poniedziałek, 27 lipca 2026

LATO TAJEMNIC

KLUB MARTINI tom 2

TESS GERRITSEN

„Lampart nie zrzuca cętek.”

Lekka przygoda na wakacyjne zaczytanie lub wysłuchanie, co prawda wiele w niej kryminalnych nut, sensacyjnych elementów i thrillerowskiej atmosfery, jednak nie była to mocno angażująca lektura. Pierwszy tom serii („Wybrzeże szpiegów”) wywoła we mnie więcej emocji i chęci podążania za intrygą, ale drugi też miał swój urok. Wprowadzał letnią atmosferę podszytą sytuacyjnym humorem, zwłaszcza w odsłonie dialogów. Kontynuacja pomysłu z udziałem w akcji byłych szpiegów CIA należała do udanych, co nie znaczy, że nie przeszkadzały infantylne zachowania bohaterów. Relaks przy książce uzależniony był zatem od urlopowego nastawienia, bez większych oczekiwań, za to z wpasowaniem w plażowanie i hamakowanie.

Śledztwo w sprawie zaginięcia nastolatki przybierało łatwe do rozszyfrowania i przewidzenia kierunki, mimo że wzbogacono je o przeszłość z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Tym niemniej, sympatycznie patrzyło się na stopniowe odkrywanie tajemnic, wiele niewiadomych konkurowało o prym w ujawnianiu prawdy, zaś komendantka policji Jo Thibodeau musiała radzić sobie z wpływową rodziną i wścibskimi emerytami, oraz kwestionować wszystko i wszystkich.  Inne książki Tess Gerritsen zaprezentowane na Bookendorfinie to: „Śladem zbrodni”, "Sekret, którego nie zdradzę", "Wysłuchaj mnie", "Studentka", "Ścigana", "Z zimną krwią", "Prawo krwi", "Kształt nocy", "Osaczona", "Czarna loteria", "Bez odwrotu", "Telefon o północy", "Igrając z ogniem", sprawdźcie, które gwarantują gorączkowe poznawanie.

3.5/6 – w wolnym czasie
sensacja, premiera 26.03.2025
tłumaczenie Jan Kraśko, lektor Maciej Kowalik
audiobook, 8 godzin i 10 minut

niedziela, 26 lipca 2026

ZIMNA KREW

ANETA NOWAK tom 7

RYSZARD ĆWIRLEY

"Informacja jest jak oręż. Można się bronić i atakować.”


Przyjemnie było spotkać się z poznanymi wcześniej bohaterami, zerknąć, co u nich nowego, czym obecnie zajmują się. Jednak miałam wrażenie, że gdyby nie sympatia do kluczowych postaci, wspólnie przeżyte przygody kryminalne, siódmy tom nie pozostawiłby w pamięci czytelniczej na dłużej. Intryga nie nakręcała do poznawania, brakowało napięcia i momentami wywoływała znużenie. Brakowało dreszczyku emocji skłaniającego do niecierpliwego wgryzania się w fabułę. Może wpływało na to szybkie wprowadzenie w zaplecze przebiegu morderstwa, wiedza o grzechach ofiary i więcej niż częściowa znajomość tożsamości oprawcy. 

Ściśle zamknięte grono podejrzanych, każdy z zasadnym motywem złych intencji i podejrzanych machinacji. Nie trzeba było się starać, aby je rozszyfrować, podane zostały na wyciągnięcie ręki. Preferuję mocniejsze wprawienie czytelnika w zakłopotanie niemożnością znalezienia właściwej drogi do ujawnienia prawdy. Podobał mi się wielkopolski klimat, barwny i przyciągający, wsparty opisem miejsc i gwarą. Podziwiałam umiejętność wplatania w scenariusz zdarzeń prawdziwej społecznej, kulturowej, politycznej i kryminalnej otoczki, przekonująco nawiązującej do PRLu. Udało się zgrabne zespolenie dwóch torów i perspektyw śledztwa. Sierżant Aneta Nowak zaczęła działać w poznańskiej policji, komisarz Mariusz Błaszkowski wciągał ją w arkana specyfiki pracy w komendzie wojewódzkiej, prokurator Brygida Bocian w charakterystycznym stylu podkreślała swoją obecność w śledztwie. Czego świadkiem był las pod Grońskiem podczas samobójstwa miejscowego aspiranta policji? Co kryło się za zniknięciem poznańskiego przedsiębiorcy? W jakie sidła wpadła ukraińska kelnerka? Czego usilnie poszukiwał prezes banku? Zerknij na wrażenia po spotkaniu z "Ostatnią drogą" (tom 5) i "Brudną forsą" (tom 6), oba z serii o Anecie Nowak, oraz "Granicą możliwości" (tom 1) i "Grobową ciszą" (tom 3), z serii o prokurator Brygidzie Bocian.

4/6 – warto przeczytać
kryminał, 414 stron, premiera 10.06.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

czwartek, 23 lipca 2026

ŚWIĘTO OGNIA

JAKUB MAŁECKI

„Oczywiście wiem, że to są dosyć odważne marzenia, ale ja się w marzeniach nie zamierzam hamować… Jak marzyć, to na całego.”

Każdy z nas o czymś marzy, pragnie, aby zrealizowały się, ale jakże często zaniedbuje ich spełnienie, czekając aż same to zrobią. A przecież tak naprawdę nie chodzi w nich o satysfakcjonującą finałową odsłonę, dojście do celu, a o drogę ku niej prowadzącą i kształtującą nas wewnętrznie. W tym wszystkim potrzeba więcej niż szczyptę miłości do siebie samego, szacunku wobec pragnień i zrozumienia celu. Wiele w procesie urzeczywistniania marzeń może przeszkadzać, stanowić barierę, blokować wyobraźnię, ale warto trwać w postanowieniach, nadawać im pożądany kształt, wprowadzać w codzienność, nawet jeśli pojawiają się niesprzyjające warunki, okoliczności i ograniczenia. Jeśli w życiu gubimy marzenia, gubimy samych siebie, wyrzekamy się indywidualności, pozostajemy w fałszywej tożsamości. 

„Święto ognia” dobrze mi się czytało, chętnie poddawałam się refleksyjnemu urokowi, czułam moc emocji targających postaciami. Ciekawe wątki krążyły wokół głębokiego osadzenia w rodzinie, próżności, braku miłości, niepełnosprawności, a nawet samobójstwa. Różnorodne spojrzenia na świat, bliskość, miłość, stratę, obowiązek, wolność i siebie samych. Kiedy otworzyłam czytelniczą wyobraźnię i gotowość do odczuwania, książka przyjemnie przylegała do mnie, wzruszała i zastanawiała, uwrażliwiała i wciągała. Nie wszystko zabrzmiało przekonująco, ale zadziwiające, że w tym przypadku zastrzeżenia nie rzutowały znacząco na odbiór przygody czytelniczej. Zerknij na wrażenia po spotkaniu z innymi książkami Jakuba Małeckiego („Rdza”, „Ślady”, „Dygot”), przedstawionymi na Bookendorfinie

(zdjęcie: Biblioteka przy Zielonej)

4.5/6 – warto przeczytać
literatura współczesna, 256 stron, premiera 15.09.2021
Książka wypożyczona z biblioteki w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki.

środa, 22 lipca 2026

SZCZĘŚLIWCY

NADIFA MOHAMED

"O duszo, uciekaj do ojczyzny
i szukaj jej tam, gdzie ją poznałaś”
Ahmed Ismail Hussein (Hudeidi)


Do książki podchodziłam trzy razy. Za pierwszym razem odłożyłam, ponieważ przez pierwsze rozdziały nie nawiązałam nici porozumienia, stwierdziłam zatem, że to nie był dobry czas na spotkanie. Po kilku miesiącach powróciłam do powieści, angażowałam się w szerszym wymiarze, jednak zawirowania w życiu osobistym przerwały na dłuższy czas pasję czytania. Dopiero niedawno, nastąpiło wyciszenie w rodzinnym życiu i nabrałam chęci, aby poczuć „Szczęśliwców”. Zbudowałam pozytywne skojarzenia z lekturą, wyzwoliła sporo emocji i refleksji. 

