sobota, 21 lutego 2026

UPADŁY ANIOŁ

GABRIEL ALLON tom 12

DANIEL SILVA

"Czasem trzeba popracować ze złymi ludźmi, żeby osiągnąć dobre cele.”

Po przerwie powróciłam do serii, aby uzupełnić znajomość z tomami, które dotąd nie miałam okazji poznać. A ponieważ serię bardzo lubię, zatem z przyjemnością oddałam się przygodzie czytelniczej. Daniel Silva reprezentuje lekkie i przyjazne pióro, przykuwa uwagę i entuzjazm czytelnika złożoną fabułą i intrygującym klimatem. Wszystkie elementy powieści perfekcyjnie do siebie pasują, mają uzasadnienie i sens. Wkraczając w szpiegowski świat czuję, że tak daleko oddalona od mojej codzienności rzeczywistość przyciąga rozmachem i skutecznością. W dwunastym tomie nie jest łatwo, misja wydaje się trudna i wymagająca, jak nie niemożliwa do wykonania. Z jakiegoś powodu złe siły dochodzą do głosu, mrok rozprzestrzenia się, zatem Gabriel Allon musi zawrócić ze ścieżki emerytowanego agenta izraelskiego wywiadu i zadbać o to, by zwyciężyło dobro. 

Na arenę wkracza Rzym z odległą przeszłością, Watykan jako miejsce zbrodni, podzielona Jerozolima i szwajcarska bankowość. Tajne służby wywiadowcze Izraela słyną ze skuteczności, zaś Gabriel Allon to niewątpliwie ich wielki as w rękawie. Przeprowadził wiele najbardziej legendarnych operacji w historii izraelskiego wywiadu. Teraz, prywatny sekretarz papieża Pawła VII zleca swojemu długoletniemu przyjacielowi, który akurat odrestaurowuje dzieło sztuki dla Kościoła, poprowadzenie prywatnego śledztwa w sprawie śmierci kobiety, kustoszki działu zabytków sztuki starożytnej, zbioru należącego do najstarszego i największego na świecie. Izraelski agent natychmiast przystępuje do działania, nie przyjmuje do wiadomości oficjalnej wersji samobójstwa kobiety. Osławiony szpieg i zamachowiec, wyszkolony w wyrafinowanej sztuce kłamstwa, kierujący się moralnością i zasadami, uważający, że kwestie dużej wagi najlepiej załatwiać bez świadków, uwikłuje się w niebezpieczną grę. Przenika przez tajemnice, spiski, dyplomatyczne uniki, międzynarodowy terroryzm, organizacje przestępcze i tajne światy. Zerknij na poprzednie odsłony serii przedstawione na Bookendorfinie: "Śmierć w Kornwalii", „Portret nieznanej kobiety”, "Angielski szpieg", "Czarna wdowa", "Dom szpiegów", "Inna kobieta", "Nowa dziewczyna", "Zakon", "Wiolonczelistka". Intrygujące szpiegowsko przygody czytelnicze.

5/6 - koniecznie przeczytaj
powieść szpiegowska, sensacja, 350 stron, premiera 23.10.2013 (2012)
tłumaczenie Agnieszka Andrzejewska
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 20 lutego 2026

ECHO LASU

MARCIN MALEC

STRAŻNICY SZEPTU tom 1

"Każda decyzja pociąga za sobą konsekwencje. Nawet brak decyzji jest decyzją.”

Sympatyczna i podszyta intrygującym dreszczykiem emocji podróż do świata słowiańszczyzny. Wkraczamy z główną bohaterką w aurę bibliotecznych ksiąg poświęconych bogom i demonom, interpretacją ich źródeł istnienia i frapującymi tajemnicami. Odkryta wiedza oswaja z różnorodnymi i barwnymi mieszkańcami leśnego obszaru, skupiska prastarych drzew, świadków tego, co na przestrzeni wielu wieków, a nawet więcej, cywilizacji, działo się z ludźmi. Jednak nawet szczegółowa znajomość mitologii słowiańskiej, z dawnymi wierzeniami i obrzędami, okazuje się niczym w porównaniu z faktycznym pojawieniem się osobliwych istot. Maja Olech, pasjonująca się najróżniejszymi władcami przyrody, odważnie i z determinacją przystępuje do realizacji powierzonej jej sekretnej misji o kolosalnym znaczeniu dla przeżycia pięknych lasów i ich mieszkańców, a co więcej, także chorej matki. Co osobliwego zaczyna dziać się z dziewczynką, o dobrym sercu i chęciach, wysoko stawiającej przyjaźń i miłość, zdolnej do poświęceń w imię ważnych spraw? Jak radzi sobie z tym, co odkrywa, z jednej strony oszałamiającym i zachwycającym, z drugiej niebezpiecznym i budzącym trwogę. Jak czytelnicy łatwo odbieramy jej emocje i odczucia, jesteśmy z nią.

Marcin Malec zgrabnie ukazuje, jak wiele znaczy dla każdego odkrywanie siebie samego, mocnych i słabych stron, zdobywania umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji, nawet ekstremalnej, a jak w przypadku dwunastolatki, głęboko wnikającej w świat fantasy. Jak wiele daje kształtowanie wyobraźni, dzięki niej jesteśmy w stanie przenieść się w niezwykły świat, pełen barwnych przygód. Ścieżka życia łączy się ze zdobywaniem oddania, przyjaźni, zaufania i odpowiedzialności za innych. Przyjemny styl narracji, chociaż nie zawsze płynny, czy z mniej istotnymi szczegółami, sprawia, że wnikanie w muzykę lasu, szepty drzew, echo lasu, przywołuje radość. Podoba mi się stopniowe, interesujące i naturalne, przybliżanie sylwetek mitologicznych postaci. Wiele się o nich dowiadujemy, a co niezwykle cenne, lekko i łatwo przenikają do świata fabuły. Dużo się dzieje, akcja dynamicznie rozwija się i potrafi zaskoczyć. Krótkie rozdziały pomagają w poznawaniu część po części przygody czytelniczej przez młodych pasjonatów książek. Tytuł pisany z myślą o odbiorcach powyżej dziewiątego roku, ale i nieco bardziej starsi, a nawet dorośli, entuzjastycznie się do niego odnoszą. Tym bardziej, że przekrój bohaterów nie tylko z perspektywy słowiańskich mocy, ale również wieku, osobowości i charakterów.

Imponuje bogactwo historii wierzeń Słowian, grzmotów i piorunów, hojności ziemi i lasu, pomocnej dłoni przeznaczenia, zdolności przędzenia nici ludzkiego losu. Wzdrygamy się na spotkanie z południcami, ciemnością, ciszą, zgubnym wpływem, nędzną dolą, złośliwą siłą, czystym złem, wiedzą tajemną, istotami z pogranicza światów, złośliwymi demonami wodnymi. Walka ze złem nigdy nie należy do łatwych i jednoznacznych, czasem wpada się we własne sidła, kiedy indziej za bardzo ufa innym, lub za mało w siebie wierzy. Ale gdy kierunek wyznacza serce, miłość do najbliższych, dobro zdaje się rozrastać i potęgować. Zastanawiamy się, czy udaje się dziewczynce obronić pradawne legendy i wierzenia? Dokąd prowadzi droga zapełniona pułapkami, w jakie miejsce wyjątkowej mocy? Jak sprawić, aby chroniły ją i jej towarzyszy podróży prastare zaklęcia? A może tarczą ochronną są tradycje, które przetrwały nawet kilka tysięcy lat? Dorosły domyśla się następstwa incydentów składających się na scenariusz zdarzeń, ale młody odbiorca wchodzi w niezwykle kuszącą i przyciągającą aurę czystej słowiańszczyzny. Gotowi na starcie nieba z podziemiami, porządku z chaosem, dwunastolatki z wyjątkową misją?

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, fantasy, wiek 9+, premiera 29.10.2025
miękka okładka, 280 stron, format 14,2cm x 20,2cm
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

czwartek, 19 lutego 2026

MITY I LEGENDY STAROŻYTNEGO EGIPTU

ROGER LANCELYN GREEN

"Egipt był najbardziej samowystarczalny spośród wszystkich krajów starożytnego świata; żył własnym życiem, praktykował własną religię i produkował własne opowieści, niemal całkowicie pozbawione zewnętrznych wpływów, które mogłyby się wywodzić z innych cywilizacji.”

Zadziwiające, jak bardzo ludzkie wierzenia i legendy prezentują się w podobnej odsłonie bez względu na cywilizacje. Opowieści o bogach, władcach i zwyczajnych ludziach napędzane są ludzką wyobraźnią i historycznymi wydarzeniami. Mieszkańcy Egiptu stworzyli opowieści, pozwalające wyjaśnić ówczesną im rzeczywistość, przekazujące przygody, przepowiednie i zaklęcia. Tam, gdzie brakowało wiedzy i pewności, wkradała się magia, jako czynnik zespalający fakty i mity. Legendy przechowywane ustnie, za pomocą hieroglifów, zwojów spisywanych przez skrybów, kapłańskich opowieści, barwnie wypełniały zbiorową pamięć. Egipska cywilizacja sprzed czterech tysięcy lat fascynuje i zachęca do badań, za sprawą odkryć dawnych budowli i artefaktów, które w mniejszym lub większym stopniu zdołały przetrwać do naszych czasów. Szukamy nici powiązań w mentalności ludzkiej, wspólnych przeżyciach i myślach, bo to sprawia, że lepiej poznajemy samych siebie.

Wyrwane od zagubienia i zniszczenia świadectwa opowieści, często złożone z fragmentów pozyskanych z różnych źródeł, ekscytują i wciągają. Nie tylko przebiegiem i przesłaniami, ale również otoczką tajemniczości, w której obracał się starożytny Egipt. Trzy tysiące lat cywilizacji. A my wciąż mało o niej wiemy, pasjonujemy się nowymi odkryciami i interpretacjami. „Mity i legendy starożytnego Egiptu” przeprowadzają czytelnika przez pustynne warunki kraju, wytyczają naturalną nilową ścieżkę, obrazują ścisłą zależność ludzi od rzeki, wyjaśniają obsesję umierania i życia po śmierci. To zaledwie kontekst, wprowadzenie w klimat i cywilizacyjne osiągnięcia. Głównym nurtem książki są opowieści reprezentujące literaturę powstałą na przestrzeni ponad dwóch tysięcy lat, sięgającą nawet pięciu tysięcy lat wstecz, na bazie ustnych przekazów.

