piątek, 23 października 2020

NIESPOKOJNI ZMARLI

SIMON BECKETT

DR DAVID HUNTER tom 5

"Ludzie po śmierci są równie skomplikowani jak za życia."

Przy tej książce bawiłam się rewelacyjnie, przy poprzednich odsłonach serii ("Chemia śmierci", "Szepty zmarłych", "Wołanie grobu") też było frapująco, ale to w "Niespokojnych zmarłych" intrygę odbierałam dużo intensywniej. Bardzo zagmatwana i pokrętna zagadka detektywistyczna wciągała zmiennym obliczem, nagłymi zwrotami akcji, nie pozwoliła na szybkie rozwikłanie. Pułapki zastawiane na czytelnika w atrakcyjnej grze przeciągania liny prawdy i fałszu zastawiono wyjątkowo sprytnie. Dałam się wkręcić w fałszywy trop, podążałam błędnym szlakiem przypuszczeń, intuicja mnie zawiodła, a to pożądane doświadczenie.

Simon Beckett postawił na obszerny format opowieści, co więcej, wszystkie elementy były jak najbardziej uzasadnione i doskonale spełniły przydzielone funkcje. Szczegółowe opisy z zakresu antropologii sądowej, zawsze przeze mnie wyczekiwane, barwne przybliżenia emocji targających kluczową postacią pomogły wczuć się w przeżycia. Swobodne operowanie skalą napięcia podgrzewało mroczną atmosferę niepewności. A do tego usytuowanie akcji na obrzeżach cywilizacji, z akcentem klaustrofobicznej izolacji i małomiasteczkowej mentalności społeczności lokalnej. Ciarki przechodziły po ciele, kiedy dowiadywałam się o makabrycznych incydentach i przerażających zagadkach na fali przypływowych i odpływowych wód Backwaters, pustkowia pełnego krabów, trzcin, mielizn i kanałów. Zaś w tle rumowiska dawnej aktywnej obecności człowieka, trzy morskie forty straszące w oddali, osnute gęstą mgłą i dziwnymi hałasami.

Cruckhaven, szare, ponure i posępne miasteczko leżące blisko ujścia rozlewiska, już dawno zapomniało o świetności przemysłowej i portowej. Powoli umierało, szybko rodziły się marazm, rezygnacja i poczucie przegranej. Lecz i w takich okolicznościach przetrwać mogło ludzkie pragnienie czynienia zła. Pobliskie mokradła odsłaniają smutny widok resztek ludzkiego ciała. Doktor David Hunter, ściągnięty z Londynu do przyjrzenia się im, niemal od razu przekonuje się, jak dokuczliwa może być wrogość miejscowych, tym bardziej, że pozbawiona uzasadnienia. Wszystko wskazuje na to, że to syn majętnej i wpływowej rodziny, który zaginął około sześciu tygodni temu, został odnaleziony w makabrycznych okolicznościach. Śledztwo z czasem dobitnie pokazuje, że próbujący je rozwikłać, jedynie ślizgają się po powierzchni zrozumienia i połączenia faktów. Dochodzą nowe ciała i zagrożenia, rodzi się wiele zbiegów okoliczności, niekorzystne szczegóły zostają wyolbrzymione, śmierć upomina się o wiele osób. I jeszcze dalekie echa niewyjaśnionego zaginięcia dziewczynki sprzed dwóch dekad.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
thriller kryminalny, 504 strony, premiera 24.05.2017, tłumaczenie Sławomir Kędzierski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 22 października 2020

MY

JEWGIENIJ ZAMIATIN

„Jedyny sposób, by uwolnić człowieka od zbrodni, to uwolnić go od wolności.”

Dawno tak bardzo nie wymęczył mnie styl narracji jak przy tej książce. W połowie już się z nim oswoiłam, ale do końca pozostałam mu mało przychylna. Urwane zdania, szarpane myśli, chaotyczne wtrącenia, skrótowe sformułowania, a wydawałoby się, że język odwołujący się do matematyki, w końcu to dzienniki spisane przez matematyka żyjącego w zmatematyzowanej rzeczywistości, powinien wykazywać się przejrzystością przekazu i jednolitością odbioru. Jednak nie przeczę, że taki zabieg miał oryginalny i nietypowy wydźwięk, zatem traktuję go jako ciekawostkę, zwłaszcza w odniesieniu do faktu, że książka powstała równo wiek temu. Nawet na dzisiejsze czasy to specyficzna innowacja, szkoda tylko, że nie w pełni komfortowo poruszam się w sferze ścisłych ujęć. Natomiast znakomicie poradziłam sobie w humanistycznych odcieniach, dlatego zajmująco bawiłam się przekazami, które zawarł w powieści Jewgienij Zamiatin.