Mroczna potrafi być natura człowieka, kiedy wchodzi w długi cień rzucany przez własne skazy i braki. Co dopiero, kiedy do głosu dochodzi zbiorowe zachowanie wsparte rasizmem i znieczulicą wobec drugiego człowieka. Szybko wydajemy negatywny osąd o kimś, kto ma przewagę nad nami w odwadze do podejmowania nieszablonowych decyzji i wyruszenia za marzeniami w daleki świat. Co dopiero, kiedy różni się kolorem skóry i pochodzeniem. Często uprzedzamy się do kogoś z błahych powodów, wynikających z niezrozumienia i nieznajomości, rzucamy pomówienia, chociaż nie mamy przekonujących dowodów. Co dopiero, kiedy wydajemy odgórny sąd nad czarnoskórym mężczyzną oskarżonym o brutalne zabójstwo żydowskiej sklepikarki. Współcześnie oburzamy się i potępiamy takie zachowania, ale mamy świadomość, że wciąż się zdarzają. Co dopiero, kiedy działy się w powojennej Anglii, tracącej statut kolonialnego mocarstwa, doświadczającej napływu ludzi różnych nacji, ponad pięćdziesięciu krajów jak w przypadku Tiger Bay, doków w Cardiff w Walii. 

Jakże błyskawicznie doszło do procesu sądowego, morderstwo miało miejsce w marcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku, a już w kwietniu zapadł wyrok, zaś we wrześniu wykonano wyrok śmierci. Nie zdradzam rozwiązania losu somalijskiego marynarza, gdyż tytuł opiera się na prawdziwych wydarzeniach, wystarczy wyszperać informacje w internecie. Nadifa Mohamed nadała faktom kształt fabularyzowany, wyrażała myśli kluczowych postaci, przybliżała od strony opisów i dialogów, wciągała w osobowość, motywacje i postawy. Koncentrowała się na osobie niewinnie skazanej za morderstwo, jednocześnie ukazywała tło walijskiej rzeczywistości, dominacji białoskórych, lekceważącego podejścia do odmienności. I nie łagodził tego fakt, że Mahmood Mattan ożenił się z białą kobietą i miał z nią trójkę dzieci. Co z tego, że drobny przestępca. Bez porządnych dowodów, prawdziwych zeznań i koniecznej bezstronności nie było mowy o rzeczywistej sprawiedliwości, zaś zasądzona kara śmierci stała się próbą ucięcia tematu, wymazania niewygodnych informacji, wstydliwych intencji i przerażającej znieczulicy. 

Nie da się zaprzeczyć, że niestety wciąż potrzebujemy publikacji przypominających o zwykłym człowieczeństwie, najcenniejszych wartościach w życiu osobistym i zawodowym, którymi powinniśmy kierować się. Za mało powstaje książek obnażających społeczny ostracyzm, patologiczną działalność organów ścigania, wymykającemu się prawu funkcjonowaniu systemu sądownictwa, prowadzonych pod publikę procesów sądowych. Znajdziemy wiele przykładów, kiedy zło rozlewa się po instytucjach i społeczeństwie, kiedy jednostka nie ma szans w starciu z potężnymi siłami stereotypów i wrogości. I to w pozornie cywilizowanym świecie, unormowanym prawnie. Przerażające, że dopiero pół wieku po wydarzeniach unieważniono wyrok, ale nie zwróciło to życia, nie zmniejszyło dramatów, nie wymazało czarnej karty śledztwa i procesu.

4.5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 444 strony, premiera 15.11.2023 (2021)
tłumaczenie Agata Kozak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 21 lipca 2026

BIAŁY SZUM

DON DELILLO

"- Trudno mi jest wyobrazić sobie, że ktoś z takimi dochodami może umrzeć.
- Może śmierć, taka, jaką my znamy, dla nich nie istnieje. Po prostu dokumenty zmieniają właścicieli.”


Moje drugie spotkanie z twórczością autora, wcześniej natknęłam się na „Podziemia”, chętnie w nie weszłam i przemierzałam, wyniosłam mocne wrażenia czytelnicze. Teraz miałam okazję zapoznać się z „Białym szumem”, i jeszcze wyżej oceniłam przygodę. Być może oswoiłam się ze stylem pisarza, a może to, że książka napisana ponad czterdzieści lat temu, lekko zestarzała się, lecz wciąż niosła wiele uniwersalnych pierwiastków. Don DeLillo wykazał się zręcznością w dostrzeganiu niekorzystnych symptomów funkcjonowania społeczeństwa w szybko rozwijającej się cywilizacji. Umiejętnie nakreślił tematykę, wiele wyciągnął z potencjału nośnego, bawił się formą narracji i przyciągania uwagi odbiorcy. Sięgnął ze swobodą po absurd, groteskę, ironię i czarny humor. 

Z jednej strony ukazał krzywe zwierciadło amerykańskiej, ale jakże mocno już zasiedlonej także w polskich realiach, konsumpcyjnej rzeczywistości. Zestawił z lękiem przed śmiercią i końcem możliwości brania i czerpania korzyści. Snuł wyolbrzymione dygresje naprowadzające kierunki refleksji i nadające pulchność opowieści, jakby z lekkiej przekory potwierdzenia nadmiarowości informacji w środkach masowego przekazu i literaturze, naukowej maniery naciągania znaczenia i przerysowania. Celnie uwypuklał bolączki współczesnego społeczeństwa. Z drugiej wyzwalał uśmiech czytelnika wiele komunikującym kontrastem, pozornie niepotrzebnym rozciąganiem akcji, nieoczywistymi dialogami, podszytymi wyjątkową mądrością młodego pokolenia, uważnego, nazbyt poważnego i krytycznego. Chaos i miałkość informacyjna, pospieszna codzienność, zachwianie piramidą wartości, dewaluacja jakości rodzinnego spędzania czasu, supermarkety jako epicentrum życia, kościół uwalniający zrzucanie odpowiedzialności za samodzielne myślenie, farmakologia mająca rozwiązania na wszelkie bolączki, nawet wyimaginowane i spiskowe. I oczywiście, nowe technologie i kultura masowa, otumaniające zbiorowości, odciągające od tego, co naprawdę ważne, wprowadzające na podium parodie intelektualne. 

Każda cywilizacja wkomponowuje się w krąg cyklu życia, powstaje, rozwija się i upada. Jak wiele lub niewiele brakuje współczesnej zachodniej, aby dotrzeć do końca egzystencji? Czy z bliskości finiszu rodzi się lęk przed śmiercią intelektu populacji i śmiercią jednostki? Z wielu perspektyw mogłam spojrzeć na powieść, wtopić się we wszechobecny biały szum, zajrzeć w nowe wyzwania życia rodzinnego, wejść w obszar ekologicznej katastrofy, odczuć negatywne konsekwencje rozwoju postępu i siły nabywczej pieniądza, na trwałe zmieniające oblicze społeczeństwa, formujące pragnienia posiadania i użytkowania, pozbawiające kontroli nad życiem. Zamiast na zagadywaniu rzeczywistości, powinniśmy skupić się na uważności postrzegania. Nic zatem dziwnego, że dużym zainteresowaniem cieszą się treningi świadomego kierowania uwagi na bieżącą chwilę, tak aby nie przeoczyć esencji życia, bycia tu i teraz.

5/6 - koniecznie przeczytaj
literatura współczesna, 380 stron, premiera 15.11.2023 (1984)
tłumaczenie Radosław Zubek
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

niedziela, 19 lipca 2026

NAWYKI MYŚLENIA

ZASKAKUJĄCA WIEDZA NAUKOWA O OPINIACH, PRZEKONANIACH I PERSWAZJI

DAVID MCRANEY

„Nie da się poruszyć struny, popychając ją – trzeba ją przyciągnąć.”
Joel Whalen

Buszując w social mediach pewnie wielokrotnie zastanawiacie się, dlaczego z ludzi wypływa tyle jadu, kiedy komentują coś, co im nie pasuje, nie zgadza się z ich przemyśleniami, ideami i wyobrażeniami świata? Skąd wielka determinacja w bronieniu swoich argumentów poprzez ośmieszanie racji podważających ich założenia i teorie? Wynika z poczucia nieomylności i przeświadczenia głoszenia jedynej prawdy, dyskomfortu spojrzenia na sprawy z innej perspektywy, przyznania się do własnych błędów rozumowania lub braku wiedzy, a następnie strachu przed zmianą opinii? Czyż nie jest tak, że kiedy wbijemy się w coś, co uznajemy za fakt i prawdę, trudno nam uznać przeczące sygnały i informacje? Dzieje się tak dlatego, że nasze mózgu preferują coś już poznanego, ujarzmionego i zaszufladkowanego, od czegoś wywracającego do góry nogami wewnętrzne wyobrażenie o otoczeniu. Nasze umysły podporządkowują się wytworzonym przez nas samych obrazom i przekonaniom. Wyrabiamy sobie zdanie, przypisujemy odpowiadający pogląd i z niechęcią spoglądamy na zapatrywania przeciwników naszych uzasadnień. Tym bardziej, że na podstawie naszego rozumowania podejmujemy decyzje i osądy, a potem niewygodnie jest wycofać się z nich.