Z zainteresowaniem odświeżam wiedzę z mitologii egipskiej, znaczących bogach i faraonach z boskim naznaczeniem, zwyczajnych ludzi, oraz wzajemnych relacjach. Druga część zawiera opowieści magiczne, w ramach których najbardziej imponuje pragnienie człowieka odkrycia kluczy pozwalających zaczarować niebo i ziemię, poznać język wszelakich stworzeń, a także wizyta w Duat, Krainie Umarłych. Trzecia część to opowieści o przygodach, jak o rozbitku, o tym, jak chciwy robotnik przegrał wszystko z wieśniakiem, buncie palestyńskiej Joppy, greckiej księżniczce Helenie Trojańskiej. I inne. Świat starożytnego Egiptu dawno przeminął, utraciliśmy jego obrazy, czujemy zaledwie echo dawnej potęgi, a jednak coś pozostało w zaprezentowanych opowieściach. Czyta się je z misją zrozumienia świadectw boskich intencji, mocy i duszy, w które mocno wierzyli mieszkańcy Egiptu. Nie jest to obszerna publikacja, chociaż zawiera także kartę czasu, słowniczek, wyjaśnienia, kto jest kim, mapkę i ilustracje. Propozycja na jeden wieczór czytelniczy, przeniesienie się na chwilę w mistyczny egipski świat zawarty w mitach i legendach. 

4/6 – warto przeczytać
historia, mitologia, starożytność, 256 stron, premiera 23.09.2025 (2011)
tłumaczenie Piotr Kuś, ilustracje Heather Copley, wstęp Michael Rosen
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 18 lutego 2026

RYSIE PAZURY

MILLENNIUM tom 8

KARIN SMIRNOFF

„Zawsze istnieje jakaś alternatywna prawda.”

Dobra przygoda czytelnicza, wkręca w scenariusz zdarzeń, wciąga w klimat niepewności, a jednak nie zachwyciłam się. Niezbyt przypadła mi do gustu narracja, lekko rwana, z osobliwymi wtrąceniami. A przecież poprzedni tom serii, również napisany przez Karin Smirnoff („Krzyk orła”) nie wywołał takich odczuć w stylistyce. Fabuła prowadzona z kilku ujęć, co na plus dla powieści, zaś na minus duże nieprawdopodobieństwo incydentów, nie tyle ich okoliczności, co wiarygodności przeżycia. 

Kluczowe postaci serii jakby były już zmęczone odkrywaniem prawdy, spiskowych zależności i walką o przetrwanie. „Rysie pazury” miało dla mnie znaczenie z ujęcia kontynuowania serii, jednakże wydaje się, że powinna szybko zmierzać ku końcowi, gdyż wyczerpała się konwencja i pomysły, które mogłyby jeszcze udźwignąć oczekiwania miłośników „Millennium”. Zastanawiałam się, czy tytuł byłby atrakcyjny dla osób, które nie znają poprzedników, i doszłam do wniosku, że nie. Trzeba poznać poprzednie tomy, by wyczuć, o co chodzi w zachowaniach, postawach i osobowościach bohaterów. Ciekawie spędziłam wieczór z książką, w intrygującym nastroju, lecz liczyłam na mocniejszą rozrywkę w barwach sensacji. Zerknij na wrażenia ze wcześniejszych spotkań z serią ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął", „Co nas nie zabije”, "Mężczyzna, który gonił swój cień", "Ta, która musi umrzeć", "Krzyk orła"), przedstawione na Bookendorfinie.

4/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller kryminalny, 400 stron, premiera 29.10.2025 (2024), tłumaczenie Inga Sawicka
Książka wypożyczona z biblioteki.

wtorek, 17 lutego 2026

SOLARIS

STANISŁAW LEM

„Kontakt staje się pozorem, a głębia, jaka się otwiera przed odkrywcą, jest głębią pozorną – taką samą jak ta, którą oglądamy wpatrując się w powierzchnię lustra, odsyłającego nam nasz własny obraz i obraz przestrzeni, w której jesteśmy wieczyście zamknięci.”

W ramach przypominania dzieł Stanisława Lema, po „Kongresie futurologicznym” nadszedł czas na „Solaris”, również ulubioną powieść. „Solaris” mogę czytać co jakiś czas i za każdym razem dostrzegać coś nowego w ujęciu rozpatrywania gatunku ludzkiego. Podoba mi się przekorne potraktowanie zdolności rozumu człowieka do absorpcji wiedzy całkowicie dla niego nowej i zaskakującej, kiedy uważa się za osobnika obdarzonego wystarczającymi umiejętnościami, żeby tego dokonać w każdych warunkach, a jednak niewyobrażalnie dla niego stojącego na niskim poziomie rozwoju rozumowania. Ludzka ewolucja nie nadąża za tym, co spotyka człowieka we wszechświecie, z jakim mega odmiennym bytem ma do czynienia, i jak całkowicie mija się z jego postrzeganiem. Szalenie oryginalne potraktowanie obcego, uczące pokory wobec sił, o których gatunek ludzki nie ma wyobrażenia. Przeżycia kluczowego bohatera znakomicie ukazują zasady funkcjonowania w niezrozumiałym świecie, jego głęboko zakorzenione wierzenia jako przeszkody w ogarnięciu obcej rzeczywistości, dysonans w odbiorze tego, co pokazują mu zmysły i interpretacje rozumu. 

Nic dziwnego, że powieść bawi i skłania do refleksji. Przejście za granicę szaleństwa i obłąkania, aby z czasem potraktować je jako niemal naturalny stan rzeczy, wyzwala ogrom kwestii, pytań i wątpliwości. Ludzka percepcja prowadzi na manowce, kosmos wciąga w ekstremalne doznania i niewyobrażalne świadectwa obcej inteligencji, zaś logika w pełni wymyka się uzasadnieniu. Naukowy i technologiczny klimat fantastycznie podkreśla to, że człowiek stawia na wiedzę, jej zdobywanie, a kiedy odkrywa jej fragment ekstremalnie trudny do pojęcia, nagle traci istotę egzystencji i elastyczność narzędzia poznawania. Broni się przed tym, co odbija się w oceanie wspomnień, pragnień i moralnego niepokoju. Autor zmyślnie podchodzi do fabuły, przypasowuje klimat do wiodących cech natury człowieka, czyni z niego dodatkowy wymiar kosmicznej obcości i obecności. "Solaris" to już klasyka, ale nadal ekscytująca i pionierska. Człowiek wybiera się na podbój kosmosu, ale czy jest na to gotowy? Czy zna swoją naturę? Czyż nie powinien najpierw uporządkować własny świat zanim wyruszy poznawać odległy wszechświat? A może to właśnie niedoskonałość człowieka staje się jego największą inspiracją w poszerzaniu zajmowanej w kosmosie przestrzeni? Zerknij również na wrażenia po spotkaniu z podsuwającym materiał do refleksji "Niezwyciężonym", rewelacyjną komiksową przygodą "Podróż siódma", interesującą korespondencją między Stanisławem Lemem a Ursulą K. Le Guinza "I mów, że moja chwała z przyjaciół się bierze", tytułami prezentowanymi na Bookendorfinie.

5.5/6 – warto przeczytać
fantastyka naukowa, 286 stron, premiera 26.11.2026 (1961)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 16 lutego 2026

CZTERY PORY ROKU Z EWĄ WOYDYŁŁO

[PRZEDPREMIEROWO] 

PRZEWODNIK PO CODZIENNOŚCI

EWA WOYDYŁŁO

"Może najważniejszym zadaniem pamięci nie jest ocalanie przeszłości, lecz ocalanie przyszłości?”

Sięgam po książki Ewy Woydyłło, kiedy w życiu dzieją się rzeczy, które niekoniecznie chciałabym, aby zaistniały, rzeczy pojawiające się niezależnie ode mnie, wyzwalające negatywne uczucia i poczucie szeroko rozumianej straty. Złote myśli i cenne wskazówki pozwalają zgrabniej i szybciej wkroczyć w świat z pozytywnymi emocjami. Teksty wybrane do tej publikacji, napisane w latach od dwa tysiące osiem do dwa tysiące dwadzieścia pięć, poznałam wcześniej, jednak przyjemnie jest przypomnieć je sobie, odświeżać zdrowe spojrzenie na siebie samą i zewnętrzne otoczenie. Oczywiście wiem, że trzeba z życia brać najwięcej jak się da, stwarzać możliwości samorozwoju, nadawać kierunek codzienności, lecz jakże często fiksuję się na tym, co w danej chwili, a nawet przeszłości i przyszłości, wydaje się najważniejsze, poddaję się presji czasu, zapominając o konieczności celebracji każdego dnia. Wówczas zbiór przypominajek o tym, co naprawdę istotne, okazuje się jak najbardziej cennym doznaniem dla duszy i spokoju.

Autorka przypomina, że życie biegnie właśnie teraz, w tej chwili, w danym momencie, tylko ode mnie zależy, czy świadomie poświęcę mu czas, wypełnię przeżywaniem, różnorodnymi pasjami i realizowaniem marzeń. Każda pora roku stanowi idealną okazję do wprowadzenia korzystnych zmian, uporządkowania własnej przestrzeni, pracy nad odzyskaniem sił fizycznych i duchowej radości życia. Warto porzucić szkodliwe nawyki i przywary, zabierające zdrowie, zatruwające umysł, niszczące społeczne relacje, a skoncentrować się na rozwijaniu pozytywnego myślenia, optymistycznego podejścia nawet do nieuniknionych problemów, pielęgnowaniu wewnętrznej młodości i wdzięczności. Jakże wiele satysfakcji daje podnoszenie kwalifikacji, penetrowanie ciekawych dziedzin nauki, poszukiwanie własnego ja i wyrażania siebie, dowiadywania się czegoś nowego o sobie, gdyż stworzyłam ku temu warunki. Cudowne uczucie spełnienia w budowania poczucia własnej wartości, wiary w siebie, zrozumienia i akceptacji samego siebie. Właśnie w tych aspektach tkwi siła doświadczania życia i dzielenia się tą siłą z bliskimi.