Absurdy totalitaryzmu wylewają się z każdej strony książki, ubezwłasnowolnienie jednostki w imię opartej na fałszywych filarach ideologii, sprowadzenie istoty ludzkiej do trybiku w maszynie państwa, całkowicie podporządkowanej najwyższej jedności. Władza jest nieomylna, zasady postępowania jedynie słuszne, zaś normy społeczne precyzyjnie określone. Nie ma mowy o prawdziwej wolności, nowatorskich pomysłach, swobodzie wypowiedzi, a co dopiero zgodzie na jakikolwiek bunt i rewolucyjne ruchy. Wszechobecna inwigilacja, nieustanna kontrola, brak prawa do prywatności, natychmiastowe tępienie indywidualizmu. Mechanicznie uporządkowana i do znudzenia powtarzana codzienność, poddana matematycznym wzorom i regułom. Panujący klimat doskonale oddaje fragment traktujący o muzyce, w czasach starożytnych tworzona pod wpływem natchnienia i pasji, w powieściowej rzeczywistości spłycona do sztywnych ram, bez dopuszczenia żadnych odchyleń i wyjątków. Ten opis zrobił wstrząsające wrażenie, tym bardziej, że przekłada się na pozostałe poruszane w książce zagadnienia. Szczęście sprowadzone do liczby, prawo nieadekwatne do natury człowieka, porządek jako wartości stałe, zwycięstwo sumy nad jednostką. A gdzie w tym wszystkim miejsce na uczucia i emocje, przypadkowe zdarzenia i nieoczekiwane świadectwa prawdy, budzące się do życia tęsknoty, pragnienia i marzenia?

Po Wojnie Dwustuletniej miasta oddziela od siebie zieleń, przyroda odzyskała utracone na rzecz człowieka przestrzenie. Ludzie żyją w zamkniętych i izolowanych enklawach, niczym za kotarami żelaznej kurtyny porządku pojałtańskiego. Główny bohater Δ-503, ludzi sprowadzono do literki i liczb, to konstruktor pojazdu, który wzbić ma się w przestrzeń międzygwiezdną, by narzucać i promować sztuczną ideologię mieszkańcom innych planet. Czyż nie przypomina to zasad wyścigu kosmicznego ZSRR i USA od końca lat pięćdziesiątych do połowy siedemdziesiątych dwudziestego wieku? Ostre i bezwzględne zwalczanie wszelkich aktów sprzeciwu przeciwko oficjalnej propagandzie. I kolejne skojarzenie, jak wiele ofiar pochłonął stalinizm, dwadzieścia milionów? I jeszcze ciekawostka, odwołanie do naftowego pożywienia, co prowadzi nasze myśli ku promowanym współcześnie ruchom zbiorowego żywienia. Zatem Jewgienij Zamiatin wyprzedził wiele trendów, a powieść skrywa jeszcze więcej powiązań niż wskazane, intrygująco się je odkrywa z perspektywy proroctwa i dziejów historii. „My” nie należy do łatwych przygód czytelniczych, ale podsuwa sporo satyrycznych nut i materiału do refleksji. Δ-503 traci stabilny grunt pod nogami, odkrywa, że ma duszę, potrafi obdarzyć płomiennym uczuciem kobietę, niestety kwalifikowane jest to jako podlegająca potępieniu choroba, która może przenieść się na innych i wywołać niepożądaną epidemię. Plus za zakończenie, solidnie spięło klamrą wszystkie wątki. Inne tytuły z serii „Wehikuł czasu”, klasyki science fiction, przybliżone na Bookendorfinie to: "Gdzie dawniej śpiewał ptak", "Gwiazdy moim przeznaczeniem", "Drzwi do lata", "Wieczna wojna", "Cieplarnia", "Przestrzeni! Przestrzeni!", "Non stop", "Aleja potępienia", "Kwiaty dla Algernoma", "Koniec dzieciństwa", "Hiob. Komedia sprawiedliwości".

4/6 – warto przeczytać
fantastyka, 240 stron, premiera 15.09.2020 (1920), tłumaczenie Adam Pomorski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

wtorek, 20 października 2020

JAK PACHNIE DESZCZ?

SIMON KING, CLARE NASIR

"Zapach deszczu unosi się w powietrzu od czasu, gdy powstały pierwsze kontynenty i oddzieliły się od oceanów... do roku 1964 zapach deszczu był bezimienny, aż wreszcie otrzymał nazwę petrichor."

Nie spodziewałam się, że książka będzie tak wybornie przesiąknięta informacjami, faktami, nowinkami i ciekawostkami. Kompendium wiedzy o najróżniejszych zjawiskach pogodowych. Odpowiednik książeczek cieszących się ogromną popularnością wśród dzieci, w których prezentuje się fascynujące odpowiedzi na ciekawe pytania, ale tu oczywiście mamy do czynienia z formą dla dorosłych. Wciąga w tajemnice świata klimatu i pogody, zachęca do odkrywania, poznawania i przypomnienia. Sporo wiedzy przygarnęłam, o wielu rzeczach nie miałam zielonego pojęcia, część zdążyłam zapomnieć od czasów szkolnych, ale to skłoniło do aktualizacji i pogłębienia.