David McRaney ukazuje, co składa się na potencjał do dokonania zmiany, w nas samych i u innych. Nie ma znaczenia, czy w obszarze społecznym, politycznym, przesądów, teorii spiskowych i kontrowersyjnych kwestii, oraz mieszance wszystkich. Objaśnia źródła i naturę gwałtowności zmian w skali globalnej, na poziomie grupy i jednostki. Przywołuje narzędzia przełamywania oporu, przyjmowania zwrotów w myśleniu, uwolnienia od przestarzałych dogmatów, szkodliwych tradycji, złych w skutkach praktyk i nieużytecznych podstaw. Zdradza, co kryje się za przyjmowaniem i akceptowaniem nowych dowodów, czym różni się skuteczna perswazja od chybionej strategii przekonywania, rozmowa od debaty. Zadziwiające, jak bardzo wyprowadza na manowce odmienne postrzeganie tej samej rzeczywistości przez różnych osobników. Autor mówi o tym, czym jest półprawda, głęboka agitacja, złudzenie introspekcji, tożsamość z grupą i lojalność wobec grupy. Stara się przedstawić wszystko w praktycznej odsłonie, przy wsparciu omówienia różnorodnych przykładów, posiłkowania się badaniami, rozmowami ze specjalistami i naukowcami, w tym neurobiologami i psychologami. Czy istnieje szczegółowy scenariusz pozwalający skłonić innych do zmiany myślenia na dowolny temat, i na czym miałby się opierać? Zdolność zmiany zdania, aktualizacji założeń i rozpatrywania innych punktów widzenia to jedna z naszych największych zalet – wynikająca z ewolucji umiejętność.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurobiologia, psychologia, 480 stron, premiera 05.06.2024 (2022)
tłumaczenie Aleksandra Żak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

sobota, 18 lipca 2026

JAK PRZECHYTRZYĆ MÓZG?

DANIEL T. WILLINGHAM

"Istnieje sposób, aby poczynić początkowo nudny temat bardziej interesującym.”

Ogromną satysfakcję odnajduję nie tylko w poznawaniu nowych dziedzin i zdobywaniu wiedzy, ale także doskonaleniu umiejętności uczenia się i zapamiętywania. Zatem z zainteresowaniem sięgam po poradniki przybliżające techniki i sposoby podkręcania pracy umysłu, aby zwiększyć efektywność, szybciej przyswajać materiał i pozostawiać w pamięci na dłużej. Daniel T. Willingham traktuje publikację jako instrukcję użytkowania narzędzia w postaci pamięci. Ponieważ mózg nakłania nas do wyboru łatwiejszych rzeczy do zrobienia niż trudniejszych, zatem pokazuje jak można go przechytrzyć, wybierać drugi wariant przynoszący na dłuższą metę lepsze efekty. Książkę kieruje głównie do studentów, omawiając trzy filary uczenia się, czyli słuchanie, czytanie i pisanie egzaminów, ale korzystać z niej mogą także nauczyciele i wykładowcy. 

Przedstawia czternaście praktycznych sposobów na skuteczną naukę. Przekonuje o korzyściach właściwego podejścia do zrozumienia wykładu, sporządzania i porządkowania notatek, uczestnictwa w zajęciach praktycznych, laboratoryjnych i ćwiczeniach. Wyjaśnia prawidłowe spojrzenie na proces uczenia się do egzaminów, także ze starych sprawdzianów, oceny gotowości przystąpienia do egzaminu i pisania go. Omawia efektywne czytanie trudnych książek, planowanie pracy, pokonywanie prokrastynacji, utrzymywanie koncentracji, zdobywanie pewności siebie i radzenie sobie z lękami. Podsuwa wyjaśnienia, sztuczki i podpowiedzi, z drobiazgowym przedstawieniem zagadnień, popartym różnymi przykładami, kluczami do zrozumienia, korzystniejszymi wariantami i łapaniem kontekstu. Podoba mi się, że przedstawia materiał od strony potrzeb młodych osób, równocześnie uczula osoby przekazujące wiedzę na oczekiwania pierwszych. Na końcu rozdziałów, w zwięzłej formie, podaje kwestie warte uwzględnienia przez nauczycieli, w podsumowaniu wypunktowuje najważniejsze.

Autor pisze w przyjazny i przystępny sposób, przyjmuje łatwą do opanowania logiczną strukturę treści, stosuje pogrubienia kluczowych przekazów, zaś w ramkach podkreśla istotne aspekty. Książkę można poznawać rozdział po rozdziale, albo wybiórczo, aby zagłębić się w tematykę potrzebną w danej chwili. Wzbogacona jest schematami, wykresami, tabelami, wzorami i grafiką, ułatwiają adaptację zagadnień. Publikacja wyjątkowo przydatna, koncentruje się na praktycznej odsłonie jak najskuteczniejszego uczenia się. Mówi o wyznaczaniu priorytetów, planowaniu nauki, czytaniu ze zrozumieniem, radzeniu sobie z odkładaniem nauki, zapamiętywaniu, skupieniu się, ocenianiu przyswojenia wiedzy, wykazaniu się na testach i sprawdzianach, radzeniu sobie z emocjami. „Jak przechytrzyć mózg” jest na tyle uniwersalnym poradnikiem, że nawet osoby po szkole i studiach wiele mogą skorzystać, gdyż uczenie się nie obejmuje tylko przedmiotów, ale również tego, co nas wokół w dorosłym życiu otacza. Tytuł również reprezentantem starannie i przejrzyście podanego materiału, aby jak najwięcej pozostawało w głowie, miało praktyczne przełożenie i inspirowało do szalenie satysfakcjonującego wchłaniania wiedzy.

5.5/6 - koniecznie przeczytaj
poradnik, praktyka uczenia się, 408, premiera 04.02.2025 (2023), tłumaczenie Filip Filipowski
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 17 lipca 2026

MORDERSTWA W MARBLE HALL

ANTHONY HOROWITZ

„Czy na tym polega uniwersalna wartość kryminalnych opowieści, że ujawniają nie tylko detale konkretnych zbrodni, ale i prawdę o całej ludzkości: cywilizacja i przyzwoitość to tylko cieniutka maska, pod którą drzemią potwory?”

Morderstwa w Suffolk” i „Morderstwa w Somerset” sprawiły wielką frajdę czytelniczą. „Morderstwa w Marble Hall” również poniosły czytelniczo, w mniej intensywnej formie, jednak niezaprzeczalnie na wysokim poziomie. Nie zaskoczyła, jak w poprzednich tomach, konwencja książki w książce, byłam przygotowana wcześniej do takiego typu rozrywki, czującej ducha klasycznych brytyjskich kryminałów. Intryga zrobiła wrażenie mniej różnorodnej i barwnej. Uważam jednak, że trochę czepiałam się powieści, która wszakże szybko i barwnie pochłonęła moją uwagę. 

Susan Ryeland po raz trzeci rozszyfrowywała zagadki kryjące się w cieniu życia słynnego detektywa Atticusa Pünda, postaci literackiej, i autora opowieści o nim, czyli Eliota Cracego. Redaktorka stawiała czoła wielu trudnościom i problemom, a kilka z nich przybierało niebezpieczne barwy. Kluczowa bohaterka, znacząco obecna także w poprzednich odsłonach serii, wikłała się w liczne gry słowne, analizowała najdrobniejsze detale, z których zbudowano fabułę. Okoliczności wykazywały złą wolę i siały zniszczenie. Echo jednej z najbardziej poczytnych brytyjskich pisarek przyćmiewał melodię pisanej przez jej wnuka książki. Jak Susan mogła połapać się w mnogości anagramów, akrostychów i szyfrów? Czy starczyło jej woli walki i determinacji? Na ile pozwoliła zbliżyć się do siebie cieniom z dawnego życia? Jak wiele dostrzegła w powieści czegoś, co dawało się dostrzec na nie tylko pierwszy, drugi i trzeci, a nawet czwarty rzut oka?

