostrą, dzięki czemu opowieść zyskała na głębi, warstwie obyczajowej z ujęcia czegoś przerażającego i niewytłumaczalnego. 

Grady Hendrix stopniowo odsłaniał to, co drzemało w sercach i duszach kluczowych postaci. Stosował wiele podszytych osobliwością incydentów, aby zagęszczać akcję i osadzać ją w dusznej atmosferze tajemnic z przeszłości, nawarstwiających się przez lata pozorów i urazów, złowrogo brzmiącej melodii w echach wspomnień. Nie oszczędzał bohaterów, wystawiał na solidną próbę wytrzymałości, ustawiał w szeregu szorstkości, ale w zamian wprowadzał w ich serca niezbędną dla pełnego obrazu dawkę osobliwej delikatności i troski. Zastosował kilka chwytliwych od strony podgrzewania atmosfery zwrotów akcji, chociaż momentami miałam przesyt powtarzających się schematów wywoływania trwogi, zwłaszcza w ostatniej części powieści. Zakończenie satysfakcjonujące, zwłaszcza od strony powiązań wątków i wyjaśnień tajemnic. 

„Jak sprzedać nawiedzony dom” znakomicie wypadłby na dużym ekranie. Posiadał potencjał robienia dużego wrażenia na odbiorcy, wyzwalania sprzecznych uczuć, barwnych scen z udziałem ożywionych przedmiotów. Nagła śmierć rodziców w wypadku samochodowym sprawiła, że po wielu latach nieutrzymywania kontaktów brat i siostra zmuszeni zostali przez los do konfrontacji z wzajemną obecnością i zapisami w testamencie. Próbowali wystawić na sprzedaż rodzinny dom, ale nie wszystko przebiegało tak jakby sobie życzyli. Straszne okoliczności, koszmarne sny, makabryczne egzystencje, zdawały się wysuwać sygnały sprzeczne z zamierzeniami Louise i Marka. Jak mieli poradzić sobie z czymś co nieomal doprowadzało człowieka do szaleństwa, wymykało się rzeczywistości, wkraczało w nieznane wymiary? Zerknij na inne książki Gradiego Hendrixa zaprezentowane na Bookendorfinie ("Horrorstör", "Poradnik zabójców wampirów klubu książki z Południa", "Moja przyjaciółka opętana", "Sprzedaliśmy dusze").

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 406 stron, premiera 26.01.2024 (2023), tłumaczenie Tomasz Bieroń
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

środa, 18 października 2023

WYBRYK NATURY

WIRUS tom 4

GRAHAM MASTERTON

„Dzieci zawsze są dobrymi świadkami. Widzą rzeczy takimi, jakimi naprawdę są, a nie takimi, jakimi chciałyby je widzieć.”

Czwarty tom serii (poprzednie "Wirus", "Dzieci zapomniane przez Boga", „Ludzie cienia”) nie zrobił spodziewanego wrażenia. Nadmiar chaosu związanego z logicznymi wyjaśnieniami bazującymi na fizyce jak najbardziej pożądany, zakręcał myśli i wprowadzał interesującą dezorientację. Ale nie przekonywał ciągiem nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, a zwłaszcza zbyt gładkim przejściem między tragedią a rozwiązaniem, niekonsekwencjami w przepytywaniu uczestników krwawych incydentów, absurdalnym zamykaniem czegoś, co z łatwością wydostawało się na wolność, niesamowitym fartem uśmiechającym się do głównych bohaterów. Dialogi na przeciętnym poziomie, z wyjątkiem kilku żartów detektywa Jerrego Pardoe, lekki humorystyczny rys jego postaci nie do końca mi podszedł. Pomimo zastrzeżeń wobec powieści, z których część po prostu charakteryzuje styl Grahama Mastertona, sympatycznie spędziłam z nią czas. Nie czułam mega porywającego napięcia i dreszczy emocji, lecz dałam się wciągnąć w fascynujący wir kwantowej teorii. 

Wkraczałam w nieprawdopodobne przesłanki, trudne do uwierzenia uzasadnienia, wymykające się zrozumieniu motywacje. Pogoń za morderca grasującym w Lavender Hill nie należała do łatwych i prostych. Tragiczne incydenty wymykały się wszelkim tłumaczeniom, wprawiały w zdumienie siły policyjne i mieszkańców Londynu. Detektyw Dżamila Patel, towarzysząca Jerremu w ogarnianiu umysłu kogoś, kto traktował ciała ofiar z niewyobrażalnym okrucieństwem, w tej odsłonie serii nie wykazała się nadzwyczajną intuicją i polotem, z czego słynęła wcześniej. Częściowo nie dziwiłam się, osobliwość błyskawicznie dokonywanych zabójstw, fragmentaryczna niewidzialność sprawcy, zagęszczenie miejsc rzezi, upiorne powiązania urojeń świadków, zaliczały śledztwo do najbardziej nietypowych. Autor z żelazną konsekwencją podsuwał makabryczne epizody i frapujące zajścia, prowadził ścieżką irracjonalnych zjawisk, dbał o różnorodność poszczególnych przypadków w podkręcaniu wyobraźni, wzbudzaniu emocji, roztaczaniu groźnej aury i interpretowaniu incydentów. Jak skutecznie działać, kiedy czas nie jest barierą, przeszłość morduje teraźniejszość, ustalić tożsamość sadysty szaleńczo kreatywnego w sztuce zabijania ludzi i dopiąć sprawiedliwości?