Narracja taka, jaką lubię najbardziej, swobodna, przyjazna, wyjaśniająca, a zarazem rzeczowa, nie jest przeładowana zbędnymi szczegółami, ale dba o znaczące detale. Mnóstwo danych, o których słyszy się w wiadomościach, czyta w artykułach, ale teraz zebrane w jednym miejscu, a co równie ważne, zgrabnie połączone i przyciągająco zinterpretowane. Interesująco wnika się w arkany na temat Słońca, wpływu przestrzeni kosmicznej i planet na aurę na Ziemi, w rewelacje odnośnie składników pogody, rodzajów chmur, cyklonów, tornad i huraganów, a także w spektakl tęczy, zorzy polarnej, wiru pyłowego, trąby wodnej, ukochanych przez obserwatorów wschodów i zachodów słońca. I wiele podobnych, choćby panująca na innych planetach pogoda, zależności między wojną a pogodą, ziemskie zmiany klimatyczne, choć ostatnie zagadnie potraktowano dość pobieżnie, liczyłam na więcej, trzeba będzie zatem doczytać w innych publikacjach.

Każdy rozdział podzielono na wiele segmentów, zatem można w dowolnym momencie powrócić do przerwanej lektury, albo czytać ją według własnego klucza hierarchii zainteresowań. A do tego przydatny słownik pojęć, chętnie odwoływałam się do niego. Widać, że Simon King i Clare Nasir pasjonują się tym, co robią w życiu zawodowym, potrafią zajmująco opowiadać, co ku czytelniczej satysfakcji znajduje przełożenie w publikacji. Sprawdź, czy znasz odpowiedzi na sto pytań o zadziwiających zjawiskach pogodowych, jak wiele wiesz o czymś z czym żyjemy tak blisko każdego dnia i co ma wpływ na życiowe plany. Szkoda, że mało ilustracji wzbogaciło treść, przy kilku omówieniach bardzo przydałyby się, jako wzrokowiec szybciej zrozumiałabym zawarte w treści przesłania. Warto sięgnąć po książkę, więcej niż ogólna orientacja w meteorologii.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura popularnonaukowa (meteorologia), 340 stron, premiera 01.09.2020 (2019)
tłumaczenie Magdalena Hermanowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

poniedziałek, 19 października 2020

BÓG IMPERATOR DIUNY

FRANK HERBERT

KRONIKI DIUNY tom 4

"Wrogowie nas umacniają. Sprzymierzeńcy osłabiają."

Nie spodziewałam się, że w silnie filozoficznym i refleksyjnym klimacie utrzymana będzie powieść. Chwilę zajęło przestawienie się z mocno wyczekiwanego przeżywania czystych barwnych przygód na bardziej intelektualną rozrywkę. Kiedy tylko spostrzegłam, do jakiego świata trafiłam, wiedziona przyjazną narracją Franka Herberta, szerokim zakresem tematów do rozważań, chętnie wciągnęłam się w książkę. Tym bardziej, że autor skoncentrował się na czynniku ludzkim, jego naturze i kondycji, w ujęciu jednostki i cywilizacji, a wszystko przy zmiennej długiego czasu. Wkroczyłam w zagadnienia polityki pokoju, stagnacji rządów, kultu jednostki, absolutnej władzy. 

Leto Atryda II, przez większość określany Tyranem, z nikim nie dzieli się panowaniem nad galaktycznym imperium. Trzyma w ręku asa w postaci kontroli nad dystrybucją przyprawy zwanej melanżem. Dopóki jako jedyny ma dostęp do jej zapasów, nic i nikt nie może mu zaszkodzić w potencjalnej grze o wpływy. Od trzech i pół tysiąca lat stoi na szczycie złożonych układów, które nie podlegają żadnym zmianom, wkrada się zatem poczucie znużenia, monotonii i marazmu. Ale pod powierzchnią oficjalnego status quo kryje się sieć intryg, spisków i manipulacji. Odwieczni wrogowie tylko pozornie przyczajają się z ambicjami i aspiracjami. Wystarczy jedna zbuntowana iskra zapalna, by nadać biegowi historii przyspieszenia, a co dopiero, kiedy kilka z nich połączy się. We wszystko wplecione są macki religii, moc zaglądania za zasłonę czasu przewidywanej przyszłości, genetyczne transformacje, mechaniczne technologie. Czy długowieczny człowiek, przemieniony w czerwia pustyni, zdoła zapanować nad wszechogarniającą go samotnością, niezrozumieniem ze strony innych, oraz tym, co przyszykowało mu przeznaczenie?