5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 590 stron, premiera 10.03.2026 (2025), tłumaczenie Maciej Szymański
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

czwartek, 16 lipca 2026

SUPERBABCIE

MARIUS MARCINKEVIČIUS

"Stary już był młody, a młody nie wiadomo, czy doczeka starości.”

Rewelacyjna przygoda czytelnicza, niesamowicie wciągająca, pełna wspaniałej rozrywki. Nie wahajcie się po nią sięgnąć, dostarcza mnóstwo radości i śmiechu, ale również skłania do ciepłych refleksji. Początkowo wydaje się, że książka idzie w kierunku wytyczonym przez symptomy starości, jednak po czterech rozdziałach wypełnia się klimatem super sensacji. Marius Marcinkevičius z niezwykłą gracją i zręcznością porusza się po stereotypach postrzegania starszych ludzi i ich domów, nawet jeśli są to nasi dziadkowie i babcie, takich jak wszechobecny zapach stęchlizny, naftaliny i bąków. A jeszcze gdzie okiem sięgnąć sztuczne szczęki, krople nasercowe i zatęchłe albumy. 

Autor w przezabawnym stylu punktuje główne grzechy zachowania bać, które drążnią najmłodsze pokolenie, czyli przytulanki bez względu na okoliczności, męczące standardowe wypytywanki i wciskanie jedzenia. Oczywiście, dla sprawiedliwej równowagi, podkreśla cudowne czyny i postawy uwielbianych staruszek, za które mocno je cenimy. Otwarte i gotowe do wtulenia ramiona, umiejętność niezwykłego pocieszania w krytycznych sytuacjach, włączony tryb obrony w każdej sytuacji i przede wszystkim bezgraniczna miłość. Nie można zapomnieć jeszcze o kuchennych wypiekach, smakowitych konfiturach, słodkich placuszkach, serowych pierogach lub mega dobrej lemoniadzie. Można babciom wybaczyć powtarzające się w określonych miejscach i czasie niezmienne rytuały, drobne niekonsekwencje w wypowiedziach, powtarzanie historii bazujących na dawnych wspomnieniach, a nawet bezpośrednie omawianie chorób i stosowanych leków. I jeszcze niezniszczalny początek zdania: „W naszym wieku…”. 

Nie ma się zatem co dziwić, że młodziutki Roch, oprócz oficjalnej wersji określania babci i jej przyjaciółek, zbierających się co tydzień na spotkaniach, nadaje im przyjacielskie ksywki. Trzeba przyznać, że wypadają zabawnie i uroczo, a jak potwierdza dalsza część historii, intuicyjnie i trafnie. Fabułę wypełnia dobry zrównoważony humor, akcja toczy się dynamicznie, w miarę rozwoju zyskuje na tajemniczości, sensacji i rysie szpiegostwa. Od wielokrotnie powtarzanego zlotu rady puchaczy, poprzez wywołujący dreszcze sen, konspirację w dziadkowym pokoju, przez tajną misję, podróż babamobile, do odnalezienia cennego rodzinnie królestwa. Po szczegóły udajcie się do powieści, wielokrotnie zaskakuje, nie tylko obrotem spraw, narracją, ale również cennymi życiowymi przekazami. Imponują bohaterowie, różnorodni, barwni, mega odważni, osobliwie utalentowani, a nade wszystko skrywający wiele sekretów. 

„Superbabcie” wywołują natychmiastową satysfakcję czytelniczą, obdarzają przygodą, o której długo się nie zapomina, ściągają ciepło do serca i wywołują uśmiech na buzi. Lektura bawi młodego i dorosłego odbiorcę. Zapewnia szczerą radość i ekscytujące niespodzianki. Na uwagę zasługuje fenomenalna narracja, przyciąga uwagę, cieszy konstrukcją i doborem słów, wbija się w potrzeby każdego czytelnika. Krótkie rozdziały i duża czcionka ułatwiają samodzielne poznawanie scenariusza zdarzeń przez młodych pasjonatów książek, a dowcipne ilustracje potęgują pozytywne wrażenia czytelnicze. Jak wiele nie wiemy jeszcze o naszych babciach i dziadkach, jak bogate okazują się ich doświadczenia życiowe, ile otrzymujemy od nich w genach, i co potrafią skrywać przed światem. Przekonajcie się sami, zerknijcie w pozornie mętne i zagubione oczy kochanych staruszków, czy przypadkiem nie są bystre, czujne i drapieżne?

6/6 – rozkosz czytania
literatura dziecięca, wiek 6+, 128 stron, premiera 28.02.2024 (2022)
tłumaczenie Małgorzata Gierałtowska, ilustracje Viktorija Ežiukas
twarda okładka, format 14,3cm x 19,8cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

środa, 15 lipca 2026

ŁAZIKANTY

J.R.R. TOLKIEN

"Nigdy nie wiesz, co cię zaraz spotka, kiedy raz wmieszałeś się w sprawy czarodziejów i ich przyjaciół.”

W zeszłym roku prezentowałam wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z „Listami Świętego Mikołaja” , zbiorem listów pisanych do własnych dzieci na przestrzeni dwudziestu trzech lat przez J.R.R. Tolkiena. Była to znakomita strawa duchowa, nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale również dla dorosłych. Podobnie jest z „Łazikantym”, wyjątkowo klimatyczną opowieścią zanurzoną w świecie fantasy. I chociaż znamy dzieła autora z wyjątkowo rozbudowanymi światami, tak w tym tytule szczególny urok tkwi w kameralności, co nie znaczy, że kluczowa postać nie przeżywa mnóstwa niezwykłych przygód w zadziwiających miejscach. 

Utwór przypomina bajkę odczytywaną w odcinkach, a im głębiej czytelnik wchodzi w wyobrażoną historię, tym bardziej docenia detale i kierunki obrotu spraw. Autor stawia na magię i czarodziei, wskazuje na dobre i złe odcienie rzucania czarów, pokazuje, że nawet ci, co potrafią zaklinać wszystko wokół siebie, nie są wolni od skaz i wad charakterów. Jako, że te mini opowiadania, połączone wspólnymi kluczami postaci, składają się na jedną opowieść, a każda kierowana jest pierwotnie do dzieci, zawierają wiele cennych przesłań, chociaż niewyrażonych wprost. Z czasem nabierają wnikliwszego znaczenia z perspektywy i dorosłego odbiorcy. Przypuszcza się, że powstały w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku, zatem raczą czytelników ciepłą aurą świadomości ich stażu, ale bynajmniej nie przeszłością. Ponieważ „Łazikanty” to ze wszech miar uniwersalna historia, niestarzejąca się, wygodna do poznawania w każdym wieku i porze roku. 

Wędrując z młodym pieskiem, któremu zabrakło rozwagi, przemienionym przez czarownika w zabawkę, stopniowo nabywamy wiedzy o świecie i jego mieszkańcach. Czy to księżycowa ścieżka wprost na krawędzi świata, głęboka mroczna dolina, zaskakujący podwodny świat, wszędzie czają się ekscytujące przygody, lekcje życia i wrażliwości. I jak to w świecie fantasy, mnóstwo różnorodnych postaci. Tolkien przywołuje choćby latającą mewę, węża morskiego, wieloryba, syrenę, smoka, wróżki, a nawet mieszkańców Wyspy Zaginionych Psów i Człowieka z Księżyca. Opowieść nie należy do długich, zajmuje niecałe dziewięćdziesiąt stron, ale w ciepłych barwach, podszytych rozmaitymi emocjami, nawet w odcieniu dreszczyku, wpływa na wyobraźnię i przeżywanie przez czytelnika. Pozostałą część książki zajmują wstęp wyjaśniający źródła i okoliczności powstania utworu i uszczegóławiające przypisy. Bardzo cennym dodatkiem są ilustracje wykonane przez autora, ze szczególnym rysem graficznym i motywem klimatycznym. Zerknij również na "Upadek Númeronu" J.R.R. Tolkiena, przedstawiony na Bookendorfinie.