Zapraszam również po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconym thriller kryminalnym "Wirus", ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorami "Dżinn" i "Dziećmi zapomnianymi przez Boga", sensacją postapokaliptyczną "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", ekscytującym "Ikonem", pełnymi horroru "Ludźmi cienia", "Szkarłatną wdową", "Sabatem czarownic", "Potomkiem", „Szpitalem Filomeny”, krótkimi formami literackimi na "Festiwalu strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

3.5/6 – w wolnym czasie
horror, 358 stron, premiera 08.08.2023, tłumaczenie Piotr Kuś
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 1 października 2023

OPIEKUNOWIE

DEAN KOONTZ

„Jesteśmy tym, czym jesteśmy, pomyślał, i może jedyną okazją, by to zmienić, są sytuacje, kiedy życie nas zaskakuje.”

Sympatycznie było sięgnąć po książkę, którą czytało się wiele lat temu, a zapamiętało jako wyjątkowo intrygującą przygodę czytelniczą. Odświeżenie znajomości z dobrymi powieściami sprawia wiele frajdy, zwłaszcza kiedy kształtowały słabość wobec thrillerów i horrorów. Dean Kootz potrafił rozpalić wyobraźnię odbiorcy także w „Opiekunach”. 

Pierwsza połowa książki zapewniała szalenie mocne wrażenia, w drugiej nieco osłabły, jednak nie można było odmówić zgrabności i dreszczyku emocji. Autor znakomicie czuł się zarówno w opisach zdarzeń, jak i portretowaniu bohaterów, a przede wszystkim wytwarzania atrakcyjnego klimatu. Niektóre incydenty mocno naciągane, ale podane w tak zajmującym wydaniu, że gładko przechodziło się nad nierealnością, drobnymi niekonsekwencjami lub nielogicznościami. Dziwiło nieroztropne otwarcie na wyjaśnianie tajemnic branży nielegalnego tworzenia dokumentów przez jedną z drugoplanowych postaci, lecz jeśli uwzględniło się, że historia powstała trzydzieści sześć lat temu i autor chciał przybliżyć fakty nieznane szerszemu gronu, to wybaczało się ten zabieg. Postać Nory mało realna, ale biorąc pod uwagę ciekawe rozbudowanie osobowości, powstawało wrażenie, że nie grała fałszywie. 

Koontz zręcznie zastosował chwyt opisywania bohaterów poprzez przyrównywanie do znanych opinii publicznej ludzi. Nie miało się zatem wątpliwości, jak dana osoba wyglądała, poruszała się i mówiła. Tym, co najbardziej wypadło na plus, to fenomenalne przybliżenie pierwotnego strachu, przytłaczającego namacalnego zła, potwornej konieczności stanięcia do walki o przetrwanie. Tajny eksperyment z inżynierii genetycznej doprowadził do powstania dwóch odmiennych, perfekcyjnie skontrastowanych ofiar naukowych badań, które wymknęły się spod kontroli twórcom. Zło i dobro narodziły się z rządowego projektu. Upiorne i złowieszcze oblicze oraz łagodna i przyjazna istota. Pies przejawiający niebywałą inteligencję i nadzwyczajne umiejętności ratował dawnego agenta sił specjalnych od śmierci. Potwór stojący za śmiertelnym zagrożeniem z pełną determinacją podąża za ofiarami. Na różnych etapach zdarzeń, włączał się płatny morderca z misją nieśmiertelności. Zerknij na inne książki Deana Koontza zaprezentowane na Bookendorfinie: "Poszukiwana" dowiodła niesamowitej pomysłowości pisarza, "Oczy ciemności" weszły w klimat grozy i zjawisk paranormalnych, "Misterium" wciągnęło w coś pierwotnego przebijającego się przez więzi łączące dwa gatunki, człowieka i psa.

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 544 strony, premiera 06.09.2023 (1987), tłumaczenie Anna Dobrzańska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

piątek, 29 września 2023

SZPITAL FILOMENY

GRAHAM MASTERTON

„Kiedyś, dawno, dawno temu, wszystkie kości potrafiły tańczyć.”

Horror całkowicie w stylu Grahama Mastertona, mistrz konsekwentnie trzyma się obranej drogi straszenia czytelnika, nawiązuje do zbliżonych motywów irracjonalności, a przy tym zapewnia przyjazny obrazowy styl narracji. Inną kwestią jest poziom napięcia, dla mniej wprawionych odbiorców w tym gatunku powieść wydaje się mocna, zaś dla osób pochłaniających więcej horrorów nie brzmi zatrważająco. Jednak lubię wchodzić w mroczną kreatywność autora, wiem, czego się spodziewać, w jakim tempie prowadzona będzie akcja, nawet jeśli udaje mi się przewidzieć wydźwięk przygody, to i tak intrygująco się bawię.