Przewodnik po codzienności pięknie wydany, z barwionymi kwiatowym wzorem brzegami, przydatną zakładką i optymistyczną kolorystyką. Sięgając po niego natychmiast przywołuję pozytywne skojarzenia, wypełnione nadzieją na szczęście wyrażane po swojemu, szczerą radością, że znajduję chwilę tylko dla siebie, na spokojne przyjrzenie się sobie i swojemu życiu, zastanowienie się, jak uczynić je lepszym, pełniejszym i pogodniejszym. Książka zawiera pouczające i podnoszące na duchu ważne myśli, każdą z nich znam, ale w grupie intensywniej przemawiają. Zachęca do wprowadzania zmian i przemiany na lepsze. Podsuwa praktyczne rady, podpowiedzi, instrukcje, a także rozwijające ćwiczenia, ćwiczenie gimnastyczne duszy praktykuję od wielu lat. Znajduję konkretne przykłady i humorystyczne nici. Narracja przyjemna i przyjazna, zrozumiale wyjaśnia i zachęca do świadomej obecności, pozyskiwania odwagi, angażowania się w życiu w dziedzinach, które kształtują je na własny sposób i wspomagają wyrażanie siebie poprzez szeroko rozumianą kreatywność. Zerknijcie również na inną książkę Ewy Woydyłło, przedstawioną niedawno na Bookendorfinie, zatytułowaną "Wszystkiego najlepszego!".

4.5/6 – warto przeczytać
poradnik, psychologia, 202 strony, premiera 25.02.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu. 

sobota, 14 lutego 2026

MĘŻCZYZNA, KTÓRY GONIŁ SWÓJ CIEŃ

MILLENNIUM tom 5

DAVID LAGERCRANTZ

„Prawda często jest trochę niespodziewana, a nawet nielogiczna, bo my, ludzie, nie jesteśmy do końca racjonalni.”

Kontynuuję przygodę z serią z udziałem dziennikarza Mikaela Blomkvista i hakerki Lisbeth Salander. Silne wrażenia czytelnicze, trzymają w napięciu, skłaniają do szybkiego odwracania stron w pogoni za rozbudowaną akcją. David Lagercrantz i w piątym tomie dał radę utrzymać wysoki poziom, chociaż pozostawił z niedosytem tajemniczej otoczki krążącej wokół dzieciństwa Lisbeth. Wkradła się delikatna przewidywalność i zbyt szybkie ujawnianie kart prawdy. Wygórowane oczekiwanie, spowodowane bardzo wysoką oceną poprzednich odsłon, może nastawiać odrobinę mniej sprawiedliwie. Tym niemniej, jestem bardzo przychylna serii, a „Mężczyzna, który gonił swój cień” szalenie sympatycznie wciągał, dawał ponieść się fantazji, a jednocześnie zwracał uwagę na problemy w świecie naukowym, społecznym i dziennikarskim, wynikające z ludzkiego mroku. 

Mocna sensacja objawiała się w systemie więziennictwa, trudno było uwierzyć w przebieg zdarzeń, jednak tak frapująco podkręconych, że cechę tę brałam za dobrą monetę dla fabuły. Intryga swobodnie niosła, postaci dostosowały się do oczekiwań, klimat mega zachęcał. Lisbeth miała podejrzenie, że jej dzieciństwo miało jakiś zasadniczy element, który trudno ogarnąć i zrozumieć. Kobieta najpierw musiała ustalić prawdę, by dotrzeć do sedna i ewentualnie móc się mścić. Mikael pracował nad nowym sensacyjnym artykułem, piętnującym patologię zachowań, i nie zdawał sobie sprawy, na jak wielkie niebezpieczeństwo narażał się. Pojawiły się nowe postaci wiele wnoszące do scenariusza. Obecność komisarza Jana Bublanskiego wywoływała uśmiech. Co charakterystyczne dla serii, zagłębiałam się w przybliżany rodzaj zaburzeń – hiperakuzję i parakuzję. Zerknij na wrażenia ze spotkań z poprzednimi tomami serii ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął", „Co nas nie zabije”) i na inne książki Davida Lagercrantza („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”), przedstawione na Bookendorfinie.

5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller kryminalny, 420 stron, premiera 07.09.2017, tłumaczenie Maciej Muszalski
Książka wypożyczona z biblioteki.

piątek, 13 lutego 2026

CO NAS NIE ZABIJE

DAVID LAGERCRANTZ

MILLENNIUM tom 4

„Prawda często jest nieprawdopodobna. To ją nawet wyróżnia.”

Bardzo spodobała mi się twórczość Davida Lagercrantza, książki jego pióra, które dotychczas poznałam, sprawiły wiele przyjemności czytelniczej („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”). Z kolei, po odbyciu przygody czytelniczej z „Co nas nie zabije”, czwartego tomu niesamowitej serii „Millennium” ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął"), stwierdziłam, że wybór pisarza na kontynuatora serii, okazał się strzałem w dziesiątkę. Udało mu się wpasować nie tylko w profile postaci wykreowane przez Stiega Larssona, konsekwencje scenariusza zdarzeń, sensacyjny klimat, ale też w przesłania płynące z fabuły i styl narracji, chociaż w tym ostatnim w naturalny sposób przemyca też coś od siebie. Powieść trzymała w napięciu, nie tak bardzo jak u Larssona, ale na wysokim poziomie. Wiele się działo od strony dziennikarskiego śledztwa, państwowych agencji, informatycznych przełomów, spiskowych teorii, biznesowych zależności, hakerskiej aktywności, osobistej zemsty i bezwzględnych zabójstw. 

Okazało się, że można jednocześnie kochać swoją pracę i się jej bać, zwłaszcza jeśli wejdzie się w sferę sztucznej inteligencji, a tym bardziej superinteligencji. Jako, że studiowałam cybernetykę, chętnie wnikałam w zagadnienia sieci neuronowych, entuzjastycznie przyjęłam wstawki o technologicznej osobliwości, hipotetycznym momencie w rozwoju cywilizacji, ogromnym ryzyku dla ludzkości, jeśli nawet nie zagładzie, to kolosalnych zmian gatunku ludzkiego, szykującym się nowym porządku inteligencji i egzystencji. Mogłam śmiało sparafrazować myśl ten, kto nadzoruje naród, w końcu sam znajdzie się pod nadzorem w myśl: ten, kto nadzoruje AI, w końcu sam znajdzie się pod jej nadzorem. Przychylnie przyjęłam pojawienie się postaci z autystycznymi cechami, ejdetyczną pamięcią i ponadprzeciętną umiejętnością dostrzegania szczegółów, owocującymi zadziwiającymi zdolnościami matematycznymi i trójwymiarową perfekcją rysunku. Przedstawienie innej niż zazwyczaj formy wybitnego geniuszu, tym razem z zaburzeniami, mocno ograniczonymi możliwościami poznawczymi, przybliżało do zrozumienia niesamowitych efektów funkcjonowania mózgów sawantów.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller kryminalny, 504 strony, premiera 27.08.2015, tłumaczenie Maciej Muszalski
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 12 lutego 2026

DZIEWCZYNA, KTÓRA IGRAŁA Z OGNIEM

MILLENNIUM tom 2

STIEG LARSSON

„Tego dnia przestał wyobrażać sobie jej śmierć, 
tego dnia zaczął ją planować.”


Dla takich książek jestem w stanie zarwać noc, mega trzymająca w napięciu sensacja, wiele się dzieje, liczne zwroty akcji, zaskakujące obroty spraw. Wszystko w szybkim rytmie zmian scen i odkrywaniu tajemnic. Mocnym atutem powieści są bohaterowie, z wielką precyzją i ostrym pazurem wykreowani, mający w sobie coś, co sprawia, że jestem w stanie uwierzyć w ich istnienie, a przez to chętnie towarzyszę im we fragmentach odsłon losów, z teraźniejszości i przeszłości. Styl pisania Stiega Larssona imponuje drobiazgowością, podkręcaniem intrygi w sposób pozornie niezauważalny, a jednak osiągający znakomity efekt w oczach czytelnika. Zabawa w sensację na wysokim poziomie, bez chwili oddechu, bez zabezpieczeń i gwarancji dla bezpieczeństwa, a nawet życia postaci. 

Podoba mi się dopracowanie otoczki szwedzkiej rzeczywistości społecznej, trendów ukazujących cienie polityczne, biznesowe, prawne, kulturowe i dziennikarskie. Wiele z własnych doświadczeń reprezentanta mediów pisarz włączył do serii. Spoglądając na prowadzenie śledztwa, przez policję lub właściciela gazety, czuje się efekt znajomości praktyki i realiów. Z takimi thrillerami szalenie mi po drodze, wygodnie i frapująco. "Dziewczyna, która igrała z ogniem" wciąga i nie pozwala oderwać się od akcji, mocno angażuje w pogoń za faktami i konsekwencjami dawnych czynów. Chociaż wcześniej miałam przyjemność przeżyć tę przygodę czytelniczą, to wciąż znakomicie się przy niej relaksuję. Nawet jeśli pamiętałam wiele ze scenariusza zdarzeń i reakcji bohaterów, i tak skupiam uwagę. W drugim tomie Lisbeth wplątuje się w kosmiczne kłopoty, zaś Mikael próbuje pomóc. Nie zdradzam fabuły, każdy element się liczy, odkrywajcie sami, czy faktycznie nie ma niewinnych, a może to tylko kwestia różnego stopnia odpowiedzialności? Zerknijcie również na wrażenia po spotkaniu z pierwszą odsłoną „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, tym bardziej, że serię należy czytać zgodnie z numeracją tomów. Wyobrażam sobie, jaka wspaniała byłaby dalsza twórczość Stiega Larssona, gdyby pisarz wciąż żył.

6/6 – rozkosz czytania
sensacja, thriller kryminalny, 700 stron, premiera 01.07.2010 (2006), tłumaczenie Paulina Rosińska
Książka wypożyczona z biblioteki.

środa, 11 lutego 2026

KONIEC ŚWIATA TEMPLARIUSZY

BOLESŁAW CHRABOTA

"Tam, gdzie w grę wchodzą złoto i władza, nie ma miejsca na kompromis.”