4.5/6 – warto przeczytać
literatura dziecięca, fantasy, 134 strony, premiera 29.10.2024 (1926)
tłumaczenie Paulina Braiter, ilustracje J.R.R. Tolkien, twarda okładka, format 15,5cm x 23cm
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

wtorek, 14 lipca 2026

WALKA O MÓZG

WOLNOŚĆ MYŚLENIA W ERZE NEUROTECHNOLOGII

NITA A. FARAHANY

"Samomonitorowanie stało się czymś więcej niż przelotną modą. Jest to nowy sposób życia i myślenia o sobie.”

Zaintrygował mnie podtytuł książki, wolności myślenia w erze neurotechnologii. Na ile jeszcze jesteśmy w stanie sami decydować o tym, co dzieje się z naszymi myślami, jak bardzo podlegamy już inwigilacji i manipulowaniu? Nita A. Farahany podchodzi do tej tematyki nie tylko od strony uważnego przyglądania się, rozkładu na czynniki pierwsze zagadnień, poszukiwania wyjaśnień, ale również niejako z lotu ptaka, by podchwycić szerszy rozkład fal zależności człowieka od urządzeń i dokonującego się postępu technologicznego. 

Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że dzięki zbieraniu surowych danych różnorodnymi personalnymi konsumenckimi gadżetami, a następnie poddawaniu analizie, wiele możemy zdziałać na rzecz zdrowia, kondycji psychicznej, jakości pracy i życia. Z drugiej zastanawiamy się, czy stopniowo nie eliminujemy granicy wyznaczającej indywidualną wolność. Fascynuje możliwość obserwowania własnego ciała, graficzne odzwierciedlenie fal mózgowych, ale czy faktycznie jesteśmy gotowi na oddanie prywatności mózgu do monitorowania, manipulowania i komodyfikowania? Dlaczego łatwo godzimy się ze zburzeniem ostatniego bastionu prywatności, dla samych siebie, rozumiem, ale dla rządu, wojska i korporacji? A to już dzieje się w praktyce. Czy tak nisko cenimy prawo do samostanowienia o naszym mózgu i doświadczeniach psychicznych, myślach, uczuciach, rozważaniach, przemyśleniach i fantazji?

Publikacja zachęcała do dialogu publicznego na temat wolności poznawczej mózgu i potrzebnych rozwiązaniach prawnych. Przykładowo, abyśmy nie otrzymywali marketingu wprost do mózgu, nie byli poddawani perswazji, nasz mózg nie był uzależniany. Wyjątkowo wrażliwy problem, nad którym już na tym etapie rozwoju technologii powinniśmy pochylić się. Odwrotna strona medalu wskazuje, że dzięki gromadzonym danym o pracy mózgów, jawności informacji przetwarzanych przez największy narząd układu nerwowego, możliwe jest wykonanie kolejnego kroku w rozwoju nowej dziedziny nauki, jaką jest neurotechnologia. Możemy przeciwstawić się wielu urazom i niedyspozycji mózgu, w tym demencji, schizofrenii i chorobnie Alzheimera, poprzez zwiększenie wydajności mózgu. Zastanawiałam się nad ciekawym aspektem omawianym w książce. A mianowicie, dlaczego inaczej podchodzimy mentalnie i prawnie do farmakologii w przypadku uszkodzeń i dysfunkcji mózgu, niż w kwestii dopingu w sporcie? 

"Walka o mózg" zainspirowała do przemyśleń, podchwyciłam kilka zagadnień wartych dalszych rozważań i głębszych refleksji. Nie ma wątpliwości, przekształcanie ludzkości już się rozpoczęło, szkoda, że większość nie czuje potrzeby uczestniczyć w debacie, czy i w jakim stopniu to dla nas dobre i opłacalne w dłuższym dystansie. W końcu, nie chodzi o drobną kosmetyczną zmianę homo sapiens, ale o wprowadzenie gatunku w nowy wymiar egzystencji. Książka napisana przystępnym i przyjaznym stylem, łatwa w odbiorze ze względu na zrozumiały popularyzatorski charakter, liczne reprezentacyjne przykłady i odwołania do doświadczeń autorki. Uwzględniała wyjaśniające przypisy i przydatny indeks. Z mojego punktu widzenia, za dużo powtórzeń treści, szacuję, że około połowy to powielenia, pewnie dlatego, aby spełnić wymogi pracy naukowej.

4/6 – warto przeczytać
literatura popularnonaukowa, neurotechnologia, 384 strony
premiera 22.07.2025 (2023) tłumaczenie Bożena Jóźwiak
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 13 lipca 2026

TRZECH ZABÓJCÓW

KOTARO ISAKA

"Lęk i złość odczuwają wszystkie zwierzęta… Ale tylko ludzie szukają ich przyczyny i przeżywają wszystko od początku.”

Przygoda czytelnicza, po którą warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli czytelnik gustuje w zaskakujących fabułach i azjatyckim klimacie. Kotaro Isaka potrafił przykuć uwagę odbiorcy, namieszać w głowie, wystawić na próbę interpretacji zachowań bohaterów. Właśnie zabawa z czytelnikiem, zwłaszcza w zaprezentowanej gangsterskiej odsłonie, stała się kluczem do pozytywnego odbioru książki. Od pierwszej do ostatniej strony nie mogłam być pewna poczynań osobliwego zbioru przestępców i morderców, nawet jeśli znałam intencje przyświecające im. Autor podpuszczał, aby wraz z postaciami wkroczyć na mroczną ścieżkę, wypełnioną gorącym pragnieniem zemsty, bezwzględnością mordu, farmakologicznym wykorzystywaniem ludzi, torturowaniem ofiar i rzucaniem trucicielskiej plagi. Udanie dobierał panujące w powieści osobowości. Na serio traktował ich czyny, ale mniej już serio sylwetki. Tworzył frapujący pastisz gangsterskich porachunków. Co więcej, wikłał bohaterów w coś, co kręciło się w szaleńczym tempie, z szeroką gamą roszad i nagłymi zmianami odbioru wydźwięku scen. Charakterystycznie nadawał przezwiska, odwołujące się do wyglądu i zachowań zwierząt, zaś w tle rzucał luźne refleksje o gatunku ludzkim. Odwołanie do świata przyrody, perspektywa spojrzenia przez jego pryzmat na to, co kieruje człowiekiem, w jak karykaturalnym świetle się przedstawia, popchnął powieść w nieco filozoficzny rys.

Z jednej strony mocna sensacyjna akcja, wypełniona brutalnym szkarłatem, z drugiej wciągająca i prowadzona z poczuciem humoru gra z czytelnikiem, sprytnie podsycana płomieniami czegoś nieuchwytnego i niewytłumaczalnego. Na poważnie i z przymrużeniem oka, z nagłymi zmianami nastroju i odczuć. Generalnie, krzywe zwierciadło spojrzenia na świat przestępczy, w tym polityków. W przerwach pojawiał się skażony brudem ambicji i czynów obraz Tokio, którego nie wiem jakby się czyściło i tak wydostaje się na powierzchnię, chociaż pozostaje w ukryciu. Moralność nie dostępowała zaszczytu pojawienia się, za to dziwaczność i absurd mościły wygodne miejsca w scenariuszu zdarzeń. Styl narracji w punkt, przyjazny i przekonujący. Łatwo podążałam jego tropem, bił szybkim i konkretnym pulsem, detalami dożywiał układ krwionośny powieści. Wolałam, aby było mniej dopowiedzeń i znajomych wyjaśnień, jednak i w tym dostrzegłam jeden ze sposobów na podtrzymanie ironicznego humoru. „Trzech zabójców” to specyficzny thriller, angażuje uwagę, przywołuje uśmiech, po chwili wprowadza w najciemniejsze zakątki ludzkiej duszy. Coś innego, nieszablonowego, ciekawego, a jednocześnie znajomego w detalach ze środowiska zbrodni, oraz firm i organizacji zrzeszających świat przestępczy. Zerknij również na wrażenia czytelnicze po zapoznaniu się z inną książką Kotaro Isaka, przedstawioną na Bookendorfinie, "Bullet Train. Zabójczy pociąg".