Tom „Bóg Imperator Diuny” nie przypomina poprzedników serii („Diuna”, „Mesjasz Diuny”, „Dzieci Diuny”), ale to wcale nie oznacza, że jest gorszy, czy mniej interesujący. Wręcz przeciwnie, kiedy na spokojnie się z nim zapoznajemy, odkrywamy, jak dużo oferuje czytelnikowi. Co prawda, inna klimatycznie przestrzeń, wielki skok w przyszłość, a jednak mocne osadzenie w realiach ludzkiej natury, której nawet po wielu wiekach nie jesteśmy w stanie się wyrzec. Sucha i jałowa planeta zamieniona w zieloną wypełnioną wodą oazę wcale nie pokrywa się z obrazem tego, o co z takim poświęceniem i determinacją walczyli Fremeni, odważny lud pełniący już tylko muzealną funkcję legendy, pamiętany jedynie przez garstkę amatorów dalekiej przeszłości. Kolejny przystanek w odwiecznym cyklu powstania, rozkwitu i upadku cywilizacji, jak wiele sekwencji wymazanych zostaje ze zbiorowej pamięci społecznej. Bardzo przekonują mnie do siebie takie dociekania.

4.5 - warto przeczytać
fantastyka, 532 strony, premiera 02.09.2020 (1981), tłumaczenie Marek Michowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

niedziela, 18 października 2020

ZIMOWY OGIEŃ

ANDERS DE LA MOTTE

KWARTET SEZONOWY tom 3

"Nic nie jest niemożliwe… nawet niemożliwe jest możliwe."

Trzecie spotkanie w ramach serii (wcześniejsze tomy „Koniec lata” i „Jesienna zbrodnia”) także należało do udanych, zajmująco bawiłam się, zgrabna mieszanka thrillera i kryminału zajmująco sprawdziła się. Anders de la Motte prezentuje mocny i dobry poziom warsztatu pisarskiego, wie, jak podkręcać wyobraźnię czytelnika, stopniowo nadawać niepokojący ton wydarzeniom, atrakcyjnie przykuwać uwagę złożoną zagadką detektywistyczną. Otrzymujemy sugestywny opis zarówno tego, co działo się w przeszłości, jak i współczesnych incydentów. Mamy wrażenie jakbyśmy przenieśli się do rzeczywistości kluczowej postaci. Wiele mówiące szczegóły, dające poczucie czegoś znajomego z powtórek codzienności, ale także przygotowujące do narastania napięcia, od niewiedzy i neutralności, przez lekki niepokój, niewyraźne uczucia, niesprecyzowane podejrzenia, intuicyjne podszepty, aż do obawy, groźby i trwogi. 

Im więcej wyłapujemy świadectw echa przeszłości sprzed trzydziestu lat, tym mniej stabilna i pewna wydaje się teraźniejszość. Coś, co miało być zwykłym uporządkowaniem testamentowych spraw, wybrzmiewa fałszywymi dźwiękami, nie pokrywa się z oficjalną wersją, skrywa pod powierzchnią pozorów zatrważające tajemnice, sprawia, że widoczne i niewidoczne blizny koszmaru intensyfikują płomień gorąca i niebezpieczeństwa. Krążące w zimowej scenerii pytania domagają się natychmiastowych odpowiedzi. Autor przekonująco i atrakcyjnie nawija nici intrygi, wiąże w supły wspomnienia wypełnione poczuciem winy, gwałtownie przerywa wątki logicznych wyjaśnień, celowo utrudnia dotarcie do prawdy. Zakończenie wypełnia twistami, dynamizmem i dramatyzmem, nieoczywiste rozwiązanie ukazuje w zdublowanej formie.

Wyrazisty portret głównej bohaterki, mało osadzony w umiejętnościach z zawodowej sfery, ale podsuwane wyjaśnienie przekonuje do takiej idei prezentacji. Czterdziestopięcioletnia Laura Aulin, zarządza firmą śmierci ojca, zajmuje się szacowaniem i oceną ryzyka. To kobieta sukcesu, choć niedoceniana przez bliskich, którzy żyją z jej kreatywności i poświęcenia. Kiedy ukochana ciocia Hedda umiera na zawał serca, Laura wyrusza ze Sztokholmu do Skanii, by zorganizować pogrzeb i zająć się otrzymanym w spadku letniskiem. Z Gerdnes wiążą się kontrastowe wspomnienia, beztroskie odsłony dzieciństwa i nastoletniości, ale również bolesne konsekwencje tragicznego pożaru, w którym życie straciła młoda osoba. Teraz, po trzech dekadach, ktoś miesza w losach dawnych przyjaciół, wywołując do tablicy nieszczęść i wypadków. Komu zależy na odgrzebaniu wszystkiego, co łączy się z tragedią w wieczór Świętej Łucji? Do czego jest zdolny, aby osiągnąć cel? Czy uda się go powstrzymać przed realizacją przerażającego scenariusza krzywdy i zdrady?