Średniowiecze nie należy do ulubionych klimatów czytelniczych, znacznie bardziej cenię starożytność. Jednak, kiedy tytuł przywołał templariuszy, skusiłam się na przygodę z ich udziałem. I nie żałuję, otrzymałam nawet więcej niż się spodziewałam. Powieść doceniłam z wielu względów. Oczywiście, najważniejszy to moc przykuwania uwagi, entuzjastyczne wciąganie w scenariusz zdarzeń, sprawianie, że nie chciałam odrywać się od stron książki. Przekonało bogactwo postaci, oraz to, że autor przydzielił im ciekawe życiorysy, obdzielił atrakcyjnymi osobowościami, uwzględnił nieco tajemniczą przeszłość. Może przydałoby się większe pogłębienie motywów i postaw, ale to, co zostało zaprezentowane zadowoliło mnie. 

Dobrze bawiłam się podążaniem tropem historycznych miejsc, postaci i zdarzeń. Cieszyło mniej lub bardziej fikcyjne dopisywanie szczegółów. Spodobał się styl narracji, plastyczny i sugestywny, z przekonującymi dialogami, łatwymi do przeniesienia przez wyobraźnię opisami, zwróceniem uwagi na detale i emocje. Książka liczyła niemal czterysta trzydzieści stron, a w żadnym momencie nie wywołała wrażenia znużenia czy choćby delikatnego zmęczenia. Bogusław Chrabota doskonale poradził sobie z odpowiednim rozłożeniem intrygi na przestrzeni opowieści. Wciągał wstęp pełen elementów podszytych niebezpieczeństwem i szalonym wyzwaniem, przykuwał uwagę środek wypełniony wyjątkowymi przygodami i apelami, satysfakcjonował finałowy etap scenariusz zdarzeń, zaskakujący odsłoną prawdy o sobie i wierze. Pierwsze spotkanie z twórczością pisarza zaliczyłam do bardzo udanych, zaangażowałam się w poznawanie końca świata templariuszy w spiskowym i bezwzględnym wydaniu.

Świat zamarł trzynastego października tysiąc trzysta siódmego roku. Samo niebo zdawało się ostrzegać ludzkość przed czymś ekstremalnie haniebnym i podłym. Stolicą, z której wypełzło największe zło zazdrości, gęsta od mroku żądza bogactwa i oparta na okrucieństwu zemsta, okazał się Paryż. O ile mieszkańcy miasta, stłamszeni trwogą o własne życie, naznaczeni wrogą i złośliwą propagandą, ograniczeni prostotą rozumowania, mogliby znaleźć, do pewnego stopnia, usprawiedliwienie w oczach odbiorcy, to największy despota ówczesnych czasów, Filip IV Piękny, i jego poplecznicy, już nie. Cudownie wyczuwałam atmosferę grozy ataku na Świątynię, pozbawienie wpływów, zszarganie wizerunku, odebranie życia i majątku templariuszy. 

Zakonowi Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona zadano skryty cios w serce, zalewając potężną siłą oszczerstw i okrucieństwa, na zawsze eliminujący z gry religijnej i politycznej. Po bezwzględnej rozprawie z tysiącami wyłapywanych ukrywających się członków, rycerze odziani w biały strój z krzyżami w kolorze krwi Zbawiciela już nigdy nie podnieśli się. Zafascynowałam się losami fikcyjnego Henryka Vaudémonta, przeszłością, służbą i wypełnianiem misji powierzonej przez wielkiego mistrza Jakuba de Molay, strażnika Grobu Pańskiego. Towarzyszyłam kluczowej postaci w wielu podróżach i przygodach, nadziei i zwątpieniu, przyjaźni i zdradzie, życzliwości i oszustwie. Czy naprawdę okazał się człowiekiem na właściwym miejscu, silnym duchem i mieczem? Czy dotarł do najistotniejszej relikwii Francji? Czy poznał największą tajemnicę królestwa? Zakończenie nieco rozczarowało, nie spodziewałam się, że tak mocno przywrze do romantycznej nuty, która generalnie wydała mi się przekoloryzowana. 

5/6 - koniecznie przeczytaj
powieść historyczna, 426 stron, premiera 09.09.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

wtorek, 10 lutego 2026

WŁAMANIE

TOMASZ TOMASZEWSKI

„Nie możesz wybrać, żeby nie płacić ceny, możesz tylko wybrać, jaką cenę zapłacisz.” Jordan B. Peterson

Solidnie rozwinięta fabuła mrocznej opowieści. Spełnia warunki dobrze umocowanego horroru. Reprezentuje klasyczne podejście do gatunku we własnym stylu. Wiele się dzieje, sceny dynamicznie wymieniają się i nabierają szkarłatnego koloru. Podskórnie czuje się, że za incydentami skrywa się tajemnica rzucająca długie cienie na postaci. Osobowości niepogłębione, ale prezentują się różnorodnie. Przynależą do barwnych akcentów powieści, angażuję się w śledzenie ich reakcji i zachowań. 

Czwórką włamywaczy, w wieku między trzydziestką a czterdziestką, dowodzi Aleksander. Mężczyzna konkretny i niewahający się użyć przemocy. Mózg operacji i niekwestionowany lider grupy. Mistrzem w rozpracowywaniu systemów alarmowych jest Staszek, sejfów Witek, zaś nieprzeciętne zdolności hakerskie wykazuje Romek. Zgrana ekipa, wielokrotnie już na akcji, uczestniczy w spotkaniu rekrutacyjnym o zastanawiającym wydźwięku. Pomimo obiekcji, podejmują się zlecenia kradzieży obrazu i biżuterii, tym bardziej, że załatwienie sprawy nie powinno nastręczać większych kłopotów. Lokalizacją jest domek letniskowy na leśnym uboczu, oddalony od innych zabudowań. Jednakże sytuacja od początku wymyka się im spod kontroli.

Tomasz Tomaszewski zręcznie podkręca napięcie niedopowiedzeń i nieprzewidywalnych elementów. Wiem, czego się spodziewać, eliminacja rządzi się utartymi szlakami, ale i tak się wciągam. Podoba mi się majstrowanie przy suwaku odczuć powiązanych z postrzeganiem kogoś jako dobrego lub złego. Wrażenia mieszane nie tylko ze względu na okoliczności, ale również fach złodziejski i uczestnictwo świadków. Intuicja podsuwa mi podejrzenia, ale nie przyjmują konkretnej formy. Dopiero w finałowej odsłonie naświetlone fakty pozwalają zrozumieć bieg zdarzeń i wycinają niezły numer w sprytnej, prowokacyjnej i bezwzględnej grze. Autor udanie prezentuje lęk i dezorientację, gniew i desperację, przebiegłość i pragnienie zemsty. 

Styl narracji przyjazny i konkretny, obejmuje przeżycia i spostrzeżenia niemal każdej z postaci. Otrzymują główną rolę w scenariuszu mrocznych intencji i niebezpiecznych decyzji. Nie do końca zgrywam się z błyskawicznym przeskakiwaniem między myślami bohaterów, ale nie odbiera mi to pozytywnego odbioru historii. Rozumiem, czym kieruje się autor, szerszym obrazem emocji, z orientacją na jednostkę. Przyjmuję to jako indywidualny styl pisania. Inny odbiorca horroru może uznać wyliczankę myśli i odczuć jako cenne dopełnienie, gdyż wówczas opowieść wyda się mu bardziej prawdziwa. Jestem zadowolona ze spotkania z "Włamaniem", atrakcyjnie bawię się w klimacie horroru, jestem ciekawa, co pojawi się na kolejnych stronach, zastanawiam się, jak interpretować bieg zdarzeń, staram się wyczuć jakiego sekretu nie znam. Doceniam dreszczyk wsparty aurą izolacji, zamknięcia i ryzyka śmierci, czegoś, co skrywa się pod pierwszym wrażeniem i nieustanną prowokacją. Przekonuje akcja nasycona incydentami, właśnie tak jak lubię, a zaskakujące znaczenie i przesłanie zakończenia znacznie podnosi rangę horroru. 

4.5/6 – warto przeczytać
horror, 276 stron, premiera 22.10.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

poniedziałek, 9 lutego 2026

DZIKI, MROCZMY BRZEG

[PRZEDPREMIEROWO] 

CHARLOTTE MCCONAGHY

„Trauma żyje w zwierzętach tak samo jak w kolejnych pokoleniach ludzi.”

Mega satysfakcja czytelnicza. Książka wciągnęła mega intensywnie, i co warto podkreślić, z wielu perspektyw. Od strony intrygującej fabuły, trzymającej w napięciu, subtelnie rozwijającej wątki, umożliwiającej prawdzie wypłynąć na powierzchnię oceanu uczuć. Również ze względu na szalenie przekonujące uchwycenie piękna przyrody. Nie nastawiałam się na typowy thriller, byłam uprzedzona o oryginalności powieści, a i tak mocno zaskoczyła na plus. Nie potrafiłam wskazać, czy bardziej zaangażowałam się w zdumiewające bogactwo fauny i flory, tylko pozornie opuszczonej przez naturę wyspy, czy w złudnie zwyczajną historię ludzi czasowo na niej przebywających. 

Z radością poruszałam się po stronach książki, chłonęłam słowa i przekazy, śledziłam wzory narracji autorki, ale co dla mnie bardzo cenne w przypadku przygód czytelniczych, tworzyłam własną przestrzeń przeżywania w trakcie odbioru opowieści. Zachwycałam się solidnymi umocowaniami scenariusza zdarzeń do egzystencji naturalnych mieszkańców skrawka lądu i człowieka. Odkrywałam i analizowałam wiele stycznych, węzłów zależności, wzorów zachowań, skrajnych postaw i odczuć. Charlotte McConaghy wrażliwie i z wyczuciem oprowadzała po łamiącej serce i poddającej w wątpliwość prawo istnienia gatunku ludzkiego, historii wyspy, po tym, co teraz się z nią działo, i jaka jawi się jej przyszłość. 

Jednolicie brzmiały ważne ekologiczne przesłania, nienachalne i niebezpośrednie, jednak nakłaniające do pochylenia się nad cennymi świadectwami istnienia, nawet najmniejszym ziarenkiem życia. Doskonałość ekosystemu wyspy, zadziwiające fakty o nim, krążąca wokół prawda, że nie ma życia bez innego życia, śmiało przebijały się do mojej świadomości. Smucił kontrast tego, co wyspa oferowała światu z pazernością człowieka, toksycznym wpływem na środowisko, bezwzględnym wyborem własnego gatunku.