4.5/6 – warto przeczytać
thriller kryminalny, 268 stron, premiera 07.10.2025 (2004), tłumaczenie Anna Horikoshi
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

piątek, 10 lipca 2026

FAŁSZYWA GRA

CARL VON WEDEL tom 3

ROBERT MICHNIEWICZ

MIŁOŚĆ I ZDRADA W CIENIU ZBLIŻAJĄCEJ SIĘ WOJNY

„Ludzie są tylko ludźmi i nawet mądrzy dadzą się podejść, jeżeli otrzymają informacje wiarygodne i niepokojące.”

Postaram się dotrzeć do poprzednich tomów serii o Carlu von Wedlu, gdyż „Fałszywa gra” spodobała mi się. Przyciągnęła klimatem tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, podczas niemieckich planów inwazji na Polskę, Robert Michniewicz fantastycznie poradził sobie z jego stworzeniem. Mocnym atutem powieści okazała się również intryga ściśle spleciona z historycznymi miejscami, postaciami i zdarzeniami. Kontrowersyjne przedstawienie marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego wpasowywało się w trudną ocenę rzeczywistej postaci. 

Swobodne poruszanie się po trudnej przeszłości państwa polskiego i różnorodnych aspektach szpiegowskiej działalności. Mniej przekonała kreacja kluczowej postaci serii. Czułam niedosyt naturalnych wątpliwości i uzasadnienia motywów angażowania się w mega niebezpieczną grę tajemnic i spisków, pomimo antyfaszystowskich i propolskich sympatii, a także echa rodzinnej tragedii. Jednak mogło to wynikać z nieznajomości prowadzenia niemieckiego pomorskiego arystokraty, zwerbowanego przez polski wywiad, w poprzednich odsłonach serii. Zaskakiwała dynamiczna kariera Carla von Wedla poprzez znajomości i okoliczności, lecz sprawnie posuwała akcję do przodu. Dziwiła zaś skłonność mężczyzny do natychmiastowego zakochania, jednak zrzucałam to na karb młodości i życia na krawędzi w labiryncie wywiadowych spisków. 

Imponowała szeroka paleta drugoplanowych postaci, uprawdopodobniających scenariusz zdarzeń, sprawnie włączanych do operacji wywiadowczych, nazistowskiego reżimu, wykradania tajnych informacji, polskiej polityki ówczesnych czasów. Warto było nawiązać znajomość z Carlem von Wedlem, młodym inteligentnym człowiekiem, znającym kilka języków, biegłym w sztukach walki i mającym doświadczenie z pobytów w różnych krajach. Sprawdzić jak poradził sobie w szpiegowskim gnieździe Abwehry, gdzie chociaż prowadzona na cichym froncie wojna była równie krwawa i niebezpieczna. Jeżeli zaś macie ochotę na kolejne przeżycie dynamicznej fabuły wypełnionej licznymi incydentami, zerknijcie na "Partnerzy. Początek" tego autora. 

4.5/6 – warto przeczytać
kryminał retro, 460 stron, premiera 22.04.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 9 lipca 2026

OKO POTWORA

JACEK DUKAJ

"Znajdowaliśmy się w stanie wojny, samotni w pustce kosmosu, miliony kilometrów od jakiegokolwiek ratunku, odcięci od ludzkości, pod huraganowym rykiem Słońca, z wrogiem na pokładzie.”

Bardzo lubię zaglądać do powieści obracających się w kosmicznych klimatach, wspartych tajemniczymi akcentami, uwzględniających materiał do filozoficznych refleksji. Przyjemność czytelniczego obcowania z intrygującą przygodą i równocześnie pożywka dla przemyśleń o ewolucji i zdobyczach ludzkich cywilizacji. Podoba mi się przeniesienie rozważań o istocie człowieczeństwa, uzasadnienia sztuki, sensie postępu, źródeł ciekawości i konsekwencji zmieniania rzeczywistości z wykorzystaniem nauki, w daleką przyszłość, w czasy międzygwiezdnych podróży, przenikania robotyki do organiczności, poszerzania granic ciekawości, zrozumienia i wykorzystania. Z jednej strony duma z intelektualnych osiągnięć, z drugiej degradacja rozumu. 

Odpływamy daleko w przestrzeń, nie tylko w ujęciu kosmicznym, ale również kwintesencji człowieczeństwa. Technologia mająca w zamyśle porządkować i ułatwiać życie ludzi, nagle przeobraża się w samodzielnie funkcjonującego potwora, wszechobecnego i wszechwidzącego, zmuszającego człowieka do podporządkowania i uległości, zwalniającego nie tyle z trudnych zadań, co z koncepcji rozwiązywania. Przypadek staje się nie motorem odkryć i innowacji, a blokadą i przeszkodą w dotarciu do prawdy w samonapędzającym się chaosie i nadmiarze informacji. Człowiek zwalnia się z biologicznego przymusu kreatywności, naturalnego nawiązywania społecznych relacji, napędzanego ciekawością poznawania rzeczywistości i przyjemnego przewidywania przyszłości w epokowym wymiarze, a zatrudnia człekokształtne automaty i podobne niby stworzenia. Naturalna skłonność ludzi do szukania powtarzających się wzorców ustępuje miejsca obsesji i paranoi.Podejrzenia i spiski stają się codziennością, wymogiem funkcjonowania, pułapką zamydlania oczu, logicznego i samodzielnego myślenia. 

„Oko potwora” znakomicie oddaje stan gęstniejącego chaosu, rozprzestrzeniającego się bałaganu, słabnącej umiejętności logicznego myślenia, nie tylko poprzez fabułę, ale i styl narracji. Dziennik lekarza, prowadzony w trakcie sabotażowej podróży kosmicznej frachtowca, nie stanowi wyzwania w poznawaniu i interpretowaniu, tym niemniej wymaga skupienia i chęci dostrzeżenia czegoś więcej niż tylko śledzenie akcji i dialogów, pobudza do uczestnictwa w podchwytywaniu pierwszoplanowych i drugoplanowych zagadnień do przemyśleń. Na ile odmienne jest postrzeganie wszechświata przez człowieka i sztuczną inteligencję? Czy bliżej AI do zrozumienia człowieka, czy odwrotnie? Czy, ogólnie mówiąc, myślące maszyny to dorobek współczesnej cywilizacji, a może główny grzech i przekleństwo? Czy rozum to siła napędowa ewolucji i postępu, czy przyszłościowa utrata wolności fizycznej i psychicznej? Niewielkich rozmiarów książka wprowadza w przyjemną atmosferę czytelniczą, bawi rozwijaniem pojawiających się kwestii refleksyjnych, jednak nie wychwytuję w niej kluczowego przesłania.

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 170 stron, premiera 01.05.2026 (2010)
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

poniedziałek, 6 lipca 2026

GRY PAMIĘCIĄ

[PRZEDPREMIEROWO]

GRZEGORZ MOTYKA 
W ROZMOWIE Z ANDRZEJEM BRZEZIECKIM


O POLITYCE HISTORYCZNEJ, POLSCE, UKRAINIE I ROSJI

" Jeśli ktoś lekceważy sprawy przeszłości, to ta w końcu bierze na nim odwet.”

Interesująco spędziłam czas z książką, wciągnęłam się w rozmowę dwóch historyków, entuzjastycznie podchodziłam do zakresu poruszanych zagadnień i teorii. Niekiedy zakres merytoryczny wykraczał poza moje historyczne zainteresowania, ale chętnie przyglądałam się im w ujęciu zaprezentowanym przez Motykę i Brzezieckiego. „Gry pamięcią” zachęcająco ukazały źródła i istotę fałszywych narracji historycznych, szkodliwość obrony hipotez na temat źródeł zbrodni, przykłady zapętlenia polityki i historii. W politycznej przestrzeni historia traktowana bywa jako narzędzie wzbudzania emocji, przekierowywania uwagi i mobilizacji społecznej. A przecież nawet najszczytniejszy cel nie powinien odkształcać fakty i prawdę w imię indoktrynacji. Książka przywoływała zagadnienia fałszowania przeszłości, zmieniania znaczenia wydarzeń, dopisywania kłamstw do życiorysów. Idealnie wstrzeliła się w niespokojny czas napięcia między Polską i Ukrainą w interpretacji narodowych bohaterów i uczestników ludobójstwa, i nie tylko.