Opuszczony stary wojskowy szpital skrywa okrutne i bolesne tajemnice. Zaniedbany zarośnięty ogród nadaje mu ponurej aury. Ale to ma się zmienić. Lilian Chesterfield, pracownica firmy deweloperskiej, odpowiada za uczynienie z zabytkowego jakobińskiego budynku luksusowego domu spokojnej starości. Trwają przygotowania do opracowania planu nadania nowego życia dawnej siedzibie rodu Carverów. Jak tylko mierniczy przystępuje do pracy, w ogromnym obiekcie zaczyna się rozprzestrzeniać dziwna upiorna atmosfera, dochodzi do incydentów, którym brak racjonalnego wytłumaczenia, zaciska się pułapka cierpienia i bólu. Wszystko poprzedza rozdzierający i pełen udręki krzyk. Masterton nie oszczędza postaci, pakuje w niebezpieczne sytuacje, a właściwie, bohaterowie niejako sami pchają się w sytuacje bez wyjścia. Za sprawą takich zachowań w połowie powieści odczuwa się lekki przesyt horrorem, tym bardziej, że następuje ciąg pozbawionych logicznych podstaw działań postaci, ale przy tego typu koszmarach i makabrach to warunek niemal konieczny. Pod koniec znów robi się zaskakująco, zaś finalna odsłona dostarcza sporo emocji, trzeba przyznać, że folklor afgański prezentuje ciekawy koloryt. 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconym thriller kryminalnym "Wirus", ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorami "Dżinn" i "Dzieci zapomniane przez Boga", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", ekscytującym "Ikonem", pełnymi horroru "Ludźmi cienia", "Szkarłatną wdową", "Sabatem czarownic", "Potomkiem", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

4/6 – warto przeczytać
horror, 384 strony, premiera 06.09.2023 (2022), tłumaczenie Małgorzata Stefaniuk
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 17 lipca 2023

MISTERIUM

DEAN KOONTZ

„”Co” zawsze się ujawnia. „Dlaczego” często jest okryte wieczną tajemnicą.”

Ciekawie spędziłam czas przy przygodzie czytelniczej. Wciągnęłam się w scenariusz zdarzeń, bazujący na atrakcyjnie rozwijanych wątkach, dałam ponieść klimatowi niepewności i czegoś pierwotnego przebijającego się przez więzi łączące dwa gatunki, człowieka i psa. Dean Koontz wprowadził do akcji sympatycznego czworonoga Kippa, otoczył go szeroką warstwą emocji, empatii i superinteligencji, zaś w roli głównej obsadził autystycznego jedenastolatka Woodiego, chłopca z bagażem intrygujących podejrzeń i spekulacji. 

Początkowo fabuła rozwijała się niespiesznie, koncentrowała się na kilku ścieżkach, wypełnionych różnorodnymi przeżyciami. W miarę zbliżania się ku sobie wpływały na intensyfikację tempa rozgrywających się incydentów. Horror nie trzymał w mocnej niepewności, ale frapująco podkręcał wyobraźnię. Wyczuwałam dokąd zmierzał, stosunkowo łatwo przewidywałam bieg zdarzeń, lecz chętnie poddawałam się poznawaniu rozgrywających się scen, zgrabnie kontrastowo połączonych. Zimne w uczuciach z żarem serc, szkarłatne w morderczym instynkcie na pierwszym planie z wyblakłym kolorem nadziei na sprawiedliwość w tle. Finałowa odsłona powieści nie podeszła mi, ale wielu odbiorcom z pewnością się spodoba, bo tego właśnie będą po historii oczekiwali.

Na przedmieściach Provo w stanie Utah doszło do tragedii. W pożarze laboratorium, oficjalnie zajmującym się opracowaniem leku na raka a faktycznie badaniami nad długowiecznością, zginęło blisko sto osób. Jednemu naukowcowi udało się uciec  z ognistego koszmaru a konsekwencje okazały się katastrofalne. Do czego doprowadziła wyniosła duma i arogancja gatunku ludzkiego? Dlaczego człowiek posiada wiele potwornych obliczy? Jakie tajemnice skrywało Misterium, czym było, jak funkcjonowało, dokąd zmierzało? Zerknij na inne książki Deana Koontza zaprezentowane na Bookendorfinie. "Poszukiwana" dowiodła niesamowitej pomysłowości pisarza, natomiast "Oczy ciemności" weszły w klimat grozy, zjawisk paranormalnych i horroru.

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 448 stron, premiera 12.07.2023 (2020), tłumaczenie Cezary Frąc
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

piątek, 24 lutego 2023

WIDMA NAD INNSMOUTH

H.P. LOVECRAFT, BASIL COOPER, JACK YEOVIL, GUY N. SMITH, ADRIAN COLE, D.F. LEWIS, RAMSEY CAMPBELL, DAVID A. SUTTON, PETER TREMAYNE, KIM NEWMAN, BRIAN MOONEY, BRIAN STABLEFORD, NICHOLAS ROYLE, DAVID LANGFORD, Michael MARSHALL SMITH, BRIAN LUMLEY, NEIL GAIMAN

KRONIKI ARKHAM 2

„Może lepiej przebywać w niekończącym się śnie, niż żyć w prawdziwym koszmarze.”