Autorka przebiła się przez mój pancerz wyboru niedostrzegania wielu spraw powiązanych z ochroną natury, bym nie musiała cierpieć poprzez obrazy i słowa, ze względu na niemoc dokonywania znaczących zmian. Uruchomiała najgłębsze pokłady mojej wyobraźni i obudziła wrażliwość na krzywdę wyrządzaną przez człowieka przyrodzie. Z bólem czytałam chociażby o pingwinach i wielorybach, tym bardziej, że w trakcie lektury z zachwytem dostrzegałam detale ich piękna i dzikości. Podobało mi się, że McConaghy zastosowała prostolinijność i przenośnię w stwierdzeniu, że to co dajemy światu, po jakimś czasie wraca do nas, często zwielokrotnione. 

Uważnie przyglądałam się życiu walczącemu na wyspie otoczonej oceanem w sztormowych okolicznościach, szarpanej przez potężne zrywy wiatru, lodowatą wodę i wszechobecny piasek. Miejsce odcięte od świata, w ekstremalnych warunkach pogodowych, w promieniu wielu tysięcy kilometrów bez żadnego lądu, z najbliższą daleką sąsiadką Antarktydą. Delektowałam się klimatem izolacji, braku możliwości wezwania pomocy, trzymania się życia z uporem godnym podziwu. To także niesamowity klimat powietrza gęstego od niespokojnych duchów zmarłych, obecności śmierci tak bliskiej, na wyciągnięcie ręki, walki o każdy ruch i oddech.

Pisarka intrygująco obrazowała to, co działo się z czteroosobową rodziną, kiedy ocean wyrzucił na plażę umierającą kobietę. Ojciec i trójka dzieci, żyjący na wyspie obiekcie dziedzictwa światowego UNESCO, pilnujący Światowego Banku Nasion ONZ, mierzą się nie tylko z twardymi warunkami środowiska, ogromną stratą z przeszłości, ale również z tym, co nieznajoma kobieta wnosi w ich życie. Dziewięciolatek Orly, zamiłowany w wiedzy o przyrodzie, siedemnastoletnia Fen, pływająca niczym podwodne zwierzę, osiemnastoletni Ralf, z siłą młodego mężczyzny. I otaczający ich opieką Dominic, narzucający ojcowskie spojrzenie na świat i rolę człowieka, starający się trzymać rodzinę w całości. A Rowan, kobieta cudem ocalała podczas sztormu, stopniowo upewniająca się, że coś było nie tak na wyspie, krok po kroku starająca się dociec prawdy, przyjąć udział w niebezpiecznej grze pozorów. 

Autorce udało się z jednej strony w bezpośredni i szczelnie przylegający do pamięci i emocji postaci, z drugiej okrężny i przeskakujący nieistotne szczegóły, sposób przedstawić bieg spraw. Sukcesywnie docierałam do źródeł kłamstw, odsłon prawdy i nadrzędnej obiektywności. Poddałam się stylowi narracji, plastycznemu i surowemu jednocześnie, wnikającemu w czytelniczą duszę, przenoszącemu wprost na Shearwater, z latarnią i stacją badawczą. Niezwykła podróż do dzikiej przyrody i w mroczną naturę człowieka, do piękna egzystencji i cudów miłości, świadomej odpowiedzialności i poświęcenia. Wiele mogłabym jeszcze pisać o "Dzikim, mrocznym brzegu", ale pozostawiam wam radość i satysfakcję z odkrywania kolejnych perspektyw przeżywania opowieści. 

6/6 – rozkosz czytania
thriller, literatura obyczajowa, 332 strony, premiera 12.11.2025
tłumaczenie Katarzyna Bażyńska-Chojnacka
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

niedziela, 8 lutego 2026

TA, KTÓRA MUSI UMRZEĆ

MILLENNIUM tom 6

DAVID LAGERCRAMTZ

"Podwójni agenci podają się za lojalnych współpracowników, w rzeczywistości zaś służą komuś zupełnie innemu… Zdarza się, że oni sami tego (komu służą) nie wiedzą.”

Niestety, szósty to nie wywołał mocnych wrażeń. Ciekawie się w nim poruszałam, interesowało mnie, jak dalej rozwinie się sytuacja, lecz miałam wrażenie wkradania się pierwszych oznak przeciętności. Mocna sensacja, ale w porównaniu do poprzednich odsłon sporo traciła. Nawet szybki rytm akcji, nasycenie fabuły sensacyjnymi incydentami, tajemnice z przeszłości rzutujące ogromny wpływ na teraźniejszość, nie sprawiły, że czułam dreszcze napięcia i niepewności. Miałam odczucie, że David Lagercrantz skompletował kolejny tom, ale jakby bez przekonania. Już sam fakt, że objętość powieści dużo mniejsza, brakowało wyjątkowo dokładnych opisów, usytuowania szczegółowego kontekstu, jak zdążyłam przyzwyczaić się i docenić w poprzednich tomach. Liczyłam na coś więcej, ale i tak mi się podobało na tyle, by wkręcić się, zwłaszcza ze względu na kryminalne wątki i psychologiczne zawiłości, jednak ze świadomością niskiego prawdopodobieństwa zdarzeń. 

Różnorodne scenerie akcji, współczesne sztokholmskie tło, moskiewski rzut oka, oraz zbliżanie się do wydarzeń na Mont Evereście sprzed dekady, tragedii, która rozegrała się w dwa tysiące ósmym roku, owiana dużym ładunkiem zagadkowości. Historia odsłaniała coraz to nowe warstwy, spiskowe zapętlenia, dziennikarskie dochodzenia, fabryki fake newsów, hakerskie wpływy i dowody niezniszczalności pragnienia zemsty. Wszystko zaczęło się od pozornie nic nieznaczącej śmierci pijanego żebraka na ulicy stolicy Szwecji. Mikael Blomkvist stanął przed skrajnie niebezpieczną próbą dociekliwości i wytrwałości, Lisbeth Salander pozostała wierna osobliwym przyzwyczajeniom i postanowieniom, zaś Catrin Lindas, czołowa komentatorka i felietonistka, na chwilę dopuszczona została do uczestnictwa w pierwszym planie. Zerknij na wrażenia ze wcześniejszych spotkań z serią ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", "Dziewczyna, która igrała z ogniem", "Zamek z piasku, który runął", „Co nas nie zabije”, "Mężczyzna, który gonił swój cień") i na inne książki Davida Lagercrantza („Człowiek, który wyszedł z mroku”, „Memoria”, „Post mortem”), przedstawione na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
sensacja, thriller kryminalny, 412 stron, premiera 22.08.2019, tłumaczenie Inga Sawicka
Książka wypożyczona z biblioteki.

BLIZNA

ANTONIA SCOTT (prequel tom 0.5) 

JUAN GÓMEZ-JURADO

"Rzeczy, które najbardziej nas przerażają, zwykle najbardziej nas fascynują.”

Początkowo wydawało mi się, że powieść spełni moje oczekiwania, gładko poniesie klimatem thrillera, wciągnie w niepokojąca intrygę, dostarczy wielu satysfakcjonujących wrażeń. Niestety, im dłużej spędzałam w niej czas, tym bardziej się do niej zrażałam. Najbardziej drażniło zachowanie kluczowych postaci, on geniusz i nieudacznik, ona ogarnięta zemstą, której źródło wypływało z dzieciństwa. Autor nie miał złego pomysłu na fabułę, wiele się działo, jednak trudno było wczuć się w przebieg zdarzeń. Ogromne nieprawdopodobieństwo incydentów, zaskakująco infantylna postawa bohaterów, udział policji w niewiele wnoszących zrywach, to znaczące zastrzeżenia.

Rozumiałam próbę skrajnego kontrastowego zespolenia Irini i Simona, ale nie przekonało mnie. Motywy postępowania były klarowne, ale sfera emocjonalna i podejmowane na jej podstawie decyzje już zdecydowanie nie. Uczestnictwo Arthura w tle akcji wniosło ciekawy element do fabuły, lecz nie został w pełni wykorzystany. Przyznam, że nie czułam niepewności podczas poznawania książki, było mi obojętne, co się z kim stanie, czy sprawiedliwość dostanie swoją rolę, albo czy zburzone zostaną stare prawa i ustanowiony nowy porządek przestępczości. Nie natrafiłam na nic oryginalnego w powieści, powielane po wielokroć pomysły, słabe umocowanie psychologiczne postaci, mało zaskakujących obrotów spraw. „Blizna” mnie zawiodła, szybko zapomnę o niej, dłużej we wspomnieniach utrzymają się poprzedniczki serii („Reina Roja. Czerwona Królowa”, „Loba Negra. Czarna Wilczyca”, "Rey Blanco. Biały król"). 

3/6 – w wolnym czasie
thriller, 476 stron, premiera 15.02.2024 (2015), tłumaczenie Barbara Bardadyn
Książka wypożyczona z biblioteki.

sobota, 7 lutego 2026

POWRÓT DO NOWEGO JORKU

DETEKTYWKA W PODRÓŻY tom 2

NICKI GREENBERG

"Jedynym sposobem na oczyszczenie kogoś z podejrzeń jest znalezienie prawdziwego sprawcy.”

Wciągająca, barwna i trzymająca w napięciu powieść. W pewnym momencie złapałam się na spostrzeżeniu, że chociaż książka kierowana do młodego odbiorcy, powyżej dziewięciu lat, to intryga na tyle ciekawie skonstruowana i przedstawiona, że jako dorosła osoba chętnie i zajmująco za nią podążałam. Naprawdę mnie zaciekawiła. Wyśmienicie bawiłam się w interpretowanie zdarzeń, wyjaśnianie incydentów, snucie domysłów. Nicki Greenber znakomicie zakamuflowała tożsamość mordercy, wodziła czytelnika za nos, podsuwała mylne tropy. A w tym wszystkim, uwzględniała spokojny rytm dochodzenia do prawdy, w przeciwieństwie do szybko rozwijanej akcji. Podobał mi się retro klimat kryminału. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby w miarę wiernie opisać wygląd Nowego Jorku pod koniec lat dwudziestych dwudziestego wieku. Strzelistych budowli wyrastających jak grzyby po deszczu, dobrej passy rozwoju artystycznego życia, w tym teatru, opery, jazzowych klubów, hotelowych restauracji i znaczących imprez modowych. Metropolię otaczał imponujący blask reklam, nigdy niegasnących świateł, wysublimowanej socjety, niewyobrażalnego bogactwa. Ale w tle odwołania także do prohibicji i segregacji rasowej.