Autorzy wspominali o rosyjskim rozgrywaniu mapy politycznej. Nie unikali ukazania polskich mrocznych czynów. Upominali się o świadomość konieczności prowadzenia dialogu, wyjaśniania kart historii i budowania porozumienia, w aspekcie społecznym, politycznym i historycznym. Ciekawie naświetlali inną niż sinusoidalnie popularyzowaną perspektywę spojrzenia na kogoś, coś, miejsce, zdarzenie lub kampanię informacyjną.Tytuł na jedno posiedzenie czytelnicze, dla uporządkowania wiedzy, przypomnienia faktów, wyjaśnienia postaw polityków, uchwycenia kontekstu prawdy historycznej, uczulenia na wyłapywanie celowo ukrytych prawd. Dobra okazja do przyjrzenia się wybranym zagadnieniom polskiej historii, tej przeszłej i obecnej, powiązanych węzłem ambicji, konsekwencji i potrzeb narracyjnych. Indeks nazwisk pomagał w poruszaniu się po publikacji, zaś płynna i zrozumiała narracja, wsparta wyjaśnieniami, zachęcała do przygody z książką i rzetelnym postrzeganiu polityki historycznej Polski, Ukrainy i Rosji.

4.5/6 – warto przeczytać
historia, 322 strony, premiera 08.07.2026
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

niedziela, 5 lipca 2026

KOCHANEK BEZ STAŁEGO ADRESU

CARLO FRUTERRO, FRANCO LUCENTINI

„Tak go poznałam, tak go zobaczyłam po raz pierwszy i (jak sądziłam) ostatni.”

Spróbuję w pełni wyrazić, jak szalenie spodobała mi się przygoda czytelnicza. Wspaniale pobudziła wyobraźnię, swobodnie uwolniła ciepłe emocje, przyjemnie wprowadziła w stan czytelniczej hipnozy. Powieść, której każda strona dostarczała mnóstwo nieszablonowych doznań. Wczytywałam się w każdy akapit z ogromnym zainteresowaniem. Zachwycałam się stylem narracji. Natychmiast przekonałam się do głównych bohaterów. Weszłam w świat czegoś, co fenomenalnie tajemnicze, zwodnicze w odkrywaniu prawdy, iluzoryczne w prezentacji zdarzeń. Dotykałam czegoś nienamacalnego, a przy tym czułam, że rzeczywistość wymyka mi się pojmowaniu. Jakże to wszystko rozgrzewało do snucia interpretacji, bawienia się w domysły, wysuwania przypuszczeń. Jednocześnie silnie odbierałam emocje bohaterów, patrząc na nich indywidualnie i razem. Kobieta i mężczyzna, dwa światy przecięte na moment wspólną ścieżką, na błysk czasu, maleńki fragment nieskończoności mocno nasycony uczuciami i doznaniami.

Miałam nieodparte wrażenie, że wiele z elementów i pomysłów „Kochanka bez stałego adresu”, a przede wszystkim niesamowitego klimatu, zostało zaczerpniętych przy tworzeniu filmu „Joe Black”, który należy do moich ulubionych produkcji na duży ekran. Coś spoza życia staje się nauczycielem życia, oprowadza po tym, co w nim ma wyjątkowe znaczenie, przybliża historię miejsca, które w szczególny sposób ukształtowało swój wizerunek. I kolejny aspekt powieści, który mocno na mnie oddziaływał, to obraz cudownej Wenecji, tej oczywistej, znanej ze szlaków obleganych przez turystów, i tej nieznanej szerszej publiczności. Bogactwo drogocennych zabytków, unikalna forma egzystencji miasta wysp, kanałów i mostów, niezwykła przeszłość sześciu dzielnic, niezaprzeczalny duch trwania pomimo pogodowych i środowiskowych zagrożeń. Odkrywanie całego obrazu Wenecji stało się przywilejem, dostępnym jedynie z racji niezwykłej znajomości i bliskości. Miasto kochanków tłem i równoprawnym uczestnikiem opowieści. Trudno mi było nie wpaść w melancholijny nastrój, refleksje na temat tego, co łączy ludzi, co stanowi o jakości życia, czym tak naprawdę jest przemijanie i trwanie, samotność i bliskość, tęsknota i nadzieja. Delikatnie, dyskretnie, wrażliwie, ale jednocześnie wytwornie, elegancko i okazale, nadzwyczajnie pysznie i z fantazją. W takich książkach zakochuję się, takich poszukuję.

6/6 – rozkosz czytania
literatura piękna, 254 strony, premiera 12.06.2024 (1986), tłumaczenie Barbara Sosnowska
Tekst powstał w ramach współpracy z DużeKa.pl

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

NICK PRIMEON. ANEGRTUSH

NICK PRIMEON tom 2

MAREK SZYMAŃSKI

"Czy wojna nie nauczyła cię jeszcze, że w walce o wyższe dobro są rzeczy ważniejsze niż prawda?”

Miłośnicy różnorodnych przygód, będą zachwyceni. Powieść intensywnie nasycona incydentami, w zasadzie od jednego natychmiast przechodzi się do drugiego. Dynamiczna akcja sprzyja wciągającemu zaczytaniu. Drugi atrakcyjny wabik to klimat książki, szeroko rozumiana fantastyka, w której nie brakuje barwnych elementów z wielu jej podkategorii. Co więcej, scenariusz zdarzeń okazuje się zgrabnie osadzony nie tylko w perspektywie wszechświata i kosmicznych podróży, ale również pojedynczych planet i walki o przetrwanie na nich wobec wrogich zamiarów przeciwników. Marek Szymąński reprezentuje lekki i przyjemny styl pisania, odbiorca treści chętnie się mu poddaje. Ciekawe opisy świata, nie są innowatorskie, ale sympatycznie czerpią inspiracje z klasycznych dzieł science fiction i fantasy. Bardziej wprawiony w poznawaniu gatunków szybko dostrzeże nawiązania i podobne wzorce. Dialogi dopełniają fabułę od strony wyjaśnień i emocji, okazują się zrównoważoną dawką z pozostałymi elementami treści. 

Duży plus za konsekwentne trzymanie się portretu kluczowej postaci, chociaż przyznaję, że w drugiej odsłonie serii Nick Primeon stracił nieco na kalejdoskopie motywów, umiejętności i genetycznych cech. Tym niemniej, chętnie śledzi się walkę dobra ze złem, pragnienia z przeznaczeniem, obecności z wykluczeniem. Powstają refleksje związane z zagadnieniami moralnych oszustw, ryzyka podwójnej gry, ceny likwidacji jednostek dla dobra ogółu. Polityka nie zna litości, to twardy dyktator na arenie wszechświata, czy jest jakakolwiek szansa, aby ukierunkować ją w pożądaną stronę, wykluczyć zdradę i uniknąć sprzeniewierzenia się? Jak odnaleźć się w misternie utkanej sieci kłamstw i pozorów? Jak dostrzec, kto jest prawdziwym przyjacielem i wsparciem, a kto mami poparciem a tak naprawdę dba jedynie o własne wpływy i zaspokojenie żądzy władzy? Czy współpracując z czarną i mroczną siłą nie narażamy się na przeniknięcie jej w nasz światopogląd i ambicje? "Nick Primeon. Anegrtush" to propozycja czytelnicza, która kipi przygodą, czaruje kosmosem, wabi mrocznymi intrygami. Zaprasza do poważnej gry o wszechświat, ale ze szczyptą humoru. Zanim się za nią weźmiesz, poznaj pierwszy tom "Nick Primeon", również zaprezentowany na Bookendorfinie.

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 350 stron, premiera 20.01.2026
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

sobota, 25 kwietnia 2026

NICK PRIMEON

NICK PRIMEON tom 1

MAREK SZYMAŃSKI

"Taki paradoks, że często życiu sens nadaje właśnie to, w jaki sposób się ono kończy.”

Przyjemna i wciągająca przygoda czytelnicza. Sympatycznie spędza się czas. Zgrabnie łączy wiele elementów science fiction, fantasy, kryminalnych i romantycznych historii. Mam wrażenie, że każdy znajdzie w niej coś, co sprawi, że fabuła go zaciekawi a klimat przyciągnie. Miłośnicy kosmicznych podbojów poczują dreszcz rywalizacji kilku znaczących sił we wszechświecie, walki o władzę, wpływy i bogactwa. Lubiący czytać opowieści o superbohaterach będą mieli okazję śledzić los jednego z nich, przeznaczenia przyjmującego różnorodne scenariusze wizji. Osoby chętnie wgryzające się w liczące tysiące lat dynastie i rody poczują ducha starych legend i dworskich spisków, dodatkowo, w kosmicznym wymiarze. Mnie najbardziej podoba się niepewność związana ze złożonością intrygi rozgrywającej się wokół kluczowej postaci serii. 