4.5 - warto przeczytać
thriller kryminalny, 430 stron, premiera 02.09.2020 (2018), tłumaczenie Milena Hadryan
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

sobota, 17 października 2020

KRÓTKA HISTORIA EUROPY

SIMON JENKINS

"Z kryzysu wykuło się dobroczynne dziedzictwo Europy - społeczna gospodarka rynkowa działająca pod demokratycznie wybraną władzą." Ale czy faktycznie?

Lubię chwytać po takie publikacje, ich popularnonaukowy charakter łagodzi specjalistyczny język, czyni go przejrzystym, barwnym i przyjemnym, sprawia, że tematyka przedstawiana jest bez zbędnych szczegółów i odniesień, tak aby niejako z lotu ptaka przyjrzeć się wybranej dziedzinie. "Krótka historia Europy" to przykład przygody czytelniczej, w której postawiono na ogólną świadomość i orientację, umiejętność odnajdywania powiązań i znaczeń, a jako, że obracamy się w historii, to na kojarzenie przyczyn i skutków. I właśnie dzięki zwięzłemu stylowi narracji, atrakcyjnemu uchwyceniu wiedzy, bardzo dobrze czytało mi się książkę. Znakomita okazja do przypomnienia sobie pewnych informacji, bez konieczności odnajdywania się w natłoku danych, albo propozycja pierwszego spotkania z poznawaniem dziejów starego kontynentu. Co prawda, większość materiału odnosi się do biegu zdarzeń, mających miejsce na ziemiach francuskich, niemieckich i bezpośrednio z nimi sąsiadujących, jednak ma to potwierdzenie w obrazach epok.

Głównym szlakiem w prezentacji rysów historii Europy jest polityczna władza, jej sprawowanie i podział, a zatem perspektywa sporów, konfliktów, starć i wojen. Zerkamy na wybitne osobowości, rysujące linie na mapie, znane nazwiska, natychmiast kojarzące się z pewnymi incydentami i procesami. Spoglądamy w stronę gospodarki, kultury i religii, po to, aby dopełnić obrazu historii kontynentu różnym kolorytem. Simon Jenkins wprowadza w czasy starożytności, średniowiecza, nowożytności i współczesności. Wybiera to, co miało największe konsekwencje, owocowało dramatycznymi zwrotami i znaczącymi powiązaniami. Oczywiście, że burzliwy, wybuchowy, pełen przemocy i agresji klimat wiedzie prym, w ten sposób następował rozwój zbiorowej świadomości Europy, uwzględniający liczne nacje i odmienne ambicje, tak kształtowała i wciąż kształtuje się równowaga między jednością kontynentu a różnorodnością. Jakże ciekawy dorobek i dziedzictwo mieszkańców Europy, jak wiele stworzyli podwalin pod rozwój świata, jak go imperialistycznie okresowo zdominowali. A obecnie, jak wpadają w porywisty nurt niepewności, podziałów, izolacji narodowych, granic samounicestwienia, choć stwarzają furtki azylu dla zewnętrznych emigrantów. Zajmująco śledzi się zataczanie koła biegu historii, powielanie wzorców, początków i końców określonych porządków. A na koniec, cytat dający materiał do refleksji: "DNA kontynentu zdaje się pozwalać ludziom żyć w pokoju tak długo, jak sięga ich pamięć o ostatnim przelewie krwi."

4.5/6 - warto przeczytać
literatura popularnonaukowa (historia), 440 stron, premiera 15.09.2020 (2019)
tłumaczenie Tomasz Hornowski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 15 października 2020

WOŁANIE GROBU

SIMON BECKETT

DR DAVID HUNTER tom 4

"Bez względu na to, jak głęboko umarli leżą w ziemi, wciąż dają nam odczuć swoją obecność. Jeden. Dwa. Osiem. Nic nie pozostaje w ukryciu na zawsze."

Kolejny tom serii o doktorze antropologii Davidzie Hunterze (poprzednie opisane na Bookendorfinie to "Chemia śmierci" i "Szepty zmarłych"), który zapewnia mocno dobrą przygodę czytelniczą. Pierwsze rozdziały nie toczą się w mega dynamicznych rytmach, intryga nie wydaje się wielce zawiązana, ale w miarę posuwania się akcji dostajemy to, na co liczymy sięgając po thriller wymieszany z kryminałem i klasyczną sensacją. Zgrabnie narasta napięcie, niepewność podszyta niewiadomymi i zagadkami. Im dalej posuwamy się po terenie złowrogich torfowisk, tym bardziej wciąga niestabilne bagno mrocznych cech natury człowieka. Śledzimy wydarzenia, które dzieją się współcześnie, jednak wcześniej mamy okazję szerszego zerknięcia w przeszłość sprzed ośmiu lat, kiedy to próby odnalezienia ciał dwóch zaginionych nastolatek zakończyły się spektakularnym niepowodzeniem i przykrymi konsekwencjami.