Nadmieniam, że „Powrót do Nowego jorku” to drugi tom, pierwszy to „Detektywka w podróży”, jeszcze nie miałam okazji go czytać. Kluczowa postać serii, z jednej strony sympatyczna i nieustępliwa w prowadzeniu śledztwa, z drugiej strony nie zawsze spostrzegawcza i logicznie łącząca elementy układanki, a nawet z drobną skazą zazdrości, sumarycznie wywarła na mnie dobre wrażenie. Młoda pannica wiedziona ciekawością, kim jest truciciel i jak podsunął toksyczną substancję znanemu krytykowi kulinarnemu podczas przyjęcia w modnej restauracji, wydaje się nie cofać przed niczym. Wsparcie ma w przyjaciołach, każdy z nich coś ciekawego dokłada do kryminalnej historii. Interesująco rozwija się wątek ojca Pepper Stark, zwanego Kapitanem, i jego serdecznej przyjaciółki Emmy. W trakcie rozwoju scenariusza zdarzeń pojawia się obiecujący trop wymagający metodycznego podejścia, bez wyciągania pochopnych wniosków. Ale czy młodziutką detektywkę stać na podporządkowanie się wymogom? Będzie potrafiła podążać nie tylko za instynktem, ale również rozsądkiem, nie pakować się w tarapaty? Wiele dzieje się podczas powrotu do Nowego Jorku, podobnie jak w różnorodnym stylu narracji, od czasu do czasu podszytego humorem. Co było przyczyną całego zamieszania i próby morderstwa? Dlaczego wina spadła na wskazaną przez policję osobę? Czy faktycznie bogaci ludzie – ci naprawdę bogaci – żyją w innym świecie niż reszta z nas?

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, kryminał retro, wiek 9+, premiera 10.09.2025 (2022)
twarda okładka, 342 strony, format 14,5cm x 20,5cm
tłumaczenie Monika Wiśniewska
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

piątek, 6 lutego 2026

ZAMEK Z PIASKU, KTÓRY RUNĄŁ

MILLENNIUM tom 3

STIEG LARSSON

„Zemsta jest wielką siłą napędową.”

Kolejna porcja mega fantastycznej sensacji w wykonaniu Stiega Larssona. Poprzednie tomy („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” i „Dziewczyna, która igrała z ogniem”) rewelacyjnie czytało się. Także trzecia odsłona serii wywarła spore wrażenie. Wyjątkowo solidnie umocowana intryga, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, zagadek o kryminalnym podłożu. Mnóstwo pierwszorzędnej zabawy w śledzenie losów postaci, jednych stojących po stronie prawdy i sprawiedliwości, aczkolwiek niekoniecznie prawa, i drugich opowiadających się za mrokiem, zdolnych do czynienia perfidnego zła. Paleta bohaterów przekonująco wykreowana, nie tylko różnorodni i ciekawi, ale również liczni. Nieco straciła na zaskakującym kolorycie kluczowa kobieca postać, ale zrobiła miejsce dla innych kobiet w scenariuszu. Warto notowywać nazwiska i przypisane funkcje, aby nie pogubić się w gąszczu zależności między nimi. 

Szybkie tempo akcji, prężne i energiczne, powstało uczucie jazdy po fabule z dużą prędkością, ale jednak można było celebrować szczegóły w opisach scen. „Zamek z piasku, który runął” to przykład mega wciągającej przygody czytelniczej, perfekcyjnie zgranej z poprzednimi odsłonami serii, a przy tym wkręcającej we własną przestrzeń zdarzeń. Drobne zastrzeżenia miałam do przebiegu procesu sądowego, ale został na tyle atrakcyjnie przedstawiony, że stał się jednym z kluczowych motorów napędzających przebieg i rytm scenariusza zdarzeń. Kolejny raz, nie przybliżam tego, co działo się w powieści, aby nie psuć smaku poznawania. Gorąco zachęcam do uwzględnienia trylogii pióra Stiega Larssona w planach czytelniczych. Jeśli lubicie spiski, sensację, thriller, kryminał i ich wyjątkowo udaną mieszankę, to zdecydowanie będzie to dla was satysfakcjonująca przygoda, podkręcająca wyobraźnię i wywołująca ekscytujące przeżycia. 

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
sensacja, thriller kryminalny, 784 strony, premiera 21.10.2009 (2007), tłumaczenie Alicja Roseneau
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 5 lutego 2026

POBŁYSK

GRZEGORZ BOBIN

„Bałeś się tego, czego nie znałeś… 
Często boimy się rzeczy, których nie znamy.”


Sądziłam, że zapoznam się z powieścią, jak to mam w zwyczaju, w jeden dzień. Jednak zorientowałam się, że to typ książki, który zyskuje przy kilku spotkaniach. Przy większej dawce czułam lekkie znużenie, a jedno czy dwudniowa przerwa działała na korzyść opowieści. Podobało mi się bezpardonowe rozprawianie się z postaciami bez względu na odcień bieli, szarości i czerni. Czułam niedosyt podkręcania zagrożenia i trwogi w opisach scen. Fantasy wypełniała krwista czerwień i smród spalonych ciał czarownic. Autor zdecydował się na wariant ostrych i szybkich cięć, miało to zaskakujący powab, ale skutkowało szybkim zakończeniem czegoś, z czego można było więcej wycisnąć z korzyścią dla klimatu powieści. Brutalność wykreowanego świata, bezwzględność osób nim rządzących, wszechogarniająca obsesja, to elementy działające na korzyść „Pobłysku”. Atrakcyjnie wzniecały silne emocje wobec wrogości i niesprawiedliwości. Grzegorz Bobin wręcz delektował się mrocznością ludzkiej natury, a mnie to pasowało.

Książka udanie przeplatała elementy horroru i fantasy. Oba gatunki wymieszane ze swobodną i naturalnością. Tak jak perspektywa dreszczowca przypadła mi do gustu, miała w sobie coś, co sprawiało, że czekałam na kolejny mocny incydent, tak wykreowany nadprzyrodzony świat, oparty na filarze magii i baśni, nie w pełni przekonywał. Przeszkadzała naiwność i łatwowierność głównych bohaterów, nawet uwzględniając młody wiek i to, że siłą rzeczy, wiele musieli się nauczyć. Miałam wrażenie, że w tym aspekcie czytałam książkę dla młodego czytelnika, nieprzywiązującego wagi do uszczegółowionego otoczenia, pogłębienia portretów postaci, stopniowalności przemian w widzeniu świata i siebie samego. Zgrzytały mocne uderzenia intrygi z prowadzeniem relacji pary Płomyk i Kozik. Z uznaniem odebrałam finałową odsłonę powieści, fantastycznie, że autor wybrał wariant pod prąd oczekiwań i poza przyjętymi schematami. „Pobłysk” poprowadził ścieżkami przygody po różnych krainach, lekcjami zdobywania magicznej wiedzy, silnych zaklęć, unikalnymi kocimi temperamentami zderzającymi się z długimi cieniami ludzkiej natury. Baśniowo, z lekkim odwołaniem do natury średniowiecza, mrożącą krew w żyłach legendą wszechogarniającej wilgoci i grząskich bagien, miast ogarniętych nienawiścią i obsesją.

3.5/6 – w wolnym czasie
fantasy, 414 stron, premiera 17.10.2025
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

środa, 4 lutego 2026

JÓZEF PIŁSUDSKI

RZECZ O NIEPRZECIĘTNOŚCI

MARIUSZ WOŁOS

„Piłsudski wygrał swoją walkę o miejsce w historii, którą konsekwentnie prowadził przez niemal całe życie, najpierw przede wszystkim czynem, potem coraz częściej piórem.”

Ostatnio bardzo przychylnie nastawiłam się na zgłębianie historii i wnikliwy wgląd w życie i dokonania historycznych postaci. Kwestia chęci uzupełniania wiedzy otrzymanej w poszatkowanej wersji i z ukierunkowaną interpretacją w szkole objętej komunistycznym programem. Dojrzałam do badania przeszłości, zrozumienia jej uwarunkowań i przebiegu, zastanawiania się, jak wpłynęła na współczesność. W latach mojej edukacji postać Józefa Piłsudskiego przedstawiana była jako wróg ludu i zdrajca socjalistycznych ideałów, korzystnie ówczesne domowe nauczanie mojego taty przywracało jej blask i znaczenie.

Biografia „Józef Piłsudski. Rzecz o nieprzeciętności” przekonuje przygotowaniem do powstania, ogromem pracy włożonym w dotarcie do źródeł, logicznym uporządkowaniem zdobytego materiału i przystępnym przedstawieniem wiedzy. Trudno zbliżyć się do pełnej prawdy o znaczącej postaci w historii Polski, mniej lub bardziej lubianej, rozumianej i popieranej, osobowości wywierającej na otoczenie sprzeczny w odbiorze wpływ. Człowiek i polityk, geniusz i charyzmatyczny przywódca, w tym determinacja i wielkie plany. A jednak autor znakomicie ukazuje rzetelny profil Piłsudskiego. W mieszance różnorodnych cech, postaw i zachowań obrazuje odbicie zwykłego człowieka i wybitnego męża stanu, w lustrze autorytatywnego przywództwa i nieprzeciętnej motywacji, idealizmu i pragmatyzmu, krytyki i autokreacji, śmiertelności i obecności w historii. Osadza wszystko w historycznych okolicznościach, walki o Polskę niepodległą i odrodzoną, wzmocnioną wewnętrznie i z godną pozycją na arenie europejskiej. Przystępny i przyjazny styl narracji, uwzględniający szerokie grono czytelników, zachęcający do własnych interpretacji. Satysfakcja z efektywnie spędzonego czasu z książką.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
biografia, literatura popularnonaukowa, historia, 674 strony, premiera 24.10.2025
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

wtorek, 3 lutego 2026

HISTORIA KOMUNIZMU NA ŚWIECIE. WSPÓŁSPRAWCY

THIERRY WOLTON

HISTORIA KOMUNIZMU NA ŚWIECIE tom 3

„Każda fałszywa ideologia kończy się rozlewem krwi, ale zawsze jest to krew innych ludzi.” Albert Camus

Nie spodziewałam się, że książki autora tak bardzo spodobają mi się od strony ujmowania omawiania komunizmu, szczegółowości specjalistycznej wiedzy, ciekawych i zachęcających do przemyśleń materiałów. Przygody czytelnicze nie tylko po historii ideologii znamiennej dla dwudziestego wieku, ale również jej wpływu na kształtowanie się współczesności. Thrierry Wolton zaimponował przygotowaniem materiału, kładzeniem nacisku na każdy detal, szalenie przyjazną narracją i logicznym ułożeniem tomów, części i rozdziałów. Wyczuwałam ogromne bogactwo źródeł, co potwierdzała bibliografia, chętnie posiłkowałam się indeksami nazwisk, czasem zaglądałam do przypisów. Pomocne schematy, bogactwo cytatów, fragmenty dokumentów, to dodatkowe bonusy obszernej publikacji. Pierwszy tom „Historia komunizmu na świecie. Kaci” i drugi „Historia komunizmu na świecie. Ofiary” wysoko postawiły poprzeczkę oczekiwań wobec trzeciego tomu.