Fantastycznie bawię się w klimatach mitologii Cthulhu, zawierają elementy niesamowicie podkręcające wyobraźnię, dotykające pierwotnego lęku, otaczające zatrważającą tajemnicą coś na wskroś obcego i nadprzyrodzonego. Nie tylko satysfakcjonujący wymiar literackiego odbioru, ale również źródło i dowody kreatywności różnych autorów. Howard Philips Lovecraft dostarczył szalenie plastycznej materii do tworzenia obrazów przenikających zmysły, powiązanych ze strachem, osobliwą podejrzliwością, zderzeniem wiary i faktów. Nic dziwnego, że wielu autorów czuje potrzebę sprawdzenia się w lovecraftowych widmach, pradawnych upiorach, istotach nie z tego świata wraz z ich mrocznym podejściem do człowieka. Jednym pisarzom wychodzi to lepiej, innym gorzej, ale niewątpliwie każde z zaprezentowanych opowiadań intrygująco dopowiada to, co dzieje się u ujścia rzeki Manuxet, rozbudowuje historię Innsmoth w Massachusetts, podsuwa nowe pomysły na spotkania z oficjalnymi mieszkańcami, Istotami z Głębi, przypadkowymi odwiedzającymi. Ichtioidalna rasa, płazie hybrydy i zwykły człowiek, taka mieszanka musi owocować potwornymi legendami.

„Widmo nad Innsmouth” nie ma sobie równych, imponuje bogactwem podszytych niepewnością zdarzeń, podejściem do prezentowania przedziwnej, zdeprawowanej, obrzydliwej i przerażającej rzeczywistości upadłego nadmorskiego miasta, tchnącego bluźnierczą zwyrodniałością, złem i śmiercią, prastarego portu otoczonego szerokimi połaciami słonych, jałowych i bezludnych bagien. Lovecraft oprowadza po miasteczku, nieobecnym na mapach, pomijanym milczeniem w przewodnikach, z nieczynną rafinerią złota i makabrycznie osobliwą historią. Wszechobecny smród rozkładających się ryb tworzy instynktowne bariery przed wkroczeniem na ulice, jednakże czytelnik i tak tam zagląda, penetruje przestrzenie, czuje nieodparte przyciąganie. Nikczemna, zdegenerowana i zatrważająca siła pozbawia mieszkańców władz umysłowych i wciąga w nienazywalną otchłań, najczarniejszą nieludzkość i upiorną aurę sennego koszmaru. Kumulacja osobliwych zdarzeń, wielka epidemia, kulturowy upadek, rządowe wyludnienie. Ezoteryczna sekta, łańcuch pogłosek, mnożące się plotki i przewrotne zakończenie, ściągają uwagę.

Stopień grozy opowiadań w dużym stopniu wynika z giętkości i wrażliwości wyobraźni czytelnika, podatności na owiane mgłą miejsca, ludzkie opowieści i odrażające tajemnice. „Deepnet” zaskakuje na plus uwspółcześnieniem historii, sięgnięciem do niecnych praktyk wielkich korporacji zajmujących się oprogramowaniem, z przebiegle realizowaną misją. „Dzwon Dagona” rozprawia o cyklicznym wybryku natury, wodorostach i pozornie niepowiązanych ze sobą ogniwach łańcucha wypadków i okoliczności. „Przejście” wybrzmiewa przywołaniem porzuconego syna przez ojca, przekazaniem pokoleniowej powinności wobec mrocznego boga i odkrywaniem okrutnej prawdy. „Za rafą” wspomina o wielkiej burzy, zakazanej wiedzy przechowywanej w odosobnieniu, tajemniczych kradzieży starych ksiąg, katastrofalnych bibliotecznych pożarach, ezoterycznych incydentach, zagadkowej śmierci dozorcy, a przede wszystkim zdumiewających dowodach prastarej cywilizacji w podziemnych tunelach uniwersyteckich. 

„Gruba ryba” wyśmienicie używa ironicznego humoru, rozgrywa akcję wojny na tle innej wojny, przedstawia poszukiwania dziedzica hazardu przez detektywa pracującego na zlecenie aktorki. „Kościół na High Street” wypełnia się istotami z innych porządków przestrzennych i zabobonną wiedzą tajemną, aby na koniec pozostawić frapującą niespodziankę. „Daoine Domhain” zajmuje listem z przeszłości. „Grobowiec Pryskusa” oprowadza po wykopaliskach archeologicznych. „Powrót do domu” nawiązuje do rumuńskiej rewolucji. „Widok na morze” łączy tragedię statku u wybrzeży z wakacyjnym ujarzmianiem lęku przed morzem. „Powrót do Innsmouth” jest w dużym stopniu kopią oryginalnej historii, lecz oferuje intrygującą finałową odsłonę. „Złoto Innsmouth” traktuje o zgubnych konsekwencjach gorączki złota. „Zostały tylko buty” wywołuje dreszcz grozy powiązany ze zniknięciami i niedopowiedzeniami. „Za kwadrans trzecia” osobliwie rozmawia z klientką w barze. „Dziedzictwo Innsmouth” bada genetyczne deformacje, konfrontuje wiarę z nauką. „To tylko znowu koniec świata” ujawnia wilczą samotność. 

Opowiadania warto poznawać w dłuższym cyklu, by nie wpaść w lovercraftowską monotonię i docenić indywidualną interpretację. Warto wejść również w "Szaleństwo Cthulhu", zbiór szesnastu opowiadań nawiązujących do kultowego tytułu "W górach szaleństwa" z czterema historiami grozy, "Zgrozę w Dunwich", piekielnie dobrą przygodę, "Obserwatorów spoza czasu", głosy z dalekiego kosmosu i dowodów obcego życia, "Przyszła na Sarnath zagłada", opowieściami niesamowitymi i fantastycznymi, "Koty Ultharu", które najlepiej czytać, kiedy księżyc zalewa moczary poświatą, a gwiazdy wysyłają światło, wówczas duch grozy zdaje się przenikać wszystko.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura grozy, antologia, 650 stron, premiera13.04.2022 (1931-2013), redakcja Stephen Jones
tłumaczenie Maciej Płaza, Maciej Wacław, Janusz Ochab, Lesław Haliński, Maciej Machała
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

czwartek, 19 stycznia 2023

BAŚNIOWA OPOWIEŚĆ

STEPHEN KING

„Człowiek nigdy nie wie, kiedy życie szykuje mu jakąś paskudną niespodziankę, prawda?”