Ekipa dochodzeniowa policji, w tym główny bohater serii, przeczesywała nieprzyjazne i odludne wrzosowiska w Dartmoor w związku z odnalezieniem tam ludzkich szczątków. Wspomnienia z wydarzeń, które miały miejsce tego dnia pokryły się z traumatycznym incydentem rodzinnym. Niestety, obecnie, koszmarne upiory, niebezpieczne znajomości, groźne fakty, domagają się ponownego wglądu. Prawda dotycząca aktywności seryjnego mordercy i gwałciciela wymaga pełnego wyjaśnienia, a nowe okoliczności rzucają na nią inne niż dotychczas światło. Wszystko, co wydawało się podejrzane, niejasne, niezrozumiałe, nabiera intensywności, podszepty intuicji nie odpuszczają, trzeba zająć się tym, co niewygodne i przerażające. David daje złapać się w niebezpieczną pułapkę ludzkich namiętności, po omacku rozwiązuje sprawę, nie wie, komu ufać, kto jest sprzymierzeńcem, jaka jest waga dowodów, na które trafia. Brakowało mi szczegółowych opisów pracy przy zwłokach, a przecież Beckett właśnie w tym jest mistrzem, w czwartej odsłonie serii niewystarczająco tym uraczył, oczywiście jak na potrzeby mojej wypaczonej ciekawości.

Powieść napisana płynną i barwną narracją, swobodnie się po niej poruszamy, jak wspomniałam, mało tajników z dziedziny medycyny sądowej, większą uwagę skupiono na psychologicznych aspektach. Kluczowa postać straciła nieco na blasku i sprycie, ale w końcu cofamy się do mniej sławnego okresu jej kariery zawodowej. Nie do końca odpowiadał mi Hunter krążący wokół istoty sprawy, biernie przyglądający się temu, co się dzieje. Przyzwyczaił mnie, że bierze ster w swoje ręce, a teraz lekko przyczaił się, czekał na dogodny moment wkroczenia na scenę. Na szczęście, kiedy wreszcie maksymalnie angażuje się w sprawę, sporo się wydarza w błyskawicznym tempie. Ponura, złowroga, ciężka i mglista atmosfera przygody czytelniczej, umiejętnie oddziałująca na wyobraźnię, pierwszorzędnie podgrzewająca napięcie, zapewniająca silne wrażenia. Czujemy się zaskakiwani zwrotami akcji, chociaż ustalenie tożsamości czarnego charakteru nie jest mega wyzwaniem, pod warunkiem podchwycenia odpowiednich wskazówek i podążania ich tropem.

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 366 stron, premiera 25.03.2020 (2010), tłumaczenie Robert Sudół
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

środa, 14 października 2020

MAŁA

EDWARD CAREY

"Moja matka miała duży nos w rzymskim stylu, a ojciec, jak sądzę - mocno zarysowany podbródek, zadarty nieco ku górze. Wydaje się, że ten podbródek i ten nos do siebie pasowały."

Jestem pod ogromnym wrażeniem, dawno tak intensywnie nie porwała mnie książka, wyjątkowo udane spotkanie czytelnicze, i choć długo trwało, wypełniło kilka wieczorów, to i tak odczuwałam niedosyt, kiedy dotarłam do finału. Książka dopracowana dosłownie w każdym detalu, wszystko pierwszorzędnie ze sobą współgrało, każdy element wiele wniósł, nie pojawił się bez powodu. Edward Carey wypuścił w świat całkowicie ukształtowane dzieło. Piętnaście lat pracy pisarskiej, wspartej zdobywaniem materiałów, zaowocowało czymś cudownie wciągającym i nieprzeciętnym.

Miękka i komfortowa narracja porywa już od pierwszych słów, a po kilku zdaniach wiemy, że czeka nas olśniewająca przygoda, wypełniona poetyckim językiem, dostępnym dla każdego, odwołującym się do emocji. Scenariusz zdarzeń płynie niespiesznym nurtem, a jednak potrafi wciągnąć w meandry ludzkich słabości i wad, nawet tych najbardziej przerażających i okrutnych, przemieszanych z determinacją i siłą konieczną do wyrwania się z naznaczenia sieroctwem. Czasem jest smutno, żałośnie, tęsknie, kiedy indziej radośnie, ciepło, zabawnie.