„Historia komunizmu na świecie. Współsprawcy” nie zawiodła, uznałam za najlepszy tom. Wysoko oceniłam, ogrom wiedzy, jaki wyniosłam, bardzo satysfakcjonujący. Czytanie tytułu zabrało mnóstwo czasu, jednak efektywnie i efektownie został wykorzystany. Nad kilkoma perspektywami prób dochodzenia historycznego obejmującego pewne zagadnienia wcześniej nie zastanawiałam się, nie poddawałam interpretacji, brałam jako rzecz oczywistą, a okazało się, że nie do końca tak powinno być. Wolton prowadził po różnych momentach dziejowych reżimu komunistycznego i jego tragicznego bilansu. Współsprawców wskazywał nie tylko wśród przywódców i katów, bezpośrednio odpowiedzialnych za zbrodnie, ale poszerzał poza otoczenie wewnętrzne społeczeństw żyjących w utopii równości, dyktaturze proletariatu. Przywoływał współwinę także otoczenia zewnętrznego, cechującego się wobec komunizmu pobłażliwością, zaślepieniem, naiwnością, często podziwem i nadzieją, albo racją stanu. Oraz instytucje, organizacje umowy i pakty, a wszystko w tle strategii władzy i walki o wpływy.

Autor dużo mówił o moskiewskim źródle zła, umyślnej ślepocie, początkach końca komunizmu i globalnym wpływie jego schedy. Przedstawiał zbrodniczą praktykę ideału komunizmu, masakrę własnej ludności, infantylność uproszczonych wizji, dyscyplinę partyjną, szerokie uprawianie propagandy, fałszowanie obrazu i manipulowania opinią publiczną. Przemawiało do mnie zajęcie się tematyką pułapek, w jakie wpadła część intelektualistów, naukowców, twórców, artystów i autorytetów, zastawionych przez ideologię bezklasowego społeczeństwa. Spojrzenie na ludzi, teoretycznie dysponujących umiejętnościami własnego osądu i krytycznego myślenia, w praktyce przyczyniającymi się do tego, że prawda była gorsza niż kłamstwo. Różnorodność podmiotów współodpowiedzialności nie zwalniało i nie rozmywało win za funkcjonowanie machiny totalitarnej i zbrodni przeciwko ludzkości. Zadziwiające, i warte zapamiętania, jak głębokie i wyraźne piętno na umysłach ludzi odcisnęła skompromitowana ideologia komunizmu. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z inną książką tego autora "Powrót barbarzyńskich czasów", o zaślepienie Zachodu i nieodrobionych lekcjach z przeszłości, przedstawioną na Bookendorfinie.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
literatura faktu, historia, 1252 strony, premiera 26.11.2025 (2017)
tłumaczenie Justyna Nowakowska
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 2 lutego 2026

NAWET JEŚLI

MATTHEW MCCONAUGHEY

"Nawet jeśli błąd popełniłaś, to nie znaczy, że wszystko stracone.”

Jakże często w życiu napotykamy na bariery, które sami przed sobą stawiamy, a później dziwimy się, że nie wszystko idzie po naszej myśli. I co z tego, że coś nam nie wyszło, przecież można spróbować ponownie. Każdy dzień stwarza nowe możliwości, ważne, abyśmy je dostrzegali i korzystali z okazji. Czasem trzeba samemu stworzyć warunki do sukcesu, wywalczyć coś dla siebie, iść niejako pod prąd, ale od czego mamy do dyspozycji odwagę i determinację. Nawet nam dorosłym ciężko jest wejść w strumień pozytywnego myślenia, a co dopiero dzieciom i młodzieży. Dlatego warto od najmłodszych lat pokazywać podopiecznym, że nie opłaca się koncentrować myśli na porażkach i błędach, a wręcz przeciwnie, traktować je jako lekcje życia i poszukać czegoś, co nas wspomoże w dalszym funkcjonowaniu. Nawet jeśli w pewnym momencie wydaje się przybierać odcienie szarości i czerni, nie poddajemy się temu. Świat widziany naszymi oczami najpiękniej prezentuje się w kolorach, podobnie jak my sami i nasze dusze.

Matthew McConaughey uświadamia młodym czytelnikom, i przypomina dorosłym, że należy mieć zdrowy dystans do opinii innych, narzucanych zasad, szkodliwych stereotypów, wyczekiwanych postaw jako jedynie słusznych. Przymiotnikowe określenia charakterów i osobowości nie mogą nas określać, na stałe przylegać do nas niczym etykiety, gdyż nawet jeśli chwilowo są trafne, to nie uwzględniają zmian i źródeł postaw. „Nawet jeśli” to pakiet wartościowych przesłań do nas samych, poczucia własnej wartości, sposobu postrzegania siebie i przeżywanych emocji. Mówią o zależności sukcesów i porażek, dobrych i złych intencji, pozoru i prawdziwości. Uczymy się przez całe życie, o innych i o sobie, tolerancji i wyborze, przyjaźni i szczerości, pragnieniach i pasjach. Pojawiają się nowe możliwości, potknięcia wliczone są w cenę zwycięstwa, nic nie jest pewne, dopóki się nie wydarzy. Jakże silnym narzędziem w kreatywnym i pomyślnym budowaniu własnego życia jest wiara, zaufanie i uczciwość wobec siebie. Konstrukcja treści potwierdza, że musimy liczyć się z tym, że coś nam może wydawać się jednym a okazuje się czymś innym, że pozory chętnie i szybko owiewają fakty mgłą. Krótkie „nawet jeśli” zestawione z „to nie znaczy” aktywizują do zastanowienia się nad własnymi poczynaniami, odbiorem innych i interpretacją sytuacji. Doceniam nie tylko wartość merytoryczną, ale również wspaniałą oprawę graficzną.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura dziecięca, 32 strony, premiera 14.05.2025 (2023)
twarda okładka, format 21,6cm x26,7cm
tłumaczenie Michał Rusinek, ilustracje Renèe Kurilla
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

niedziela, 1 lutego 2026

KRÓLESTWO Z NASZYCH RAN

GAЁLLE JOSSE

"Czas to wstęga Möbiusa wyginająca się bez końca, bez możliwości cofnięcia się, bez punktów orientacyjnych...”

Przepiękna podróż czytelnicza, intymna nie tylko w sferze przeżyć bohaterki, ale i osobistych odczuć czytelnika. Autorka wspaniale zespala treść powieści z inicjacją przemyśleń u odbiorcy, który przemierza z kluczową postacią setki kilometrów, od jednego miasta do drugiego, podchwytuje wspomnienia i melodie życia, jednocześnie delikatnie przywołuje własne obrazy przeszłości i powracające dźwięki minionych doświadczeń. Sto pięćdziesiąt stron opowieści i siedem dni podróży, dla jednych aż nadto by poczuć wewnętrzną siłę odradzającą się po stracie bliskiej osoby, dla innych początek przepracowywania bólu nieodwracalności odejścia, potrzebują lub chcieliby dłużej w tym trwać, nie po to, aby pogrążać się w smutku, ale by nie musieć zderzyć się z tragicznym fragmentem rzeczywistości. Ktoś woli zaszyć się w domowym zaciszu, wszechobecnej ciszy osiadającej w pomieszczeniach, a ktoś inny wybiera drogę z wyznaczonym celem i chaosem otoczenia, dostarczającym dowody intensywnego życia i poczucia trwania. Jakże symbolicznie można podejść do ostatnich stron opowieści, zestawienia książki i muzeum, karty życia i pamięci. Chcielibyśmy pozostawić coś po sobie dla kolejnych pokoleń, nawet jeśli namiastkę emocji wyrażonych w przedmiocie, dających odczytać się poprzez dotyk i wyobraźnię. Zastanawiamy się, czy to, co dla nas ma ogromne znaczenie, innym również wyda się atrakcyjne? A jeśli nawet nie, to czy nie podchwytujemy i trzymamy się myśli, że liczy się samo wrażenie, zadanie pytania, czym było dla właściciela, kim on był, nawet jeśli czas zatrze tożsamość i historię, a nawet fakt istnienia?

Jestem bardzo pozytywnie nastawiona do poetyckiej narracji Gaёlle Josse, przesyconej wyjątkową wrażliwością, oszczędnością słów stawiającą nie na wytworzenie obrazu, ale zanurzenie się w odczuciach, przychylnością wobec prawdziwości spostrzeżeń i różnorodności losów. Chwytając książkę, nie spodziewałam się, że panujący nastrój tak bardzo i precyzyjnie udzieli się i mnie. Przystanki na trasie głównej bohaterki stały się i moimi stacjami refleksji wobec przemijania i traktowania życia jako egzystencji w ruchu, samemu wyznaczania mu tempa w eksplorowaniu, stawiania kroków w codzienności i wyboru stylu tańca w marzeniach i pasjach. Można obierać kierunek dążenia do czegoś, nawet w wymiarze perfekcyjności, jednak warto mieć świadomość, że przypadkowe wypadnięcia z rytmu, potknięcia i zmiany kursu to dowody prawdziwego oparcia w rzeczywistości, mniej lub bardziej znaczące skazy, które czynią nas bogatymi wewnętrznie, uczą szacunku, pokory i wytrwałości, a nawet dostrzeżenia, akceptacji i miłości wobec samego siebie. Nie idealność sprawia, że jesteśmy wyjątkowi, lecz popełniane błędy i reakcje na nie czynią nas unikalnymi. Chaos można traktować jako sprzymierzeńca, stwarzającego nowe okazje dla wyborów i wyzwań. Spodobało mi się porównanie wspomnień do tego gatunku motyli, które na ziemi stają się niewidoczne, przypominające zeschły liść, kawałek drewna, kamień, ale kiedy się otwierają, odsłaniają wnętrze niebieskie jak lapis lazuli pożyłkowany żółcienią, ulotny dar cudu. „Królestwo z naszych ran” to ogromna satysfakcja czytelnicza, emocjonalna podróż w głąb siebie, zrozumienie kwintesencji życia, pogodzenie się z faktem przemijania, nastawienie się na odczuwanie tego, co pozornie trwałe i widzialne, a jednak ulotne i ukryte. Bogaty materiał do rozważań, intymnego rachunku sumienia, osobistego podziękowania za bliskość.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 148 stron, premiera 26.11.2025, tłumaczenie Agata Kozak
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

sobota, 31 stycznia 2026

WIELKA KSIĘGA PYTAŃ

SALLY SYMES, SARANNE TAYLOR-HERBERT

"Bo jeśli się… zastanowić, to prawdziwy świat jest o wiele bardziej niesamowity niż cokolwiek, co można wymyślić!” 
Christopher Lloyd, założyciel What on Earth!