Podobało mi się, powieść spasowała się z oczekiwaniami, wciągnęła w swój świat, a w zasadzie powinnam napisać w światy. Perfekcyjnie skonstruowana fabuła. Atrakcyjnie podane wprowadzenie do klimatu i postaci, uwzględnienie sporej dawki uszczegółowienia, właśnie ten typ narracji Stephena Kinga najbardziej mi odpowiada. Oddziaływał na wyobraźnię, sprawiał, że czułam obecność w scenariuszu zdarzeń, miejscach, czasie i przy bohaterach. Kiedy historia nieco przygasała, coraz słabiej brzmiał jej wydźwięk, okazywało się, że autor dawał jedynie zaczerpnąć tchu w przygodzie i wprowadzał kolejne intrygujące niespodzianki. 

Ewidentnie widać było, że zabawa w fantastykę może dać wiele przyjemności i przynieść niezłą satysfakcję. Niecodzienność incydentów frapująco poprowadzona, czasem mniej wyraźnie, kiedy indziej jakby spontanicznie, by za chwilę wejść w znany kierunek. I odwołania do znaczących elementów kultury masowej, znakomitych produkcji filmowych i dzieł literackich, w tym własnych utworów pisarza, aby urozmaicić i wzmocnić odbiór stylu napięcia i grozy. Komfortowo czułam się w takiej konwencji rozrywki, zwłaszcza że tłumaczenie odzwierciedlało sugestywne opisy. 

Lubię, kiedy zwykłego człowieka stawia się w wyjątkowej sytuacji. Wkracza w coś tajemniczego i nieprawdopodobnego, a towarzyszące mu istoty odgrywają ważną rolę. King potrafi sprawić, że pospolite przedmioty, obojętnie duże czy małe, skrywają moc transformacji i nowego znaczenia. Znakomicie sportretował postaci, żyły, czuły i działały. Nie dało się nie czuwać odważnie nad Charliem, niecierpliwie śledzić losy siedemnastolatka postawionego przed mega wyzwaniami, natury zewnętrznej i wewnętrznej. Na jego drodze pojawiał się zbiór akcentów właściwych dla przygód fantasy, baśniowych i magicznych, warto je było poznać w innej scenerii losów, odmiennej koncepcji i nowej kolorystyce. 

Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Stephena Kinga przedstawionymi na Bookendorfinie: "Dziewczyna, która kochała Toma Gordona", "Oczy smoka", "Blaze", "Komórka", "Regulatorzy", "Desperacja", "Miasteczko Salem", "Misery" "Mroczna połowa", "Łowca snów", "Gra Geralda", "Billy Summers", "Podpalaczka", "Później", "Jest krew", "Instytut", "17 podniebnych koszmarów", "Bastion", "Bazar złych snów", "Cujo", "Outsider", "Pudełko z guzikami Gwendy", "Magiczne piórko Gwendy", "Ostatnia misja Gwendy", "Roland", "Sklepik z marzeniami", "Śpiące królewny", "Uniesienie", "Zielona mila", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika", "Charlie Ciuch-Ciuch", oraz "Stephen King. Instrukcja obsługi" Roberta Ziębińskiego.

5/6 - koniecznie przeczytaj
fantastyka, horror, 702 strony, premiera 07.09.2022, tłumaczenie Janusz Ochab
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

środa, 18 stycznia 2023

SABAT CZAROWNIC

BEATRICE SCARLET tom 2

GRAHAM MASTERTON

„...człowiek prędzej atakuje niż szatan, zwłaszcza jeśli przyłapie się go na robieniu tego, co nie trzeba.”

Pierwszy tom serii zatytułowany „Szkarłatna wdowa” prowadził po aurze wierzeń w demoniczne istoty, diabelskie sztuczki, przekraczające ludzkie pojmowanie moce. Czarownice, wiedźmy i sekutnice rzucały urok na wszystkich i wszystko, co tylko im nie przypasowało lub sprzeciwiło się. Niewielkie pasma z tego klimatu odrodziły się w drugim tomie „Sabat czarownic”. Tym razem to szatan wydawał się wieść prym, z ogromną pomocą mrocznej i ciemnej natury człowieka, przerażającym obliczem wciągającym w koszmar. Beatrice Scarlet, główna bohaterka serii, ponownie zaskakiwała wyjątkową intuicją i niezwykłymi umiejętnościami. Zdolna, utalentowana, wykształcona przez ojca mistrza aptekarstwa, przynosiła ludziom ulgę w cierpieniach własnoręcznie przygotowywanymi miksturami. Ale kobiety z połowy osiemnastego wieku były oficjalnie dopuszczane do nauki, musiały ukrywać wiedzę, inaczej posądzano je o konszachty z diabłem i kończyły tragicznie. 