Marek Szymański zgrabnie trzyma czytelnika w niepewności nakładających się interpretacji funkcji powierzanych bohaterowi. Kiedy wydaje się, że Nick dociera w końcu do momentu, który wszystko ma wyjaśnić o jego przeszłości i teraźniejszości, nagle sytuacja wymyka się spod kontroli. Rodzi się więcej pytań niż odpowiedzi. I właśnie to uznaję za największą zaletę książki, nieustanność zmiany i nagromadzenie incydentów, które trudno jednoznacznie wytłumaczyć, trzeba czekać na to, co za chwilę się okaże. Autor nie wymyśla nowych chwytów narracyjnych, sięga po odkryte przez pisarzy schematy science fiction, a jednak potrafi przykuć uwagę niepewnością, czy postać wkracza w krainę dobra czy zła, czy wymyka się przeznaczeniu, czy wpada w sidła fatum, na kogo może liczyć, z kim mierzy się. Ciekawe połączenie spiskowych nici, tajnych misji, niebezpiecznych wyzwań, tajemniczych przeszłości, niezwykłych zdolności, sekretnych sojuszy, samobójczych wyzwań, galaktycznych wojen, mrocznych bestii. Najmniejsze wrażenie wywiera romantyczna relacja, prosta i przewidywalna, choć z zabawnymi dialogowymi wstawkami, to dramat z czasem nabierający kolorytu, innym może się spodobać.

4/6 – warto przeczytać
science fiction, 290 stron, premiera 09.07.2020
Tekst powstał w ramach współpracy z Secretum.pl

piątek, 24 kwietnia 2026

JEDWABNIK

ROBERT GALBRAITH (J.K. ROWLING)

CORMORAN STRIKE tom 2

"Ten morderca był rzadziej spotykaną, dziwniejszą bestią: taką, która skrywa swoją prawdziwą naturę, dopóki ktoś nie zakłóci jej spokoju..”

Drugi tom serii o Cormoranie Strike zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, zarówno od strony intrygi, jak i otoczki obyczajowej. Podobał mi się sposób prowadzenia relacji między detektywem a jego asystentką, wzajemne poznawanie, budowanie zaufania i usprawnianie współpracy. Podobnie jak w „Wołaniu kukułki”, tak i w „Jedwabniku”, nie spieszyłam się w poznawaniu treści, nie chciałam tracić żadnego detalu, aby podążać równolegle do rozwoju akcji własnymi interpretacjami, a ponadto polubiłam klimat, w jaki wprowadzała czytelnika autorka. Osobliwe zniknięcie pisarza, makabryczne morderstwo, złowróżbny rękopis, uporczywa inwigilacja, próba zabójstwa i wiele atrakcyjnych incydentów mieszało się w pajęczynie niewiadomych, tropów i przypuszczeń.

Strike, dawnej zasłużony wojskowy, a obecnie prywatny detektyw, na prośbę żony autora niecodziennego dzieła, przystąpił do wyjaśnienia zdumiewających okoliczności nieobecności ekstrawaganckiego mężczyzny. Trafił na skomplikowaną, dziwną i groteskową sprawę, sadystyczny bieg wydarzeń, zainspirowany literaturą i przeprowadzony z bezwzględnością. Stanął do walki z niebezpieczną i zaburzoną osobowością, obdarzoną wyjątkową inteligencją i wyrachowaną wyobraźnią. Wiele dni śledztwa upływało i nie przynosiło konkretnych rezultatów. Czy Cormoranowi, słynącemu z dostrzegania subtelnych znaków, odnajdywania wspólnych stycznych z masy niepowiązanych ze sobą dowodów, udało się wyłonić wyraźny obraz mordercy, zdolnego do potwornego okrucieństwa? Dopiero pod koniec zorientowałam się, jak podchwycić właściwe tropy i dokąd mogą zaprowadzić, a to diabelsko satysfakcjonująca zaleta.

5.5/6 – koniecznie przeczytaj
kryminał, 474 stron, premiera 02.10.2019 (2014), tłumaczenie Anna Gralak
Książka wypożyczona z biblioteki.

czwartek, 23 kwietnia 2026

POMIĘDZY NAMI GÓRY

CHARLES MARTIN

"To zaskakujące, co cenimy, kiedy jest z nami naprawdę źle."

Ciekawe spotkanie czytelnicze, w przyjemny sposób wypełnia kilka godzin relaksu z książką. Nie trzyma mocno w napięciu, lecz we frapujący sposób wciąga w śledzenie fabuły. Wyjątkowo trudne wyzwania przed bohaterami książki, wyrwani z bezpiecznych i utartych szlaków zwykłej codzienności, teraz muszą szybko nauczyć się funkcjonować z dala od cywilizacji. Nagłe pokrzyżowanie zamierzeń i planów, wystawienie na surowe i dzikie prawa natury, brutalna walka o życie. Mierzenie się z niebezpieczeństwem, udręką i cierpieniem, stawianie czoła własnym słabościom, niedyspozycjom, wyczerpaniu i zmęczeniu, ale także konfrontowanie się z bolesnymi wspomnieniami.

W srogich warunkowaniach przyrody, przy uciążliwych zmaganiach z samym sobą i otoczeniem, człowiek zostaje wystawiony na ciężką próbę. Odzywają się głęboko zakodowane lęki i obawy, ale również intensywne pragnienie przetrwania, niesienia pomocy drugiej osobie, zachowania ludzkiej godności i poczucia wartości. Do głosu dochodzą najróżniejsze emocje, zarówno te pomagające w uniknięciu śmierci, jak i te prowadzące do samozniszczenia. Wspólne doświadczenia i przeżycia budują współzależne powiązania, unikalną więź, silną zażyłość i poczucie wspólnoty. Krystalizuje się odpowiedzialność, oddanie, zrozumienie, przywiązanie, przyjaźń i miłość. Łańcuch relacji, jednak z bardzo kruchymi i łamliwymi powiązaniami między ogniwami.

Głównymi bohaterami powieści są Ben Payne, chirurg ortopeda wracający z konferencji medycznej, uwielbiający bieganie i wspinaczkę wysokogórską, oraz Ashley Knox, felietonistka pisząca do magazynów kobiecych, za kilkanaście godzin wychodząca za mąż. Nieznajomi ocaleni z katastrofy awionetki podczas zamieci śnieżnej, oboje poważnie ranni, zdani tylko na siebie, bez możliwości schronienia i pomocy, wystawieni przez fatalne zrządzenie losu na życiowy sprawdzian o największej randze. Środek nietkniętego i niezamieszkałego pustkowia stanu Utah, niedostępne górskie szczyty, pokryty śniegiem krajobraz, dojmujące zimno, brak wytyczonych szlaków, żywności i szansy kontaktu z kimkolwiek innym. Krok po kroku, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, usilne próby pokonywania problemów, odległości, wyniszczenia organizmu i psychiki.

Mocne wrażenie wywarł na mnie cichy i wzruszający monolog Bena z żoną, podejście Payne do ludzi, głębokie zrozumienie wszystkich aspektów niepokojącej sytuacji i odpowiednia postawa wobec nich. Przekonała mnie postać odważnej i twardej Ashley, umiejętność odczytywania nastroju drugiego człowieka i właściwego sterowania rozmową. Natomiast drażniło mnie zbyt wiele pojawiających się sukcesywnie przychylnych zbiegów okoliczności, sprzyjających przypadków, przewidywalnych scen, ale to lekka i przyjazna literatura, która ma przede wszystkim bawić, a także w pozytywnych barwach skłaniać do przemyśleń. Czy każdy z nas dysponuje taką samą wolą życia? Dlaczego miłość potrafi przewartościować życie, wpływać na inny odbiór świata, zabliźniać rany i dawać nadzieję? Jak wielką siłę, otuchę i ukojenie przynosi przebaczenie?

4/6 - warto przeczytać
literatura obyczajowa, 336 stron, premiera 01.01.2011 (2010), tłumaczenie Jacek Bielas
Książka z biblioteki.