Ciekawość świata, otaczającego środowiska i nas samych w naturalny sposób rodzi się w człowieku od najmłodszych lat. Zadajemy wiele pytań, zwłaszcza dlaczego i jak, ponieważ pragniemy wiedzieć, co się wokół dzieje i na jakich zasadach. Cudownie jeśli z biegiem lat nie tracimy tej pożądanej umiejętności, nie pomijamy okazji do nauki, nie rozbudzamy ciekawości wszystkiego wśród nas samych, naszych dzieci i wnuków. 

Popularnonaukowe publikacje pozwalają na bliską styczność z fascynującymi informacjami i rozgrzewają do dalszych dociekań. Nawet książki kierowane do dzieci i młodzieży są w stanie zainteresować i wciągnąć także dorosłych. Udanym przykładem kompresji wiedzy na łamach niemal dwustu pięćdziesięciu stron jest „Wielka księga pytań jak”. Przejrzyście, przyjaźnie, zabawnie i przekonująco przedstawia fakty, ciekawostki i luźne informacje. Poprzez zadawanie pytań inspiruje czytelnika do poszukiwania odpowiedzi we własnej głowie, a później udziela konkretnych informacji, na zasadzie okazji do sprawdzenia się w zakresie znajomości poruszanych zagadnień. Oprócz zdań zaczynanych od jak?, mamy kto wie?, co to takiego?

Sally Symes i Saranne Taylor penetrują tematykę ciała, techniki i fizyki, dzikich zwierząt, owadów robaków i innych pełzaczy, Ziemi i kosmosu. W każdym rozdziale książki znajdujemy mnóstwo interesujących aspektów, w tym budowy elementów, mechanizmów działania, zasad tworzenia, stylu funkcjonowania, powodów tworzenia. Nie do wiary! to znakomite nowinki, coś co oddziałuje na wyobraźnię, co warto znać, znajomością czego można pochwalić się w towarzystwie, a przede wszystkim zachęcić siebie i innych do ekscytujących obserwacji, odkryć i badań. Wydawałoby się, że mniej ważne fakty można pominąć, ale i w nich skrywają się zadziwiające wyjaśnienia. 

Książkę wzbogacają proste, jednak przyjazne ilustracje, fotografie, schematy, wyróżnienia i uwypuklenia. Na końcu zamieszczono przydatny słowniczek i praktyczny indeks. „Wielką księgę pytań jak” można czytać strona po stronie, dział po dziale, albo wyrywkowo, co wydaje się najbardziej efektownym zapoznawaniem się z wiedzą w tak sformatowanej publikacji. Informacje nie należą do szczegółowych, jednak nie można im odmówić różnorodności i zogniskowania na tym, co najważniejsze w danym zagadnieniu. Książka stanowi dobry pomysł na propozycję prezentową dla młodych odkrywców świata, bardzo szybko zdobędzie ich uwagę.

4.5/6 - warto przeczytać
literatura młodzieżowa, literatura popularnonaukowa, przyroda, wiek 6+
256 stron, premiera 30.04.2025 (2024), twarda okładka, format 21cm x 28cm
tłumaczenie Maja i Bartek Lisowscy, ilustracje Kate Slater
Tekst powstał w ramach współpracy z Szkrabajki.pl

piątek, 30 stycznia 2026

TUKI

Uwielbiamy rodzinnie tworzyć różnorodne konstrukcje z klocków, nie tylko tradycyjnych i klasycznych, ale również nietypowych i oryginalnych. Jeśli do tego dochodzi czynnik rywalizacji, tym chętniej wkręcamy się w zabawę. Właśnie takie tetrisowe rozgrywki sprawiają naszej małej społeczności wiele przyjemności i satysfakcji. 

W „Tukach” koncentrujemy się na układaniu kamiennych wież. Do dyspozycji mamy szesnaście kolorowych kamieni i tyle samo białych klocków śniegu. Trzeba podkreślić, że komponenty są starannie wykonane, z solidnego materiału, nie stracą na jakości przez wiele rozgrywek. Do tego mamy sto kart Inukshuk, połowa poziomu podstawowego, a druga część poziomu zaawansowanego. Wyciągamy z pudełka jeszcze kostkę do gry z symbolami zwierząt, przydatny stojak na karty i już możemy oddać się sympatycznej rozgrywce. 

Zasady gry do natychmiastowego podchwycenia, łatwo przechodzi się pierwszy etap wdrożenia do testowej rozgrywki. Wydawałoby się, że skopiowanie pozycji kolorowych kamieni względem siebie, tak jak to pokazano na karcie, nie jest trudne, ale nie zawsze nasz zamysł tworzenia konstrukcji sprawdza się. Niekiedy trzeba bardziej pogłówkować, odwołać się do przestrzennej wyobraźni, postawić na logiczne rozwiązania. Wiele klockowego kombinowania, porównywania pomysłów wykonania tego samego zadania, a wszystko w polarnym klimacie. Presja czasu rośnie, gdyż trzeba wyprzedzić rywali w budowaniu trójwymiarowej wieży i krzyknąć słowo Tuki. 

Gra oferuje dwa warianty, jeden z udziałem bloków śnieżnych, drugi bez nich. Do zabawy można zaprosić już ośmiolatków, wystarczą dwie osoby, aby się odbyła. Najlepiej sprawdza się przy obsadzonych czterech stanowiskach, wystarczą dwa lub trzy kwadranse, aby przebieg akcji wskazał zwycięzcę. „Tuki” już należą do naszych ulubionych gier logicznych, podobnie jak „Ubungo” i „Nowa Gwinea”, których autorem również jest Grzegorz Rejchtman. Koniecznie zwróćcie uwagę na „Tuki”, ze swobodą wciągają w budowanie wież, dostarczają sporo emocji, nagradzają trafione pomysły konstrukcji, ciekawie zachęcają do rozruszania szarych komórek, uruchomienia wyobraźni i precyzyjnej sprawności w palcach. Sprawdzają się w roli zajmującego relaksu w towarzyskim gronie lub w samodzielnym wprawianiu się w przestrzennej architekturze.

5/6 - koniecznie wprawiaj się w budowaniu trójwymiarowych wież z kamieni i śniegu
gra logiczna, premiera 04.09.2021
autor Grzegorz Rejchtman, ilustracje Ewa Kaplarczyk
Kamienne wieże układaliśmy dzięki współpracy z DużeKa.pl

czwartek, 29 stycznia 2026

APTEKA POD PAPROCIAMI

SUSANA OSORIO-MROŻEK

"To, że istnieje (zło), to jedno, ale zezwalać na nie, bo się przydaje, to zupełnie co innego.”

Nieduża powieść, sto osiemdziesiąt stron, na jeden wieczór czytelniczy, szybką podróż w przeszłość do renesansowego Krakowa, miasta tętniącego życiem i dworskimi intrygami, ale również doświadczonego dworskimi śmierciami i bezlitosną zarazą. Okazja do wejścia w połowę szesnastego wieku, spotkania historycznych postaci i zaprzyjaźnienia się z fikcyjnymi. Maria, kluczowa bohaterka, ciekawa od strony młodzieńczego entuzjazmu, spragniona wiedzy tajemnej, poszukująca wolności od społecznych ograniczeń, starająca się dzierżyć własny los. Dotknięta przez śmierć matki w niemowlęctwie i ojca w nastoletniości, doskonale wie, czym powinno być oddanie, przyjaźń i miłość. Jednak życie szybko pokazuje prawdziwe oblicze, mieszankę zła i dobra, ambicji i żądzy, prawdy i kłamstwa. Młoda kobieta walczy o siebie i bliskich, a wszystko splata się z dziejami Krakowa. 

Autorka przekonująco oddaje realia epoki, od strony społecznej, obyczajowej i politycznej. Czarne charaktery zgrabnie dopełniają wzorce ludzkiej natury. Sfera uczuciowa przekonująco poprowadzona. Styl narracji oszczędny i lekki, swobodnie niesie po scenariuszu zdarzeń, przekonuje odległymi czasami, odmiennymi realiami, ale ludzkimi zachowaniami sprzed pięciu stuleci, jakże zbliżonymi do współczesnych. Jeśli macie ochotę poznać bliżej ścieżkę kariery burmistrza Krakowa Erazma Czeczotki, czarnoksiężnika Jana Twardowskiego, nadwornego aptekarza Floriana Carborto, zerknąć na majestat Zygmunta II Augusta, poczuć wielką siłę miłości króla do Barbary Radziewiłłowicz, czy moc nienawiści królowej Bony Sforzy, sięgnijcie po tytuł. „Apteka pod Paprociami” zapewnia miłą przygodę czytelniczą, klimatyczną i wiarygodną, dającą świadectwo kobiecych pragnień, głębokich przekonań, że pod względem wiedzy kobiety mogą osiągnąć to samo, co mężczyźni, a nawet więcej, jeśli tylko da im się sposobność i przyzwolenie na wyjście z krzywdzących stereotypów i przypisanych społecznych ról.

4/6 – warto przeczytać
powieść historyczna, 174 strony, premiera 26.11.2025
tłumaczenie Marta Szafrańska-Brandt
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.