Co ciekawe, poznajemy postaci swoistej biografii nie tylko przez pryzmat ich cech osobowości, ale przez charakterystyczne przymioty budowy ciała. Bo właśnie tak je w pierwszym wrażeniu określa i definiuje Anne Marie Grasholtz. Pomimo upływu lat, kolejnych dziesięcioleci, nie traci rewelacyjnego zmysłu obserwacji, trafności spostrzeżeń i celności formułowania opisu. Wyciąga indywidualność z ogromną swobodą. Marie poznajemy jako małą dziewczynkę, przewrotny los przygotował jej wiele niespodzianek, ale i sama narzucała przeznaczeniu własne zasady.

Przechodzimy od jednej skrajności w drugą, sprzeczności wymieniają się miejscami, ale silna wola tworzenia woskowych głów i figur, chwytania steru we własne ręce, bez względu na opinie otoczenia, wypełnia każdą chwilę. Niezwykła waleczność i odporność na ciosy wymierzane w najgłębsze poczucie własnej wartości. Od skromnej szwajcarskiej izby, poprzez paryskie kształcenie rzemiosła, do królewskich wersalskich apartamentów, a w tle burzliwe przemiany w osiemnastowiecznej Francji. Poddajemy się różnorodnym odczuciom, opanowują nasze serca i dusze, czujemy, że trafiliśmy na coś nowego, świeżego, unikatowego i satysfakcjonującego.

Liczne ilustracje nie są jedynie uzupełnieniem treści, ale równoprawnym narratorem, w każdym detalu wzmacniają wydźwięk pierwszoosobowego głosu, podkręcają wyobraźnię, intensyfikują postrzeganie opowieści. Rewelacyjnie wypełniona fikcja historyczna, przybliża sylwetkę Madame Tussaud, założycielki słynnego muzeum figur woskowych, której dzieła, choć zdziesiątkowane przez nieszczęścia spadające na wystawy, przetrwały do naszych czasów. Teraz już z innym nastawieniem będę zwiedzać londyńskie muzeum jej imienia i przyglądać się spuściźnie Małej.

6/6 - rozkosz czytania
literatura współczesna, 528 stron, premiera 02.09.2020 (2018), tłumaczenie Tomasz Wilusz
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

wtorek, 13 października 2020

SZEPTY ZMARŁYCH

SIMON BECKETT

DR DAVID HUNTER tom 3

"Powrót do domu po długiej podróży zawsze wywołuje wrażenie, jakby człowiek został przeniesiony kilka tygodni w przyszłość."

Wybornie bawiłam się przy pierwszym tomie "Chemii śmierci", zapewnił atrakcyjne i porywające zaczytanie, dostarczył mocnych i mrocznych dreszczy, a przy tym niezłą pulę przekonujących opisów związanych z antropologią sądową. Podobnie było w "Szeptach zmarłych", trzecie odsłonie serii o doktorze Davidzie Hunterze. Niestety, drugiego tomu nie udało mi się jeszcze dorwać, żałuję, bo miały w nim miejsce znaczące zdarzenia. Simon Beckett nie zdradza szczegółów przeszłości kluczowej postaci, daje jedynie ogólny rys, ale to bardzo dobrze, gdyż pojawi się sporo niespodzianek, kiedy już spotkam się z "Zapisanymi w kościach". Wyraziste są te tytuły, jednoznacznie wskazujące klimat, w jakim porusza się czytelnik, nawiązują do nauki o człowieku w ujęciu śladów zbrodni i dowodów śmierci.

W "Szeptach zmarłych" David Hunter odwiedza, na zaproszenie dawnego mentora, Ośrodek Badań Antropologicznych, zwany potocznie "Trupią Farmą". Wyjazd do Stanów Zjednoczonych ma pomóc nabrać dystansu do ostatnich londyńskich wydarzeń, w których o mały włos nie stracił życia. Zajmując się tym, w czym jest światowej klasy specjalistą, pragnie odzyskać sprawność zawodową i spokój w życiu prywatnym. Niestety, los stawia przed nim niespodziewane wyzwanie, zostaje wciągnięty w śledztwo próbujące zapobiec aktywności seryjnego mordercy, wyjątkowo inteligentnego i sprytnego, działającego uporządkowanie i metodycznie. Intryga frapująco złożona, angażujemy się w kilka ścieżek jej rozwiązania, uczestniczymy w spektakularnych incydentach, wystawiamy się na zaskakujące obroty spraw, a przy tym silnie odczuwamy presję czasu.

Dobrze bawiłam się przy książce, ciekawie rozwijano elementy fabuły, jednak dość wcześnie trafiłam na właściwy trop, silnie przyczepiłam się do jednej postaci wyczuwając w niej mroczny charakter, i pomimo zwodów autora mających prowadzić do fałszywych wniosków w docieraniu do prawdy, nie dałam się odciągnąć od właściwych podszeptów intuicji, prawidłowo wytypowałam tożsamość zabójcy. Myślę, że jeśli ktoś nie domyśli się na początku, kto stoi za zwyrodniałymi i bestialskimi czynami, będzie intensywniej niż ja przeżywał przygodę czytelniczą. Beckett ma smykałkę do wciągania odbiorcy w zgrabnie ułożony ciąg zdarzeń, atmosferę medycyny sądowej, profili osobowości złych ludzi. Tym bardziej, że u ofiar występują wykluczające się oznaki przyczyn śmierci, a morderca ostentacyjnie naśmiewa się z uczestników dochodzenia.

4.5/6 - warto przeczytać
thriller kryminalny, 358 stron, premiera 09.11.2016, tłumaczenie Sławomir Kędzierski
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

poniedziałek, 12 października 2020

KIESZONKOWIEC

FUMINORI NAKAMURA

"Świadomie przeżyj strach przed śmiercią. W momencie gdy zdołasz to zrobić, przekroczysz samego siebie."

Za pośrednictwem "Kieszonkowca" wpadłam w nieco inny niż zazwyczaj klimat kryminału, dałam się fantastycznie poprowadzić po japońskich brzmieniach kultury i sposobie postrzegania świata. Wnikając w przestępcze obszary śledziłam losy jednego z jego reprezentantów. Azjatyckie nuty w zgodnym rytmie przebijały się przez barwne życie złodzieja, czasem silniej wybrzmiały zwykłą osobliwą codziennością, kiedy indziej zwracały uwagę na pragnienia i marzenia, zawsze przywołując barwne emocje i delikatny niepokój. Obyczajowe akcenty silnie zwróciły na siebie uwagę w zgrabnym połączeniu kryminału i thrillera.

Melodia złożonej ludzkiej psychiki, ponurego marazmu życia, wyrzekania się istotnych wartości, początkowo niezauważalny zwrot akcji, a potem świat głównego bohatera ukazuje się mu z innej niż dotąd perspektywy. Coś zmienia się nieoczekiwanie, aby za chwilę, za sprawą zaskakujących zbiegów okoliczności, ulec kolejnej znaczącej przemianie. Uważnie wsłuchiwałam się w odczucia Nishimury, perfekcyjnego zawodowego kieszonkowca funkcjonującego w tokijskiej przestrzeni publicznej. Jak długo człowiek zdolny jest wieść całkowicie samotne życie i przy tym nadać mu sens? Skąd siła do wyrzeczenia się słabości w konfrontacji ze złem? Dlaczego trudno przywołać do życia ziarenko dobra tkwiące w duszy? Czy łatwo udzielić pomocy zupełnie obcej osobie?

Frapująco nakładają się obrazy przeszłości i teraźniejszości, postać chłopca w odniesieniu do dorosłego, zaś mężczyzny w powiązaniu z jego dzieciństwem. Ciekawie wkrada się na pierwszy plan znaczenie wymykającego się regułom prawa autorytetu i mentorstwa, a przy tym usilna chęć nauki i pozostawienia czegoś po sobie. Fuminori Nakamura z wyczuciem dotyka niewygodnych tematów, obaw nękających jednostkę, zahamowań przenoszących w alternatywną przestrzeń społeczną w stosunku do powszechnej rzeczywistości, niejako z góry przypisanej do niewiary i poczucia bezsilności. Czy sami decydujemy o kierunku ścieżki życia, często skazując się na porażkę, lub walcząc z determinacją w imię szczęścia, a może ktoś lub coś nam ją narzuca, nie dbając o równość i sprawiedliwość? Jak poradzić sobie z własnym i cudzym odrzuceniem?

Zakończenie wypadło perfekcyjne. Nic bym nie ujęła, doskonała puenta. Nic bym nie dodała, jedynie własne przemyślenia i refleksje. Mała objętościowo powieść a zrobiła zaskakująco duże wrażenie, nie przypuszczałam, że tak uroczo się w nią zaangażuję. Kolejny raz potwierdza się, że blisko mi do twórczości japońskich pisarzy, starego i młodego pokolenia. A to bardzo cieszy i zachęca do dalszych penetracji ich książek. Z pewnością zabiorę się za "Dziecko z ziemi", to również może być skrojona na miarę moich potrzeb przygoda czytelnicza. Jeśli jesteście gotowi przeżyć coś zdecydowanie wybiegającego poza ramy tradycyjnych kryminałów, zabrać się na satysfakcjonującą intelektualną przejażdżkę, to "Kieszonkowiec" już czeka na spotkanie.

4.5/6 - warto przeczytać
kryminał obyczajowy, 224 strony, premiera 01.06.2020 (2009), tłumaczenie Dariusz Latoś
Tekst ukazał się pierwotnie na Secretum.pl