Podróż z mężem pastorem za Atlantyk, do amerykańskich lasów Sutton, oprócz dwójki dzieci przyniosła też tragedie. Trzy lata po śmierci ukochanego, pięcioletni syn zostaje porwany, najprawdopodobniej przez Indian, a wszelki ślad po nim zaginął. Beatrice z powodu utraty miejsca na plebanii musiała wrócić do Londynu, niestety tylko z maleńką córką, i pracować w schronisku dla zbłąkanych kobiet. Ówczesna stolica Anglii nie należała do czystych i bezpiecznych. Zło czaiło się nie tylko w pozbawionych światła zaułkach i wąskich ulicach, ale również w miejscach, w których powinno gościć jedynie dobro. Scarlet od początku wyczuwała, że nie wszystko w przytułku było takim, jakim powinno być, dostrzegała nieścisłości tam, gdzie nie miały prawa zaistnieć. W jej detektywistycznym umyśle natychmiast odezwały się alarmujące dzwonki, a intuicja podpowiadała, aby podążać tropem niewyraźnych śladów, jeśli chciała poznać prawdę. 

Graham Masterton ciekawie prowadził postać, wybijał ze stereotypowego postrzegania kobiet w tamtych czasach, silnie osadzał we wciągającej intrydze z elementami sensacji. Powieść czytałam gładko i z entuzjazmem. Doceniłam wzorcowo rozłożoną dynamikę napięcia i emocji, oraz atrakcyjnie zapleciony ciąg nagłych zwrotów akcji. Jak na tego autora przystało, pojawiały się mocne brutalne sceny skręcające w stronę dewiacji i obrzydzenia, bohaterowie nie byli oszczędzani fizycznie i psychicznie, zaś nikczemność i podłość przybierały szalenie wyraziste kształty. Kilku elementów scenariusza zdarzeń łatwo domyśliłam się, szybko określiłam czarne charaktery. Ale i tak Masterton podkręcał wyobraźnię i sugerował grozę, nie na wysokim poziomie, lecz wystarczającym do odczuwania przyjemności z czytania, wkręcenia się w nurt zdarzeń i przeniesienia w świat przesądów. 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconym thriller kryminalnym "Wirus", ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorami "Dżinn" i "Dzieci zapomniane przez Boga", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", ekscytującym "Ikonem", pełnymi horroru "Ludźmi cienia", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 416 stron, premiera 07.09.2022 (2017), tłumaczenie Anna Esden-Tempska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Albatros.

wtorek, 3 stycznia 2023

DEMAN

ARTUR URBANOWICZ

„Jak podejmować decyzje, kiedy każda może okazać się błędna i prowadzić do katastrofy, nawet jeżeli przyświecają im dobre intencje?”

Od początku twórczości Artura Urbanowicza umawiam się na spotkania z jego powieściami. „Gałęziste” szalenie mi się podobało, „Grzesznik” w mniejszym stopniu przekonał, ale zaraz po nim wciągająco wskoczyłam w „Inkuba”, a potem zachwyciłam się „Paradoksem”. Spotkania z „Demanem” z jednej strony nieco się obawiałam, nigdy nie przepadałam za ideą superbohaterów, a to właśnie oni nakręcali akcję książki, z drugiej, znając pióro autora liczyłam, że nada przygodzie czytelniczej intrygującego kolorytu, który pozwoli na czerpanie przyjemności z czystej rozrywki śledzenia fabuły, ale równocześnie skłoni do refleksji o naturze człowieka. I nie zawiodłam się. Zaskoczyło mnie, że mi się spodobało i komfortowo odnalazłam się w demonicznej, wilkołaczej i zombie oprawie charakterologicznej. 

Nie zabrakło zwykłego człowieka, bez super mocy, nadzwyczajnych umiejętności, czynnika długowieczności, ale za to z pełną gamą ludzkich wad i ciemnych tajemnic. Czułam, że autor znakomicie bawił się w wyłuskiwanie mrocznych warszawskich sekretów dożywianych przez mieszkańców, oddanych zwykłej codzienności pracy i życia zawodowego, istnieniu na pierwszych stronach gazet lub sprytnie usuwających się poza publicity. Szeroka paleta postaci, ciekawie dobranych, atrakcyjnie sportretowanych, kontrastowo zestawianych. Frapująco wchodziłam w aspekty dobra i zła, kluczy ich zestawiania, nierozerwalnej symbiozy warunkującej egzystencję. Różne odcienie szarości, jedynie odbicie we własnych oczach intensyfikowało czerń lub kierowało ku bieli. Świetnie bawiłam się w interpretowanie czynów bohaterów, chętnie stawiałam się w ich sytuacji, podążałam tropem intuicji odgadywania własnych zachowań w zaistniałych sytuacjach. 

Czy faktycznie znam siebie tak dobrze, aby zaufać sobie, że moja postawa napawałaby dumą, podążaniem za przyjętymi życiowymi wartościami, w zgodzie z duchem otrzymanego wychowania? A może gdzieś w tle pojawiałyby się coraz intensywniej słyszalne podszepty namawiające do wykorzystania siły, pozycji i przewagi wobec innych, zwłaszcza nielubianych, krzywdzących i toksycznych? Z entuzjazmem przyjęłam odniesienia do subiektywnej skali grzechów i przewinień, etyki metod naprawiania krzywd, pojemności pojęcia sprawiedliwości. Kilka mocnych scen podkreśliło obecność w horrorze, szydercze wejrzenie w ludzką duszę, dwulicowość człowieka, zwierzęcość cech, napędzanie strachem, zew nawołujący do przekraczania granic niespisanego prawa. Czy demon niszczy człowieka, a może człowiek z własnej woli poddaje się destrukcji, bez udziału nadprzyrodzonych mocy, jako jednostka i gatunek, ze sprytem, siłą, szybkością i zwinnością knowania? Czy naprawdę lęki definiują nas? Czy jesteśmy gorsi niż widać na pierwszy rzut oka? 

Urbanowicz podsuwał sporo materiału do przemyśleń, co chętnie podchwytywałam, lecz czasami wyczekiwałam większej wnikliwości w mroki tragające duszą postaci. Nie do końca przekonywała postawa psycholożki, miałam lekkie kłopoty z kapłańskim przygotowaniem merytorycznym, zbyt małą dociekliwością dziennikarską, ale wszystko to czemuś służyło, co przyjęłam za dobrą monetę. Od czasu do czasu lubię wejść w klimat zombie, zwłaszcza jak to myślący stwór, niekiedy lubię patrzeć na karmienie się ludzkim grzechem, szczególnie jak w przystojnym wydaniu, natomiast dobro w superbohaterach nie jest już tak pasjonujące, a autorowi udało się do niego zachęcić w demanicznej odsłonie, i to jeszcze na tyle, że z zainteresowaniem wyczekuję kontynuacji przygody czytelniczej. Warto na koniec podkreślić znakomity postęp w stylu narracji, zawsze było w nim coś, co szalenie przyciągało mentalnie i sugestywnie podgrzewało wyobraźnię, ale teraz doszło jeszcze panowanie nad gładkością i barwnością snucia opowieści.

4.5/6 - warto przeczytać
horror, 704 strony, premiera 28.09.2022
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

czwartek, 22 grudnia 2022

LĘK

TOMASZ SABLIK

„To tylko sen.”

Bardziej thriller psychologiczny niż horror, ale nie można odmówić mu kilku mocnych akcentów grozy. Jednak nie one są najważniejsze w powieści, a podążanie za pułapkami umysłu i natury człowieka. Zaglądamy w mroczne sfery tego, co trudno zaakceptować, że przynależy do nas, gnieździ się w głębi i tylko czeka na odpowiedni moment, aby uaktywnić się i nabierać mocy. Budzi się za sprawą zwykłego impulsu codzienności lub zaskakującego incydentu. Wyzwalaczem może być druga osoba lub coś tajemniczego, wykraczającego poza ramy przyswojenia rozumem. Zawsze jednak karmi się lękiem, strachem i przerażeniem, intensyfikacją nieznanego, niejednoznacznego i niezrozumiałego. Niezmiennie spogląda przez ramię na rozmywający się wzorzec siebie samego, zaprzyjaźnionej osoby lub kogoś nieznajomego nagle wkraczającego w życie. I wbrew pozorom, wspólne życie z kimś wydawałoby się bardzo bliskim, to tak naprawdę, na pierwotnym poziomie, wędrówka obok siebie, bez względu na stopień zażyłości i ilość wspólnie spędzonych lat. 

Tomasz Sablik interesująco zagląda w duszę bohaterów, wystawia ich na większą niepewność względem siebie niż życiowego partnera. Znakomicie rozkłada na czynniki pierwsze poczucie mniej lub bardziej uświadomionej samotności. Popycha ku decyzjom z jednej strony mocno osadzonym w miłości i wierze, z drugiej nienawiści i podejrzliwości. Już na wstępie przekonująco nakreśla relacje między małżonkami, tu liczy się każda myśl i słowo, ich wydźwięk niesie kolorystykę przyszłych wydarzeń. Fantastycznie ukazuje kontrast między dwiema parami, ale też w środku każdej. Wspólne pierwiastki podtrzymują związek poddany ekstremalnej próbie (marzenie, które nie ma szansy się ziścić) i stracie (tego, co w życiu najcenniejsze). Jak by tego było mało, osadza postaci w świecie postapokaliptycznym, pandemii, która wytrzebiła ludzkość pozostawiając jedynie nieliczne jednostki. Kilka lat całkowitej izolacji, konieczności walki z kolejnym typem samotności, nie pozostaje obojętnym dla zmian osobowości i tożsamości. Autor sugestywnie oddaje męski zdeterminowany w przekonaniach punkt widzenia Jakuba, poddający w wątpliwość Daniela, oraz damski powiązany z wrażliwością i czułością Marty, cierpliwością i oddaniem Julii. Zręcznie miesza ich wydźwięk, znaczenia, pojęcia i definicje.

„Lęk” prowadzi przez gorący pustynny piach osobliwych wizji, gęste pogańskie leśne mary, senne koszmary krążące w chacie przetrwania. Azyl miejsca i w sercu nabiera fałszywych nut. Nasila się wrażenie bycia obserwowanym, ale powstaje pytanie, przez kogo, przecież wszyscy wyginęli. Nieśmiało wkradający się niepokój, bazujący na niespójnej historii, zaczyna kierować się ku aurze zła. Sablik nie śpieszy się z rozwijaniem opowieści, zdecydowanie trzyma się przyjętego tempa, tak aby panować nad obrazami wyobraźni i pielęgnować tajemniczość, uczynić przygodę przyjazną, ale z zadrą niecierpliwego poznawania. Mamy czas, aby śledzić akcję i zachowania bohaterów, a jednocześnie zastanawiać się, kiedy następuje koniec człowieka, kiedy wali się zewnętrzny świat, czy kiedy zanika wewnętrzny. Jedna uwaga, pojawia się niekonsekwencja, którą natychmiast wyłapuje się, podkreślane jest, że bohaterka nie wymienia czyjegoś imienia, jednak chwilę wcześniej to robi, przeoczenie do korekty w następnym wydaniu, gdyż to ważne ze względu na odbiór i interpretację okoliczności.

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 342 strony, premiera 15.09.2021, ilustracje Dawid Boldys
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Vesper.

środa, 23 listopada 2022

POTOMEK

GRAHAM MASTERTON

"Polowanie na wampiry zawsze polegało na łączeniu nauki, religii, zdrowego rozsądku i magii."

Kiedy nadchodzą wakacje, chętnie spędzam czas na położonej na odludziu działce rekreacyjnej i z przyjemnością sięgam po lekkie przygody czytelnicze. Z dreszczykiem wypełniam nimi wieczory, zwłaszcza gdy sceneria realnego miejsca intensyfikuje przeżywanie książkowych opisów. Nie ulega wątpliwości, że Graham Masterton doskonale bawi się korzystając z fantazji, a odbiorcy jego powieści dostają pożywkę dla wyobraźni. Im straszniej, tym lepiej. Czy w czasach, kiedy wampiry weszły w szerokim zakresie do popkultury są jeszcze obszary, w których można stworzyć coś nieszablonowego? Wydaje się, że małe są szanse na to, powielane schematy zdają się to potwierdzać, ale kiedy pisany był „Potomek”, w czasach stosunkowo nie tak odległych, bo przed szesnastoma latami, niektóre elementy historii o krwiopijcach potrafiły zaskoczyć świeżym spojrzeniem na świat demonicznych istot. Udało się podsunąć ciekawe i nietypowe rozwiązanie w tematyce dręczycielskich dusz i szkarłatnych katów.

Podobało mi się osadzenie kapitana kontrwywiadu Jamesa Falcona w wojennej zawierusze, w zniszczonych francuskich, belgijskich i holenderskich miastach. Eliminował przeklętych krwią stworów, najwstrętniejszych pasożytów wykorzystywanych przez nazistów jako ogniwa armii. Kiedy po kilkunastu latach nocni ludzie nabierali sił i koszmarnie intensyfikowały się skutki ich niszczycielskiej aktywności, James ponownie stanął do walki. Zatrważające wierzenia i legendy o strigoi materializowały się. Autor umiejętnie podkręcał atmosferę, okręcał sekrety wokół intrygi, stawiał na zwroty akcji, jednakże prowadził fabułę w nieskomplikowanej i łatwej do przewidzenia otoczce. Zmarnował potencjał w postaci matki głównego bohatera otoczonej atrakcyjną rumuńska tajemniczością. Tym niemniej, nie można mu było odmówić konsekwencji w realizacji pomysłu na historię i zdolności przykuwania uwagi odbiorcy.

"Potomek" nie trzymał w mocnej niepewności, bardziej wabił obietnicą grozy niż wzbudzał strach, lecz przyjemnie się przez niego przechodziło. Nie było mowy o efektownych rozwiązaniach i porywających scenach. Wyobraźnię delikatne drażniły odwołania do starych przestrachów, zabobonów i przesądów o potworach grobowej nocy, moralnej zgnilizny i masowego okrucieństwa. Żałuję, że Masterton nie rozbudował kilku scen, sporo można było z nich wycisnąć, prosiły, aby głębiej w nie wejść. Brakowało nacisku na charaktery bohaterów, zyskaliby na sile oddziaływania. „Potomek”, uśmiech w stronę miłośników horroru oprawionego w ramy wampirskich klimatów, sprawdzi się jako niezobowiązująca rozrywka z dość zaskakującym zakończeniem. Czasem warto dać się oderwać od rzeczywistości i wejść w świat czegoś o pierwotnym strachu i wiary. Przekonać się, czy faktycznie wampiry nigdy niczego nie wybaczają i karzą rozciętymi brzuchami i sercami wyciągniętymi z klatek piersiowych? Czy infekcja mająca źródło w najbardziej zapomnianych regionach Transylwanii i Wołoszczyzny może zostać sprowadzona do USA? 

Zapraszam po wrażenia ze spotkania z serią o detektyw Katie Maguire ("Uznani za zmarłych", "Siostry krwi", "Pogrzebani", "Martwi za życia", "Martwe tańczące dziewczynki", "Świst umarłych", "Żebrząc o śmierć", "Do ostatniej kropli krwi", "Czerwone światło hańby"), cyklem przygód jasnowidza Harriego Erskine ("Manitou", "Zemsta Manitou", "Duch zagłady", "Krew Manitou", "Armagedon", "Infekcja"), zakręconym thriller kryminalnym "Wirus", ciekawie drażniącymi wyobraźnię horrorami "Dżinn" i "Dzieci zapomniane przez Boga", postapokaliptyczną sensacją "Susza", metafizyczną historią osobliwych zdarzeń "Dom stu szeptów", ekscytującym "Ikonem", pełnymi horroru "Ludźmi cienia", krótkimi formami literackimi na "Festiwal strachu", opowiadaniami Mastertona z "Upiornych świąt".

3.5/6 – w wolnym czasie
horror, 326 stron, premiera 31.05.2022 (2006), tłumaczenie Piotr Kuś
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl